Końcówka sierpnia, końcówka wakacji i ostatnie tygodnie naprawdę "nieletniego" lata - dobry czas by przyjść do Was z muzycznym podsumowaniem miesiąca. Miesiąca, który w wiele świetnych premier może nie obrodził ale za to dał mi czas na nadrobienie różnych, nieraz karygodnych zaległości. Wszystko to znajdziecie oczywiście w tekście, tradycyjnie już opartym o listę zespołów, które w tym okresie zasługują na szczególne wyróżnienie.
1. Alice Cooper - za najnowszy album, na którym rock'n'rollowa energia łączy się z hard rockowymi gitarami, dając w efekcie potwora, który z miejsca pożera większość tegorocznych hard-rockowych i AOR-owych płyt
2. The Gathering - za Mandyliona i Nighttime Birds, dwa arcydzieła symfonicznego, gotyckiego i doom metalu również, po które sięgnąłem (posypuję głowę popiołem) dopiero teraz. Bogowie, ale to piękne!
3. Shadow Gallery - za całokształt twórczości a zwłaszcza za pierwsze albumy, nagrane jeszcze z nieodżałowanym Mike'm Bakerem, do których w tym miesiącu wróciłem po latach przerwy. I jest to wspaniały powrót!
4. Good Charlotte - za album Motel du Cap, pierwszy od 15 lat, na którym czuć lekkość kompozycji i radość ze wspólnej gry. Jak wiecie, rzadko sięgam po taki typowo amerykański pop-punk ale w tym przypadku robię to z pełną premedytacją i niezwykłą przyjemnością
5. Cobalt Wave - za jeden z najlepszych prog-rockowych debiutów tego roku na polskiej ziemi. Za ten syntezatorowy industrialny chłód, gitarowe refleksje i perkusyjny niepokój, które czuje się obcując z Men.Mind.Machine
6. Crimson Fire - za wspólne sprzedawanie duszy bogom rock'n'rolla, przeżywanie tragedii Ikara i zdrady Judasza, czego możemy doświadczyć słuchając dynamicznego, melodyjnego power metalu w wykonaniu tej greckiej kapeli
7. Lay of the Autumn - za udowodnienie, że w latach 20-ych XXI wieku nadal można nagrać udany, urozmaicony album zaszufladkowany jako symfoniczny female fronted (jak ja nie lubię tego określenia) metal
8. Slayer - za próbę odświeżenia i unowocześnienia brzmienia, jaką podjęli na Diabolus in Musica, bez - i podpiszę się pod tym rękami i nogami - utraty swojej thrash-metalowej tożsamości
9. Crypt Sermon - za EP-kę Saturnian Appendices, która choć znajdziemy tam tylko 4 utwory ma w sobie i epicki doom i bardzie power metalowe tempa i niesamowity cover Mayhem
10. Leonov - za doomgaze'owe i psychodeliczne pejzaże, które ten norweski zespół maluje na swojej najnowszej EPce pt. Shape of Ash. Kto by pomyślał, że taka muzyka idealnie wpasuje nam się w tegoroczną, sierpniową aurę
11. Tom Galgano - za solowy debiut jednego z liderów prog-rockowego IZZ, na którym prezentuje równie ciekawą ale znacznie bardziej kameralną, gitarowo-klawiszową muzykę
12. Raways - i tu dla odmiany, za pierwszą zespołową płytę znanego dotąd z solowego projektu Elle Tea, Leonardo Trevisana, płytę pełną tradycyjnego, bardzo autentycznego hard'n'heavy
Poza wspomnianą dwunastką sięgałem też często po starsze płyty power i heavy metalowych "firm", takich jak Grave Digger, Beast in Black czy Black Sabbath (tu niedoceniany album Technical Ecstasy). Rzutem na taśmę do dzisiejszej playlisty wskoczył też A Last Sigh of Bliss, jeden z singli promujących najnowszą płytę symfoniczno metalowego Blackbriar, o której już teraz wiem, że będzie tu dużo we wrześniu pisane.
Ale nim przyjdzie podsumowanie września, dajcie znać, którzy artyści najczęściej gościli w Waszych głośnikach w sierpniu i oczywiście zachęcam do odsłuchu playlisty. Miłego weekendu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz