Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gościnnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gościnnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2025

Gościnnie: Playlista Mojego Taty

 


Z okazji nadchodzącego wielkimi krokami Dnia Ojca postanowiłem oddać stery swojemu własnemu tacie. Stąd dziś prezentujemy Wam jego ulubione utwory.

Nie ukrywam, że tata miał duży wpływ na rozwój mojego gustu muzycznego. Odkąd pamiętam w domu dużo było klasycznego, polskiego rocka. W naszym starym Fordzie Escorcie z kaset grała Budka Suflera, Lady Pank, Perfect, trafiał się też Hey czy później pierwszy album Łez. Z kompaktów poznałem też starą, dobrą IRA, z czasów Mojego Domu czy 1993 roku. Z tamtych lat szczególnej zazdroszczę mu obecności na koncercie Scorpionsów na podkrakowskim lotnisku Pobiednik - jednym z największych w historii. Gdy szedłem na studia i ogarnąłem sobie nieużywany w domu gramofon uzyskałem dostęp do pokaźnej kolekcji winyli, gdzie obok Madonny trafiało się i Genesis i takie perełki jak The Dark Side of the Moon, Live After Death Ironów czy 666 naszego Kata. 

Później, gdy sam już rozwijałem swoje muzyczne preferencje niektórych zespołów słuchaliśmy razem. Tata polubił głównie power metal, zwłaszcza Rhapsody, Edguy czy Blind Guardian. Zaciekawiło go też m.in. My Dying Bride, o którym zawsze (przez wzgląd na wokal Aarona) mówi per "płaczek" ;) Najważniejszą jednak kapelą, którą u mnie podpatrzył było i jest czeskie XIII. Stoleti, który znalazł się właśnie na przygotowanej przez niego playliście. 

Tyle tematem wstępu a poniżej znajdziecie wybrane przez tatę 30 ulubionych utworów:

1. Led Zeppelin - Stairway to heaven

2. Perfect - Autobiografia

3. Deep Purple - Smoke on the water

4. Budka Suflera - Jolka Jolka pamiętasz

5. Lady Pank - Zabić strach

6. TSA - Massmedia

7. The Rolling Stones - I Can't Gry No (Satisfaction)

8. Black Sabath - Paranoid

9. Scorpions - When the smoke is going down

10. Republika  -Biała Flaga

11. Czesław Niemen - Dziwny Jest Ten Świat

12. Krzysztof Klenczon i Trzy Korony - 10 w skali Beauforta

13. Budka Suflera - Cień Wielkiej Góry 

14. Perfect - Czytanka Dla Janka

15. Turbo - Dorosłe dzieci

16. Prince - Purpe Rain

17. T-rex - Children of the revolution

18. Pink Floyd - Money

19. Lombard - Kto mi zapłaci za łzy

20. XIII stoleti - Transylvanian werewolf

21. AC/DC -Highway to hell

22. The Beatles - It's only love

23. Dire Straits - Money for nothing

24. The Rolling Stones - Like a rolling stone

25. Louis Amstrong - What a wonderful world

26. Smokie- Living next door to Alice

27. Genesis - I can't dance

28. Tsa - Alien

29. Klincz - Nie ma ucieczki

30. Guns N"Roses - Knockin' On Heaven's Door

Jak widzicie, część z tych utworów przewijała się i mnie na stronie już wcześniej. Tego też w sumie pragnąłbym dla swoich dzieci. Dać im jakąś wartościową bazę, od której mogliby zacząć swoje własne muzyczne podróże. A może kiedyś, któreś z nich podrzuci mi zespół, który na stałe wejdzie do Muzycznej Kroniki :) 

Do artykułu dołączam oczywiście link do "Playlisty Mojego Taty" i zdjęcie mojego staruszka z wnukami, wśród których dwójka "mojego autorstwa". Z racji RODO i ochrony wizerunku nieletnich "ghiblizowane" :p Miłego weekendu i dużo zdrowia dla Waszych rodziców!

Playlista: Playlista Mojego Taty





piątek, 12 stycznia 2024

Gościnnie: Rockowy Zawrót Głowy

 


Ten post miał być kolejnym z serii "Polecam" - czyli piszę krótko o jakiejś ważnej dla mnie stronie internetowej i wrzucam link do playlisty z zespołami, które dzięki niej odkryłem. Sytuacja zmieniła się jednak, gdy nawiązałem mailowy kontakt ze Zbyszkiem Sz., autorem bloga Rockowy Zawrót Głowy. Jest to strona internetowa, na której aż roi się od niezwykłej ale i naprawdę nieznanej muzyki. Zbyszek sam siebie nazywa muzycznym archeologiem i trudno się z tym nie zgodzić. W jego artykułach bardzo często goszczą prawdziwe białe kruki lat 60-ych i 70-ych, niezwykle trudne do zdobycia czy nawet posłuchania w popularnych obecnie serwisach (YouTube, streamingi). Jest to niewątpliwie gratka dla każdego muzycznego poszukiwacza, dla którego lata 70-e nie kończą się na Black Sabbath czy Led Zeppelin. W mojej bibliotece również zagościł niejeden ze wzmiankowanych na łamach RZG zespołów, dość choćby wspomnieć ogrywane ostatnio Moxy czy Josefus. 

Wracając do tematu konwersacji ze Zbyszkiem. W mojej głowie zrodziła się wtedy myśl o zdecydowanie ściślejszej współpracy. Poprosiłem Zbyszka o polecenie mi, jak i czytelnikom Mojej Muzycznej Kroniki, najciekawszych jego zdaniem wydawnictw muzycznych z "dawnych lat". Biorąc pod uwagę tematykę mojego bloga podzieliliśmy te rekomendacje na trzy grupy - hard-rock, rock progresywny i psychodelia. Do każdego z albumów Zbyszek dołączył krótką notkę informacyjną, które postanowiłem zostawić w oryginale. Moim wkładem było natomiast przygotowanie playlist z polecanymi dziś krążkami. Niestety nie wszystkie dostępne są na Spotify ale jestem pewien, że wytrwali poszukiwacze odnajdą je chociażby na YouTubie. Linki do odpowiednich playlist znajdziecie na końcu każdej sekcji, poświęconej odpowiedniemu gatunkowi muzycznemu.

Tyle tytułem wstępu. Oddajmy głos naszemu gościowi.

