Playlist Everyday - Moja Muzyczna Kronika
Myślą przewodnią bloga jest dzielenie się moimi gustami muzycznymi z innymi, w duchu starego dobrego last.fm. Prezentuję na nim krótkie, cotygodniowe podsumowania aktualnie słuchanej muzyki, rankingi i zestawienia połączone jakimś tematem przewodnim. Do każdego postu staram się dołączyć link do dedykowanej mu playlisty na Spotify. Zapraszam do lektury szczególnie miłośników ciężkich brzmień - rocka i metalu.
piątek, 5 czerwca 2026
Peter Tägtgren - Playlista Tematyczna
poniedziałek, 1 czerwca 2026
25.05-31.05.026
Witam wszystkich w ten poniedziałek, dla mnie już niestety pracujący. Nim jednak jeszcze na dłużej wsiąknę w tę szarą, deszczową, krakoską rzeczywistość, podsumujmy sobie ostatni urlopowy tydzień.
Większa część tego tygodnia upłynęła mi w ciepłej i słonecznej Chorwacji, natomiast większość słuchanej w tym czasie muzyki była zdecydowanie mroczniejsza i bardziej melancholijna. Zacznijmy może od krótkiej wzmianki o Dracnonian. In Somnolent Ruin to jedna z najlepszych doom metalowych płyt tego roku - idealnie balansująca między intensywnością emocji i przytłaczającą ciężkością brzmienia.
Równie przytłaczająca jest Durere, kolejna płyta death/doomowej supergrupy Clouds. Po zeszłotygodniowym obcowaniu z melancholijną Destin, mam wrażenie, że tu muzyka staje się bardziej surowa, niepokojąca, wręcz "ostateczna". Niemniej jednak, czas przy niej spędzony jest niezwykłym doznaniem i cieszę się, że w końcu uzupełniam braki w moim muzycznym "wykształceniu".
Kontynuuję też jeszcze jeden zwyczaj z tamtego tygodnia. Przypomniawszy i przeżywszy raz jeszcze mój ukochany Epicus Doomicus Metallicus poszedłem krok dalej, do drugiej płyty Candlemass. Nightfall to ważna płyta w dyskografii legendarnej formacji, pierwsza z Messiahem Marcolinem za mikrofonem. Muzycznie to naturalne rozwinięcie motywów z debiutu ale wokal Messiaha, pełen wycieczek w wyższe rejestry czy prawie operowych zagrywek dodaje do niej pewnej chaotycznej demoniczności, stając się na długie lata jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu i wzorem do naśladowania dla rzeszy młodszych epic doom metalowych muzyków.
Po death i epic doomie czas na stonerową wariację na temat. W tej kategorii działo się naprawdę sporo, zwłaszcza od piątku. Mamy bowiem (i mam nadzieję uwielbiamy) nowe krążki Monolord (Neverending) i Elder (Through Zero). Oba hipnotyzujące, psychodeliczne i jakkolwiek to brzmi nastrojowe.
W ostatnich kilku, kilkunastu dniach mieliśmy też premiery dwóch arcyciekawych zespołów z naszego rodzimego podwórka, nawiązujących w jakiś sposób do stoner/doomowej estetyki. Co prawda warszawski Hypnosaur określa swoją muzykę mianem "jurassic punku" ale nie sposób dostrzec w niej elementów przesyconego gruzem rock'n'rolla i psychodelicznej atmosfery. Ja takie eksperymenty jak na Afterlife biorę w ciemno. Drugą ze wspomnianych premier jest debiut projektu Damask, za którym stoi znany z Sautrus Weno Winter. W duecie z Andrianem Jegorowem proponują twórczość wymykającą się standardowym klasyfikacjom. Folk, doom, occult rock - takie połączenia stają się powoli naszą narodową specjalnością (a dba o to oczywiście niezastąpiony Filip Sarniak - vide TOŃ, Źrenice). Three Times Ten to naprawdę dobrze wykorzystane (niejeden już raz) 35 minut z życia.
Czas na nieco starszą płytę, odkrytą dzięki kwietniowej liście Doom Charts. The Admiral Sir Cloudesley Shovell na początku zaintrygował mnie głównie nazwą. Nie kryję, że był to główny powód, dla którego zapoznałem się z ich piątym albumem, zatytułowanym The Trouble With The Shovell. Zapoznałem i przede wszystkim polubiłem. Osiem kawałków pełnych brzęczących gitar, ochrypłego wokalu i dusznej, tawernianej atmosfery mija szybko i od razu palec sam wędruje do przycisku repeat.
