Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznane i Niedoceniane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznane i Niedoceniane. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 kwietnia 2026

Melodic Death Metal - Nieznane i Niedoceniane

 


Od ostatniego artykułu z serii Nieznane i Niedoceniane minął już prawie rok. Czas więc podjąć się eksploracji kolejnego gatunku w poszukiwaniu ukrytych, nieoszlifowanych lub przepadłych w dziejach historii diamentów. Tym razem padło na styl, w którym nie czuję się specjalnie pewnie ale może właśnie dlatego dużo frajdy przyniosło mi buszowanie po archiwach muzyki, poznawanie nieznanego i docenianie niedocenianego. Dowiedziałem się dzięki temu też, że wbrew pozorom jest to dość różnorodny gatunek a pod powierzchnią, którą niczym pokrywa lodowa na księżycach Jowisza, którą tworzy kilka najbardizej znanych grup, drzemie masa solidnego grania. 

Na początek może krótka charakterystyka i historia melodeathu. Podgatunek ten charakteryzuje się łagodniejszym od tradycyjnego death metalu brzmieniem, większą ilością melodyjnych riffów, nierzadko obecnością instrumentów klawiszowych i znacznym udziałem czystych wokali obok raczej krzykliwego, dobrze artykułowanego niż głębokiego i bulgoczącego growlingu. Dla mniej wtajemniczonych styl ten może nieco przywodzić na myśl metalcore ale puryści gatunkowi zdecydowanie odrzucają ten pogląd (co innego trve gatekeeperzy, odbierający melodeathowi prawa do nazywania siebie death, czy w ogóle metalem). 

Melodic death jako podgatunek wyodrębnił się z death metalu w Szwecji na początku lat 90-ych. Najważniejszym ośrodkiem kształtującego się wtedy stylu był Goteborg - stamtąd pochodzą uznawani za ojców gatunku At the Gates, In Flames czy Dark Tranquility. Obok nich do tego grona zalicza się czasem brytyjskie Carcass i fińskie Sentenced za sprawą wydanych w 1993 roku płyt Heartwork i North From Here. Najważniejszymi płytami, kładącymi podwaliny pod całą późnijeszą scenę były jednak Slaughter of the Soul At the Gates i The Jester Race In Flames. Z czasem popularność tylu, zwanego wówczas goteburskim zaczęła obejmować coraz szersze obszary, wychodząc poza miasto (np. Soilwork ze szwedzkiego Helsingborga czy Arch Enemy z Halmstad) i kraj (fińskie Children of Bodom i Insomnium, kanadyjski The Agonist czy amerykański The Black Dhalia Murder). W tym okresie (przełom lat 90-ych i 2000-ych) zaczyna być dostrzegalne coraz więcej elementów power metalowych, takich jak melodyjność, klawisze a także większa dbałość o czyste, wypolerowane (i znów przez ortodoksów uważane za sztuczne) brzmienie. W XXI wieku melodeath zaczyna przenikać do mainstreamu i zarazem wpływać jak i czerpać coraz więcej elementów z metalcore'a. Z drugiej strony część zespołów z kręgu odradzającego się po zapaści thrash metalu inkorporuje do swej twórczości charakterystyczne melodeathowe brzmienie gitar - najlepszym przykładem może być niemiecki Kreator od płyty Violent Revolution po, w zasadzie, dzień dzisiejszy. Sam melodeath też coraz bardziej się różnicuje, nabiera a to cech viking/folkowych (Amon Amarth, Ensiferum) a to bardziej atmosferycznych (Insomnium) lub doom czy gothic metalowych (Amorphis). Z czasem też ojcowie gatunków, pokroju In Flames czy Soilwork okresowo oddalają się od tradycyjnego melodeathu na rzecz industrialu, nu czy groove metalu. Ktoś powie, że to zwykły sell out, ja raczej jestem zdania, że naturalna ewolucja brzmienia i chęć stałego szukania inspiracji. Są przecież zespoły, które nie jeden a więcej razy wprowadziły do metalu coś całkiem nowego.

Tak więc ostatnie kilka dni spędziłem na różnych metalowych grupach, śledząc poświęcone muzyce fanpejdże i oczywiście na niezastąpionej Encyclopedia Metallum. Efektem tego jest poniższa playlista, na której znajdziecie 50 różnych melodeathowych zespołów - od tych zapomnianych z lat 90-ych po dopiero startujące, od przedstawicieli rodzimej sceny (pozdrawiam Eternal Fear i Warbell), przez znane Wam z różnych moich artykułów Rites of November po przybyszów z muzycznych antypodów, od klasycznego melodeathu (o co prosił swego czasu Alojzy Zgred) po rózne stylistyczne mariaże. Kryterium wyboru było jedno, mniej niż 2k miesięcznych słuchaczy w Spotify. Każdy z wykonawców reprezentowany jest tradycyjnie przez 3 kompozycje więc łatwo policzyć - macie tu 150 utworów, co po zsumowaniu daje nam ponad 12 godzin muzyki. Także ten teges - macie zajęcie na cały dzisiejszy dzień.

Na koniec jeszcze jedno pytanie i jedna prośba. Po pierwsze jakie jest Wasze zdanie na temat tego stylu i po drugie, dajcie znać, jeśli wśród tych 50-u artystów jakiś konkretny szczególnie przypadnie Wam do gustu. Hail!

Playlista: Melodic Death Metal - Unknown and Underrated


piątek, 11 lipca 2025

Funeral Doom Metal - Nieznane i Niedoceniane

 


Jakiś czas temu swoim czytelnikom na Facebooku przypomniałem artykuł z cyklu Nieznane i Niedoceniane poświęcony muzyce epic doom metalowej. Przy okazji zapytałem, jaki gatunek muzyczny byłby dobrym pomysłem na kolejną odsłonę cyklu. Wtedy to właśnie profil December's Doom zasugerował cyt. funerały. Cóż mogłem zrobić? Podjąłem rzuconą rękawicę i oto przedstawiam Wam playlistę poświęconą nieznanym i niedocenianym zespołom funeral doom metalowym.

Na początek słów kilka o samym stylu. Funeral doom wyodrębnił się z death/doomu na początku lat 90-ych. Za twórcę gatunku uznaje się przede wszystkim fiński Thergothon, którego dwa dema Fhtagn-Nag Yog Sothoth i Dancing in the Realm of Shades były pierwszymi w pełni funeral doomowymi wydawnictwami. Jednakże już nieco wcześniej w muzyce takich grup jak Necro Schizma, Winter czy Mordor pojawiają się charakterystyczne dla tego nurty cechy. Określano je jednak wtedy nazwą slow death doom

Znaczny rozwój funeral doom metalu miał miejsce na przełomie mileniów, za sprawą takich grup jak choćby Shape of Despair, Mournful Congregation, Doom:vs czy nauti funeral doomowy Ahab. W drugiej dekadzie XXI wieku z lokalnej ciekawostki ten podgatunek doom metalu przedarł się do metalowego mainstreamu. I choć aktualnie, jak chyba większość wywodzących się z death/doomu stylów, ustępuje popularnością stoner doomowi to nadal powstają ciekawe zespoły, pokazujące, że wbrew pozorom da się w tym nurcie tworzyć świeże i oryginalne dźwięki.

Tyle historia, natomiast przejdźmy do charakterystyki funeral doomu jako nurtu muzycznego. Najbardziej charakterystyczną cechą jest bardzo wolne tempo, nierzadko dochodzące do 20 uderzeń na minutę. Gitary strojone są nisko, dość często towarzyszy im dźwięk kościelnych organów. Utwory przeważnie są długie (nieraz ekstremalnie), rozbudowane choć czasem wpadające w pułapkę monotonii. W warstwie wokalnej dominuje głęboki, death metalowy growl, czasem wzbogacane o chóralne zaśpiewy, choć zdarzają się też dłuższe partie czystego, aksamitnego śpiewu. Teksty dotyczą przemijania, melancholii i są przeważnie dużo bardziej depresyjne niż w innych podgatunkach metalu. Niektóre zespoły tworzą również w pełni instrumentalną, bliższą dark ambientowi muzykę.

