Czołówka się trzyma - skomentował zaprzyjaźniony bloger, gdy ujrzał mój albumowy kolaż z mijającego tygodnia. Cóż, nie będę kłamać, są takie krążki, które wchodzą na długo do głowy. Niemniej jednak nie jest tak bym się całkiem zamknął na nowe. Po prostu nie zawsze najświeższe premiery zaczynają wyścig z pole position. I choć tak właśnie było w tym tygodniu, warto i o nich kilka słów napisać. Zapraszam więc do lektury!
Na początek wspomniana czołówka. Tu nieprzerwanie rządy sprawują Słowianie z Czarnego Bzu z płytą W Blasku Księżyca. Ich industrial metalowe interpretacje ludowej muzyki to coś niespotykanego na scenie muzycznej, nie tylko rodzimej. Tym bardziej na uznanie zasługuje fakt, że wysoki poziom utrzymuja na kolejnym krążku, gdy już sam efekt zaskoczenia nie działa tak mocno. Do pieca dołożyło też Frayle, mieszające psychodeliczny doom metal z shoegaze'm i ponownie większą ilością agresywnych wokali uzupełniających hipnotyzujące szepty wokalistki. W porównaniu do eterycznej poprzedniczki, Heretics & Lullabies to naprawdę rozdzierający trzewia, emocjonalny ogień. Kroku próbują dotrzymać im grające szybko i agresywnie heavy/power metalowe Rage i thrashowy Testament ale mimo całej swojej energii nie są w stanie w pełni wybić mi z głowy wspomnianej powyżej dwójki.
Jest jednak kilka zespołów, które również aspiruje do zawładnięcia moim sercem i duszą. Pierwszy z nich to pochodząca z Włoch Elettra Storm. Evertale to ich drugi album, następca rewelacyjnych Powerlords, uznanych za jedno z największych power metalowych objawień zeszłego roku. Zjawiskowa Crystal Emiliani z kolegami poszli za ciosem i serwują nam kolejne 9 kapitalnych numerów, dynamicznych, bardzo melodyjnych i umiejętnie zaaranżowanych w symfoniczne smaczki. Najszybciej serce bije oczywiście przy tych nomen omen najszybszych kawałkach, takich jak The Secrets Of the Universe (najczęściej słuchany przeze mnie utwór w tym tygodniu), Master of Fairytales (mocno "kai hansenowy") czy Blue Phoenix (świetny wybór na pierwszy singiel). Warto jednak wspomnieć, że pozostała szóstka to też naprawdę warte uwagi kompozycje.
Zespół Grailknights stawia również na power metal ale ciężki, bombastyczny i bardzo przebojowy. Forever to ich kolejny album, który trzyma poziom a jego wielokrotny odsłuch zamiast nudzić sprawia coraz więcej przyjemności. Umiejętne wykorzystanie elektroniki nie zabija gitar i metalowego pierwiastka a tym bardziej uwypukla klimat towarzyszący muzyce (co jak wiemy nie udaje się każdemu). Teksty z definicji nie są pisane na serio ale mimo to fajnie posłuchać i zanucić takie hity jak Weekend Ninja czy Snow in Bordeaux i na chwilę oderwać się od rzeczywistych problemów.
Złośliwi mogliby nazwać projekt Arcane Tales takim "DIY Rhapsody". Fakt, że stojący za nim Luigi Serrano nie kryje fascynacji legendą włoskiej sceny power metalowej a główną inspiracją do tworzenia muzyki było nagranie swojego wymarzonego albumu Rhapsody. Podobieństw jest dużo. Fantastyczny setting, własna historia (Luigi pisze też książki fantasy), miks elementów symfonicznych z power metalem i neoklasycystyczny styl gry na gitarze powinny spodobać się zwłaszcza miłośnikom Rhapsody z okresu gdy Luca i Alex wspólnie dowodzili zespołem. Od 2016 roku pod szyldem Arcana Tales ukazało się już 8 albumów z czego najnowszy Ancestral War liczy sobie dopiero 14 dni. Co o nim sądzę? Bardzo mi się podoba, jest pełen epickich galopad, fragmentów śpiewanych w bardziej agresywnym stylu (co nasuwa nawet mocniejsze skojarzenia z Bal-Sagoth niż Rhapsody) i spokojniejszych, pełnych rozmachu, muzycznych pejzaży. Gdyby to zespół Luci i Alexa nagrał ten krążek, mógłby spokojnie wypełnić przestrzeń między Power of the Dragonflame a drugą Symphony. Ja jak mówiłem, jestem na tak, nie kryję zachwytu i gorąco polecam!