W poprzednim tygodniu, wspominając o zespole The Ghoulstars pisałem, że ich muzyka kojarzy mi się trochę z m.in. Bloody Hammers. To fakt i tak mocno te skojarzenia na mnie wpłynęły, że sięgnąłem po katalog rzeczonej kapeli. Padło na Lovely Sort of Death, płytę z 2016 roku, dotychczas trochę przeze mnie pomijaną. Dziś ciężko mi powiedzieć, czemu bo okazuje się, że to kapitalne, przebojowe połączenie hard rockowej energii z doomowo-horrorową tematyką. Z jednej strony ma się wrażenie, że to typowo halloweenowa muzyka, z drugiej w ciepłe, majowe wieczory wchodzi równie dobrze a dwa pochodzące z tego krążka utwory - Messalina i Astral Traveler były w ogóle najczęściej słuchanymi przeze mnie obecnie kawałkami.
Dobrze, teraz możemy przejść na jaśniejszą stronę mocy. Nim jednak wnikniemy w AOR, hard-rock czy power metal zatrzymajmy się gdzieś w pół drogi. Przy industrial metalowym projekcie Petera Tagtgrena, który przewija się u mnie okresowo od pewnego czasu. PAIN znam już od liceum i jak widać lubię do niego wracać, czy chodzi o klasyki w rodzaju Bye/Die z płyty Dancing With the Dead (mojej ulubionej) czy nowsze, jak choćby Call Me z 2016 roku, w której gościnnie usłyszeć możemy Joakima Broden z Sabaton.
A więc power. Tu sprawa jest jasna, bo prawie cały mój czas skradła Ondine, druga płyta prog-powerowego Dimhav. Dłuższe niż standardowe, kunsztownie zaaranżowane i umiejętnie prowadzone by nie znudzić słuchacza kompozycje perfekcyjnie dopełniają się z wokalem samego Daniela Heimana, który mam nadzieję, zostanie już z zespołem na zawsze. Posłuchajcie sobie choćby The Sunken Star czy wciągającego jak wir morski Call of the Deep by zrozumieć o czym mówię. Dla milośników powera pozycja obowiązkowa.
Następnie, dwie udane EP-ki znanych i lubianych włoskich kapel, czyli Rites of Disclosure folk/powerowego Elvenkinga (i tu ten pierwiastek powera jest wyraźniejszy niż na dwóch ostatnich LP) i A Clockwork Reverie prog/powerowego Vision Divine z wracającym z klasą Michele Luppim. Solidne porcje melodyjnego i dynamicznego grania, szkoda tylko, że nie dłuższe.
Warto dać też szansę debiutowi Leatherwitch, czyli formacji założonej przez Martę Gabriel po rozwiązaniu Crystal Viper. I choć ta muzyka jest bliższa speed/heavy metalowi niż euro-powerowi to na First Spell nie brakuje zapadających w ucho melodii a miłą niespodzianką jest cover Ride the Sky z pierwszej płyty Helloween. I to ma właśnie sens, bo gdybym miał porównać Frist Spell do jakiegoś klasyka, byłoby nim Walls of Jericho.
W zeszłym tygodniu odświeżyłem sobie też mój ulubiony album hard rockowego Eclipse. O ile jednak w poprzednim podsumowaniu znalazła się tylko wzmianka o Paradigm, tak teraz mogę napisać, że wszystkie emocje, które miałem słuchając go w 2019 roku odżyły na nowo a z racji, że ta muzyka jest tak energetyzująca i pobudzająca do działania, wtórowałem z pasją Erikowi w śpiewaniu takich bangerów jak Viva La Victoria, The Masquerade czy When the Winter Ends. Wszystkie trzy znajdziecie na playliście, możecie więc pośpiewać z nami ;)
Z takich wspominek trafiło mi się też kilka sesji z różnymi płytami AOR-owego Giant, zwłaszcza z pochodzącą z 1992 roku Time to Burn, na której znajdziemy jeden z ich najlepszych numerów czyli I'll Be There (When It's Over).
Jak już pisałem na wstępie, byłem na urlopie. Sporo czasu w Chorwacji spędziłem za kółkiem, krążąc między Zadarem, Splitem a Plitwicami. Żeby umilić czas też pozostałym podróżnikom, sięgałem bo lepiej tolerowaną przez małżonkę muzykę. Stąd w dzisiejszym podsumowaniu znalazło się miejsce na klasyczne i przede wszystkim, lubione przez nas oboje zespoły (hard)-rockowe. A są to AC/DC (nieśmiertelne T.N.T.) i Bon Jovi z moim ulubionym albumem Slippery When Wet na czele.
Przyszedł czas na kończący artykuł akapit. W nim bez niespodzianek. Zachęcam do odsłuchu cotygodniowej playlisty, podzielenia się swoimi podsumowaniami i wrażeniami z muzycznych (i nie tylko podróży) a także życzę Wam miłego dnia i udanego całego tygodnia.
niedziela, 31 maja 2026
Maj 2026 - Podsumowanie Miesiąca
Jak pewnie zauważyliście, zmieniłem nieco schemat publikowania postów na Facebooku. Playlistonosz wskoczył na piątek a Piosenka na Niedzielę stała się Piosenką na Sobotę. Wszystko dlatego, by dziś, pisząc podsumowanie miesiąca mieć już prawie cały maj za sobą. Jaka więc była ta moja majowa muzyka? Wystarczy zerknąć na listę najchętniej słuchanych w tym okresie zespołów a prezentuje się ona następująco:
Draconian - szwedzcy wirtuozi death/doom/gothic metalu nowe albumy wydają ostatnio co 5-6 lat. Jeśli jednak będą to tak poetycko piękne w swej melancholii dzieła jak Im Somnolent Ruin będę czekał cierpliwie
Inkubus Sukkubus - od neo-pogańskiego folku do klasycznego rocka gotyckiego. 28-a płyta zespołu nie zaskakuje ale też nie zawodzi. Brytyjczycy grają swoje a ja nadal biorę to w ciemno
Kingsmash - jedno z odkryć miesiąca. Typowo niemiecki styl będący wypadkową hard rocka, heavy metalu i powera serwowany w porządny, nie budzący podejrzeń o zbyt bliskie naśladownictwo sposób
PAIN - side-project Petera Tägtgrena z Hypocrisy, u mnie zaś numer jeden jeśli chodzi o działalność szwedzkiego muzyka. Ostatni album wydali co prawda 2 lata temu ale ja mijający właśnie miesiąc poświęciłem na szybką przebieżkę przez moje ulubione albumy industrialnych metalowców
Creye - czwarty album pochodzącej ze Szwecji kapeli emanuje luzem i radością z gry, czego brakło na wydanej trzy lata temu "trójce". Jeśli lubicie melodyjne, optymistyczne hard rockowe granie polecam Waszej uwadze tego użytkownika
Anthrax - podobno biały szum pomaga się skoncentrować, wyciszyć przed snem etc. Może i tak ale nie w przypadku tak właśnie zatytułowanej płyty najbardziej niedocenianego z Wielkiej Czwórki Thrash Metalu, która młóci mi w głowie kolejny już miesiąc
Barren Earth - podwójny smutek, po pierwsze muzyczny bo jak to w doom metalu bywa, przesycone są nim kompozycje fińskiego zespołu a po drugie, gdyż zespół już jakiś czas temu zawiesił działalności i nie słyszałem żadnej plotki na temat zmiany tego stanu rzeczy
Rexoria - do trzech razy sztuka mówi polskie przysłowie. I czasem się sprawdza, ponieważ Fallen Dimension był trzecim albumem (z czterech w ich katalogu) szwedzkiej heavy/powerowej kapeli do którego podchodziłem i w końcu coś między nami zaiskrzyło. Dość mocno nawet.
Angellore - można nagrać album, na którym znajdzie się tylko 5 utworów. Z tej piątki każdy może być trochę inny, czasem nawet zaskakująco eksplorujący nowe dźwiękowe rewiry a jednocześnie trzymać się swojego stylu. Ta sztuka udała się doom metalowcom z Francji na ich najnowszym krążku o wiele mówiącym tytule Nocturnes.
Zespół Sztylety - dla odmiany coś noise-rockowego i po polsku. Wszystkie Rany Niezabliźnione to udana mieszanka młodzieńczego buntu z charakterystyczną już bardziej dla człowieka trzydziestoletniego ( ;) ) nostalgią.
The Ghoulstars - fińska kapela, która niespodziewanie wskoczyła do mojego muzycznego rozkładu dnia. Westernowy hard rock z lekko gotyckim sznytem trafi na pewno w gusta słuchaczy lubujących się w takich zespołach jak Desperadoz, Ghoultown czy Bloody Hammers. Czyli do mnie ;)
Trochę tak po piłkarsku wyróżniłem powyżej 11-tu artystów. Oczywiście tych, którzy pomogli mi przejść przez maj było więcej. Nadal kręciły się u mnie kandydatki do płyty roku w swoich kategoriach, czyli nowe albumy hard-rockowej petardy Chez Kane czy debiut power metalowego Godspear. Nie można też zapominać o solidnych krążkach, którym uraczyli nas tak hołdujący latom 80-ym hair metalowcy pokroju Crashdiet jak i pamiętający dobrze ten czas (przynajmniej częściowo) muzycy hard rockowego Hardline. Na koniec jeszcze słówko o cosplay-metalowym (tak nazywam ten nurt power metalu) Hans&Valter, którzy uraczyli nas już drugą "pełnometrażówką", trochę groteskową, trochę patetyczną - gdzie problem?
Tak więc maj już praktycznie za nami, przed nami czerwiec, który jak widać po liście piątkowych premier zaczyna się z hukiem (toczącego się gruzu). Nim jednak na dobre zagłębimy się we wszystkie Eldery, Monolordy i Skórzane Wiedźmy dajcie znać jak prezentują się Wasze podsumowania. A pod niedzielny obiad tradycyjnie miesięczna playlista.
sobota, 30 maja 2026
18.05-24.05.2026
Dobar dan! Pozdrawiam Was ze słonecznego Zadaru i zapraszam na szybkie podsumowanie ostatniego tygodnia. Z racji małej ilości czasu Muzyczna Kronika przyjmuje dziś postać Muzycznego Telegramu, bądź Muzycznej Pocztówki. Postaram się jednak o każdym z najczęściej słuchanych artystów wspomnieć choć jednym zdaniem. A więc zaczynamy:
Najlepsza epic doom metalowa płyta w historii? Ciężko powiedzieć ale to debiutowi (a prywatnie mojej ulubionej płycie) Candlemass ten nurt zyskał swoją nazwę. Epicus Doomicus Metallicus na zawsze!
Melancholia nasycona ciężarem, mrok przeplatający się z niepokojem i rozpaczą a niski, death metalowy growling z krystalicznie czystym kobiecym wokalem - tak można scharakteryzować dwie wybitne premiery maja - In Somnolent Ruins szwedzkiego Draconian i Nocturnes francuskiego Angellore.
Mijają tygodnie a ja nadal odkrywam coś nowego na Katabasis doom metalowego A Dream of Poe. Tym razem zauroczyła mnie Lamia, swą niemalże neo-progową melancholijną spiewnością.
Od artykułu nt Mikko Kotamäki'ego po dyskografię Clouds? Można i tak. Ja z wiadomych przyczyn eksplorację zacząłem od Destin i odkryłem tam jeszcze kilka momentów równie intensywnych i pięknych jak Fields of Nothingness.
Wśród stoner/doomowy premier ostatnich tygodni najmocniej przemawia do mnie Skull Servant i jego Seven Trumpets, łącząc hipnotyzujące psychodeliczne melodie z momentami zahaczającymi o sludge pyłem i ciężarem.
Trochę pogańskiej magii w folkowo/gotyckim wydaniu jak zwykle dostarcza mi Inkubus Sukkubus - od kilkunastu dni za sprawą kolejnej solidnej płyty jaką jest niewątpliwie Eternal Monsters.
Refleksje, wzruszenia i wyciszenia to coś, czego zawsze dostarcza mi niemiecki Sylvan - czy pod postacią przejmującego concept albumu Posthumous Silence czy lżejszego, niemalże piosenkowego Presets. Od dawna jest to jeden z moich ulubionych neo-progowych składów i cieszy mnie, że po dłuższej przerwie wróciłem do częstego obcowania z ich muzyką.
Na punkcie Sound of the White Noise, wydanej w 1993 roku płyty Anthrax mam fioła od dłuższego czasu i mogę z pełną świadomością napisać, że obok ReLoad Mety i Necroshine Overkilla jest to moja ulubiona 'thrash related' płyta z lat 90-ych.
Sięgałem też po zdecydowanie jaśniejszą stronę gitarowej muzyki. Nowy album szwedzkiego Creye to zgrabnie zagrany, przyjemny dla ucha AOR. Trochę czasu znalazłem również dla nowej królowej melodyjnego hard rocka - Chez Kane jest jak w jednej ze swych piosenek - too dangerous ale i tak "I cannot stop".
Po wielokrotnym odsłuchaniu (i oczywiście polubieniu) tegorocznej płyty Tyketto przyszedł czas na moment z klasyką, czyli wydany w 1991 debiutancki Don't Come Easy, który zasługuje by wymieniać go obok takich albumów jak Slippery When Wet czy Cherry Pie.
Ostatnio wspominałem o nowej fali skandynawskiego hair metalu. Do tego nurtu zalicza się zdecydowanie szwedzkie Eclipse a album Paradigm (od którego zacząłem przygodę z kapelą Erika Martensona) to prawdziwa kopalnia gitarowych przebojów.
Ze Skandynawii przenieśmy się na Dziki Zachód, bo Ghoulstars choć fiński to sprawnie miksuje klimat country & western z horror punkiem i heavy metalem a słuchając ich debiutu człowiek czuje się jak na seansie filmów Tarantino.
Jeśli chodzi o power metal to tutaj grały same nowosci. Po pierwsze Dimhav i płyta Ondine, tym razem tematycznie marynistyczna ale nadal z tym samym Danielem Heimanem za mikrofonem, który udowadnia że choć od wygaszenia działalności Lost Horizon minęły już dekady, w rozbudowanych prog-powerowych kompozycjach czuje się znakomicie. Następnie Elvenking i swoisty suplement do trylogii Reader of the Runes - EPka Rites of Disclosure, gdzie obok kilku nowych utworów dostajemy garść ciekawych coverów.
I jeszcze jedna power metalowa EPka. Clockwork Reverie to pierwsze nagranie Vision Divine z powracającym po 17 latach Michele Luppim. Bardzo udane choć jest niedosyt, że to tylko 4 nowe kompozycje.
I to wszystko. Taka skrótowa forma nie oznacza, że Wy nie możecie się rozpisać. Czekam na Wasze podsumowania a poniżej zostawiam link do playlisty. Enjoy!
piątek, 22 maja 2026
Gianinni, Lione, Luppi - Playlista Tematyczna
poniedziałek, 18 maja 2026
11.05-17.05.2026
piątek, 15 maja 2026
Mikko Kotamäki - Playlista Tematyczna
Witajcie czytelnicy! Jeśli dobrze liczę, jest to już 15-y artykuł w całości poświęcony jednemu, konkretnemu muzykowi. Żeby uszczegółowić statystyki dodam jeszcze, że 6 z nich powiązanych było głównie z power metalem, 3 z rockiem/metalem progresywnym, 3 z hard rockiem i AOR (w tym Bjorn Strid równie mocno związany z melodeathem) a tylko dwa skupiały się na muzykach doom metalowych. W związku z tym, by wyrównać te dysproporcje, zważywszy na dość wyraźną obecność tego typu muzyki w mojej biblioteczce mam przyjemność zaprezentować Wam sylwetkę i muzykę Mikko Kotamäki'ego - jednego z najbardziej rozpoznawalnych wokalistów związanych z death/doom-ową sceną.
Zacznijmy od notki biograficznej, choć nawet w Encyclopedia Metallum informacje o artyście są dość lakoniczne. Mikko urodził się 24 grudnia 1984 roku. Pierwsze kroki w świecie muzyki metalowej stawiał najprawdopodobniej już jako 14-latek w black metalowym Funeris Nocturum, pod pseudonimem Trmnt.xes lub po prostu Torment. Zaczynając od szybkiego i surowego blacku grupa przechodziła przez bardziej nasycony thrashem death metal by swój żywot zakończyć wydaniem płyty niemalże industrialnej. W 2004 roku z zespołu odeszli Mikko i grający na klawiszach Aleksi Munster a pozostali muzycy nie kontynuowali działalności z nowymi członkami.
W tym samym czasie Mikko był już związany z melodeathowym Enter My Silence, z którym nagrał wydaną w 2001 roku debiutancką Remotecontrolled Scythe.
Od 2001 roku był już też członkiem zespołu, z którego kojarzy go pewnie najwięcej miłośników ciężkiego grania. Rok wcześniej Jukka Raivio założył bowiem grający death/doom Swallow the Sun. Zespół znany ze swojego melancholijnego stylu, kształtowanego przez ponad 20 lat i 9 albumów, stopniowo łagodzących ale jednocześnie wzbogacających brzmienie.
W 2004 roku Mikko przyjął nowy przydomek i jako Goat Tormentor zaangażował się w projekty bliskie black metalowi. Najpierw w duecie z Atvarem jako fińskojęzyczna Verivala, w której odpowiadał nie tylko za wokal ale i gitary czy perkusje. Rok później rozpoczął zaś trwającą sześć lat przygodę z Alghazanth. Jej świadectwem są dwie symfoniczno blackowe płyty.
Kolejne lata przyniosły jeszcze krótki epizod w Empyrean Bane, zakończony nagraniem jednego dema i kilkuletni staż w Barren Earth, zespole, do którego ostatnio wróciłem po kilku latach przerwy. Wokal Mikko można usłyszeć na pierwszych demach kapeli i dwóch pierwszych płytach, z których debiute - Curse of the Red River to świetny przykład połączenia elementów melodeathu z doomowymi nastrojami. Do dziś potrafi mnie wciągnąć na długie godziny.
Pozostałe dwa zespoły, z którymi Kotamäki nagrywał regularnie płyty to death/doom/gothic metalowe Kuolemanlaakso (4 longplaya) i death/blackowe Hedonihil (debiut z 2019 roku).
Jak się pewnie domyślacie, Mikko ma na koncie też garść gościnnych występów. Wśród nich najciekawsze są współprace z m.in. legendarnymi Clouds, znanym Wam z moich ostatnich podsumowań melodic doomowym Hanging Garden,death doomowcami z Shores of Null czy z absolutną fińską rewelacją dla dzieci - zespołem Heavisaurus.
W ostatnim roku natomiast, świat metalu zelektryzowała wieść, że Mikko Kotamäki wziął udział w trasie koncertowej z legendą doom metalu, brytyjskim My Dying Bride, zastępując (jako gość specjalny) samego Aarona Steinthorpe'a, którego kontakty z zespołem dość mocno napięły się, bądź jak uważa jedna ze stron - nadmiernie rozluźniły się. Obecnie nie wiadomo do końca jak potoczą się losy umierającej panny młodej ale jeśli Mikko miałby na stałe stanąć za mikrofonem myślę, że dam im szansę. Przez szacunek dla artysty jak i dla legendy My Dying Bride.
Podsumowując, widzicie sami, że Mikko może pochwalić się ciekawą karierą i dużą liczbą nagranych płyt, z czego niektóre weszły już na stałe do kanonu doom metalu. Jego zainteresowania wybiegają jednak poza tę niszę i myślę, że eksploracja innych, mniej znanych dzieł wokalisty będzie dla Was ciekawym doznaniem. Ja już nie mogę się doczekać gdy włączę play w przygotowywanej do tego artykułu playliście. A na niej już tradycyjnie utwory nagrane przez artystę z różnymi projektami - i jako główny gardłowy i w ramach gościnnego udziału. Miłego odsłuchu i dajcie znać, który utwór śpiewany przez Mikko jest Waszym ulubionym!
Najpopularniejsze
-
W dzisiejszym artykule chciałbym podzielić się moimi ulubionymi płytami z gatunku, który kiedyś (dobre 14-15 lat) był dla mnie ważny, lecz...
-
Podobno najtrudniej zarobić pierwszy milion a potem już idzie z górki. Niektórzy mówią też, że tę pierwszą bańkę trzeba po prostu ukraść, ...
-
Końcówka sierpnia, końcówka wakacji i ostatnie tygodnie naprawdę "nieletniego" lata - dobry czas by przyjść do Was z muzycznym p...






