Pierwszy maja, wydawcy jakby przeczuwali że w Polsce zamiast przy muzyce ludzie spędzają czas na grillach i nie rozpieścili nas dużą ilością premier. Może to i lepiej, bo możemy jeszcze raz przyjrzeć się temu, czego najchętniej słuchaliśmy w kwietniu. Zapraszam więc na podsumowanie ostatniego miesiąca. A oto lista zespołów, które chciałbym wyróżnić:
Anthrax - za całokształt twórczości, i thrashową klasykę z lat 80-ych i, a może właśnie szczególnie za nowoczesne, groove metalowe podejście zaprezentowane na Sound of the White Noise
Chez Kane - za przebojowy, melodyjny i kipiący od zmysłowości hard rock. Kolejny raz powtórzę, dla mnie Chez to godna następczyni Lity Ford i Lee Aaron
Evermore - za Mournbraid - ich trzeci album, nie tak bombastyczny i bezpośredni jak poprzednie ale potwierdzający ich artystyczny rozwójw kierunku bardziej progresywnego power metalu
Godspear - za jeden z najlepszych power metalowych debiutów tego roku. I za Konstanina na wokalu
Źrenice - za debiut roku w każdej możliwej kategorii. Zapadłem w Śnienie już w połowe marca i nie zamierzam się z niego wybudzić
Kolm - za nowoczesny rock progresywny, niebojący się mariażu z elektroniką, metalem i alternatywą
Anathema - za Alternative 4, płytę przełomową, będącą szokiem w momencie premiery ale patrząc na całą dyskografię ekipy z Liverpoolu, to był dopiero pierwszy z serii "szoków"
Fangus - za świetne retro-psychodeliczne granie - organy Hammonda, brudne gitary i oniryczne klimaty - prawdziwa muzyczna podróż do lat 70-ych
Hardline - za kolejny od czasu reunionu solidny hard-rockowo hair metalowy album. Na Shout mamy i porządną dawkę przebojowych melodii i szybsze, bardziej heavy metalowe zagrywki - jako całość zdecydowanie na plus
A Dream of Poe - za determinację, pasję i kreatywność jakie Portugalczycy włożyli w powołanie do życia Katabasis... - pierwszej od siedmiu lat długogrającej płyty, w której aktualnie nurzam się po czubek głowy
Power Paladin - za album Beyond the Reach of Enchantment, na którym udowadniają, że starszy o cztery lata, świetny debiut nie był jednorazowym wyskokiem i dzięki któremu meldują się w gronie kapel aspirujących do dołączenia do czołówki współczesnego power metalu
Green Carnation - za drugą część trylogii A Dark Poem, w której udowadnia że w progresywnym graniu emocje i nastrój są równie ważne co matematyczna dokładność i instrumentalna wirtuozeria
Neverland Train - za melodic metalową wariację na temat twórczości Jima Steinmana, jakiej podjął się duet Faber&Pastorino
Spirit Adrift - za pożegnanie z fanami w wielkim stylu jakim niewątpliwie jest Infinite Illumination
Powyższa czternastka to tylko oczywiście wierzchołek muzycznego tortu. Przez moje odtwarzacza w kwietniu przewinęło się kilkadziesiąt jak nie kilkaset różnych artystów. Warto wymienić jeszcze m.in. power metalową operę Marius Danielsen Legends of Valley Doom i pirackich metalowców z Blazon Stone. Ciekawą i rzadko spotykaną u mnie muzyką jest też tzw. ragga metal grany przez Skindred. Z poprzedniego miesiąca została mi też sympatią do hard rockowego Tyketto a z zeszłego roku do dream thrashowców z Astronoid, za których starsze albumy w końcu miałem czas się wziąć.
Astronoid