Teraz coś dla spragnionych i wiecznie marzących o przebojowych latach 80-ych. Era popularności hair metalu wybuchła z wielką mocą i po kilku latach wypaliła się by około 92-93 roku zrobić miejsce dla brutalnie realistycznego grunge'u. Po latach jednak ochota na energetyzujące, melodyjne i odpowiednio ciężkie granie wróciła a ojczyzną nowej fali hair metalu stała się Skandynawia. Shiraz Lane to kapela z Finlandii, którą na celowniku miałem już od kilku lata ale jakoś nigdy nie było dobrego momentu by się za nią zabrać. Trzeba było czekać do premiery singla Come Alive zapowiadającego płytę In Vertigo. Ten soczyście gitarowy kawałek porwał mnie bez reszty i sprawił, że wprost nie mogłem doczekać się premiery całej płyty. Co prawda w premierowy weekend (czyt. poprzedni) jakoś nie przebiła się do tygodniowej topki ale już od poniedziałku słucham jej głośno i pozwalam sobie na może trochę nieśmiałe ale jednak pląsy w rytm niejednego obecnego na niej przeboju. Takie utwory jak właśnie Come Alive, Babylon czy Sayonara Love mają w swoich melodiach coś, co wydaje się, że już gdzieś słyszeliśmy i to w mainstreamowym popie ale wzmocnione ostrą gitarą i mocną sekcją rytmiczną nabierają ciężaru i mocy, z miejsca ładując baterię w nawet najbardziej zblazowane, jesienne dni. Miodzio!
Jest kilka albumów, w które trzeba się wsłuchać by odkryć ich pełną moc. Nie ma tam miażdżących uszy swoją energią kanonad ale emocjonalnie człowiek też może zostać sponiewierany. Tu liczy się właśnie atmosfera i umiejętność wniknięcia w serce niemal niepostrzeżenie, między jednym a drugim mglistym dźwiękiem. Taką moc mają płyty Reminy i shedfromthebody, gdzie doom przenika się z shoegaze'em a post-metal z atmosferycznym rockiem. Jest niespokojnie, jest onirycznie i jest "śmiertelnie pięknie". Polecam odpowienio The Silver Sea i Everything Out There Has a Teeth wszystkim, którzy potrafią nie tylko słuchać ale i czuć muzykę.
Trochę więcej czasu potrzebowałem też by się zapoznać z debiutem (trochę naciąganym bo zespół pod inną nazwą działał już wcześniej) wrocławskiego Octotankera zatytułowanym Voidhopper. Na szczęście udało mi się w końcu zabrać za te kosmiczno-gruziaste dźwięki a przełom miesięcy upłynął mi na psychodelicznych dryfach po dystopijnych, przygnębiających przestrzeniach. Mam tylko jedną uwagę, redaktor Adamska zapowiadała, że drugi singiel z albumu będzie prawidziwym bangerem. Powiem tyle, doceniam Starhips ale to przy The Source and the River are One odlatywałem najmocniej.
Teraz czas na krążki solidne, dobre i poprawne. Pierwsza grupa to na pewno nowy Sabaton, na którym znajdziemy kilka rzeczywiście przyjemnie słuchających się numerów, jak choćby bardzo klasyczna, powerowa Maid of Steel. Bardzo udany jest też concept album Fear, za który odpowiadają portugalscy "soundtrack metalowcy" z Glasya. Choć historia opowiedziana tą płytą jest nieco inna to przez wzgląd na pewne okoliczności przywodzi mi na myśl arcydzieło wśród koncepcyjnych wydawnictw czyli Mercy Falls prog/powerowego Seventh Wonder. To chyba dość mocne wyróżnienie. Z dystansem podchodziłem do drugiej płyty Memories of Old, nagranej już bez znanego wśród fanów gatunku wokalisty i gitarzyty Tommy'ego Johanssona. Po w sumie już 10 dniach spędzonych przy Never Stop Believing muszę stwierdzić, że trochę nad wyraz się obawiałem. Płyta jest przyzwoita, choć momentami utworom brakuje ikry. Za samo jednak Fire in the Night, płynące na podwójnej stopie z niesamowitą lekkością należy się zespołowi duży plus. Podobnie mam z Human Fortress i albumem Stronghold - sporo poprawnych utworów, dobrze zagranych ale prawdziwy ogień udaje się zespołowi wykrzesać dopiero w zamykającym album (a w zasadzie jego pierwszą płytę) The Darkest Hour.
Wspomniałem na wstępie, że trochę nowości przedostało się do moich głośników w tym tygodniu. Nim jednak się nimi zajmę jeszcze dwa krótkie wspomnienia. Jedno bolesne, gdyż kilka dni temu dowiedzieliśmy się o śmierci Marcie Free, wokalistki znanej i szanowanej w świecie AOR-a i melodyjnego rocka. To jej głos (a w zasadzie jeszcze wtedy jego, Marka Free, byla to bowiem osoba transpłciowa) słychać przede wszystkim w klasyku Iron Eagle (Never Say Die) grupy King Kobra jak i na płytach Singal czy Unruly Child, mniej znanych ale skandalicznie niedocenionych grup. To właśnie repertuar tego ostatniego zespołu, po informacji o śmierci piosenkarki zacząłem sobie przypominać. Dziś więc, podobnie jak wczoraj na FB, podrzucam Wam chyba najlepszy utwór a na pewno najmocniej wybrzmiewający w tym momencie, Livin' In Someone Else's Dream. R.I.P.
Drugie wspomnienie dotyczy zespołu, który już od długiego czasu nie wydał nowej muzyki. Aktywność w social mediach też ucichła. Nie wiadomo więc jaki jest aktualny status zespołu, natomiast jego muzykę w sieci nadal można znaleźć i od kilku dni zacząłem się nią raczyć po co najmniej kilkuletniej przerwie. A przecież Die Laughing słuchać zacząłem niemal równolegle z Inkubus Sukkubus, innym uznanym gothic-rockowym zespołem. Tu też mieliśmy piękny i mocny głos wokalistki, nawet bardziej operowy niż w przypadku Candii z IS, muzyka też mocniej organowa. Taki gotyk z prawdziwego zdarzenia bez punk-rockowych dodatków. Jeśli te kilka zdań Was zaciekawiło zapraszam na playlistę, macie tam dwa chyba najlepsze, a na pewno moje ulubione numery - Glamour and Suicide i Firedance.
Ok, to teraz w końcu wspomniana nowość. Było kilka ciekawych krążków wydanych w ten piątek, niestety nie na wszystkie starczyło czasu (weekend jednak z wiadomych względów mocno wyjazdowy). Do topki przebiła się nowa płyta Mago de Oz, folk-powerowej instytucji muzycznej z Madrytu. Malicia utrzymuje chwalony już przy okazji wcześniejszej o półtora roku Alicii [sic!] balans między szybkością a ludowością ale trochę traci, jak wiele płyt tej kapeli, na zbyt długim czasie trwania. 15 utworów (z miniaturkami co prawda licząc) w kontraście do 9 na poprzedniczce sprawia, że po pierwszych kilku odsłuchach wiele kompozycji trochę zlewa się ze sobą. Myślę jednak, że album potrzebuje czasu a ja już wyłuskuję z niego pierwsze wybijające się kawałki. Takim jest np. La Terra de Nunca Jamas trochę przypominający Helloween z okresu drugich Keepersów choć z obowiązkowym celtyckim antruażem.
Ok, więc była już i czołówka i peleton, odblokowaliśmy też nową postać. Cóż nam więc pozostaje jak tylko grać. Grać muzykę z playlisty gdziekolwiek jesteście, na słuchawce, Hi-Fi czy w samochodzie. Niech Wam towarzyszy dziś i przez cały nadchodzący tydzień. Link poniżej:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz