Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top Miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top Miesiąca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2026

Lipiec 2026 - Podsumowanie Miesiąca

 


Przed nami ostatnie kilkanaście godzin lipca AD 2026. Nie będzie więc jakąś dużą niestosownością, jeśli już teraz pozwolę sobie na muzyczne podsumowanie miesiąca. W nim zaś, tradycyjnie, postaram się wyjaśnić których artystów dało się u mnie usłyszeć najczęściej i jakie miałem ku temu powody. Przejdźmy zatem do sedna.

Pride of Lions - przez nowy album, wydany na początku miesiąca Unbridled, który jest taki jaki być powinien, melodyjny, gitarowy i z lekką nutką romantyzmu. Kwintesencja AORa ale czego innego można się spodziewać, gdy ma się na pokładzie Jima Peterika i Toby'ego Hitchcocka?

Mlecze  - na rockowo-metalowym fanpeju rzadko jest miejsce na lżejsze i eteryczne dźwięki. Zawsze jednak gdy sięgam po takie dreampopowo-shoegaze'owe granie jest to coś, co wyraźnie wyróżnia się z tłumu. Tak też jest z Albumem Niebieskim warszawskiej formacji, który zadziwiająco synchronizuje się z moimi emocjami i trafia swoja poetyką w moją liryczną wrażliwość

Radogost - folk-metal, zwłaszcza polski od zawsze był jednym z uwielbianych przeze mnie gatunków, tak jak Młoda Polska ze swym dekadentyzmem z epok literackich też była mi bliska. Weterani polskiej sceny na nowym albumie po raz kolejny udanie połączyli oba te elementy więc obecność Dziedzictwa Ognia w dzisiejszym zestawieniu nie powinna nikogo dziwić

The Tirith - Dancing with Vampire is not very wise - być może, ale gdybym zaciekawiony tytułem tego utworu nie sięgnął po twórczość bryryjskich prog-rockowców, byłbym dziś zdecydowanie uboższym człowiekiem - tak pod kątem nomen omen wiedzy muzycznej ale i wrażeń estetycznych

Black Sites - za mrok, tajemniczość ale też pewną podniosłość i ciężar zaprezentowany na najnowszym krążku amerykańskiego zespołu, który nie jest może w gronie najbardziej znanych twórców progresywnego metalu ale muzycznie w niczym nie ustępuje popularniejszym kolegom po fachu

Shadowborne - power metalowi debiutanci ze Szwecji kolejny miesiąc pojawiają się regularnie w moich słuchawkach i jest to tylko i wyłącznie zasługa ich dynamicznej muzyki, czerpiącej to co najlepsze z różnych stron powerowego spektrum - od speed metalowej agresywności po elektronikę w stylu choćby Battle Beast

REZN - Cycles in the Infinite Dream przygniotły mnie swą psychodelą i stoner/doomową atmosferą już w dniu premiery i nie ma takiej siły by mnie wyrwała z tego opętańczego transu

Nazareth - tego zespołu przedstawiać nie trzeba. Szkocka legenda hard rocka, której zawdzięczamy Dream On, Love Hearts (choć to cover!!!) i wiele innych power ballad, choć kiedy trzeba panowie potrafili, ba, nadal potrafią dołożyć do pieca

Moonspell - do Far From God podchodziłem z pewną rezerwą, finalnie jakoś się do siebie przekonaliśmy i nie żałuję wspólnie spędzonego czasu. Płyta, która nie jest rewolucją ale której na pewno nie można się wstydzić 

Amberian Dawn - jedno z największych zaskoczeń tego roku. Gdy po albumie pełnym mało metalicznym coverów ABBY pojawił się Temptation's Gate, odpowiednio dociążony, dynamiczny a nawet agresywny byłem w szoku. I było to naprawdę fajne uczucie.

TodoMal - doom metal ma różne oblicza a to, które ukazuje hiszpański zespół nazwałbym atmosferyczno-romantycznym. Brak tu może stonerowej psychodelii i death/doomowego przytłoczenia, jest za to poetycka wręcz wrażliwość i umiejętność konstruowania nostalgicznych, muzycznych pejzaży

Powyższa 11-tka (to już ostatnie nawiązanie w MMK do minionego już, dość dziwnego Mundialu) to tylko czubek góry lodowej. Nie zdziwi Was zapewne, że w lipcu kontynuowałem odsłuch albumów, które mają duże szanse znaleźć się w absolutnej topce na zakończenie roku. Mowa o Neverending stoner/doomowego Monolorda i eponimicznej płycie parającego się bardziej heavy metalową odmianą doomu zespołu Khemmis. Oczywiście oddałem też szacunek legendzie rocka jaką jest The Rolling Stones, gdyż nagrywać tak dobre płyty jak Foreign Tongues w sześćdziesiątym którymś roku istnienia to jest jednak sztuka. Bardzo przyjemnie słuchało mi się też progresywnego folk-rocka autorstwa brytyjskiego Circulus czy kosmicznych, przestrzennych dźwięków jakie na pierwszym od lat albumie serwował post-rockowy Junius. Na zakończenie jeszcze nie sposób nie wspomnieć o albumie, który można określić mianem "pogrobowca" - mowa o Utra polskiego MuN, w którym sludge'owy ciężar miesza się z post-metalową progresją. 

A jak wygląda Wasze podsumowanie miesiąca? Chętnie rzucę okiem na Wasze kolaże, zapoznam się z refleksjami i spostrzeżeniami a przede wszystkim z przyjemnością posłucham muzycznych rekomendacji. Bo w Mojej Muzycznej Kronice to jednak muzyka jest najważniejsza. Miłego weekendu!

Playlista: Lipiec 2026


czwartek, 2 lipca 2026

Czerwiec 2026 - Podsumowanie Miesiąca

 


My Dying Bride wydało kiedyś płytę 34,788%... Complete a rok 2026 w dniu dzisiejszym osiąga 50,411% by być już complete. Co to oznacza? Otóż, czerwiec już za nami i czas na muzyczne podsumowanie miesiąca. Jednego z nalepszych miesięcy tego roku, trzeba dodać. A czyja to zasługa? Wszystkich wymienionych poniżej artystów.

Draconian - bo In Somnolent Ruin, pierwsza studyjna płyta po powrocie Lisy Johansson nie była w żadnym wypadku bezwstydną grą na nostalgii a wręcz przeciwnie, zespół postawił na jeszcze bardziej podniosłe, przejmujące i przytłaczające brzmienia dowożąc nam jedną z najlepszych płyt roku

Monolord - bo przez lata stale rozwija, urozmaica i dopieszcza swój styl, nie pozwalając słuchaczowi się nudzić nawet przy dłuższych niż "standardowe 5 minut" kompozycjach a najnowsza Neverending to właśnie, nomen omen, potwierdzenie niekończącej się ewolucji szwedzkich stoner/doomowców

Khemmis - bo gdy niebędącą debiutem płytę nazywa się imieniem kapeli, stoi zwykle za tym jakiś poważniejszy powód. I tak właśnie piąty album Amerykanów można uznać za deklarację programową ich stylu, który sami określili mianem doomed heavy metalu

Nevermore - bo nikt nigdy nie grał i raczej nie będzie grał tak jak oni z Warrelem Dane za mikrofonem. I choć kibicuję ich powrotowi i z zainteresowaniem przyjmę informację o nowej muzyce wydanej pod tym szyldem, to jednak skład odpowiedzialny za Dead Heart in a Dead World i pokrewne będzie zawsze najbliższy memu sercu

Evergrey - bo ekipa Toma Eklunda jak nikt inny potrafi grać swoje, nie zjadając równocześnie wlasnego ogona. Architects to już ich piętnasty album więc taką opinię można uznać za komplement

Mirror of Deception - bo obok takiego albumu jak Transience nie można przejść obojętnie. I nawet jeśli odkrywasz go dobre kilka miesięcy po premierze, potrafisz poświęcić dla niego inne doom metalowe perełki, na które czekałeś od dawna

Przesilenie - bo w folk metalu nie chodzi tylko o granie heavy/power/death/doom/blacku (niepotrzebne skreślić) w akompaniamencie fletni Pana/dud/cymbałków etc tylko o przesycenie tej muzyki prawdziwie ludowym klimatem i sposobem myślenia. I to właśnie na Kołowrocie udało się idealnie zrealizować

Echo Zero - bo jeśli za fantastyczno-naukowy (jakkolwiek) concept album biorą się muzycy niezwiązani ze światem prog-rocka czy power metalu możemy spodziewać się czegoś wyjątkowego. A jeśli tymi osobami są muzycy odpowiedzialni chociażby za Gruzję czy Biesy, mający "w końcu na siebie pomysł" - efekt zwala z nóg.

Elle Zero - bo towarzyszenie Leonardo Trevisanowi od jego pierwszego albumu, obserwowanie jak rozwija swój warsztat muzyczny i (co ważne) ilustratorski z każdym kolejnym wydawnictwem to naprawdę wielka frajda. Większą może być jedynie odsłuch wieńczącego trylogię Travelling, mającego w sobie to co każda rasowa nwothm-owa płyta

Shadowborne - bo debiut szwedzkej kapeli, Heaven's Calling pojawił się u mnie w idealnym momencie. Swoimi inspirowanymi Pieśnią Lodu i Ognia tekstami wypełnia czas między jednym a drugi odcinkiem Rodu Smoka a muzyką - szybkim, melodyjnym i podrasowanym elektroniką power metalem "odzyskał" mnie dla tego gatunku po kilku dłuugich tygodniach przerwy

To była dopiero pierwsza "dziesiątka", której chciałbym szczególnie podziękować za mnóstwo muzycznych ale i intelektualnych i emocjonalnych doznań w ostatnim miesiącu. Warto jednak wspomnieć jeszcze o kilku innych ważnych dla mnie, z różnych powodów, artystach. Z czerwcowych nowości bardzo przyjemnie spędzało się czas chociażby z drugą częścią Tarot of the Bohemians, portugalskiego Heavenwood - gdzie elementy symfoniczno-gotyckie spotykały się z delikatną nutą doom metalu czy EP-ką symfoniczno-metalowego Blackbriar, zatytułowaną Our Long Cursed Sleep, będącą godnym zamknięciem rozdziału rozpoczętego rok temu przez kapitalne A Thousand Little Deaths. Jak zawsze ciekawy amalgamat gatunków zaprezentował szwedzki Call the Fraud na płycie Unpleasant Destructive a Eternal Monsters, wydana w maju dwudziesta-któraś płyta brytyjskiej legendy pagan-gothic-rocka, Inkubus Sukkubus swój okultystyczny wpływ wywierała na mnie przez kolejny miesiąc.  Nie mogę też nie wspomnieć o czerwcowym bohaterze muzycznych wykopalisk, czyli progresywno-hard-rockowo-psychodelicznym Jade Warrior z Wielkiej Brytanii i ich wydanych na początku lat 70-ych albumach, ze wskazaniem zwłaszcza na ten pierwszy, eponimiczny krążek. A jeżeli wierzycie, że stara miłość nie rdzewieje to najlepszym przykładem będzie u mnie namiętne słuchanie Am Universum, piątej płycie Amorphis, o której ciepłych słów napisałem już wiele - i przy okazji czerwcowych podsumowań tygodnia i również w postach z poprzednich lat. Nie ma i nie było w ich katalogu lepszej płyty - tak jest i nie zapraszam do dyskusji.

Oczywiście możemy, i nawet bardzo by mi było, gdybyśmy przedyskutowali pozostałe tematy, a zwłaszcza jeśli podzielicie się Waszymi czerwcowymi zestawieniami najchętniej słuchanym piosenek, płyt czy zespołów. A jeśli chcecie po prostu posłuchać dobrej muzyki, czerwcowa playlista już na Was czeka. Enjoy!

niedziela, 31 maja 2026

Maj 2026 - Podsumowanie Miesiąca

 


Jak pewnie zauważyliście, zmieniłem nieco schemat publikowania postów na Facebooku. Playlistonosz wskoczył na piątek a Piosenka na Niedzielę stała się Piosenką na Sobotę. Wszystko dlatego, by dziś, pisząc podsumowanie miesiąca mieć już prawie cały maj za sobą. Jaka więc była ta moja majowa muzyka? Wystarczy zerknąć na listę najchętniej słuchanych w tym okresie zespołów a prezentuje się ona następująco:

Draconian - szwedzcy wirtuozi death/doom/gothic metalu nowe albumy wydają ostatnio co 5-6 lat. Jeśli jednak będą to tak poetycko piękne w swej melancholii dzieła jak Im Somnolent Ruin będę czekał cierpliwie 

Inkubus Sukkubus - od neo-pogańskiego folku do klasycznego rocka gotyckiego. 28-a płyta zespołu nie zaskakuje ale też nie zawodzi. Brytyjczycy grają swoje a ja nadal biorę to w ciemno

Kingsmash - jedno z odkryć miesiąca. Typowo niemiecki styl będący wypadkową hard rocka, heavy metalu i powera serwowany w porządny, nie budzący podejrzeń o zbyt bliskie naśladownictwo sposób 

PAIN - side-project Petera Tägtgrena z Hypocrisy, u mnie zaś numer jeden jeśli chodzi o działalność szwedzkiego muzyka. Ostatni album wydali co prawda 2 lata temu ale ja mijający właśnie miesiąc poświęciłem na szybką przebieżkę przez moje ulubione albumy industrialnych metalowców 

Creye - czwarty album pochodzącej ze Szwecji kapeli emanuje luzem i radością z gry, czego brakło na wydanej trzy lata temu "trójce". Jeśli lubicie melodyjne, optymistyczne hard rockowe granie polecam Waszej uwadze tego użytkownika 

Anthrax - podobno biały szum pomaga się skoncentrować, wyciszyć przed snem etc. Może i tak ale nie w przypadku tak właśnie zatytułowanej płyty najbardziej niedocenianego z Wielkiej Czwórki Thrash Metalu, która młóci mi w głowie kolejny już miesiąc 

Barren Earth - podwójny smutek, po pierwsze muzyczny bo jak to w doom metalu bywa, przesycone są nim kompozycje fińskiego zespołu a po drugie, gdyż zespół już jakiś czas temu zawiesił działalności i nie słyszałem żadnej plotki na temat zmiany tego stanu rzeczy

Rexoria - do trzech razy sztuka mówi polskie przysłowie. I czasem się sprawdza, ponieważ Fallen Dimension był trzecim albumem (z czterech w ich katalogu) szwedzkiej heavy/powerowej kapeli do którego podchodziłem i w końcu coś między nami zaiskrzyło. Dość mocno nawet.

Angellore - można nagrać album, na którym znajdzie się tylko 5 utworów. Z tej piątki każdy może być trochę inny, czasem nawet zaskakująco eksplorujący nowe dźwiękowe rewiry a jednocześnie trzymać się swojego stylu. Ta sztuka udała się doom metalowcom z Francji na ich najnowszym krążku o wiele mówiącym tytule Nocturnes.

Zespół Sztylety - dla odmiany coś noise-rockowego i po polsku. Wszystkie Rany Niezabliźnione to udana mieszanka młodzieńczego buntu z charakterystyczną już bardziej dla człowieka trzydziestoletniego ( ;) ) nostalgią.

The Ghoulstars - fińska kapela, która niespodziewanie wskoczyła do mojego muzycznego rozkładu dnia. Westernowy hard rock z lekko gotyckim sznytem trafi na pewno w gusta słuchaczy lubujących się w takich zespołach jak Desperadoz, Ghoultown czy Bloody Hammers. Czyli do mnie ;)

Trochę tak po piłkarsku wyróżniłem powyżej 11-tu artystów. Oczywiście tych, którzy pomogli mi przejść przez maj było więcej. Nadal kręciły się u mnie kandydatki do płyty roku w swoich kategoriach, czyli nowe albumy hard-rockowej petardy Chez Kane czy debiut power metalowego Godspear. Nie można też zapominać o solidnych krążkach, którym uraczyli nas tak hołdujący latom 80-ym hair metalowcy pokroju Crashdiet jak i pamiętający dobrze ten czas (przynajmniej częściowo) muzycy hard rockowego Hardline. Na koniec jeszcze słówko o cosplay-metalowym (tak nazywam ten nurt power metalu) Hans&Valter, którzy uraczyli nas już drugą "pełnometrażówką", trochę groteskową, trochę patetyczną - gdzie problem?

Tak więc maj już praktycznie za nami, przed nami czerwiec, który jak widać po liście piątkowych premier zaczyna się z hukiem (toczącego się gruzu). Nim jednak na dobre zagłębimy się we wszystkie Eldery, Monolordy i Skórzane Wiedźmy dajcie znać jak prezentują się Wasze podsumowania. A pod niedzielny obiad tradycyjnie miesięczna playlista.

Playlista: Maj 2026







piątek, 1 maja 2026

Kwiecień 2026 - Podsumowanie Miesiąca



Pierwszy maja, wydawcy jakby przeczuwali że w Polsce zamiast przy muzyce ludzie spędzają czas na grillach i nie rozpieścili nas dużą ilością premier. Może to i lepiej, bo możemy jeszcze raz przyjrzeć się temu, czego najchętniej słuchaliśmy w kwietniu. Zapraszam więc na podsumowanie ostatniego miesiąca. A oto lista zespołów, które chciałbym wyróżnić: 

Anthrax - za całokształt twórczości, i thrashową klasykę z lat 80-ych i, a może właśnie szczególnie za nowoczesne, groove metalowe podejście zaprezentowane na Sound of the White Noise

Chez Kane - za przebojowy, melodyjny i kipiący od zmysłowości hard rock. Kolejny raz powtórzę, dla mnie Chez to godna następczyni Lity Ford i Lee Aaron

Evermore - za Mournbraid - ich trzeci album, nie tak bombastyczny i bezpośredni jak poprzednie ale potwierdzający ich artystyczny rozwójw kierunku bardziej progresywnego power metalu

Godspear - za jeden z najlepszych power metalowych debiutów tego roku. I za Konstanina na wokalu

Źrenice - za debiut roku w każdej możliwej kategorii. Zapadłem w Śnienie już w połowe marca i nie zamierzam się z niego wybudzić

Kolm - za nowoczesny rock progresywny, niebojący się mariażu z elektroniką, metalem i alternatywą

Anathema - za Alternative 4, płytę przełomową, będącą szokiem w momencie premiery ale patrząc na całą dyskografię ekipy z Liverpoolu, to był dopiero pierwszy z serii "szoków"

Fangus - za świetne retro-psychodeliczne granie - organy Hammonda, brudne gitary i oniryczne klimaty - prawdziwa muzyczna podróż do lat 70-ych 

Hardline - za kolejny od czasu reunionu solidny hard-rockowo hair metalowy album. Na Shout mamy i porządną dawkę przebojowych melodii i szybsze, bardziej heavy metalowe zagrywki - jako całość zdecydowanie na plus

A Dream of Poe - za determinację, pasję i kreatywność jakie Portugalczycy włożyli w powołanie do życia Katabasis... - pierwszej od siedmiu lat długogrającej płyty, w której aktualnie nurzam się po czubek głowy

Power Paladin - za album Beyond the Reach of Enchantment, na którym udowadniają, że starszy o cztery lata, świetny debiut nie był jednorazowym wyskokiem i dzięki któremu meldują się w gronie kapel aspirujących do dołączenia do czołówki współczesnego power metalu

Green Carnation - za drugą część trylogii A Dark Poem, w której udowadnia że w progresywnym graniu emocje i nastrój są równie ważne co matematyczna dokładność i instrumentalna wirtuozeria

Neverland Train - za melodic metalową wariację na temat twórczości Jima Steinmana, jakiej podjął się duet Faber&Pastorino

Spirit Adrift - za pożegnanie z fanami w wielkim stylu jakim niewątpliwie jest Infinite Illumination

Powyższa czternastka to tylko oczywiście wierzchołek muzycznego tortu. Przez moje odtwarzacza w kwietniu przewinęło się kilkadziesiąt jak nie kilkaset różnych artystów. Warto wymienić jeszcze m.in. power metalową operę Marius Danielsen Legends of Valley Doom i pirackich metalowców z Blazon Stone. Ciekawą i rzadko spotykaną u mnie muzyką jest też tzw. ragga metal grany przez Skindred. Z poprzedniego miesiąca została mi też sympatia do hard rockowego Tyketto a z zeszłego roku do dream thrashowców z Astronoid, za których starsze albumy w końcu miałem czas się wziąć.

Utwory wszystkich wymienionych artystów znajdziecie na kwietniowej playliście, do której link macie poniżej. Czekam też na Wasze podsumowania i rekomendacje. Jak wspomniałem na wstępie - premier mało a głód nowej muzyki duży jak zawsze!

Playlista: Kwiecień 2026




wtorek, 7 kwietnia 2026

Marzec 2026 - Podsumowanie Miesiąca

 


Trudno uwierzyć, że level o nazwie Rok 2026 jest już w 25% ukończony. Zamiast jednak gdybać na nieuchronnością upływającego czasu zastanówmy się, czy ostatnie 31 dni udało się optymalnie wykorzystać pod kątem słuchania muzyki. Przed Wami więc lista artystów, z których twórczością spędziłem w marcu najwięcej czasu. 

Aeon Gods - wydany w 2024 roku debiut pt. King of Gods był soldinym power metalowym rzemiosłem. Na Reborn to Light udaje im się już wykrzesać iskierki artyzmu i ja to kupuję

Gladenfold - lubię power metalowy Kamelot, uwielbiam melodeathowy Soilwork, gdy więc odkrywam (na nowo i tym razem w pełni świadomie) zespół łączącyy ze sobą te dwa światy nie mogę przejść obok niego obojętnie

Źrenice - dwa lata temu w mojej głowie wybuchła warszawska Toń. Dziś, gdy niektórzy członkowie zespołu stawiają czoła zdecydowanie bardziej wymagającym wyzwaniom niż muzyka, na opuszczone przez nich miejsce szturmem wdarły się lubelskie Źrenice - tak samo eteryczne i hipnotyzujące ale mające swój własny, wyjątkowy urok 

Jag Panzer - us power to nie cukierkowa bajka tylko brzęk stali, chrzęst łamanych kopii i ryk silników pancernych bestii. To wszystko znajdziecie w bogatej dyskografii weteranów zamorskiego powera, którą w tym miesiącu szczególnie sobie przypominałem

Lor - "słuchaj skrzypiec, grają właśnie dla ciebie" - alt-folkowa perełka z Krakowa po raz kolejny pokazuje jak grać muzykę popularną na wysokim poziomie. Brawo dziewczyny! 

Tyketto - jest na świecie kilka kapel wyrosłych z amerykańskiej sceny hair metalowej przełomu lat 80. i 90. aktywnych do dziś nie tylko koncertowo ale i kompozycyjnie. Jedną z nich jest właśnie ta nowojorska grupa a ich najnowszy opus, Closer to the Sun ma szansę zostać hard rockową płytą roku

Ancient Rites - może i wyrosłem już trochę z klasycznego black metalu, to jednak nadal mam duży szacunek do kapel, który gatunek ten potrafiły interpretować w szerszy i bardziej eklektyczny sposób. W przypadku Belgów ich folkowo-symfoniczne aranże do dziś potrafią mocno wejść mi do głowy

Turbo - cały ostatni miesiąc mojej relacji z legendą polskiego metalu był konsekwencją koncertu w Klubie Studio, po którym w pełni doceniłem Blizny ale i dałem drugą bądź trzecią szansę Awatarowi

Froglord - czy stoner/sludge/doomowa kapela z definicji może ponownie nagrać swoje utwory w wersji "lower & slower"? Only Froglord can do that! Duży plus za charytatywny charakter tego przedsięwzięcia, na którego drugą część czekamy z niecierpliwością

Hanging Garden - na 2026 rok zapowiedziano kilka bardzo interesujących albumów utrzymanych w stylistyce gothic/death/doom metalu. Jako pierwi premierę mieli Finowie i Isle of Bliss to trzy kwadranse melancholii, dramaturgii i iście romantycznej grozy

Purple Lung - na pograniczu tradycyjnego, epickiego i stonerowego doom metalu znajdziecie nie tylko Castle Rat ale i ten pochodzący z Pensylwanii kwartet, odkryty trochę przypadkiem ale największe odkrycia bywały nieraz dziełem przypadku

Ennui - dumni reprezentanci Gruzji na funeral doomowej scenie radzą sobie bardzo dobrze a ich piąty album, wydane po długiej przerwie Qroba idealnie miesza ze sobą rytualny patos z surową, żałobną atmosferą

Wspomniana powyżej dwunastka to tylko wierzchołek góry lodowej. Marzec obfitował bowiem w wiele innych ciekawych premier. Hard rockowe Black Swan, glam rockowe StarBenders i AOR-owe Violet zaspokajały moje ejtisowe pragnienia a moje fantastyczno-geekowe ego przyjemnie łechtali pozostali przedstawiciele eusro i us powera, tacy jak  Mega Colossus, Vandor, Metal de Facto czy Angus McSix. Nie można w tym wszystkim nie wspomieć o jednym z moich ulubionych psych/stoner/doomowym ansamblu - REZN. Mój spiritualistyczny trip przez ich dyskografię trwał prawie dwa miesiące i nieraz działał na moją przebodźcowaną duszę jak najlepsze lekarstwo.

W ten oto sposób dotarliśmy do końca dzisiejszego artykułu. Jak zwykle podrzucam playlistę z ulubionymi utworami z tego miesiąca. Zachęcam do odsłuchu i dzielenia się swoimi podsumowaniami. A w ten Wielki Piątek mogę jeszcze tylko dodać - Zdrowych i Spokojnych Świąt, tudzież Spokojnego Urlopu ;)

piątek, 27 lutego 2026

Luty 2026 - Podsumowanie Miesiąca

 




Jutro kończy się miesiąc ale ilość planów jakie mam na sobotę czy niedzielę może trochę wikłać mi pracę nad podsumowaniem miesiąca. Pozwólcie więc, że trochę awansem przedstawię Wam najczęściej słuchanych w tym okresie wykonawców, wraz z krótkim komentarzem, za co ich aż tak polubiłem.

Vandor - za szybki, melodyjny, epicki ale nie nadmiernie cukierkowy power metal w stylu starej, dobrej, europejskiej szkoły. 

Big Big Train - za kolejną porcję muzyki subtelnej i refleksyjnej, mającej coś do przekazania i zaprezentowania swoimi dźwiękami i układającymi się w jeden, dotyczący roli artysty koncept

Zaułek - za jednocześnie chłodny i pełen pasji, subtelny i ironiczny, baśniowy i "miejski" rock alternatywny z nutą shoegaze'u, cold wave'a i elektroniki

Nightstalker - za "najnowszą płytę Black Sabbath" bo trudno uwolnić się od wrażenia, że panowie wzorce czerpane od mistrzów wzięli głęboko do serca i twórczo rozwinęli

Greyhawk - za pokazanie, że nawet obracając się w ramach tradycyjnego heavy/us powera można stworzyć muzykę, w która nie tyle jest zakorzeniona w przeszłości, co tę przeszłość ackeptuje i odpowiednio modernizuje by zadowolić współczesnego słuchacza

Abraham-Baker-Lyndon - za nostalgiczny, "piosenkowy" neo-prog typowy dla lat 90-ych - wszak wydana niedawno Where Do We Go From Here nagrana została już kilkanaście lat temu i dzięki polskiej OSKAR Records ujrzała światło dzienne

Wazzara - za eteryczną atmosferę i nastrój tajemniczości jaki udało się wykreować dzięki post-black metalowej/blackgaze'owej estetyce na kolejnej, ciekawej płycie szwajcarskiego zespołu

Shoo Bee Doom - za heavy metalowy dancing jaki fundują nam swoją zapatrzoną w tradycję swingu debiutancką płytą

Aeon Gods - za to, że na swojej drugiej płycie miłośnicy starożytnej mitologii z Niemiec nie tylko powtarzają schematy, które zagrały na "jedynce" ale i potrafią je twórczo rozwinąć

Sundecay - za potężny, przygniatający i epicki doom metal, który przetacza się po słuchaczu niczym walec, rozbija emocjonalnie na kawałki ale po wszystkim człowiek wychodzi scalony i z poczuciem niezwykłego katharsis

Ten - za całokształt twórczości tego bardzo interesującego hard-rockowego zespołu, a w szczególności za klasykę gatunku w postaci debiutu, szczerego, łatwo wpadającego w ucho i sygnalizującego już pomału, w jakim kierunku pójdzie twórczość Gary'ego i ekipy

Resoraki  - za Oceany, nowy album, na którym rock alternatywny bardzo dobrze przenika się z progresją, za sześć ciekawych utworów ale przede wszystkim za Osiem minut po wybuchu słońca - epicką kompozycję, która swym spokojnym ale nieubłaganym zwiastowaniem apokalipsy powala z nóg

Wymieniona dwunastka, to oczywiście tylko ci najbardziej wyróżniający się. Nie mogę nie wspomnieć też o moich thrash metalowych idolach czyli Overkill. Dużo emocji dał mi też odsłuch nowego albumu slow-core'owego Great Ooze czy EP-ki prog-rockowo-metalowego Spherical trochę może zawiodło za to symfoniczno metalowe Edenbridge (choć i tu trafiła się perełka). Jak zawsze sporo było u mnie powera, tak tego najbardziej znanego i klasycznego (Theater of Salvation Edguya), nowoczesnego choć o bardzo klasycznym rodowodzie (dosłownie) w postaci Induction czy naładowanego dudami i szkockim duchem, choć tworzenego w Argentynie przez zespół Skiltron.

Luty był to naprawdę fajny muzycznie czas i jeśli chcecie raz jeszcze przeżyć ze mną te wszystkie emocje, zostawiam Wam playlistę z trzydziestką najczęściej słuchanych utworów. Mam nadzieję, że Wam się spodobają. Czekam też na Wasze podsumowania, komentarze czy last-fm-owe kolaże.

Playlista: Luty 2026

piątek, 30 stycznia 2026

Styczeń 2026 - Podsumowanie Miesiąca

 

Wiem, że po raz kolejny wyskakuję z podsumowaniem miesiąca, gdy ten, de facto jeszcze trwa. Zostało co prawda niecałe 1,5 dnia ale to trochę za mało by lastowych statystykach doszło do rewolucji. Wydane dziś (lub wczoraj) premiery choć zapowiadają się bardzo ciekawie to jednak chyba nie zdążą się aż tak rozpanoszyć w moich odtwarzaczach by powalczyć o styczeń. Jak więc aktualnie, i jak zapewne wyglądać będzie jutro o 23:59 muzyczne podsumowanie pierwszego miesiąca 2026 roku? Po raz n-ty na to pytanie odpowiem, wyróżniając artystów, których muzyka zrobiła na mnie największe wrażenie.

Beyond the Black - poprzedniej płycie niemieckiego kwartetu brakowało trochę świeżości i przestrzeni, na Break the Silence na szczęście mamy sporo ciekawych pomysłów, zwłaszcza folkowych nawiązań, sprawiających że dostajemy do rąk (i uszu) 10 zróżnicowanych, interesujących utworów

For My Pain... - bardzo przyjemne zaskoczenie i to na wielu polach, po pierwsze, że po tylu latach udało im się zebrać i nagrać coś nowego, po drugie dlatego, że to "nowe" ma w sobie i klimat sprzed lat i nie powiela zarazem 1 do 1 wzorców z przeszłości

Cold Night for Alligator - odkrycie miesiaca, zimny, matematyczny prog-metal pełen wciągających melodii, połamanych dźwięków i tej jakże typowej dla duńskich kapel atmosfery - dla wielbicieli VOLA pozycja obowiązkowa

Kreator - oj budzi kontrowersje ta nowa płyta legendy niemieckiego thrashu. Ja zaskoczony nie jestem, spodziewałem się melodyjnego, szybkiego i (przyzwoicie) agresywnego grania i takie też dostałem - płytą roku Krushers nie będą, płytą miesiąca u mnie chyba też nie ale przyjemności jaka płynie z odsłuchu nikt im nie odbierze

Sands of Eternity - 6000 z płyty o (niemalże) tym samym tytule to absolutnie najczęściej przeze mnie słuchany w styczniu kawałek. Greccy prog-powerowcy mają takowych znacznie więcej i żałuję tylko, że ta wydana w grudniu płyta trafiła do mnie tuż przed Sylwestrem. Miałaby duże szanse na wejście do rocznej topki

Smoke Rites - w kategorii stoner/doom to u mnie album miesiąca. Uwielbiam zanurzać się w te hipnotyzujące dźwięki, duszne, powolne ale i nieustępliwe jak sunący tuż nad podłogą, gęsty, gryzący dym

Cosmograf - The Orphan Epoch to płyta, do której lubię wracać, pełna refleksyjnego, neo-progowego grania ale i odważnie eksplorująca nieco cieższe obszary muzycznego spektrum

Dawn of Destiny - moja przygoda z tą symfoniczno-powerową grupą trwa już kilkanaście lat, w tym miesiącu zrobiłem sobie mały przegląd ich dyskografii i powiem Wam, że wrażenia były jak zawsze tylko pozytywne

Enshine - kolejny zespół, który po dłuższej przerwie wydał nowy album i mnie nim oczarował. Atmosferyczny death/doom pierwszej klasy - tak nie gra się już od dawna... A szkoda

Dvoeverie - czarnogórski zespół gothic/doom metalowy płytą Byrdcynn udowadnia, że zasługuje na uwagę szerszego grona miłośników ciężkiej, melancholijnej muzyki

Martin Vengadesan & The Stalemate Factor - mocno inspirowany brytyjską sceną rock progresywny z Malezji. Dla jednych geograficzna ciekawostka, dla mnie godziny spędzone na przeżywaniu ciekawej, złożonej muzyki

Nanowar of Steel - grając muzykę będącą parodią jakiegoś nurtu, subkultury czy zjawiska społecznego trzeba uważać, bo szybko można zacząć zjadać własny ogon. Włoskie kapeli udaje się uniknąć tego losu i zawsze być na bieżąco z godnymi "obśmiania" tematami

Prócz, nazwijmy ich laureatów jest jeszcze kilka drobniejszych wyróżnień, z różnych, nieraz odległych stylistycznie gatunków muzycznych. Weźmy np post-metalowy blackgaze Arctic Plateau, dsbm'owe Apati czy soczyste, stoner/doomowe 13. Piętro sąsiadujący z nieco mniej znaną ale klasyką thrashu (Xentrix) i bogatym instrumentalnie dźwiękowo i wokalnie symfoniczno-metalowy Coronatus. To wszystko sprawia, że jak na początek roku, był to niezwykle ciekawy artystycznie miesiąc i liczę, że będę wracał do poznanych w tym okresie płyt często i z niesłabnącą przyjemnością. A jeśli ktoś chciałby już teraz sobie "powrócić" to zawsze może odpalić przygotowaną przeze mnie playlistę z 30-oma najczęściej odtwarzanymi przez niżej podpisanego kompozycjami. Pamiętajcie też, że równie emocjonująco czekam zawsze na Wasze podsumowania. Piszcie więc, co też u Was grało najczęściej!


Playlista: Styczeń 2026

środa, 31 grudnia 2025

Grudzień 2025 - Podsumowanie Miesiąca


Jak się zapewne już domyślacie, nie będzie dziś "odliczania". Ostatni dzień roku to też ostatni dzień grudnia a że środy od 11 tygodni stały się areną "powtórek" z podsumowań wszystkich kolejnych miesięcy roku wypada uhonorować tę tradycję artykułem poświęconym dwunastemu z nich. A więc, drodzy czytelnicy i czytelniczki, oto grono zespołów, których w grudniu słuchałem najczęściej, wraz z krótkim komentarzem co mnie w nich zachwyciło :

Cristiano Filippini's Flames of Heaven - za rozmach i kunszt z jakim opowiadają nam znane z anime Rycerze Zodiaku historie, tworząc prawdziwą Symfonię Wszechświata 

Humming Whale - za pełen pomysłów i zapadających w pamięć melodii debiut, który choć powstawał lata to porwał mnie już po pierwszej spędzonej z nim godzinie 

Moron Police - za wielobarwny świat tkany przy pomocy różnych nurtów rocka progresywnego ale jak to w sztuce być powinno - tworzący razem spójną i ciekawą całość 

Lady Luna and the Devil - za drugą część gotyckiej historii pt. Vampiric Visions, równie klimatyczną, wciągającą i melodyjną jak w przypadku bardzo lubianej przeze mnie poprzedniczki 

Bloodbound - za to co w listopadzie, rozpędzony rycerski power Metal, którego nigdy nie mam dosyć

Amorphis - mogę trochę psioczyć na nowy album ale za całokształt twórczości ta szwedzka ekipa zawsze będzie miała u mnie w pełni zasłużony szacunek

tRKproject -  za kolejną już baśń opowiedzianą przy pomocy najwyższej jakości progresywnego rocka, i po raz kolejny duży plus za dobór wokalistów, których słucha się z prawdziwą przyjemnością 

Cassidy Paris - za młodzieńczą energię jaką wkłada w swoją muzykę i za wytrwałość, dzięki której po nagłym odejściu połowy zespołu potrafiła się podnieść i wrócić jeszcze mocniejsza 

Black Capricorn - czasem przypadkiem trafimy na kapelę, która zaczaruje nas na dłuższy czas i tak właśnie miałem z włoskimi psychodelicznymi doom metalowcami, za ten przypadek i za muzykę 666-krotne dzięki 

Draconicon - za zaprezentowanie mroczniejszej strony symfonicznego power metalu. I za tego smoka na okładce Dark Side of Magic

Chaos Over Cosmos - czasem życzymy muzykom "połamania palców". Mam nadzieję, że przy nagrywaniu The Hypercosmic Paradox żadne kończyny nie ucierpiały bo to, co wyczynia tu gitara przechodzi ludzkie pojęcie. Takiego technicznego prog-metalu nam trzeba

The Tangerine Zoo - za niezwykłą podróż do Bostonu końca lat 60, gdzie psychodelicznych oparach kwasu 8 coś co kiedyś będzie z bankiem i metalem

Oromet - za 43 minuty majestatycznej, przytłaczającej muzyki zamkniętej trzech utworach, jak to bywa w przypadku funeraldów metalu 

Jim Peterik & World Stage - za to z czego słynie ten ceniony gitarzysta - melodyjne, gitarowe granie z obowiązkowo przebojowymi melodiami

Z pozostałych artystów, których słuchałem chętnie ale jednak zdecydowanie rzadziej wyróżnić pragnę neo-progresywny Cosmograf, legendę szwedzkiego hard rocka Treat i współczesną reinkarnację Kiss, noszącą jakże znamienną nazwę Starmen. Nie sposób też nie wspomnieć o interesującym przedstawicieli rodzimego post-metalu (Here on Earth), heavy/power metalowym Steel Arctus czy grających melodyjny metalcore We Kill Cowboys z RPA. 

Jak widać, grudzień upłynął mi głównie pod znakiem muzycznych opowieści i podróży - czy to palcem po muzycznej mapie świata czy w czasie ku korzeniom ciężkiego grania. Tego też życzę Wam w Nowym Roku, by każdy dzień był przygodą, godną niejednej fascynującej opowieści. A moje grudniowe podróże zgrupowałem w podlinkowaną poniżej playlistę. Miłego odsłuchu, może komuś potrzeba "gotowca na wieczór" ;)





piątek, 28 listopada 2025

Listopad 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Finish! Finish! Zdaje się wołać coraz bardziej kostniejący w okowach mrozu rok 2025. Póki co jednak przed nim jeszcze jeden miesiąc, a przed nami, kronikarskie podsumowanie listopada. Może w ten sposób uda nam się wykrzesać choć drobną iskrę, która przegoni grudniowy już prawie chłód? A więc oto jest, lista najchętniej słuchanych przeze mnie w tym miesiącu zespołów wraz z krótki komentarzem, za co tym razem je aż tak pokochałem.

1. Mago de Oz -  za kolejny zestaw metalowo-celtyckich utworów, momentami trudniejszych i posępniejszych, innym razem tradycyjnie pogodnych i choć mogę narzekać, że po drobnym odchudzeniu Malicia zyskała by na jakości to te lepsze 80% albumu dało mi i tak 160% przyjemności z odsłuchu. A to się liczy najbardziej.

2. Bog Wizard - za bagienny, paskudny i zarazem nieco zwariowany stoner/sludge jaki prezentują na Satanik Panik. Tak jak pierwsza połowa roku należała do Żebiego Pana, tak w drugiej na gruzowych mokradłach dominuje Czarodziej Bagien

3. duszno - za zgoła inny zestaw emocji - rozmarzony romantyzm, odrobinę melancholii i tytułowy, duszny niepokój jakie niosą z sobą te shoegaze'owe ściany dźwięku

4. Astronoid - za ubieranie rozpaczy i żalu, wytrwałości i nadziei w delikatne, popowe wręcz melodie, mocno trwając jednak w szeroko pojętych, post-metalowych ramach

5. Elettra Storm - za udowodnienie, że zeszłoroczny debiut zaliczony przez niżej poprzedniego do najlepszych albumów roku nie był wypadkiem przy pracy a początkiem, mam nadzieję długiej i owocnej kariery, pod którą zespół kładzie bardzo solidny fundament swym drugim albumem

6. Grailknights - za płytę Forever, której rozpatrywać inaczej niż w kategorii dobrej zabawy nie sposób, a z tego zadania wywiązuje się znakomicie. Niech będzie to też sygnał dla innych kapel, że da się grać naładowany elektroniką power metal z przymrużeniem oka, nie ocierając się nawet rąbkiem peleryny o żenadę

7.  Arcane Tales - za to, że można być bardziej "rhapsody'esque" niż Rhapsody, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. I mieć dzięki temu na koncie już 8 solidnych i dopracowanych albumów

8. Shiraz Lane - za nieśmiertelnego ducha lat 80-ych, przebojowe melodie i soczyste gitary, które sprawiają, że Come Alive z miejsca włącza się do gry o tytuł hair/glam/sleaze metalowej (tudzież AOR-owej) płyty roku

9. shedfromthebody - za udowodnienie, że w ciągu jednego roku mozna nagrać dwie bardzo dobre płyty i na każdej z nich przedstawić światu nieco inne oblicze. I choć u mnie nieznacznie wygrywa styczniowe Whispers and Wane to Everything Out There Has a Teeth potrafi zaskoczyć nietypowymi dla artystki rozwiązaniami

10. Bloodbound - za świeżo wydany, 11 album, na którym szwedzcy power metalowcy serca i dusze słuchaczy zdobywają już od pierwszej szarży

11. Cristiano Filippini's Flames Of Heaven - za udowodnienie, że w przypadku symfonicznego power metalu określenie "włoska robota" to prawdziwy znak jakości

12. Humming Whale - za jeden z najlepszych moim zdaniem prog-metalowych debiutów w tym roku i za promujący go singiel Ocular, od którego nie sposób mi się oderwać  

13. Stworz - za pierwszy od 6 lat pełny album - U śmierci na komornem, z jednej strony po "stworzowemu" wyrastający z ludowej tradycji, z drugiej bardziej ponury i dekadencki niczym Kres, inny projekt Wojsława

Wśród pozostałych artystów, którzy również pojawiali się w moich odtwarzaczach wspomnę jeszcze o Therion, legendzie symfonicznego metalu, progresywnym stonerze od Howling Giant czy wracającym po dłuższej przerwie Novembre, którego muzyka ma w sobie i coś z progresywnego doomu jak i atmosferycznego gotyku. Zestaw ten uzupełnię jeszcze o odkryty niedawno doomgazowo-post-blackowy Cwfen, space-doomową Reminą i jedyną w swoim rodzaju Ethel Cain, pomagającą mi oderwać się na chwilę od rockowo-metalowych klimatów. Z utworów wszystkich wymienionych wykonawców przygotowałem oczywiście listopadową playlistę - 30 dni zamkniętych w 30 utworach, dającyh łącznie ponad 2 godziny najlepszej muzyki.

Życzę miłej lektury, przyjemnego odsłuchu i oczywiście zapraszam do dyskusji.

Playlista: Listopad 2025

piątek, 31 października 2025

Październik 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 

Jesień w pełni, po sezonie ogórkowym wszelki ślad już znikł więc i muzycznie z tygodnia na tydzień jest coraz ciekawiej. W moim przypadku już od drugiej połowy września ilość kapitalnej wręcz muzyki rośnie w przyroście wykładniczym. Ciężko w tym wszystkim na choćby chwilę wytchnienia ale za to jest o czym pisać na blogu. A korzystając z ostatniego dnia miesiąca zapraszam na podsumowanie października. Poniżej, as usual, lista najczęściej słuchanych przeze mnie zespołów z krótkim wyjaśnieniem co, jak i dlaczego najmocniej chwyciło mnie za moje metalowe serce.

Czarny Bez - jak było dawniej tak jest i dzisiaj, bo ogień nadal płonie w ich głowach a W Blasku Księżyca to prawdziwa industrialno/folk metalową petarda (choć biorąc pod uwagę rodowód zespołu bardziej adekwatnym określeniem byłby granat ;) )

Frayle - nie wiem jakie zaklęcia wplata w swe doomgaze'owe kołysanki zespół, wiem jednak że spod uroku jaki rzucił na mnie ich nowy album jeszcze długo się nie uwolnię. Nie bardzo zresztą chcę. Pięć utworów z Heretics & Lullabies na dzisiejszej playliście nie wzięło się znikąd.

Rage - A New World Rising wydana została zaledwie półtora roku po dwupłytowej Aftrelifelines lecz w przeciwieństwie do poprzedniczki jest bardziej zwarta, kompaktowa i bezpośrednia, aż kipiąca od powerowej melodyki, speedmetalowej energii i iście thrashowej agresji. To mi się podoba!

Terra Atlantica - wielu artystów już wiązało power metal z morzem, statkami i piratami jednak dopiero ta niemiecka kapela potrafiła wpleść do swego brzmienia elementy muzyki ludowej z Karaibów nie ocierając się przy tym o kicz. I to warto docenić, a jeśli nie czujecie tego vibe'u to prócz Carribean Shores na Oceans jest jeszcze co najmniej kilka świetnych, bardziej klasycznych kompozycji 

Testament - ikona thrash metalu z Bay Area ma w swoim katalogu i płyty bliskie death metalowi i łagodniejsze, zmierzające ku klasycznemu heavy czy nawet hard rockowi. Od kilku tygodni ma też album, na którym sąsiadują ze sobą siarczysty blackened thrash i epicka power ballada a między nimi aż roi się od thrashowy/speedowej naparzanki. 

Novembers Doom - zespół z listopadem w nazwie wydaje we wrześniu album, który trafia do październikowej topki. Czego nie rozumiesz? Major Arcana ma w sobie wszystko to za co uwielbiam ekipę Paula Kuhra a nawet nieco więcej, zachęcam więc do aktywnej eksploracji albumu. Nie będziecie zawiedzeni

Type O Negative - ciężko wyobrazić sobie bardziej październikowy zespół. W tym roku tak wyszło, że  tak przy October Rust jak i równie udanym Bloody Kisses spędziłem naprawdę dużo czasu, stąd wzmianka w artykule i obecność utworów z tych dwóch płyt na playliście 

The Answer Lies in The Black Void - Transcendental to już trzeci album projektu, który swą muzykę określa właśnie mianem transcendentalnego doom metalu. Czy więc ten krążek można traktować jako pewien "utwór programowy" nowego nurtu? Myślę, że tak bo jest w tej muzyce coś wyjątkowego i na pewno przeżywa się ją mocniej niż w przypadku wielu "zwyczajnych" doomowych kapel

Closterkeller - legenda rodzimego gotyku nie zawodzi a nowy krążek, zatytułowany Argento tylko potwierdza, że w przypadku tej kapeli lepsza od złotego milczenia jest zdecydowanie srebrna mowa. A teksty na tym krążku są równie istotne jak sama muzyka. Zobaczcie sami!

Xo.eN - dopiero kilka miesięcy temu sięgnąłem po dyskografię The Gathering. Od tego czasu trafiłem już na dwa rodzime projekty, w których czuć echa Mandyliona. W przypadku tego duetu zakochałem się już przy pierwszym odsłuchu a Owoc Przegniły i Drzewo Co Nie Rzuca Cienia to stały punkt ostatnich kilku "tygodniówek"

Grailknights - panowie w strojach superbohaterów, własny świat z licznymi nawiązaniami do Władców Wszechświata a do tego epicki power naładowany elektroniką i muśnięty melodeathem. Czy to już nie przesada? Myślę, że póki każda kolejna płyta daje tyle frajdy co choćby najnowsza Forever, to niech ta bajka trwa w najlepsze 

Elettra Storm - rok temu dzięki debiutowi Powerlords, ta młoda włoska ekipa szturmem wdarła się do pierwszej ligi europejskiego power metalu. W tym roku krążkiem Evertale potwierdza, że nie był to tylko jednorazowy strzał. 

Sabaton - od dawna uważam, że Szwedom najlepiej jest w rozpędzonych, power metalowych ramach. Na Legends, nowej płycie bitewnych metalowców, takich numerów jest hmm... 2,5 i są to najchętniej słuchane przeze mnie utwory z albumu

Dolmen Gate - już drugi rok z rzędu ta portugalska ekipa udowadnia, że tradycyjny, epicki heavy metal nie umarł w 1990 roku tylko żyje i ma się dobrze. Oby więcej takich albumów jak Echoes of Ancient Tales i takich numerów jak Rising Whispers!

Poza wyżej wymienionymi artystami pojawiały się u mnie też inne zespoły, choć zdecydowanie rzadziej. Warto wspomnieć o najnowszym, bardzo eklektycznym albumie Paradise Lost z jedną z najlepszych doom metalowych power ballad w historii (Lay Your Wreath Upon the World), szkalowany za swój nu-metalizm album Remains kanadyjskiego Annihilator, na którym prócz przyzwoitych kawałków trafił się też wyśmienity Wind czy power metalowy hit ostatniego pół rocza w postaci projektu Aedan Sky. To wszystko jak zwykle zilustrowane zostało w podsumowującej miesiąc playliście. Zachęcam do zapoznania się z nią i oczywiście do dyskusji :) A wszystkim wybierającym się na groby powiem tylko, bezpiecznego weekendu!

Playlista: Październik 2025

czwartek, 2 października 2025

Wrzesień 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Mijają dni a Kraków robi się coraz mniej przejezdny. Po wakacyjnej lanie wrócili do szkół uczniowie i już dojazd do pracy z Wieliczki na 7:30 staje się tym trudniejszy im więcej drzemek wynegocjuję od swojego budzika. Teraz nadchodzi kolejny armageddon - powrót studentów. Tak, właśnie zaczął się październik. Nim jednak w pełni wejdziemy w studencki sezon i polskie temperatury, przesyłam Wam odrobinę cypryjskiego słońca i podsumowanie miesiąca. A tu jak zwykle lista zespołów, które szczególnie zasługują na wyróżnienie:

IRA - od kilku lat bez nowego materiału ale ten stary słucha się aż miło - czy to liczący sobie już ponad 30 lat Mój Dom czy nowszy o ponad dekadę Ogień. I za ten całokształt polecam tego użytkownika 

Blackbriar - za symfoniczno-gotycki metal który prócz diwy za mikrofonem (tu urocza i utalentowana Zora Cock) potrafi urzec również muzyką, emocjonalną i liryczną 

Aedan Sky - za power metalową space operę, która nie jest co prawda nową Galderią ale godnie ją zastępuje jako zdecydowanie jedna z najbardziej udanych płyt jakie ten gatunek zrodził w ostatnich kilku miesiącach 

Axxis - za obchodzącą w przyszłym roku 20-lecie wydania płytę Doom of Destiny, najlepszą w dyskografii tej niemieckiej kapeli i jedną z najlepszych w power metalu w ogóle 

38 Special - za pokazanie, że jubileusz 50-lecia istnienia zespołu można uczcić nie tylko sentymentalnym "world tourem", składanką greatest hits w oryginalnych bądź nowych aranżacjach ale można też nagrać kompletnie nowy album, pełen energii, świeżości i przebojowości. Taki jest właśnie Milestone - czapki z głów panowie!

Primal Fear - za to, że choć trochę marudziłem i narzekałem to polubiłem Domination i chętnie do niego wracam, co nie spotkało kilku innych uznanych, niemieckich firm

Kaipa - za niejeden a prawie trzy miesiące spędzone na stopniowym odkrywaniu dyskografii tej legendarnej progresywnej grupy. A że gra ona w sposób niezwykle piękny i kunsztowny, ten czas to była czysta przyjemność

Pinn Dropp - za nowy album, jak przystało na prog-rock dość mocno zróżnicowany, pełny mocniejszych akcentów i refleksyjnej zadumy a przede wszystkim wysokiego poziomu nagrywających go muzyków, którzy tchnęli w For the Love Of Drama odrobinę magii

Mob Rules - za najlepszą powerową płytę przełomu sierpnia i września, agresywną i dynamiczną, surową na niemiecką modłę a melodyjną na modłę europejską 

Paradise Lost - za to, że na Ascension potrafili ze sobą połączyć elementy z prawie każdego okresu swej działalności (no może bez ery Hosta), twierdząc wg mojego własnego paradajsometru najlepszy album od wydanego w 2009 roku Faith Divides Us...

Novembers Doom - za powrót po kilku latach z nowym materiałem, który brzmi jak Novembers Doom ale zwłaszcza w rodzajach ekspresji wokalnej potrafi zaproponować coś nowego

Castle Rat - za pokazanie, że epicko doom metal potrafią nie tylko epigoni Candlemass ale można też tę podniosłość i zamiłowanie do fantastyki zaszczepić na bardziej kamienistej glebie 

Villain In Me - za udowodnienie światu, że w Estonii też można grać power metal na wysokim, nie ustępującym niczym większym kuzynom z północy, poziomie

Tierramystica - za powrót w chwale po 12 latach jakie upłynęły od premiery poprzedniej płyty Brazylijczyków, powrót który przez swoje indiańskie motywy okazał się bodaj najbardziej oryginalną power metalową płytą w tym roku

Oczywiście powyższa czternastka nie wyczerpuje w całości tematu. Inni artyści jednak, chociażby hair metalowy Cats In Boots, occult-rockowy Year od the Goat, weterani AOR-a z FM czy jedna z najlepszych płyt szwedzkiego Draconian - Turning Season Within równie zapewniły mi solidną dawkę muzycznych wrażeń. Nie były to jednak aż tak intensywne doznania. Niemniej jednak każdy z wymienionych w tekście zespołów trafił na dzisiejszą playlistę z przynajmniej jednym utworem. Zachęcam do odsłuchu - łącze tam gdzie zawsze i oczywiście piszcie jak u Was wyglądał wrzesień. Trzymajcie się!

Playlista: Wrzesień 2025

piątek, 29 sierpnia 2025

Sierpień 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Końcówka sierpnia, końcówka wakacji i ostatnie tygodnie naprawdę "nieletniego" lata - dobry czas by przyjść do Was z muzycznym podsumowaniem miesiąca. Miesiąca, który w wiele świetnych premier może nie obrodził ale za to dał mi czas na nadrobienie różnych, nieraz karygodnych zaległości. Wszystko to znajdziecie oczywiście w tekście, tradycyjnie już opartym o listę zespołów, które w tym okresie zasługują na szczególne wyróżnienie.

1. Alice Cooper - za najnowszy album, na którym rock'n'rollowa energia łączy się z hard rockowymi gitarami, dając w efekcie potwora, który z miejsca pożera większość tegorocznych hard-rockowych i AOR-owych płyt

2. The Gathering - za Mandyliona i Nighttime Birds, dwa arcydzieła symfonicznego, gotyckiego i doom metalu również, po które sięgnąłem (posypuję głowę popiołem) dopiero teraz. Bogowie, ale to piękne!

3. Shadow Gallery - za całokształt twórczości a zwłaszcza za pierwsze albumy, nagrane jeszcze z nieodżałowanym Mike'm Bakerem, do których w tym miesiącu wróciłem po latach przerwy. I jest to wspaniały powrót!