HARD ROCK

Christmas - Heritage (1970) - Kanadyjski kwartet Christmas założył wokalista, multiinstrumentalista i kompozytor Bob Bryder w (nomen omen) Boże Narodzenie, czyli 25 grudnia 1969. Aż do pojawienia się Rush był to wyjątkowo rzadki okaz tamtejszego, wcześniejszego hard-rocka. Smaczku dodaje fakt, że kwartet, w którym grali młodzi muzycy (najmłodszy Richie Richter miał 16 lat, pozostała trójka nieukończone 18) stworzył surowe brzmienie oparte na mocnych gitarowych riffach z tendencją do muzycznej, proto progowej ewolucji

Christopher - Christopher (1969) - Wyśmienity i jedyny album amerykańskiego power tria z przestrzenną, dynamiczną i wysmakowaną gitarową muzyką. Jak dla mnie jeden z najlepszych nieznanych albumów tamtych lat

Josefus - Dead Man (1970) - Zespół założony przez perkusistę wspomnianego wyżej tria z genialnym albumem, którego okrasą jest 17-minutowy utwór tytułowy zagrany wolnym tempem. Kawał autentycznego, gitarowego heavy rocka podlanego psychodelicznym sosem

Dias De Blues - Dias De Blues (1973) - Urugwajski zespół z jedyną płytą z bardzo ciężkim, jamującym graniem z bluesowymi elementami w stylu Led Zeppelin, Cactus, Cream. Okładka może nie za ciekawa ale muzyka kapitalna!

Grupa 220 - Slike (1974) - Zespół z byłej Jugosławii bijący na głowę tak bardzo popularnego w naszym kraju Biljego Dugme. Coś dla fanów improwizowanej, ciężkiej odmiany gitarowego rocka w stylu starego Wishbone Ash

Estus - Estus (1973) - Amerykański kwartet z byłym perkusistą Dust i późniejszym członkiem The Ramones, Markiem Bellem. Ciężkie granie, mnóstwo gitar i fajne, wpadające w ucho melodie bez żadnego kombinowania, czyli coś, co zdecydowanie większość fanów uwielbia w tego rodzaju muzyce

Funny Adams - Funny Adams (1971) - Jedno z moich dawnych, archeologicznych odkryć, które znalazło się potem na moim blogu. Krótko mówiąc, płyta dla fanów grup spod znaku Sir Lord Baltimore z klimatami Led Zeppelin

Flea - Topi O Uomini (1972) - Kolejne moje odkrycie, tym razem z Włoch. O ile włoska scena rockowa kojarzy się raczej z rockiem progresywnym, Flea jest jednym z przedstawicieli zespołów grających ciężką odmianę rocka. Na płycie znalazły się tylko cztery nagrania a 20-minutowa, tytułowa suita pełna połamanych rytmów, świetnych riffów i brawurowych solówek to potęga! Pozostałym trzem utworom też niczego nie brakuje. Całość utrzymana w stylu Black Sabbath z Cream i Budgie z Deep Purple!

Barnabus - Begining to Unwind (1971) - Sensacyjny materiał z niewydanej w epoce płyty, która ukazała się dopiero w 2020 roku, zawierający m.in. fantastyczny proto doomowy The War Drags On, "ołowiany" do utraty tchu Apocalypse, czy blisko 11-minutowy cover Leonarda Bernsteina Americana pełen gitarowych riffów i solówek z soczyście brzmiącą sekcją rytmiczną opartą na pulsującym basie i potwornie ciężkiej perkusji (o zespole i płycie więcej na blogu)

Short Crossing - Arising (1972) - Płyta nagrana w Boże Narodzenie 1970 roku ukazała się na rynku trzy miesiące później. Jest tu trochę blues rocka nie mniej takie hard rockowe Wastin' Time podszyty organami czy toczący się jak walec Suicide Blues po prostu zwalają z nóg

Frost - Frost (1969) - Na tej płycie nie ma ani jednego słabego utworu! Amerykański zespół dowodzony przez gitarzystę Dicka Wagnera (potem w zespołach Alice Coopera, Lou Reeda, Petera Gabriela) nagrał znakomity materiał z chwytliwymi melodiami łącząc go z klasycznym ciężkim rockiem z wszechobecnymi partiami znakomitej gitary spod znaku Grand Funk i Amboy Dukes

Yesterday's Children - Yesterday's Children (1969) - Kolejny zespół zza oceanu założony przez braci Croce w 1966r grający na początku garage rocka. Płyta z humorystyczną okładką zawiera dawkę bardzo ciężkiego, dynamicznego rocka (dużo fuzzu, dwie stopy). No cóż, wszak to był ten magiczny 1969 rok!

Truth and Janey - No Rest for the Wicked (1976) - Absolutna rewelacja! Totalna gratka dla miłośników wybuchowego ciężkiego rocka spod znaku Monrose, Budgie czy późniejszych UFO. Aż trudno uwierzyć, że ta znakomita płyta była nagrana na głębokiej, amerykańskiej prowincji i wydana w niewielkim nakładzie, stając się dziś łakomym kąskiem poważnych kolekcjonerów winyli. Kryminalnie przeoczony muzyczny rarytas.

Playlista: Hard Rock

ROCK PROGRESYWNY

Darxtar Darxtar (1991); Daybreak (1994) - Szwedzki, neoprogresywny zespół penetrujący muzyczny obszar space rocka z lat 70-tych. Pierwsza płyta nagrana przez dwóch muzyków (gitara i syntezator), ale już druga w kwartecie (skrzypce plus perkusja). Oba krążki zawierają długie, hipnotyzujące utwory z ciężkim brzmieniem gitary, kosmicznymi dźwiękami klawiszy i wyraźną linią basu. Fani starego Hawkwind będą zachwyceni.

In The Labyrinth The Garden Of Mysteries (1996) - Całkiem oryginalna, nawet jak na Szwecję grupa proponująca fascynujące połączenie muzyki progresywnej z elementami etnicznymi, głównie orientalnymi. Album oferuje całą gamę klimatów i melodii - muzyczna podróż przez baśniowe krainy. Można pokusić się o pewne porównania do Dead Can Dance i Petera Gabriela ery Passion.

Pulsar - Halloween (1977) - Pretendent do najwspanialszego francuskiego zespołu progresywnego. Halloween to ich trzecia płyta i prawdziwe arcydzieło. W całości wypełnia ją tylko jedna, długa kompozycja przykuwająca uwagę od pierwszego do ostatniego dźwięku.

Pentacle - La Clef Des Songes (1975) - Pentacle to swego rodzaju francuski odpowiednik King Crimson z okresu dwóch pierwszych płyt. Melancholijne melodie, powolne rytmy, wyrafinowane brzmienie gitary, subtelne dźwięki klawiszy. Muzyczne marzenie i prawdziwe dzieło sztuki.

Halloween Merlin (1994) - Brzmienie grupy charakteryzują fantastyczne partie skrzypiec i klawiszy wzbogacone o znakomity żeński wokal. Kapitalne połączenie muzyki progresywnej i klasycznej.

Isopoda - Acrostichion (1978) - Według mnie najlepszy, belgijski zespół progresywny lat 70-tych. Z jubilerską precyzją Isopoda tworzyła kompozycje o rzadkiej doskonałości wzbogacone przez znakomity wokal i aranżacje bliskie Genesis z tego okresu. 

Neuschwanstein - Battlement (1979) - Mityczny krążek nagrany przez mało znanych muzyków. Perfekcyjne dzieło w stylu "starego" Genesis z wokalistą brzmiącym jak Peter Gabriel. Muzyka o tej samej mocy i gęstości. Prawdziwy klejnot, który powinien znaleźć się w każdej kolekcji fana gatunku!

Junipher Green Friendship (1971) - Kultowy album legendarnej norweskiej grupy ostrym brzmieniu z Hammondem, dwiema gitarami, saksofonem i fletem. Rzecz obligatoryjna dla wszystkich wielbicieli Procol Harum, Birth Control, Rare Birth, Cressida, Beggars Opera...

Pinnacle Assasin (1974) - O tej mało znanej brytyjskiej grupie mówi się, że to "Hawkwind bez syntezatorów" tyle, że dziesięć razy mocniejszy niż Hawkwind. Ta płyta to arcydzieło mrocznego i ciężkiego progresywnego rocka chwilami przekształcający się w proto-speed metal podlany space rockiem. Nie bez kozery swój artykuł w RZG zatytułowałem "Muzyka, która zbiera sadzę z zębów"

Ragnarok Nooks (1976) - Trudno uwierzyć, że na świecie powstało tak wiele dobrych, dziś prawie nieznanych płyt. Nooks to kolejna zapomniana perełka tamtych lat nagrana przez zespół pochodzący z Nowej Zelandii. Z jednej strony mamy tu muzykę kojarzącą się z Pink Floyd z okresu Medle, z drugiej z zespołami takimi jak Fantasy czy Spring, a więc długie, rozbudowane kompozycje z bardzo ładnymi harmoniami wokalnymi i bogatym instrumentarium (fortepian, organy Hammonda, melotron, gitary). Znakomita i naprawdę ciekawa płyta.

Osiris Myths And Legends (1984) - Trudno uwierzyć, że w krajach arabskich grało się rock progresywny. A jednak! Zespół z egzotycznego dla nas Bahrajnu - jednego z emiratów nad Zatoką Perską zaprezentował na swojej płycie melodyjny soft progressive z angielskimi wokalami i wpływami tradycyjnej muzyki wschodniej. Co prawda słychać echa Camel i Genesis, ale nie są one aż tak nachalne. Naprawdę warto zapoznać się z tą uroczą pozycją!

Playlista: Rock Progresywny

PSYCHODELIA

27$ Snap of Face - Heterodyne State Hospital (1977) - Jedno z moich ostatnich odkryć. Samodzielnie wyprodukowany album przez szalonych amerykańskich muzyków, nagrany w ...szpitalu psychiatrycznym. Ten psychodeliczny krążek z Zachodniego Wybrzeża z kilkoma odniesieniami do prog-rocka jest pozycją z gatunku "posłuchasz i nie zapomnisz". Mimo, że wydanywydany w drugiej połowie lat 70-tych brzmi jak wczesny zespół hipisowski z San Francisco na czele którego mógłby stać Frank Zappa. Polecam!

David - David (1969) - Czarujący, pop-psychodeliczny kanadyjski zespół z damsko-męskimi wokalami, wspaniałymi aranżacjami i momentami ostro grającej, przesterowanej gitary. Swego czasu długo nie wyjmowałem tego krążka z odtwarzacza.

Boudewijn de Groot Picnic (1967) - W rodzimej Holandii kultowa płyta zawierająca post-beatlesowską psychodelię z wpływami folku z fantastyczną, psychodeliczną okładką. Teksty śpiewane w ojczystym języku, ale o dziwo słucha się tego znakomicie!

Food - Forever Is A Dream (1969) - Pop-psych rockowy majstersztyk i pierwsza piątka amerykańskiej psychodelii końca ówczesnej dekady. Płyta jest w każdym elemencie DOSKONAŁA. Uroczo, bogato zaaranżowane melodie wspierane są przez fajne partie przesterowanych gitar i odrealnionych melodii. No i ta psychodeliczna aura unosząca nad całością... Ach, dlaczego dziś nikt już tak nie gra?! 

Ford Theatre Trilogy For The Masses (1968) - Kolejne moje odkrycie sprzed kilku lat. W zasadzie powinna ona znaleźć się w kategorii "rock progresywny", ale płyta układająca się w formę długiej suity podzielonej na kilka części zawiera instrumentalne, pełne improwizacje psychodeliczne granie oparte na niespokojnej sekcji rytmicznej, świetnych organów Hammonda, fajnego wokalu. 

Freeborn Peak Impressions (1968) - Jeśli ktoś lubi wczesne klimaty Pink Floyd, zauroczyły go takie grupy jak Gandalf, Group 1850 i Pussy to ta pozycja powinna go zadowolić. Ten zapomniany amerykański album pełen jest kombinowanej, ale dość melodyjnej muzyki, po wysłuchaniu którego chce się posłuchać kolejny raz, a potem następny, itd...

Zodiac Cosmic Sound (1967) - Klasyk ambitnej, amerykańskiej pop-rockowej psychodelii u nas kompletnie nieznanej. A szkoda. Warto się z nią zapoznać!

The Red Crayola With The Familiar Ugly - The Parable Of Arable Land (1967) - Jeśli ktoś uważa Zappę za największego muzycznego "szaleńca, prowokatora i awangardzistę" w historii rocka to zmieni zdanie po wysłuchaniu nieobliczalnego zespołu Red Crayola. Nie da się tej płyty pełnej szaleństw i muzycznych zwrotów akcji opisać w kilku słowach. Ja takie dziwadła w swobodnej formie uwielbiam. I nie jest to awangarda dla awangardy. Muzycy stworzyli tak niezwykłą atmosferę, że kiedy z bagna wyłonił się utwór Hurrican Fighter Plane byłem gotów uznać go za najpiękniejszą piosenkę wszech czasów (ha,ha,ha).

The Mops - Psychodelic Sound Of Japan (1968) - Legendarny album japońskiego zespołu, którego nie powinno się przegapić. Trzy lata później wydali (nomen omen) trzeci album Iianaika utrzymany już w heavy rockowej stylistyce kapitalnych Blues Creation, Flower Travellin Band, Strawbery Path. Gorąco polecam obie pozycje!

Second Hand Reality (1968) - Moim skromnym zdaniem jeden z najciekawszych i najbardziej poruszających mało znanych albumów brytyjskiej psychodelii łączący uroczy psycho-pop, hendrixowskie gitary z mrocznymi klimatami. Powalający, 9-minutowy Mailiner wart jest każdych pieniędzy!

Quintessence - Cosmic Energy: Live at San Pancras (1970) i Infinity Live: Live at Elizabeth Hall (1971). Coś dla miłośników improwizowanego, hipnotycznego grania z górnej półki. Zespół wplatal do swojej muzyki orientalne dźwięki, od których można się uzależnić. Fantastyczna rzecz!

Shag - Shag (1969) - Ciężka psychodelia plus proto-prog z kapitalnymi partiami przesterowanej gitary, świetnej sekcji rytmicznej i okazjonalnym saksofonem i fletem (Gypsies in the Forest). Wszystkie nagrania trzymają równy, wysoki poziom. Jedyna wada tej płyty? Zdecydowanie za krótka!

Playlista: Psychodelia

Tak jak wspomniałem na wstępie, nie wszystkie polecane przez Zbyszka albumy znajdziecie w streamingach. Mam nadzieję jednak, że przygotowane przeze mnie playlisty na długo zagoszczą w Waszych odtwarzaczach. Zachęcam do śledzenia bloga Rockowy Zawrót Głowy i strony na Facebooku - jest to naprawdę niezwykła strona jeśli chodzi o muzyczne "wykopaliska"

piątek, 15 grudnia 2023

Gościnnie: Wywiad z zespołem CresentieR / Interview with CresentieR

 


ENGLISH BELOW

Witam wszystkich czytelników! Zapraszam na wywiad z zespołem CresentieR. Jest to power metalowa kapela z Tajlandii, która w październiku wydała swój debiutancki singiel - Rise Beyond Retreat. Jak przeczytacie w dalszej części wywiadu, plany zespołu sięgają znacznie dalej. Zachęcam do śledzenia ich mediów społecznościowych - Facebook i Instagram. A teraz oddajmy głos naszym gościom.


Witajcie! Na początek chciałbym zapytać, jak to jest być metalowcem w Tajlandii? Szczerze mówiąc, zanim odkryłem CresentieR, nie znałem żadnego metalowego zespołu z Waszego kraju.

Peast: Cześć! Jestem Peast, wokalista grający na gitarze. Osobiście uważam, że będąc muzykiem metalowym w Tajlandii, musimy starać się, by nasza muzyka wyróżniała się wyjątkowymi zaletami i interesującymi aspektami, a także włożyć w nią tyle naszych umiejętności i kunsztu, by słuchanie jej było jak najbardziej atrakcyjne . Oczywiście musimy zaakceptować fakt, że gatunek metalu, jaki gra mój zespół, nie jest jeszcze zbyt powszechnie akceptowany. Aby osiągnąć sukces lub osiągnąć lepsze wyniki, wymagana jest duża doza cierpliwości i determinacji.


Czy móglibyście opowiedzieć o początkach CresentieR? Jakie zespoły były dla Was inspiracją? Jakie są największe trudności, które, jako nowo powstały zespół musicie przezwyciężyć?


Mint: „Witam, jestem Mint, perkusista. Odpowiem na to pytanie, ponieważ to ja byłem inicjatorem powstania zespołu. Na początku rozmawiałem z Peastem, naszym głównym wokalistą, który rozważał porzucenie działalności muzycznej. Stopniowo rozpaliłem w nim na nowo pasję do tworzenia muzyki, zachęcając go do dalszej gry. Jeśli chodzi o Caesara, naszego gitarzystę, poznaliśmy się wcześniej i graliśmy razem już w innym zespole. Jednakże byłem niezadowolony z kierunku i jakości muzyki naszej poprzedniej kapeli, zdecydowałem się więc odejść i zaprosiłem Caesara do współpracy przy nowym projekcie. Następnie zaprosiliśmy do przyłączenia się głównego wokalistę. Klasycznym problemem dla zespołów tego gatunku w Tajlandii jest znalezienie basisty, który rozwiązaliśmy sprowadzając, dzięki Caesarowi, Punna.

Caesar: Po raz pierwszy spotkałem Punna na koncercie Trivium w Bangkoku w 2023. Rozmawiałem wtedy z moim wietnamskim przyjacielem. Punn podszedł do nas nie wiadomo skąd i zapytał po angielsku, czy może dołączyć do naszej rozmowy, zakładając, że i ja jestem obcokrajowcem. W trakcie rozmowy dowiedziałem się, że Punn gra na basie i lubi muzykę metalową. Oczywiście, gdyby mu się nie podobała, pewnie nie byłby na koncercie Trivium, prawda? (śmiech) Więc zaprosiłem Punna do dołączenia do CresentieR, kiedy tworzyliśmy zespół i poszukowaliśmy basisty. Wcześniej zaprosiłem też Punna, żeby dla zabawy zagrał z przyjaciółmi w dwóch innych zespołach. 

Mint: Jeśli chodzi o pytanie o inspiracje dla zespołu, ciężko na nie odpowiedzieć ponieważ każdy z nas pochodzi z innego środowiska muzycznego. Głównym wyzwaniem dla nas, jako nowego zespołu jest uczynienie naszej grupy bardziej znaną i rozpoznawalną.


Wiem, że pracujecie nad Waszym debiutanckim albumem. Jak idzie? Kiedy moglibyśmy spodziewać się kolejnego singla?

Cezar: Cześć! Nazywam się Cezar, pełnię rolę drugiego wokalisty (scream) i gitarzysty i odpowiem na to pytanie. W chwili obecnej pracujemy nad czwartą piosenką. Jednak drugi i trzeci utwór nie są jeszcze ukończone pod względem miksowania i masteringu. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego nie kończymy jednej piosenki na raz, to dlatego, że rozdzielamy zadania i dzielimy się obowiązkami między sobą. Każdy z nas ma jasno określoną rolę. Kiedy kończę swoją część, zaczynam pracować nad własną piosenką. Na przykład, kiedy Peast skończy komponować piosenkę, zleca mi nagranie partii gitarowych. Gdy skończę, przychodzi kolej Punna na nagranie basu, a po nim następuje Mint na perkusji. Podczas gdy inni pracują nad swoimi partiami, a moja jest już gotowa, ja zaczynam komponować własny utwór. Następnie planujemy, aby inni po kolei przychodzili i nagrywali. Mimo że pracujemy nad wieloma piosenkami jednocześnie, uważam, że nie wpływa to w żaden sposób na jakość naszej muzyki. Będziemy stopniowo wydawać single, więc bądźcie czujni, wkrótce ich posłuchacie.


Czy album będzie miał jakiś konkretny koncept liryczny? Jakie myśli chcielibyście przekazać poprzez swoją muzykę? Czy myśleliście kiedyś (podobnie jak np. Rhapsody) o nagraniu kilku piosenek w swoim ojczystym języku?

Punn: Witam!! Nazywam się Punn, jestem basistą i współautorem tekstów zespołu. Koncepcja tego albumu dotyczy realiów, z którymi musimy się mierzyć każdego dnia. Wierzymy, że każdy z nas zmaga się z różnymi problemami i przeszkodami w codziennym życiu. Chcemy napisać coś, co podniesie ludzi na duchu i upewni, że nie są w tej walce sami. Chcemy, aby nasza muzyka była strefą komfortu dla każdego.

Nigdy nie myśleliśmy o pisaniu piosenek w języku tajskim. Po pierwsze, styl muzyki, który tworzymy, nie jest zbyt popularny wśród Tajów a chcemy, by nasza muzyka podobała się nie tylko w Tajlandii, ale także w każdym innym zakątku świata.

Po drugie, język tajski ma swoją własną tonację i intonację, co utrudnia pisanie tekstów, które będą współgrały z melodią naszej muzyki.

Wolimy pisać piosenki po angielsku, ponieważ chcemy ułatwić każdemu zrozumienie naszej muzyki. Chcemy także rzucić sobie samym wyzwanie, wystawiając na próbę naszą znajomość języka angielskiego.


Peast, jesteś gitarzystą i wokalistą w CresentieR. Czy to Twój pierwszy zespół metalowy, czy masz już jakieś wcześniejsze doświadczenia? Kto jest Twoim wzorem do naśladowania jako muzyka? A co z Twoim osobistymi gustami muzycznymi? Czy są one ograniczone do power metalu, czy bardziej eklektyczne?

Peast: Przez ostatnie 10 lat temu byłem zaangażowany w około 2-3 zespoły. Moją inspiracją jest Anchang, główny gitarzysta i wokalista zespołu Sex Machineguns z Japonii. Osobiście słucham szerokiej gamy stylów muzycznych, w tym popu, jazzu, R&B, ale to komponowanie power metalu sprawia mi po prostu przyjemność, to wszystko.


Na moim blogu każdy artykuł ilustrowany jest dedykowaną mu playlistą. Chciałbym zapytać o tę, którą stworzyliście z tej okazji. Jaką muzyką chcieliście się podzielić z innymi?

CressentieR: W przypadku polecanej playlisty chcielibyśmy zasugerować naszą najnowszą setlistę:

Zero (Sex Machinegun)

We Own The Night (Chris Impelliteri)

Where the Rain Grows (Helloween)

Kurenai (X-Japan)

Nemesis (Arch Enemy)

Forsake Not the Dream (Trivium)

The Defiant (Trivium)

Tornado of Souls (Megadeth)

Acid Rain (Liquid Tension Experiment)

Rise Beyond Retreat (CresentieR)

Dziękujemy za możliwość udzielenia wywiadu i do zobaczenia następnym razem. Dziękujemy.


Ja również dziękuję i życzę powodzenia w realizacji Waszych muzycznych marzeń.  

Na koniec wrzucam link do polecanej przez zespół playlisty:

Playlista: CresentieR for Playlist Everyday




ENGLISH VERSION

Hello everyone! Today I present you an interview with CresentieR. It's a power metal band from Thailand, which released their first single Rise Beyond Retreat in October. As you will read later in this interview, the band's plans go much further. Please, follow them on social media  Facebook i Instagram. And now, let's give the floor to our guests.


Hello! First of all, I'd like to ask how is it to be a metalhead in Thailand? To be honest, before I descovered CresentieR, I've never known any metal band from your country.

Peast: Hello! I'm Peast, the vocalist who plays guitar. Personally, I feel that being a Metal musician in Thailand, we must strive to make our music stand out with unique selling points and interesting aspects, and pour as much of our skill and craftsmanship into it to make it as appealing to listen to as possible. Of course, we have to accept that the Metal genre, in the style that my band plays, is not very widely accepted yet. To achieve success or to do better, it requires a considerable amount of patience and determination.


Could you tell me about the beginnings of CresentieR? What bands were your inspirations? What are the biggest difficulties you should overcome as a newly formed band?

Mint: Hello, I'm Mint, the drummer. I'll answer this question, as I was the one who initiated the formation of this band. Initially, I talked with Peast, our lead vocalist, who was considering quitting music. I gradually reignited his passion for making music, encouraging Peast to continue. As for Caesar, our guitarist, we were introduced by others and had played in another band before. However, due to dissatisfaction with our previous band's direction and quality of music, I decided to leave and invited Caesar to start a new band together. We then invited the lead vocalist and Caesar to join. A classic problem for bands in this genre in Thailand is finding a bassist, which we resolved by bringing in Punn, thanks to Caesar.

Caesar: I first met Punn at the Trivium Live in Bangkok 2023 concert. At that time, I was standing and talking with a Vietnamese friend. Punn approached us out of nowhere and asked in English if he could join our conversation, assuming I was a foreigner. As we talked, I learned that Punn plays bass and likes metal music. Of course, he probably wouldn't be at a Trivium concert if he didn't like it, right? (laughs) So, I invited Punn to join our band, CresentieR, when we were forming and needed a bassist. Previously, I had also invited Punn to play in two other bands with friends just for fun

Mint: Regarding the question about the band's inspiration, it's hard to answer because each of us comes from different musical backgrounds. The major challenge as a new band is to make our group more well-known and recognized.


I know that you're working on a debut album. How is it going? When we could expect another single?

Caesar: “Hi! I’m Caesar, taking the role of Guitar 2/Scream Vocalist, and I'll answer this part. As of today's interview, we are working on the fourth song. However, the second and third songs are not yet completed in terms of mixing and mastering. If you're wondering why we don't finish one song at a time, it's because we distribute tasks and divide responsibilities among ourselves. Each of us has a clear role. Once I finish my part, I start working on my own song. For example, once Peast finishes composing a song, he schedules me to record the guitar parts. After I'm done, it's Punn's turn to record the bass, followed by Mint on the drums. While others are working on their parts and mine is completed, I begin composing my own song. Then, we schedule others to come in and record in turns. Even though we are working on multiple songs simultaneously, I believe this doesn't compromise the quality of our music at all. We will be gradually releasing singles, so stay tuned for them soon.”


Will it be any lyrical concept on this album? What is the message you would like to send via your music? Did you ever think about (just like e.g. Rhapsody) recording some songs in your native tongue?

Punn: Hello there!! My name is Punn and I’m a bassist and co-songwriter of this band. The concept of this album is about the reality that we have to face each and every day. We believe that all of us are struggling through some kind of troubles and obstacles in our daily lives. We want to write something to encourage people and tell them that they are not alone in this fight. We want our music to be a comfort zone for everyone.

We’ve never thought about writing songs in Thai. First of all, the style of music that we make isn’t that popular among Thai people and we want our music to be enjoyed not just in Thailand, but also in every corner of the world. 

Second of all, the Thai language has its own tones and intonation which makes it difficult for us to write lyrics in Thai that will get along with the melody of our music.

We prefer writing songs in English because we want to make it easier for everyone to understand our music. We also want to challenge ourselves by putting our knowledge of English to the test.


Peast, you're guitarist and vocalist in CresentieR. Is this your first metal band or you've got some previus experiences? Who is your role model as a musician? And what about your personal music taste? Are there limited to power metal or more eclectic?

Peast: “I have been involved in about 2-3 bands around 10 or so years ago. My inspiration comes from 'Anchang,' the lead guitarist and vocalist of the band Sex Machineguns from Japan. Personally, I listen to a wide variety of music styles including Pop, Jazz, R&B, but I just find it fun and enjoy composing Power Metal music, that's all.”


On my blog every article is ilustrated by dedicated playlist. I'd like to ask about the one you created on this occasion. What is the music that you wanted to share with others?

Us: “For the recommended playlist, we'd like to suggest our most recent setlist:

Zero (Sex Machineguns)

We Own the Night (Chris Impelliteri)

Where the Rain Grows (Helloween)

Kurenai (X-Japan)

Nemesis (Arch Enemy)

Forsake Not the Dream (Trivium)

The Defiant (Trivium)

Tornado of Souls (Megadeth)

Acid Rain (Liquid Tension Experiment)

Rise Beyond Retreat (CresentieR)

Thank you for giving us the opportunity to be interviewed this time, and see you again next time. Thank you.


Thank you too and I hope that your music dreams will come true!

At the end, I post a link to the playlist with songs suggested by band. Enjoy!

Playlist: CresentieR for Playlist Everyday





piątek, 8 września 2023

Gościnnie: Wywiad z Leonardo Trevisanem (Elle Tea)

 


Zapraszam Was na kolejny ciekawy wywiad. Tym razem moim rozmówcą jest Leonardo Trevisan, osoba odpowiedzialna za solowy projekt pod nazwą Elle Tea. Czytelnicy bloga na pewno zauważyli, że na ostatnich podsumowaniach często goszczą utwory pochodzące z jego debiutanckiego albumu. Bardzo się cieszę, że Leo zgodził się na krótką rozmowę i mam nadzieję, że zarówno jego osobowość jak i muzyka zaciekawi Was tak mocno, jak mnie. 

Po pierwsze, chciałbym powiedzieć, że bardzo polubiłem Twój debiutancki album. Jest to jedno z moich najciekawszych muzycznych odkryć w tym roku. Powiedz, kiedy i jak pojawiła się decyzja o rozpoczęciu swojego własnego muzycznego projektu?

Leonardo Trevisan (L.T.): Dzięki, naprawdę się cieszę, że doceniasz moją muzykę! Zacząłem grać na gitarze gdzieś około 2011r i niewiele później zacząłem pisać moją własną muzykę i uczyć się śpiewu. Zawsze byłem pasjonatem fantasy i klasyczny metal uderzył mnie z siłą huraganu. Uwielbiam metal z początku lat 80-ych i moim celem jest nagrywanie własnej muzyki w tym właśnie stylu. Po kilku latach nieustannej pracy pierwsze odpowiednio dobre kawałki zaczęły nabierać ostatecznych kształtów i ostatecznie złożyło się na to, czym jest Fate Is At My Side.

To Twój solowy projekt, więc jak rozumiem sam zarejestrowałeś wszystkie instrumenty i wokale. Co było najtrudniejszą częścią tego procesu?

L.T.: Najciężej było nagrać odpowiednie brzmienie gitar i wokali. Zajęło mi naprawdę dużo czasy by uzyskać efekt, którego chciałem a jestem raczej osobą, którą ciężko zadowolić, więc jest to zawsze duże wyzwanie. Co więcej, raczej nie lubię brzmienia nowoczesnego metalu i musiałem szukać jakiegoś sposobu by nadać utworom naturalne brzmienie, jak to miało miejsce we wczesnych latach 80-ych. Moim celem było klasyczne brzmienie, jak najdalej od nowoczesności, głośności i skupienia na brzmieniu basu.

Na Fate Is at My Side możemu usłyszeć również żeński głos. Kto pomagał Ci we wdrażaniu Twoich pomysłów w życie?

L.T.: Przykro mi, że muszę Cię rozczarować ale na płycie słychać tylko mój głos. To zabawne, gdyż nie jesteś pierwszą osobą, która mnie o to spytała. Pod koniec Riding In The Dust śpiewam bardzo wysokim falsetem i rzeczywiście brzmi to nieco inaczej niż pozostałe wokale na płycie.

Przejdźmy do muzyki. Jak mógłbys opisać swój style? Które zespoły lub artyści byli Twoimi głównymi inspiracjami w trakcie pisania utworów?

L.T.: Myślę, że możemy go określić jako klasyczny hard rock/heavy metal oparty o wokalne melodie i gitarowe riffy, bazujący na NWOBHM i wczesnym epic metalu. Zawsze uwielbiałem brytyjskie zespoły z początku lat 80-ych i pierwsze epickie kapele z USA. Jednymi z moich ulubionych grup, w czasie gdy pracowałem nad debiutem, były Saxon, Diamond Head, Virgin Steele, Manilla Road, Angel Witch i wiele, wiele innych.

Moje ulubione utwory z Twojego debiutanckiego albumu to Fate Is at My Side i Part of the Devil. Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o powstaniu tych piosenek?

L.T.: Jasne!. Utwór tytułowy pojawił się dość szybko, ponieważ zrozumiałem, że będę potrzebował szybkiego i chwytliwego otwarcia. Utwór ten ma naprawdę pozytywny feeling i kilka fajnych choć prostych chwytliwych melodii, więc myślę, że dobrze otwiera płytę. Part Of The Devil zajął mi więcej czasu, by osiągnąć osteteczny kształt a jego ogólna atmosfera ukształtowała się dopiero po dodaniu akustycznych gitar do czystych partii. Bardzo podoba mi się końcowy fragment, gdy śpiewam kilka słów po włosku.

Wiem, że pracujesz nad dwoma kolejnymi albumami. Czego możemy się po nich spodziewać?

L.T.: To prawda! Na następnym usłyszycie dużo wpływów hard rockowych i więcej melodyjnych utworów. Album będzie mieć świetną oprawę graficzną, od tego samego artysty co pierwsza płyta i kilka moich ulubionych opartych na riffach utworów, których premiery nie mogę się doczekać. Trzeci krążek natomiast będzie mocniej osadzony w klimacie NWOBHM z bardziej metalowymi piosenkami, tajemniczą atmosferą i kolejną oprawą od tego samego ilustratora. Generalnie, nowe albumy będą naturalną kontynuacją jeśli chodzi o brzmienie i kompozycje, jak i każdy będzie miał pewne specyficzne cechy.

Czy myślałeś kiedyś o aktywności koncertowej? Masz jakieś doświadczenie z grą w zespole muzycznym?

L.T.: Nie chciałbym przenosić tego projektu na scenę, aczkolwiek aktualnie gram z przyjaciółmi w zespole tradycyjno metalowym i mamy nadzieję wydać album i koncertować.

Styl muzyczny zwany "new wave of traditional heavy metal" staje się coraz bardziej popularny w dzisiejszych czasach. Jak myślisz, co tradycyjny heavy metal może zaoferować w porównaniu z bardziej nowoczesnym brzmieniem?

L.T.: Myślę, że ten rodzaj muzyki wymaga silnej pasji by ją odpowiednio docenić i, szczególnie początkującym, dużo łatwiej przyswoić bardziej nowoczesne brzmienia. Z drugiej strony, jeśli naprawdę lubisz tradycyjny metal, to pochłonie on całe twoje życie i staniesz się częścią społeczności, która naprawdę kocha i żyje muzyką. Prawdziwym problemem jest jednak mocne zakorzenienie tego gatunku w latach 80-ych i przez to młode zespoły często nie otrzymują takiej uwagi i respektu na jaki zasługują.

Włochy są znane z ich fantasy power metalowej sceny (z moim ukochanym Rhapsody), gotyckiej legendy Lacuna Coil, wielu doom metalowych i prog-rockowych zespołów, jak i (zwlaszcza w Polsce) z italo disco (żart ;). A co z klasycznym heavy metalem? Czy była jakaś heavy metalowa scena w Twoim kraju w latach 80-ych?

L.T.: Tak, włoski power metal jest naprawdę świetny a Rhapsody wydało kilka ponadczasowych arcydzieł. Niestety nie ma u nas zbyt dużego zainteresowania klasycznym brzmienim i naprawdę nie jestem w stanie podać żadnego naprawdę znanego włoskiego zespołu z lat 80-ych, było wtedy może kilka undergroundowych kapel. To smutne, że Włosi trochę gardzą rodzimym rockiem i metalem. Myślę, że dzieje się tak, z jakiejś potrzeby ubóstwiania zagranicznych zespołów.

Na koniec, powiedz coś więcej o playlistach, które przygotowałeś dla naszych czytelników? Jaką muzyką chciałbyś się z nami podzielić?

L.T.: Na Solid Metal Roots znajdziecie kilka klasyków z lat 80-ych, które uwielbiam, podczas gdy na 90s Power Roots są power metalowe perełki z lat 90-ych

Dzięki wielkie za poświęcony czas i, przede wszystkim, Twoją muzykę. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze w spełnianiu swoich muzycznych marzeń!

L.T.: Proszę!


Tradycyjnie pod postem zamieszczam linki do przygotowanych przez Leo playlist. Jeżeli podoba Wam się tworzona przez niego muzyka zachęcam do śledzenia jego profilu na instagramie czy facebooku. Jest to muzyka, która naprawdę zasługuje na szansę i większe zainteresowanie tak w naszym kraju jak i na całym świecie.

piątek, 4 sierpnia 2023

Gościnnie: Wywiad z zespołem Likho

 


W dniu dzisiejszym mam dla Was szczególny artykuł - pierwszy w historii tego bloga wywiad. Moim rozmówcą jest Michał Nowak, gitarzysta folkmetalowego zespołu Likho, którego debiutancki krążek I Am the End zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zapraszam do lektury i odsłuchu przygotowanej przez Michała playlisty.

15 czerwca światło dzienne ujrzała Wasza debiutancka płyta, ciepło przyjęta przez krytyków I Am the End. Jak przebiegał proces twórczy, jakie emocje towarzyszą wydaniu debiutu i przede wszystkim, z jakimi przeszkodami musi mierzyć się młody zespół, chcący zaistnieć na rynku wydawniczym?

