poniedziałek, 21 września 2026

14.09-20.09.2026

 


Od przybytku głowa nie boli, głosi porzekadło. Można się z nim zgadzać, bądź nie, wszystko zależy od punktu widzenia, lub w kwestii muzycznej - słyszenia. Miesiąc temu zżymaliśmy się, że premier płytowych jest niewiele, dziś każdy kolejny piątek przynosi ich tyle, że ciężko każdej poświęcić odpowiednią ilość czasu. Ta przypadłość dopadła też i mnie a jej efekty zobaczycie w najnowszym podsumowaniu tygodnia. 

Sporo w nim jest nowości i od nich zaczniemy. Osiemnastego września ukazało się aż siedem płyt, którymi planowałem się zainteresować. Nie ze wszystkimi spędziłem jednak tyle czasu ile bym chciał. Na dzień dzisiejszy mogę jednak powiedzieć, że zdecydowanie oczekiwaniom sprostał projekt Fallen Sanctuary, na czele którego stoją wspólnie Georg Neuhauser i Marco Pastorino a ich drugi album, The Gathering of Dreams to ponownie porywający melodiami i przeszywający na wskroś ładunkiem emocjonalnym power metal. Czego innego jednak spodziewać się po artystach, których nazwiska przewijają się przez niejeden powerowy klasyk (m.in. Temperance, Serenity, Warkings). Drugi solowy album zaprezentowała też żywa legenda powera - Kai Hansen. Born with the Hammer po pierwszym odsłuchu nie powalił mnie z nóg ale z każdym kolejnym podejściem zaczął mocno zyskiwać w mych oczach. Nie jest to całkiem styl Gamma Ray ani Helloween ale w sumie chyba dobrze, że artysta szuka nieco innych dróg i inspiracji. Czuć tu odrobinę Queen, jest też niezwykła lekkość i humor, zabawa formą, trochę dyskotekowych rytmów a ten cały misz masz mimo wszystko sprawia bardzo spójne, zgrabne wrażenie i to właśnie jest największy plus wydawnictwa. 

Na wysokości zadania stanął też Anthrax za sprawą wydanego po dziesięcioletniej przerwie Cursum Perficio. W odbiorze tej płyty pomaga mi fakt, że już dawno pogodziłem się z tym, że czasy Caught in the Mosh minęły a ekipa Scotta Iana znalazła swój styl, będący wypadkową thrash, groove i tradycyjnego heavy metalu. Kto to zaakceptuje, ten przy każdym kolejnym wydawnictwie zespołu będzie się dobrze bawił. 

Po troche przeciwnej stronie muzycznego spektrum plasuje się grupa, która sądząc po nazwie, inspiracje czerpie z twórczości drone metalowego Earth. Muzyka Bees Made Honey in the Vein Tree jest jednak bardziej eteryczna i organiczna niż w przypadku autorów płyty Bees Made Honey in the Lion's Skull. In Between Strides to już czwarty longplay w katalogu niemieckich psychodelicznych doomsterów i każda z pięciu umieszczonych na nim kompozycji to hipnotyzująca podróż do wnętrza siebie, wśród nadziei, niepokojów ale i marzeń. Po prostu, chwila dla siebie. 

Takich rozmytych, shoegaze'owych dźwięków słuchałem zresztą częściej. Trochę przespałem co prawda dzień premiery nowej płyty amerykańskiego Soft Science ale udało mi się nadrobić zaległości i mogę polecić Sand każdemu miłośnikowi delikatnych melodii ubranych w opadające słuchacza niczym wieczorna mgła ściany dźwięków. Muzycy swój styl określają mianem dreamgaze'u a ja wyczuwam w nim zaskakujące podobieństwa do również dream- ale dream-thrashowego Astronoid, a zwłaszcza do ich ostatniej płyty, która przez wielu z Was została uznana płytą roku. Polecam zatem Sand, może też dacie się jej oczarować. 

Nadrabiane zaległości dotyczyło też przedstawicieli progresywnego grania. Tydzień wcześniej ukazały się zrówno EP-ka prog-rockowego Slug Comparison i album greckich progmetalowców z Mother of Millions. Odpowiednio Cold in, cold out jak i T, wykorzystują odmienne środki wyrazu - akustyczne, refleksyjne kompozycje vs cięższe, nasycone intensywnymi emocjami i pewnym patosem metalowe strzały ale żadnemu z nich nie sposób odmówić kunsztu i wirtuozerii. Do grona nowości dorzucę jeszcze nowy singiel Wija, zatytułowany Duch, pełen agresji, energii i cytatów z tzw klasyki polskiej literatury. Nie wiem jak Wy ale ja czuje, że zbliżający się wielkimi krokami krążek zatytułowany Protisty ponownie zrobi sporo zamieszania na naszej muzycznej scenie.