4. Good Charlotte - za album Motel du Cap, pierwszy od 15 lat, na którym czuć lekkość kompozycji i radość ze wspólnej gry. Jak wiecie, rzadko sięgam po taki typowo amerykański pop-punk ale w tym przypadku robię to z pełną premedytacją i niezwykłą przyjemnością

5. Cobalt Wave - za jeden z najlepszych prog-rockowych debiutów tego roku na polskiej ziemi. Za ten syntezatorowy industrialny chłód, gitarowe refleksje i perkusyjny niepokój, które czuje się obcując z Men.Mind.Machine

6. Crimson Fire - za wspólne sprzedawanie duszy bogom rock'n'rolla, przeżywanie tragedii Ikara i zdrady Judasza, czego możemy doświadczyć słuchając dynamicznego, melodyjnego power metalu w wykonaniu tej greckiej kapeli

7. Lay of the Autumn - za udowodnienie, że w latach 20-ych XXI wieku nadal można nagrać udany, urozmaicony album zaszufladkowany jako symfoniczny female fronted (jak ja nie lubię tego określenia) metal

8. Slayer - za próbę odświeżenia i unowocześnienia brzmienia, jaką podjęli na Diabolus in Musica, bez - i podpiszę się pod tym rękami i nogami - utraty swojej thrash-metalowej tożsamości

9. Crypt Sermon - za EP-kę Saturnian Appendices, która choć znajdziemy tam tylko 4 utwory ma w sobie i epicki doom i bardzie power metalowe tempa i niesamowity cover Mayhem

10. Leonov - za doomgaze'owe i psychodeliczne pejzaże, które ten norweski zespół maluje na swojej najnowszej EPce pt. Shape of Ash. Kto by pomyślał, że taka muzyka idealnie wpasuje nam się w tegoroczną, sierpniową aurę

11. Tom Galgano - za solowy debiut jednego z liderów prog-rockowego IZZ, na którym prezentuje równie ciekawą ale znacznie bardziej kameralną, gitarowo-klawiszową muzykę

12. Raways - i tu dla odmiany, za pierwszą zespołową płytę znanego dotąd z solowego projektu Elle Tea, Leonardo Trevisana, płytę pełną tradycyjnego, bardzo autentycznego hard'n'heavy

Poza wspomnianą dwunastką sięgałem też często po starsze płyty power i heavy metalowych "firm", takich jak Grave Digger, Beast in Black czy Black Sabbath (tu niedoceniany album Technical Ecstasy). Rzutem na taśmę do dzisiejszej playlisty wskoczył też A Last Sigh of Bliss, jeden z singli promujących najnowszą płytę symfoniczno metalowego Blackbriar, o której już teraz wiem, że będzie tu dużo we wrześniu pisane.

Ale nim przyjdzie podsumowanie września, dajcie znać, którzy artyści najczęściej gościli w Waszych głośnikach w sierpniu i oczywiście zachęcam do odsłuchu playlisty. Miłego weekendu!

piątek, 1 sierpnia 2025

Lipiec 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Za nami bardzo ciekawy muzycznie miesiąc. Było sporo pozytywnych zaskoczeń, były wielkie wzruszenia jak i nieopisane smutki. Z tego wszystkiego wyselekcjonowałem aż 15 wykonawców, których muzyka była dla mnie szczególnie ważna w tym czasie. Zaraz dowiecie się dlaczego.   

Warkings - epickie bitewne hymny, power metalowe szarże i gawędy snute przy ognisku - Armageddon zabiera nas w podróż w czasie z której kompletnie nie chce się wracać 

Sodom - perkusyjne kanonady, gitary sieczące jak seria z ckmu i ten wokal Toma Angelrippera dawno nie miały w sobie tyle mocy i świeżości jak na The Arsonist, jak dla mnie thrash metalowa płyta roku

Threshold - prog-metalowa instytucja, w której dyskografię zanurzam się coraz głębiej, Legend of the Shires znam i lubię od dawna, Subsurface ma dobre momenty ale to przy Dead Reckoning zatrzymam się na dłużej

Wytch Hazel - brytyjska kapela, która jak nikt inny łączy tradycyjny heavy metal z zabarwioną doomem nastrojowością. I choć ich nowy krążek nosi podtytuł Lamentations to naprawdę nie ma tu na co narzekać 

Ich Troje - musiały minąć długie 24 lata by zespół Michała Wiśniewskiego nagrał kolejny tak ciężki numer jak Błędne Wojenne Rozkazy. Na Wybiła Jedenasta takich numerów jest co najmniej kilka. I dlatego ta kojarzona raczej z muzyką pop grupa trafiła do Muzycznej Kroniki i dobrze się tu odnajduje

Bogusław Balcerak's Crylord - Polacy nie gęsi i swój neoklasyczny power metal mają. I to jaki. A ja jeszcze osobiście pragnę podziękować za przypomnienie mi jaki Mark Boals ma niezwykły wokal - obok gitarowych popisów głównego kompozytora to drugi mocny punkt Lost Bloody Heroes

Alice Cooper - jeżeli po 50-u latach wskrzeszasz swój stary zespół czy możesz liczyć na nagranie świeżej i autentycznej płyty? W przypadku tego pana odpowiedź brzmi TAK. I to specjalnie pisane Caps Lockiem

Ashes of Ares - power, prog, thrash i do tego Matt Barlow. Czy to Iced Earth? Nie, to nowy album Ashes of Ares i niech tak pozostanie, bo czuję, że ta kapela zapewni nam jeszcze nie raz tyle mocnych wrażeń co na New Messiahs

Ozzy Osbourne - 🖤

Katatonia - polubiłem ich najnowszą płytę ale to gdy słucham klasyków w postaci choćby Last Fair Deal Gone Down serce bije najmocniej

Styx - legenda muzyki rockowej ostatnio wydaje płyty w cyklu olimpijskim - co 4 lata. Czas ten jednak zawsze poświęca na przygotowanie ciekawej, dopracowanej i bardzo przyjemnie słuchającej się muzyki, w której elementy progresywne i melodyjne wzajemnie się uzupełniają. Tak jest też na Circling From Above

June 66 - ambasadorzy hair metalu znad Wisły udowadniają na debiutanckim Run For Your Love, że są pilnymi uczniami Nikkiego Sixxa, Blackiego Lawlessa czy Dee Snidera 

The Süns - śląscy vintage rockowcy na swojej drugiej płycie przeszli na język angielski. Muzycznie trochę więcej psychodelii niż proto-metalu ale efekt finalny naprawdę bardzo udany. Jest to jedna z kapel, której rozwój warto uważnie śledzić

Fer de Lance - co można powiedzieć o albumie, który zapowiadany jest prawie 13-minutowym singlem? Że będzie epicko, majestatycznie a przede wszystkim nie będzie można się nudzić. I tak jest właśnie na Fires on the Mountainside - drugim krążku amerykańskiej formacji

The Book of Revelations - prog-rockowe opowieści podane w ciekawy i wciągający sposób - tym własnie jest Olympus Mons - drugie wydawnictwo zespołu dowodzonego przez multiinstrumentalistę Gerarda Freemana 

To oczywiście nie wszystko. W lipcu odświeżałem sobie chociażby dyskografię Mystery i Kaipa - jednych z moich ulubionych zespołów prog-rockowych. Przypomniałem sobie także Faith Divides Us, Death Unites Us - moją pierwszą płytę Paradise Lost. Trochę czasu spędziłem również z trzecią płytą włoskiego Eternal Idol a pierwszą nagraną bez Fabio Lione. Behind a Vision okazało się krążkiem przyzwoitym ale brakło w nim czegoś takiego, co utrzymałoby moje zainteresowanie na dłużej.

Muszę jeszcze wspomnieć o doomgaze'owym projekcie breaths. W lipcu wydali ciekawy, najcięższy od kilku lat album Death Can Wait. Polecam go Waszej uwadze a choć zniknął (jak i cała dyskografia) ze Spotify to podrzucam Wam link do bandcampa. A że dziś Bandcamp Friday to tym bardziej warto wesprzeć tego jak i pozostałych wspomnianych w artykule wykonawców.

A na koniec jak zwykle playlista - 30 najczęściej słuchanych utworów w miesiącu. Mam nadzieję, że spędzicie przy tej muzyce niejedną pełną wielu emocji chwilę. Oczywiście czekam też na Wasze podsumowania! 

Stay heavy!

Playlista: Lipiec 2025



piątek, 4 lipca 2025

Czerwiec 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Pół roku już za nami. Póki co 2025 mnie nie rozczarowuje. Dużo udanych premier z różnych muzycznych nisz, garść niespodziewanych odkryć ale też i udaje znaleźć się czas na powrót do "klasyki gatunku". Taki wzorzec utrzymał się też w ostatnim miesiącu. Zerknijmy więc na artystów, których w tym okresie wyłapało moje kronikarskie ucho i których chciałbym szczególnie wyróżnić.

Katatonia - za płytę, która prócz naprawdę pięknej okładki broni się też ciekawą i nastrojową muzyką. Nightmares as Extensions of the Waking State kontynuuje obrany już jakiś czas temu progresywny kierunek nie tracąc jednak tej charakterystycznej depresyjno-melancholijnej atmosfery

Volbeat - za przebojowy, odpowiednio ciężki, soczysty rock'n'roll z jakiego ta duńska kapela jest znana. Jeżeli miałbym nazwać jedną, główną emocję, jaką wzbudzała we mnie muzyka zawarta na God of Angels Trust to będzię nią na pewno "przyjemność"

Apewards - za psychodeliczno-stonerowe, dobrze bujające rytmy. Jest i dobry fuzz i pustynny klimat czyli wszystko to, co dobry kamieniarz mieć powinien

Fairyland - Phila Giordany nie ma juz z nami jednak jego muzyka nadal żyje a najnowszy album francuskiej kapeli można uznać za muzyczny testament artysty. I za to dziękuję, bo piękna to jest muzyka...

In Flames - myślę, że mało który ortodoksyjny fan tej legendy melodeathu wyróżniłby album Battles, ja jednak po kilku latach zacząłem w nim dostrzegać kawał naprawdę dobrego, alt-metalowego grania a swoje ulubione numery tradycyjnie wrzuciłem na playlistę

Insania - za symofniczno-powerową ucztę jaką Szwedzi serwują nam na The Great Apocalypse. I za ten muzyczny motyw z Katjuszy jaki wpletli w No One's Hero, swoją drogą najlepszy utwór na płycie.

Slung - za bardzo udaną mieszankę shoegaze'a, stonera i psychodelii, brzmiącą zaskakująco świeżo, jeśli weźmiemy pod uwagę naprawdę mocno eksploatowany w ostatnich kilku latach gatunek jakim jest stoner/doom

The Süns - za muzyczny wehikuł czasu, który w A.D. 2025 pozwala nam poczuć się jak w psychodeliczno/blues-rockowo/proto-metalowych latach 70-ych

Lord Vigo - za nieszablonowe podejście do tak mocno osadzonego w tradycji stylu jakim jest epic doom metal. Czy można łączyć ejtisowe syntezatory z ciężką i majestatyczną muzyką? A można jak najbardziej, jescze jak! 

Alestorm - za bycie Alestormem, yarharharhar!

Call the Fraud - za bardzo ciekawą, różnorodną płytę jaką jest V. Mamy tu aż 13 kompozycji, dla których wspólnym mianownikiem jest po prostu "dobry groove"

Postmortal - jeżeli myślicie, że współcześna scena doom metalowa to głownie stonery i seventisowe proto-metale, tudzież bardzo tradycyjne epic doomy wyprowadzę Was z błędu. Nie brakuje bowiem solidnych funeral doomowych debiutów a taki właśnie przydarzył się tej krakowskiej kapeli. Polecam!

Mlecze - za rozmarzony i wcale nie marudzący debiut pt. Maruda, który jest pierwszą indie/bedroom popową pozycją na łamach Muzycznej Kroniki

Twisted Sister - za te godziny spędzone przy GTA Vice City tylko po to, by po raz kolejny w Vrock usłyszeć I Wanna Rock. A bardziej po naszemu - za ten hard rock/hair metal, na który apetyt nigdy nie znika

To oczywiście tylko niewielki wycinek z szerszej rzeszy rockowo-metalowych (i nie tylko) artystów, którzy przewinęli się w czerwcu przez moje głośniki. Odświeżyłem sobie m.in. dyskografię węgierskiego Wisdom, niemieckiego Freedom Call a także ponownie zanurzyłem się w drugi (a pierwszy, który miałem okazję usłyszeć) album Avatarium. A jeżeli i tak jest Wam nadal mało, prześledźcie wszystkie czerwcowe podsumowania tygodnia, na pewno znajdziecie coś dla siebie. 

Tymczasem jak podrzucam jeszcze link do czerwcowej playlisty i tradycyjnie juz zapraszam do dyskusji. Zdradźcie proszę, które czerwcowe premiery najbardziej przypadły Wam do gustu i jakich zaskakujących muzycznych odkryć udało Wam się dokonać. Wspólnie piszmy tę Muzyczną Kronikę :)

Playlista: Czerwiec 2025

  

piątek, 30 maja 2025

Maj 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Ani się człowiek obejrzał a już upłynęło 30 dni maja. Jescze tylko jutro ostatni akord i cyk, witamy czerwiec na pokładzie. Myślę, że to odpowiedni moment, by podzielić się z Wami moimi muzyką, której w tym okresie najczęściej i najchętniej słuchałem. Oto ona:

1. Froglord - żabi kult rośnie w siłę z każdym kolejnym wydawnictwem a tegoroczna Metamorphosis to kwintesencja stylu tej brytyjskiej grupy zamknięta w 8 ciekawych i zróżnicowanych kompozycjach. Stoner i slugde, psychodela i doom, harmonijka i elektronika - wszystko to zebrane razem sprawia, że z miejsca wskakuje do grona kandydatów na miano płyty roku

2. Harem Scarem - kanadyjscy weterani melodyjnego hard rocka nie myślą wcale o emeryturze. Przeciwnie, Chasing Euphoria to kolejna solidna przebojowo-gitarowa płyta i potwierdzenie, że od reaktywacji w 2013 roku panowie przeżywają drugą młodość a wydane w tym czasie albumy dorównują klasykom w postaci debiutu czy Mood Swings 

3. Trick or Treat - mimo, że od premiery Ghosted minął już ponad miesiąc do dziś nie udało mi się wyłapać wszystkich pop-kulturowych nawiązań zawartych w tekstach piosenek. Ale to nie tylko dla nich warto sięgnąć po tę płytę. Jest tu też 46 minut wysokiej klasy europejskiego power metalu i od tego bym zaczął :)

4. Wij - czy ktoś spodziewał się, że na nowej EP-ce ekipa Tui Szmaragd skręci w stronę podszytego black metalem hardcore'a? Ja na pewno nie. Niemniej jednak rzucam się na Bluzg jak dzik na żołędzie

5. Flower Kings - dystyngowany i elegancki to nie są przymiotniki, którymi zwykle opisuje się rockowe albumy. Co innego w przypadku rocka progresywnego. Tu są jak najbardziej na miejscu i w przypadku płyty Love szwedzkich weteranów gatunku idealnie podkreślają kunszt i dźwiękowe bogactwo zawartych na niej kompozycji

6. Cavern Deep - w maju światło dzienne ujrzała ostatnia część zaplanowanej przez szwedzkich muzyków trylogii - The Bodiless. Ponownie mamy tu ciężką i powolną muzykę, zanurzoną w smoliście mrocznej, psychodelicznej atmosferze choć nie brak też bardziej melodyjnych fragmentów nadających całości odpowiedniej głębi

7. Magic Pie - norwescy prog-rockowcy wracają po kilku latach z nowym materiałem, dość odważnie zatytułowanym Maestro. Nie ma w tym jednak zbędnej przesady, bo panowie udowadniają, że swoje rzemiosło opanowali na jak najbardziej mistrzowskim poziomie. Jeśli lubicie hammondowo-gitarowe popisy, niebanalne melodie i inspiracje tak progiem jak i hard-rockiem z lat 70-ych zanurzycie się w te dźwięki na długo

8. Ols - niezwykły projekt muzyczny, łączący w sobie folk, dark-wave czy nawet pewne elementy post-bm a wszystko to dzieło jednej osoby, utalentowanej artystki Anny Marii Olchawy. Jej nowy krążek Poświaty to duchowa podróż w krainę emocji, wspomnień i lęków, na końcu której czeka upragnione katharsis

9. Wanda i Banda - najbardziej nieoczekiwana pozycja w dzisiejszym zestawieniu. Wydana niedawno reedycja pierwszej płyty zespołu trafiła mnie jak grom z jasnego nieba. Przebojowe, gitarowe granie, momentami zahaczające o hard rock i wysoki, zadziorny wokal Wandy Kwietniewskiej na długi długi czas wbijają się do głowy

10. GIANT - tylko 3 lata kazał nam czekać na nowy krążek ten amerykański zespół (poprzednia przerwa trwała bagatela 12 lat!). Na Stand and Deliver nie czuć jednak tego [sic!] pośpiechu. Jest za to dopracowana i udana artystycznie płyta, na której prócz ballad czy przebojowych, gitarowych numerów znajdziecie także rozpędzony, wręcz heavy metalowy Beggars Can't Be Choosers. Jest moc!

11. Behölder - epickie połączenie amrykańskiego powera z doom metalem. Podniosłe, utrzymane w średnich tempach utwory, tematyka fantasy i niesamowity John Yelland za mikrofonem. Aż korci, by w końcu przysiąść do tego całego Baldur's Gate

12. Red Moon Architect - melancholijny death/doom metal z klasycznym damsko/męskim duetem wokalnym. October Decay premierę miało w połowie kwietnia ale wówczas nie poświęciłem jej odpowiednio dużo czasu. Cieszę się, że w maju sumiennie to nadrobiłem i dziś mogę Wam wrzucić na playlistę pełen emocji, majestatyczny i monumentalny bo aż 12-minutowy Decay of Emotions.

Wyżej wymieniona dwunastka to oczywiście nie wszyscy artyści, którzy towarzyszyli mi w tym miesiącu. Nadal dość często sięgałem po najnowsze albumy folk/power metalowego Elvenking i symfoniczno metalowej Epici. Zrobiłem sobie też dłuższą wycieczkę przez dyskografię ikony goteborskiego metalu - In Flames, by na koniec utwierdzić się w przekonaniu, że jednak to Reroute to Remain wielbię najmocniej. 

A jak Wam minął ten miesiąc? Jakie były Wasze odkrycia, oczarowania i (oby jak najmniej) rozczarowania. Piszcie śmiało! I oczywiście zachęcam do odsłuchu playlisty!

czwartek, 1 maja 2025

Kwiecień 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Cześć kochani! Jak Wam mija majówka? Mam nadzieję, że wypoczywacie przy dźwiękach najlepszej muzyki :) Może więc znajdziecie czas na playlistowe podsumowanie kwietnia? W nim traficie na, tradycyjnie już, krótki opis najczęściej słuchanych w tym miesiącu zespołów. A były nimi:

Judicator - Concord to niezaprzeczalnie jedna z najlepszych power metalowych płyt wydanych jak dotąd w tym roku. Po bardzo progresywnym The Majesty of Decay przyszedł czas na krążek, na którym prog-rockowe inspiracje i znana z wcześniejszych płyt powerowa dynamika osiągnęły w końcu złotą proporcję. Od otwierającego krążek, szybkiego Sawtooth po ostatni na liście, epicki Blood Meridian  słucha się tego z wielką przyjemnością 

Elvenking - włoscy folk/power metalowcy albumem Luna wieńczą trylogię Reader of the Runes i jest to naprawdę godny finał. Ekipa Damnagorasa zręcznie porusza się między folk, symphonic i power metalem, dowożąc naprawdę dużo bogatych aranżacyjnie, zapadających w pamięć utworów 

Epica - od zespołu tej klasy zawsze wymaga się dużo a gdy pierwsze single zapowiadające nowy album nie są w stanie sprostać tym zawyżonym wymaganiom pojawia się pewien niepokój. Na szczęście Aspiral jako całość okazał się spójnym i udanym dziełem a rzeczone single nagle stały się dużo bardziej enjoyable

W.E.T. - jeszcze pod koniec marca narzekałem trochę, że w tym roku nie trafiłem na żaden wybitny AOR-owy album. Na szczęście wtedy (28.03) pojawił się Apex, pełen melodyjnego, przebojowego i soczyście gitarowego hard rocka. Ale powiedzcie sami, czego można się spodziewać po supergrupie złożonej z mistrzów gatunku?

IQ - brytyjski zespół neo-progowy przyzwyczaił nas już do długich, rozbudowanych albumów, tymczasem w 2025 roku wypuścił Dominion - 53 minuty zamknięte w 5 kompozycjach. Jedno jednak się nie zmienia - na pierwszym miejscu nadal stawiają jakość - czy to w warstwie muzycznej, wokalnej (ten pełen melancholii tembr głosu Petera Nichollsa) jak i tekstowej (refleksje na temat przemijania). I za to ich uwielbiam!

L.A. Guns - od niespełna 10-u lat mam tak z tą kapelą, że porywa mnie co druga ich płyta. Na szczęście Leopard Skin jest tą "co drugą". Mamy tu dużo wpadającego w ucho, lekko bluesowego, trochę westernowego hard rocka, który, co najważniejsze w przypadku zespołu z tak długim stażem, nie brzmi jak nagrywany na siłę. Dobra robota Gunsi (ale bez Roses)

Last Leaf Down - muzyczni impresjoniści prosto z zamglonej, górzystej Szwajcarii powrócili po latach z trzecim krążkiem, zatytułowanym dość znacząco Weight of Silence. Senne, rozmyte dźwięki połączone z rozmarzonym, delikatnym wokalem sprawiają, że gdy widzę tag #dreamgaze, nie mogę się z nim nie zgodzić. 

Visionatica - niemiecki zespół potrzebował aż 6 lat by nagrać swój trzeci album. I dobrze, bo okazuje się, że Harrowing Insight to najlepsze wydawnictwo tej symfoniczno metalowej kapeli. Orkiestracje, orientalne wstawki i bardziej agresywne momenty, wszystko w końcu zagrało ze sobą tak jak powinno. 

Daevar - do grunge'u mam dość ambiwalentny stosunek. Co innego grunge/doom prezentowany przez tę niemiecką kapelę. Tu tonę aż po czubek głowy w tych brudnych, onirycznych ale zaskakująco melodyjnych dźwiękach.

Messa - muzyka włoskiej kapeli jest unikatowa na tle innych psychodeliczno-doom metalowych artystów. Najnowszy krążek The Spin tylko potwierdza tę regułę. Jedni słyszą tu echa rocka gotyckiego, inni zimnej fali a jeszcze inni nawet stonera. Ja słyszę piękną, tajemniczą i melancholijną muzykę. I na tym poprzestanę.

Metallus - mocarne, epickie granie jednego z Apostołów nowej fali polskiego doom metalu. We're All Doomed jest bardziej kompaktowy niż debiut ale przez to jego intensywność jest jeszcze mocniej zaakcentowana

Paula Szczyt - w internetach ta dysponująca świetnym głosem wokalistka opisuje swoją twórczość jako blues-rockową. Ja jednak słyszę w Nie mam racji rasową, hard rockową złość. Do tego utworu powracam najczęściej ale zachęcam do zapoznania się z całą zawartością debiutanckiej EPki pt. Therapy vol.1. I czekam oczywiście na Vol. 2, bo będzie, będzie prawda?

Tyr - kwiecień był miesiącem, w którym odświeżałem sobie dyskografię tego farmerskiego bandu. I choć mają w swoim katalogu dużo dobrych płyt to jednak serce nadal najmocniej bije przy wydanej w 2009r By the Light of the Northern Star

Wspomniana powyżej 13-tka to oczywiście nie wszyscy wykonawcy, jacy przewinęli się przez playlistowe głośniki. Na wzmiankę zasługują choćby heavy/power metalowcy z Dream Evil, psychodeliczni pop-rockowcy z końca lat 60-ych (Grapefruit) czy łącząca elementy black i post-metalu z shoegazem wazzara. Utwory wszystkich artystów trafiły oczywiście na kwietniową playlistę, do której link wrzucam poniżej. Czekam też z niecierpliwością na Wasze podsumowania. Zaskoczcie mnie czymś niespotykanym ;)


Playlista: Kwiecień 2025

piątek, 28 marca 2025

Marzec 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Do końca miesiąca pozostało jeszcze kilka dni ale mam świadomość, że po weekendzie w mojej głowie będą tylko wrażenia z niedzielnego koncertu TONi i plany spisania własnej, subiektywnej relacji z niego. Póki jednak moja głowa nie jest tym zaprzątnięta postanowiłem zużyć zapas mocy przerobowych na podsumowanie marca, miesiąca jak zobaczycie ciekawego i zróżnicowanego muzycznie. Tradycyjnie będzie ono miało formę listy zespołów, które zajęły mi najwięcej czasu i przyniosły najwięcej dźwiękowych uniesien. Poloneza czas zacząć a więc:

1. Avantasia - najczęściej przeze mnie słuchana płyta (Here Be Dragons), najczęściej odtwarzany utwór (Against the Wind). Wszystko solidne, dopracowane, wciągające na dłużej ale w tym wszystkim takie hmm zwyczajne. Porządnie wykonana rzemieślnicza robota ale ta magia, której oczekuję od Avantasii gdzieś uleciała w okolicach Moonglow i póki co, nie znalazła drogi do domu

2. Achelous - zespół w pełni zasłużenie wyróżniony w plebiscycie MS Awards w kategorii power metalowa płyta roku. Tower of High Sorcery to ciężki, szorstki i epicki power metal, w którym grecka scena zaczyna osiągać mistrzostwo

3. Brainstorm - niemiecka heavy/power metalowa ekipa (nie mylić z łotewskim pop-rockowym bandem o tej samej nazwie) już ponad 30 lat dostarcza nam mocnych, melodyjnych kompozycji i najnowsza, 15 już płyta pt. Plague of Rats nie jest bynajmniej wyjątkiem. Dla fanów Grave Diggera czy Paragona pozycja obowiązkowa

4. Year of the Cobra - piękne, melancholijne i chwytające za serce dźwięki wydobyte jedynie z gitary basowej i perkusji. Próżno jednak posądzać ten amerykański duet o minimalizm, gdyż na ich trzecim krażku dzieje się naprawdę dużo. Sprawdźcie sami

5. Fatherson - malowane dźwiękami muzyczne historie przybrane w neo-progowe, delikatne szaty. Wspólna płyta ojca i syna, Ryszarda i Michała Kramarskich zachwyca swoim klimatem i spójnością.

6. Karmakanic - marzec dla miłośników rocka progresywnego był naprawdę dobrym czasem. Kolejny krążek wypuścił dowodzony przez Jonasa Reingolda projekt Karmakanic. Na Transmutation znajdziemy to, co w prog-rocku najlepsze - i długie rozbudowane suity i pełne emocji, krótsze a nadal bogate dźwiękowo bardziej piosenkowe kompozycje

7. Turbo - legenda polskiego metalu daje o sobie znać naprawdę mocną płytą. Widać, że panowie idą wypracowaną od czasu Strażnika Światła ścieżka i czują się na niej naprawdę swobodnie. Czuć w tej muzyce radość z grania, choć tekstowo sporo tu gorzkich refleksji ale i złości wobec dzisiejszego świata, któremu mówimy zdecydowanie nie!

8. Alien - kolejna legenda, tym razem szwedzkiego hard-rocka. When Yesterday Comes Around cofa nas w czasie do przełomu lat 80 i 90-ych, gdy tego typu muzyka święciła największe triumfy. Ja, jako wielki miłośnik zarówno AOR-a jak i hair-metalu biorę ten krążek w ciemno

9. Destruction - thrash metal gości u mnie rzadko ale dla wielkiej trójki teutońskiego thrashu zawsze znajdzie się miejsce. Tym razem głośniki niszczyło mi, nomen omen, Destruction za sprawą swego najnowszego wydawnictwa - Birth of Malice. I muszę Wam powiedzieć, że tak dobrze przy muzyce Schmiera i kompanii bawiłem się ostatni raz jakieś 9 lat temu przy okazji premiery Under Attack

10. SOM - czy można łączyć doomgaze z dreampopem? A można jak najbardziej, jeszcze jak a przekonuje nas o tym w świetny sposób nowy album amerykańskich doom-popowców, gdzie eteryczne wokale w niezwykły sposób uzupełniają się z intensywnymi ale i pełnymi przestrzeni brzmieniami

11. Loveworms - nowy, mocny głos na rodzimej scenie alternatywnej. Miks post-punku z brytyjskim crank-wavem skutkuje 20-ma minutami pełnymi gniewu, ironii i złości. Jeśli ktoś zapyta mnie, czego oczekuje od szeroko pojętej muzyki punkowej, odpowiem, że buntu. I ten jak najbardziej w muzyce "miłosnych robaczków" znajdziecie

12. Owlbear - kolejny surowy heavy/power w dzisiejszym zestawieniu. Tym razem z kobiecym wokalem, choć moim zdaniem Katy Scary swoją siłą głosu przewyższa niejednego mężczyznę. Pod koniec lutego premierę miał drugi album kapeli i jest to płyta solidna, choć muszę przyznać że po świetnym openerze w postaci An Arrows Hail poziom kolejnych numerów nieco się obniża.

Prócz wymienionej powyżej dwunastki sięgałem jeszcze, choć nieco rzadziej m.in. po klasyków symfonicznego metalu z Lacuna Coil Sirenii czy kanadyjskiego thrashu z Annihilator (choć pod postacią mało thrashowej płyty). Sporo czasu spędziłem też na odsłuchu innych, niewyróżnionych przedstawicieli prog-metalu (Shepherds of Cassini) czy prog-rocka (supergrupa Pattern-Seeking Animals i legendarne Rush). Każdy z nich to dziesiątki i setki minut pełnych muzycznych uniesień. 

Mam nadzieję, że Wasz marzec minął równie udanie. Czekam z niecierpliwością na Wasze podsumowania a w międzyczasie zapraszam do odsłuchu marcowej playlisty. Link poniżej:

Playlista: Marzec 2025

piątek, 28 lutego 2025

Luty 2025 - Podsumowanie Miesiąca

 


Najkrótszy miesiąc roku już prawie za nami, może by go tak już podsumować? Myślę, że te kilka, kilkanaśce godzin nie zmieni nic w moich chartsach. Zaczynajmy więc krótką prezentację artystów, których w lutym 2025 roku słuchałem najczęściej.

1. Avatarium - jak do tej pory najmocniejsze otwarcie roku. Between You, God, the Devil and the Death to album dojrzały, przemyślany a przy tym nie tracący nic na swojej emocjonalnej autentyczności. Słucham go regularnie, choć ostatnio też często wracam do wydanego 3 lata temu poprzednika

2. Lacuna Coil - przyznam, że pierwsze single nie zapowiadały tego, co nowy krążek Włochów zrobi ze mną - od dnia premiery Sleepless Empire nie może wyjść mi z głowy. Jest to prawidziwa kopalnia ciążkich, prawdziwie gothic metalowych przebojów

3. Whitesnake - legenda hard rocka gości w lutym w moich głośnikach niemal codziennie, choć przyznam się, że idę trochę na łatwiznę i odpalam sobie Greatest Hits z 1994

4. Gin Lady - jedno z odkryć tego miesiąca, subtelny i intrygujący zarazem vintage'owy hard rock. Bardzo podoba mi się ten trend w muzyce i proszę o więcej!

5. Crazy Lixx - czy termin sleaze metal obił Wam się o uszy? Jeśli nie, posłuchajcie Crazy Lixx i sprawdźcie jak brzmi ta nowoczesna inkarnacja glam/hair metalu

6. Kilmara - hiszpański power metal z tekstami po angolsku? Oczywiście, że tak. Jest moc i są melodie a tytułowy utwór z Journey to the Sun ustępuje w moich chartsach tylko utworom wspomnianego w pierwszym punkcie Avatarium

7. Ten - krótka powrót w czasie do 2017 roku i pierwszego albumu tej hard rockowej grupy, jakiego słuchałem. Mowa oczywiście o płycie Gothica, której koncept, jak sugeruje nazwa, oscyluje wokół literatury grozy

8. Majestica - nie byłem nigdy wielkim fanem ReinXeed ale po rebrandingu w Majesticę uwielbiam każdą kolejną płytę ekipy dowodzonej przez utalentowanego gitarzystę i wokalistę Tommy'ego Johanssona

9. Inside Her - industrial i nu metal romansujące z synth- i darkwavem. To musiało się udać. Od kilku miesięcy katuję niezmordowanie singlowy Noc, Ogień, Ty i Magia ale cały debiut Shame of Hearts to niezwykła i oryginalna muzyka

10. Enchanted Steel - Polacy potrafią w power metal, od dawna tak uważałem choć nie jest to gatunek popularny wśród rodzimych muzyków. Cieszy fakt, że lukę powstałą po naprawdę świetnym Pathfinder udaje się wypełnić takimi fajnymi albumami jak Might and Magic

11. Dvoeverie - znacie jakiś metalowy zespół z Czarnogóry? Jeżeli nie, to proszę - fani oldschoolowego doom/heavy metalu mogą sobie dodać do biblioteki Dvoeverie, które w luty weszło z bardzo solidną EP-ką Of Togetherness

12. CrossRoad - gdy Łukasz Czader Wiewiór polecił mi "szanować Crossroad" nie spodziewałem się, że w tym miesiącu będzie to najczęściej słuchany przeze mnie przedstawiciel nowej fali polskiego doom metalu. Dzięki Ci wielki bo muzyka to zacna i potężna!

13. Froglord - jeżeli ktoś wplata solo na harmonijcie ustnej do sludge'owo stonerowego utworu niech uważa, bo może trafić do Muzycznej Kroniki! A tak na serio, polecam nowy singiel Żabiego Lorda - oczywiście jest na playliście!

Oprócz tej, wcale nie pechowej trzynastki przez moje odtwarzacze przewinęło się jeszcze sporo naprawdę ciekawej muzyki. Dość wspomnieć tylko o nowych utworach naszej polskiej TONi czy szwedzkiego Dynazty, odkrytych niedawno shoegaze'owcach z Bzu i nieco zapomnianym aor-owym Transit czy naprawdę fajnie łączącym stoner ze space rokiem amerykańskim CLEEN. Nie grali jednak oni tym razem pierwszych skrzypiec. Niemniej, playlista do której link znajdziecie poniżej zawiera także ich utwory. 

Mam nadzieję, że jej odsłuch uprzyjemni Wam nadchodzący weekend. Trzymajcie się mocno i dawajcie znać, co u Was najczęściej było słuchane w ciągu ostatnich 28-dni!

Playlista: Luty 2025


Najpopularniejsze