Michał Nowak (M.N.): Z emocji zdecydowanie ulga i duma. Nagranie płyty to marzenie z którym chwyciłem za gitarę wiele lat temu, a sam proces, jako że jesteśmy mimo wszystko pasjonatami-amatorami był długi. Praktycznie wszystko zrobiliśmy domowo, tylko perkusji siłą rzeczy nie byliśmy w stanie nagrać w pokoju i wynajmowaliśmy studio. Na pewno to nie była łatwa ścieżka, ale dzięki temu co udało nam się zrobić, kolejne nagrania zdecydowanie pójdą sprawniej.

W swoich utworach łączycie elementy muzyki ludowej z cięższymi brzmieniami, głównie w stylu melodyjnego death metalu. Skąd pomysł na takie, stosunkowo rzadko spotykane na polskiej scenie, podejście do folk metalu?

M.N.: Na początku mieliśmy bardzo ogólną wizję muzyki jaką chcemy grać, wiedzieliśmy że będziemy inspirować się muzyką ludową, każdy z nas przyniósł od siebie trochę materiału który odpowiadał jego definicji folk metalu - z tego okresu ostały się nagrane na płycie Girl From The West i The Beerholder. To nam nie wystarczało dlatego zaczęliśmy sięgać po elementy współczesnego metalu, co słychać na przykład w mocno metalcore'owym Echoes. Wiele numerów z samego początku odrzuciliśmy, czy to na etapie koncepcyjnym czy nawet i później po zagraniu ich na żywo kiedy stwierdziliśmy że nie mają w sobie takiej energii jaką chcemy dawać. To po części odpowiada za stosunkowo krótki czas trwania albumu. Zdecydowaliśmy że lepiej będzie pokazać to, co nas jara najbardziej niż ryzykować przynudzanie numerami, które nie zagoszczą na stałe na naszych koncertach. Teraz, gdy odnaleźliśmy swoje brzmienie możesz spodziewać się i melodeathu i corów, i folkowych melodii, ale połączonych ze sobą jeszcze lepiej i jeszcze mocniej. Praca wre, a I Am The End to dopiero początek ;)

Utwór Pagan Reaction opowiada, jak sądzę, o buntach ludowych z czasów panowania Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela, skierowanych przeciwko duchowieństwu i religii chrześcijańskiej. Współcześnie również obserwujemy stale rosnące zainteresowanie wierzeniami dawnych Słowian. Czego, Twoim zdaniem, możemy się nauczyć od naszych pogańskich przodków?

M.N. (z pomocą Stanisława Lipskiego, perkusisty): Bogowie słowiańscy (jak również demony, w tym licho) nie mieszczą się w chrześcijańskim paradygmacie dychotomii dobro-zło, a przez to cały światopogląd rodzimowiercy jest inny. Nie ma mowy o nadstawianiu drugiego policzka, za to jest ciągła walka – z własnymi słabościami, przeciwnościami losu.

Nigdy nie należy liczyć, że coś pójdzie gładko, kiedy może pójść źle. Przeciwnie, prawie na pewno pójdzie źle, jeśli tego nie kontrolujesz – bo na Słowiańszczyźnie nie ma łatwo, jest tylko trudno, albo jeszcze trudniej.

Interesuje mnie również geneza utwory Beerholder. Tematyka "alkoholowa" jest jednym z typowych motywów folk metalowych a Wy sami lubicie określać się mianem beercore. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

M.N.: Lubimy piwo

Ostatnie kilka lat to dobry czas dla rodzimej sceny folk metalowej. Jakie są Twoje refleksje na ten temat? Którego z wykonawców, obok oczywiście Likha, mógłbyś polecić komuś, kto próbuje zagłębić się w ten podgatuek metalu?

M.N.: Zdecydowanie się zgadzam, że to dobry czas dla folk metalu w Polsce. Niedawno Łysa Góra wydała fantastyczny album W Ogniu Świat. W zeszłym roku Cronica pokazała świetne Ukony, a dosłownie za moment podzielą się ze słuchaczami nowym singlem Woda, który miałem okazję usłyszeć na żywo na wspólnym koncercie i jest na co czekać ;) [utwór jest już dostępny tu - przyp. autora] koncert ten był częścią trasy Nie Gramy Folku Tour zespołu Aether, chociaż jakby nie zaklinali rzeczywistości folkowych klimatów im odmówić nie można ;) Velesar i Diaboł Boruta to z kolei kapele, które na żywo mają niesamowity ogień. To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w playliście zgodnie z blogową tradycją.

Chciałbym jeszcze, nieco szerzej, zapytać o Twoje muzyczne inspiracje, zarówno jako słuchacza jak i gitarzysty prowadzącego. Zakładam, że nie ograniczają się one do folk metalu.

M.N.: W moim muzycznym DNA na stałe jest zapisane Iron Maiden, to był zespół odpowiedzialny za moje wejście w metal, za złapanie gitary i za wciskanie wszędzie gitarowych harmonii ;) Mocno wpłynęła na mnie muzyka Arjena Lucassena znanego głównie z projektu Ayreon, który miałem szczęście zobaczyć na żywo na koncercie gdzie grany był w całości album Into The Electric Castle, tam też gra Marcela Singora zmiotła mnie z powierzchni Ziemi. Za tydzień będę na Rammsteinie, a na Pol’And’Rocku nie mogę doczekać się While She Sleeps. Poza tym w moich słuchawkach mijają się progowcy z Haken z Chuckiem Raganem grającym brudne country, albo szanty na zmianę z electro swingiem. Teraz kiedy mamy na wyciągnięcie ręki całą muzykę świata dużo łatwiej jest po prostu coś poznać.

Zgodnie z tradycją tego bloga, do każdego artykułu dołączamy odpowiednią playlistę. Opowiedz proszę o muzyce, którą chciałbyś się podzielić z naszymi czytelnikami.

M.N.: Ta playlista to przegląd przez wyżej wspomniane kapele trzymające się w rodzimym gronie około folk metalowym, oraz kilka innych kapel które łączy to że dzieliliśmy, lub chcemy z nimi w niedalekiej przyszłości dzielić scenę. Mamy wokoło mnóstwo fantastycznej nowej muzyki, inspiracje i klimaty przeplatają się ze sobą cały czas, nic tylko otworzyć się i czerpać!

Serdecznie dziękuję za poświęcony nam czas. 

Czytelników zapraszam zaś do "czerpania" - link do playlisty poniżej. Zachęcam również do wspierania zespołu w serwisie bandcamp i udziału w koncertach. Niech pogańska reakcja rozszerza się dalej! ;)

Playlista: Likho & Friends

Najpopularniejsze