Zgodnie z przyświecającą temu cyklowi zasadą, do dzisiejszej playlisty wybrałem wykonawców mających w Spotify mniej niż 2 tysiące słuchaczy w miesiącu. Wychodzę z założenia, że bardziej znane zespoły radzą sobie w social mediach dość dobrze, natomiast warto dać szansę tym rzadziej słuchanym. W ten to sposób udało mi się zgromadzić grupę 40 artystów z całego świata. Wśród nich między innymi gruziński Ennui, turecki Anlipnes, chilijski Ghost Gazing czy piszący teksty w antycznych językach Ea. Z dość przyjemnym zaskoczeniem odkryłem też, że tuż pod moim nosem, w Grodzie Kraka działa grupa Postmortal, która wydała w tym roku bardzo udany debiut Profundis Omnis (pisałem o nim dość często w czerwcu). Nie możemy też zapominać o naszych rodzimych pionierach gatunku w postaci Galileousa, YSIGIM (jeszcze pod nazwą Obnoxiousness) czy Oktor

Łącznie mamy tu zebrane 120 utworów, od krótszych i zwartych po ponad 30/40-minutowe kolosy. Daje to w sumie co najmniej 20 godzin muzyki więc, zalecenie lekarza, polecam Wam dozować ją partiami. Niemniej jednak liczę, że znajdziecie tu sporo emocjonalnie naładowanej i intrygującej muzyki. A jeżeli jakiś artysta szczególnie trafi do Waszej muzycznej wrażliwości nie zapomnijcie podzielić się ze mną tą informacją. Będzie mi bardzo miło. 

Na koniec cóż, życzę Wam spokojnego, choć niepozbawionego dreszczyku emocji odsłuchu a także udanego pod względem muzycznym (i nie tylko) weekendu. Link do playlisty tam gdzie zawsze ;) Stay doom, stay funeral!


piątek, 13 września 2024

Symphonic Metal - Nieznane i Niedoceniane

 


Po 4 miesiącach przerwy czas wrócić do artykułów z cyklu Nieznane i Niedoceniane. W końcu jednym z celów tego bloga jest stałe poznawanie nowej muzyki i poszerzanie swoich horyzontów a co nam w tym lepiej pomoże niż potężna playlista pełna mniej znanych a zasługujących na większe uznanie utworów. Dziś postanowiłem skupić się na metalu symfonicznym, gatunku dość zróżnicowanym wewnętrznie a co za tym idzie kryjącym w sobie niejedną perełkę.

Na początku krótki rys historyczny. Początków gatunku należy doszukiwać się w latach 80-ych, gdy część zespołów metalowych zaczęło nieśmiało romansować z elementami muzyki klasycznej. Celtic Frost użył rogu na swej klasycznej płycie To Mega Therion, thrashowcy z Believer i Mekong Delta wykorzystywali symfoniczne sample a inne znowu zespoły podjęły próby koncertowania z towarzystwem orkiestry symfonicznej. Przełomem była jednak działalność grupy Therion, która po pierwszy typowo death metalowym albumie zaczęła coraz odważniej stosować operowe wokale i symfoniczne instrumentarium, by w 1996 roky wydać Theli, album który położył podwalinę pod to, co dziś nazywamy metalem symfonicznym. Rok później zadebiutowali Nightwish i Rhapsody of Fire i nic już nie było takie samo. Zaczęła się moda na symfoniczny power metal, inspirowany magią, ludowymi opowieściami czy literaturą fantasy. Niedługo potem głośno zrobiło się o dwóch holenderskich kapelach - Within Temptation i Epice a w kolejnych latach liczba zespołów grających tę odmianę metalu zaczęła rosnąć w postępie wykładniczym. Lata 2000-e były złotym okresem dla fanów tego rodzaju muzyki. W świadomości słuchaczy uformował się klasyczny obraz zespołu symfoniczno-metalowego na który składały się wokalistka (98% przypadków) o klasycznym wykształceniu muzycznym, łącząca nieraz swój operowy głos z niskim męskim growlingiem (ale niekoniecznie) i melodyjna, nieco gotycka muzyka z koniecznym wsparciem instrumentów symfonicznych (często w postaci keyboardowych sampli). 

Przez pewien okres niektóre ekipy przebijały się nawet do muzycznego mainstreamu, co cieszyło niektórych metalowców, stało się jednak też pewnym przekleństwem. Niestety niektóre ze sztandarowych przedstawicieli tego nurtu wraz ze wzrostem popularności coraz bardziej kierowali się w stronę muzyki popularnej, łagodząc swoje brzmienie czy tak jak w przypadku Nightwisha rezygnując z power metalowych nawiązań. Po pewnym czasie taki klasyczny symfoniczny metal zaczął być coraz bardziej powtarzalny i po prostu "przejadł" się słuchaczom. Lepiej poradzili sobie na pewno symfoniczny powerowcy, choć i oni nie uniknęli pewnego kryzysu, który dotknął ten podgatunek w latach 2006-10. Natura nie zna jednak próżni i w miejsce klasycznych zespołów pojawiły się nowe, rozszerzając znacznie klasyczne ramy gatunku, flirtując tak z death czy black metalem jak i nawet z nieuznawanym przez niektórych purytsów za metal, deathcorem. Po pewnym czasie także i tradycyjny, operowy metal symfoniczny zaczął pomału wracać do łask i obecnie ponownie notujemy wzrost zainteresowania tą muzyką. Przekłada się to na większą ilość nowopowstających zespołów, z którymi naprawdę warto się zapoznać.

Na dzisiejszej playliście znajdziecie 300 symfoniczno-metalowych utworów od nieco ponad 100 wykonawców. Są tam i przedstwiciele klasycznego symfo-metalu jak i bardziej ekstremalnych odmian. Zespoły z początku tego wieku jak i będące dopiero u progu kariery, z damskim i męskim wokalem. Kryterium wyboru była liczba słuchaczy w Spotify (<2500 miesięcznie). Mam nadzieję, że wśród nich znajdzie się też "Wasz nowy ulubiony zespół". Życzę Wam tego z całego serca! Miłego, symfonicznego weekendu!

Playlista: Symphonic Metal - Unknown & Underrated

piątek, 24 maja 2024

AOR - Nieznane i Niedoceniane


Ostatni artykuł z kategorii Nieznane i Niedoceniane poświęcony rockowi neoprogresywnemu opublikowałem dość dawno, bo przed 3 miesiącami. W tym tygodniu, korzystając z możliwości jakie daje przymusowa przerwa od obowiązków zawodowych, mogłem poświęcić więcej czasu na przygotowanie kolejnej części cyklu.

Na temat dzisiejszej odsłony wybrałem gatunek, który w sumie nigdy wśród rodzimych wykonawców nie cieszył się zbyt wielką popularnością, choć jego czołowi zagraniczni przedstawiciele dość często pojawiają się w mainstreamowych rozgłośniach radiowych. No bo czyż Eye of the Tiger Survivora (i w licznych coverach) nie leci przynajmniej raz dziennie w RMF.FM czy innym Radiu Zet

AOR, bo o nim mowa ma niejednoznaczny źródłosłów nazwy. Według jednych definicji chodzi o adult oriented rock, czyli adresowany do dorosłych odbiorców, niezależny od zmieniającej się co chwilę mody. Inni tłumaczą to jako album oriented rock, na określenie zespołów które zamiast wypuszczać co jakiś czas popularne single skupiały się na przygotowaniu całego, utrzymanego na podobnym poziomie krążka, nierzadko skoncentrowanego wokół jakiegoś motywu przewodniego (tzw. concept albumy). Korzeni gatunku szukać należy w latach 70 i 80-ych, gdzie przybrał chyba najbardziej dominującą do dziś formę -melodyjnego, przebojowego hard-rocka. Do sztandarowych przedstawicieli tego nurtu zaliczyć można m.in. wspomniany wcześniej Survivor, Foreigner, 38 Special, Styx, REO Speedwagon, Kansas czy solowych artystów jak choćby Bruce'a Springsteena. AOR przez lata obecności na rynku muzycznym nie ustrzegł się różnych spadków popularności, m.in. w epoce eksplozji grunge'u, choć tu trzeba przyznać, że uniknął aż takiej katastrofy jak zbliżony muzycznie hair metal. W ostatnich latach obserwuje się znaczny wzrost popularności zespołów, które grają według aor-owej filozofii - z soczystymi gitarami, rytmiczną perkusją i chwytliwymi melodiami. Dużą popularnością AOR cieszy się zwłaszcza w Skandynawii, która aktualnie też jest w pierwszej lidze jeśli chodzi o glam metalowy revival.

Na dzisiejszą playlistę wyselekcjonowałem 300 utworów pochodzących od 100 różnych artystów. Znajdziecie tu zespoły pochodzące tak z lat 80-ych jak i nowe nazwy w świecie AOR. Udało mi się nawet odgrzebać kilku polskich wykonawców, których można podciągnąć pod ten nurt m.in. Zanderhaus czy Skawalker. Mam nadzieję, że wśród tak dużej ilości energicznych i przebojowych kawałków miło spędzicie czas a przynajmniej kilku wykonawców wejdzie na stałe do Waszych muzycznych bibliotek. Link do playlisty jak zawsze znajdziecie poniżej. Miłego odsłuchu i Stay AOR!

czwartek, 22 lutego 2024

Neo-Prog - Nieznane i Niedoceniane

 

W pierwszym poście opublikowanym na tym blogu wymieniłem kilka gatunków muzycznych, których słucham najczęściej. Wśród nich znalazły się m.in. doom, glam i power metal ale także rock neo-progresywny. Jak zdążyliście już zauważyć, w cyklu Nieznnane i Niedoceniane pochyliłem się nad tymi trzema pierwszymi podgatunkami metalu. Dziś do tego grona dołącza kolejny z moich faworytów.

Czym w ogóle jest rock neo-progresywny i czym odróżnia się od tradycyjnego prog-rocka? W skrócie można powiedzieć, że jest to styl muzyki rockowej, powstały na początku lat 80-ych, inspirowany pierwszą falą rocka progresywnego. W sytuacji, gdy klasyczne zespoły, pokroju Genesis czy Yes dryfowały w stronę bardziej przystępnej i radiowej muzyki, młodsi artyści postanowili reaktywować charakterystyczne dla poprzedniej dekady brzmienie. Łącząc elementy rocka symfonicznego, złożoność kompozycji czy ambitne, nierzadko filozoficzne teksty z nowofalowym brzmieniem i elektronicznym instrumentarium, stworzyli swój własny i unikalny styl. Czuć w nim też wpływy innych, typowych dla lat 80-ych gatunków, takich jak funk, hard-rock czy nawet punk. 

Najważniejszymi zespołami dla powstania i rozwoju neo-progu był wówczas głównie Marillion, którego wydany w 1985r album Misplaced Childhood stał się kamieniem milowym w historii gatunku. W tym okresie jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne grające podobnie grupy, z których najbardziej znane jest aktywne po dziś dzień IQ. W latach 90-ych popularność tego stylu zaczęła powoli słabnąć, ale jak sami zobaczycie nadal wielu artystów pozostaje wiernych wypracowanym w latach 80-ych standardom.

Na dzisiejszej playliście możecie zapoznać się z twórczością aż 90-u róznych zespołów, działających na przestrzeni 30 a nawet 40-u lat. Daje to łącznie 270 utworów i ponad 24h muzyki przede wszystkim ambitnej ale i refleksyjnej i naprawdę wciągającej. Jako, że cykl nosi tytuł Nieznane i Niedoceniane, żaden z twórców nie przekracza w serwisie Spotify 2 tysięcy słuchaczy miesięcznie. Wyprzedzając narzekania stereotypowych prog-rockowych "znawców" - wszystkie zespoły "to prog" - potwierdzone w bazie danych serwisu Progarchives.com.

Zapraszam więc wszystkich na wspólną podróż po królestwie rocka neo-progresywnego. Mam nadzieję, że przyniesie Wam dużo wspaniałych, muzycznych przeżyć i wiele z umieszczonych na liście zespołów wejdzie na stałe do Waszej biblioteki. Poniżej link do playlisty. Miłego dnia!

Playlista: Neo-Prog - Unknown & Underrated 

czwartek, 18 stycznia 2024

Epic Doom Metal - Nieznane i Niedoceniane

 


Po artykułach poświęconym nieznanym i niedocenianym kapelom hair i power metalowym czas na gatunek z drugiej strony mojego muzycznego spektrum. Dziś chciałbym Wam zaprezentować playlistę dedykowaną zespołom epic doom metalowym. 

Posługując się definicją tego podgatunku, zamieszczoną w anglojęzycznej wersji Wikipedii można stwierdzić, że epic doom czerpie mocno z klasycznego heavy metalu. Charakteryzuje się też czystym, nierzadko operowym wokalem, wykorzystaniem chórów i instrumentów klawiszowym a także specyficzną grą perkusji, mającą nadać muzyce bardziej marszowego, epickiego klimatu. W warstwie tekstowej inspiracją jest najczęściej mitologia lub literatura fantasy, zwłaszcza klasyczne, "pulpowe" historie z lat 20-ych czy 30-ych. Szczególną popularnością cieszy się zwłaszcza proza Robina E. Howarda (twórcy m.in Conana Barbarzyńcy) i H. P. Lovecrafta (mitologia Chtulhu)

Do jednych z pionierów epic doom metalu należy szwedzkie Candlemass, od którego debiutanckiej płyty Epicus Doomicus Metallicus wzięła się cała nazwa dla tego nurtu. Inne zasłużone i najbardziej znane zespoły to m.in. Solitude Aeternus, Saint Vitus czy While Heaven Wept. Na dzisiejszej playliście, jak już się pewnie domyślacie, wyżej wymienionych kapel brak. Jest za to ponad 60(!) innych, mniej znanych ale wcale nie mniej uzdolnionych. Kryterium wyboru była tak jak ostatnio liczba słuchaczy na Spotify - mniej niż 2 tysiące w miesiącu. Wśród zakwalifikowanych grup znajdziecie m.in. świetny niemiecki Wheel, bluźnierczo erotyzujący Fvneral Fvkk, rycerskie Iron Void czy moje ostatnie odkrycia - polski Metallus i chilijski Blackflow. A to tylko wierzchołek góry lodowej...

Podsumowując, czeka na Was kilkanaście godzin majestatycznej, podniosłej i klimatycznej muzyki, dzięki której przeniesiecie się w świat magii i miecza, tudzież na zamieszkaną przez "przyczajoną grozę" i Przedwiecznych amerykańską prowincję. Miłego odsłuchu i niesamowitych muzycznych doznań! A jeśli macie pomysł, jaki gatunek przedstawić w kolejnym artykule z cyklu "Nieznane i Niedoceniane" dajcie znać! 

Link do playlisty poniżej:

Playlista: Epic Doom Metal - Unknown & Underrated

piątek, 17 listopada 2023

Power Metal - Nieznane i Niedoceniane

 


Zapraszam na drugi artykuł z cyklu Nieznane i Niedoceniane. Tym razem pochylmy się nad gatunkiem, który jest mi szczególnie bliski, gdyż to od power metalu rozpoczęła się moja przygoda z metalem w ogóle. Na początek może krótka charakterystyka gatunku.

Power metal opiera się przede wszystkim na szybkich utworach, często z akompaniamentem tzw. podwójnej stopy i większym niż w innych odłamach metalu zastosowaniem instrumentów klawiszowych i symfonicznych. Utwory są melodyjne, wokaliści śpiewają czystym głosem, często wysokim falsetem. Teksty utworów często dotyczą tematyki fantasy i s-f ale nie brak też wątków historycznych, religijnych, filozoficznych czy bardziej osobistych. Charakterystyczne dla gatunku są też concept albumy, często układające się w sagi o walce dobra ze złem, czy też tzw. metalowe opery - płyty z gościnnym udziałem wielu piosenkarzy, z których każdy odgrywa jakąś konkretną rolę w historii.

Korzenie power metalu sięgają drugiej połowy lat 80-tych, gdy swoją karierę zaczynały takie zespoły jak Helloween, Blind Guardian czy Stratovarius, choć elementy typowe dla tego stylu widoczne były też w twórczości chociażby Running Wild, Accept i Manowar. Prawdziwa eksplozja power metalu nastąpiła natomiast około 1997r wraz z premierą debiutanckiej płyty Rhapsody of Fire. Wtedy też elementy fantasy weszły na stałe do kanonu gatunku.

W świecie power metalu wyrózniamy kilka lokalnych scen. Tradycyjny podział na bardziej melodyjny europejski i cięższy amerykański jest według mnie zbyt powierzchowny. W europejskiej odmianie powera bardzo wyraźnie zarysowują się sceny niemiecka (zbliżona do tradycyjnego heavy metalu), fińska (większy udział instrumentów klawiszowych) i włoska (symfoniczno-fantastyczna). Na amerykańskiej scenie wyraźnie zaznaczają się wpływy epic doom metalu i często ciężko jednoznacznie zaliczyć dany zespół do jednego z tych dwóch stylów. Poza tym warto wspomnieć o zespołach latynoamerykańskich czy hiszpańskich, które do swojej muzyki dość często inkorporują elementy folkowe. 

Przygotowanie dzisiejszej playlisty było dla mnie niezmiernie ciekawym doświadczeniem. Poza sentymentalną podróżą przez kilkunastoletnią historię mojego konta na last.fm poprosiłem też o wsparcie społeczność zebraną w licznych, poświęconych power metalowi grupach na Facebooku. Efektem tego jest lista 450 utworów (!) pochodzących od ponad 150 zespołów. Byłaby na pewno jeszcze dłuższa ale kilkukrotnie przesuwałem granicę popularności, powyżej której uznawałem dany zespół za zbyt znany. Ostatecznie ustaliła się ona na 5 tysiącach słuchaczy miesięcznie w Spotify, choć i tak jest to dość pojemna liczna. Obok zespołów notujących kilkanaście odtworzeń mamy i takie, które niemal osiągają ten pułap. 

Lista jest też zróżnicowana stylistycznie. Mamy tu zespoły z całego świata, z których część dopiero zaczyna swoją przygodę a inne już dawno zawiesiły gitary na kołkach. Od melodic przez epic, heavy i symphonic aż po prog a nawet dark i stoner power metal. Pokazuje to też, że wbrew wielu nieprzychylnym opiniom jest to bardzo bogaty gatunek i nadal potrafi zaskoczyć wymagającego słuchacza czymś całkiem nowym. 

Mam nadzieję, że wśród tych licznych kapel odnajdziecie coś dla siebie i niejedna z nich wejdzie na stałe do Waszej codziennej playlisty. Stay power!

czwartek, 19 października 2023

Glam Metal - Nieznane i Niedoceniane


Wpadł mi do głowy ostatnio pomysł na nowy cykl artykułów, poświęcony mniej znanym lub niedocenianym przedstawicielom poszczególnych gatunków muzycznych. Ktoś mógłby powiedzieć, że taki temat zainteresuje tylko pasjonatów muzyki ale przecież to dla nich prowadzę ten blog. Na pierwszy ogień wybrałem gatunek może i dość kontrowersyjny dla tzw "trve metali" ale szczerze mówiąc, to właśnie w glam metalu najwięcej można znaleźć zapomnianych lub nieoszlifowanych diamentów.

O pomoc w tej żmudnej pracy poprosiłem członków różnych facebookowych grup poświęconych muzyce rockowo-metalowej lat 80-ych czy też dedykowanych zespołom hair i glam metalowym. Z tego miejsca chciałbym Wam serdecznie podziękować, bez Waszej pomocy nie powstałaby dzisiejsza playlista. Spośród otrzymanych propozycji (których było multum) musiałem przeprowadzić pewną selekcję. Za próg odcięcia obrałem granicę 50 tysięcy miesięcznych słuchaczy w serwisie Spotify. W efekcie i tak zostało mi 280 utworów od 94 różnych wykonawców (plan zakładał wybór 3 najpopularniejszych utworów dla każdej kapeli, co z jednym wyjątkiem, udało się zrealizować).

Jeżeli chodzi o zawartość playlisty to mamy tu obecne zarówno zespoły, które zakończyły swoje kariery w mniejszym lub większym zapomnieniu (wraz z eksplozją grunge'u i całkowitą odmianą rynku muzycznego) jak i te, które potrafiły utrzymać się w świadomości słuchaczy pomimo przeciwności losu. Nie brakuje również młodych kapel, które starają się dzielnie nieść glam-metalową pochodnię pomimo diametralnie innych czasów niż złote lata 80-e. 

Bardzo cieszy mnie fakt, że wśród tych blisko stu zespołów pojawiają się przedstawiciele rodzimej sceny - Silver Samurai, na którego koncercie miałem okazję być i rozsławiony za sprawą basistki, będący u progu muzycznej kariery June 66. Jest też kilka zespołów zza naszej zachodniej granicy, mocno inspirowanych chyba największą niemiecką gwiazdą hard-rocka, czyli Scorpionsami. Dużą reprezentację ma również scena skandynawska, której pierwszym znaczącym przedstawicielem był sławny Europe (niestety na dzisiejszy artykuł zbyt sławny ;) ). Glam metalowy duch kontynuowany jest przez sleaze metalowe zespoły, określane obecnie mianem "nowej fali skandynawskiego hair metalu". Jednym z przedstawicieli tej sceny jest szwedzki Lipz, którego płyta Scaryman kilka lat temu była jednym z moich największych muzycznych odkryć. Ciekawostką jest również kilka hiszpańskich (i hiszpańsko-języcznych) zespołów, z których największą sławą cieszył się Sangre Azul. Poza tym na playliście dominują jednak zespoły z kręgu kultury anglo-saskiej - amerykańskie, brytyjskie czy kanadyjskie (ciekawa choć mniej znana scena). 

Tyle tematem wstępu. Zapraszam do zapoznania się z playlistą i tymi wszystkimi "nieznanymi i niedocenianymi" zespołami. Uwierzcie, w wielu przypadkach ich muzyka była dużo bardziej autentyczna i heavy-metalowa niż u promowanych przez MTV pierwszoligowców w postaci Warrant, Poison czy Motley Crue (przy całej mojej sympatii do każdej z tych trzech grup). Myślę, że warto dać im szansę i poszerzyć swoje muzyczne horyzonty.

Bywajcie!

Playlista: Glam Metal - Unknown and Underrated 

Najpopularniejsze