Tak jak przed tygodniem, ponownie ścierały się u mnie dwa symbole lat 80-ych, swego czasu antagonistycznie wobec siebie nastawione, ostatecznie połączone w upadku za sprawą eksplozji grunge na początku kolejnej dekady. Hair metalowa Cinderella zaprosiła mnie do swojego najbardziej przebojowego albumu, Long Cold Winter, z którego pochodzą takie gitarowe killery jak Gypsy Road czy Take Me Back a także słynna power ballada Don't Know What You Got (Till It's Gone). Po drugiej stronie Slayer, choć w dwudziestopierwszowiecznym wydaniu. World Painted Blood było pierwszą ich płytą, jaką poznałem bo akurat premiera zbiegła się czasowo z moją konwersją na metal. Z tego też względu, choć nie ma ten siły rażenia co pierwsze wydawnictwa, darzę ją dużym sentymentem a niedowiarkom wrzucam na dzisiejszą playlistę kipiące złością Americon i rytmicznie skandowany przez Toma Human Strain. 

Na wstępie wspomniałem, że minął już czas wakacyjnej posuchy i dobrych albumów regularnie przybywa. Z premier przełomu sierpnia i września regularnie słucham najnowszych wydawnictw speed/thrashowego Flotsam & Jetsam (Rats in the Temple), power metalowych Triosphere (szorstkie i dynamiczne Oceans Above, Stars Below) i Burning Sun (podniosłe i melodyjne Power to Survive) czy triumfującego w ostatnim zestawieniu Doom Charts Till Glömskan ad Oblivionem szwedzkiego Besvärjelsen. Wśród wyróżnionych był też słowacki Zemetras, którego debiut uważam za jedno ze swoich najciekawszych odkryć bieżącego roku. We wrześniowym notowaniu tej uznanej strony z pewnością pojawi się za to Necropolitan, czwarty pełny album Brytyjczyków z Green Lung, pełen psychodelicznego mroku przywodzącego na myśl skąpany w mglistym świetle lamp gazowych Londyn epoki wiktoriańskiej. 

Do moich ulubionych prog rockowych płyt ostatnich tygodni i miesięcy z pewnością mogę zaliczyć AutoMoto Animus czerpiącego z różnych nurtów Xaviera Phideaux i Grimalkin, za który odpowiada supergrupa Pattern-Seeking Animals. Oba krążki pokazują nam jak można pisać przyjemne i łatwo zapamiętywalne melodie, nie popadając w banał i "popelinę". Moim zdaniem są to kolejni mocno kandydaci (a jest ich nie mało) do tytułów płyty roku i to nie tylko w swoim gatunku.

Wśród starszych płyt też było sporo progresji, choć w bardziej power metalowym wydaniu. Włoskie DGM ma w swojej dyskografii sporo udanych płyt ale kolejny już tydzień dominuje u mnie The Passage z 2016, na którym znajduje się mój ulubiony Animal. O Symphony X i płycie Paradise Lost też pisałem w poprzednim podsumowaniu ale cóż, wszystko o takiej nazwie, czy to nazwa zespołu czy tytuł płyty musi być wyśmienite ;)

Z pozostałych krążkowy, których miałem nieskrywaną przyjemność słuchać były Break the Silence symphonic metalowego Beyond the Black. Album w ciekawy sposób eksplorujący zróżnicowane folkowe terytoria (muzykę świata można wręcz powiedzieć) to duży krok naprzód po jednak dość przeciętnym choć dopracowanym poprzedniku. Druga płyta to niedawne odkrycie czyli blues-rockowa heavy americana jaką serwuje nam Beaux Gris Gris and The Apocalypse. Polecam Hot Nostalgia Radio każdemu, kto szuka czegoś nowego a około-psychodeliczbe klimaty są mu bliskie. 

Dwadzieścia dwa zespoły - dawno nie było tak zróżnicowanego podsumowania. Mam nadzieję, że odsłuch dołączonej do wpisu playlisty otworzy Was na różne nowe kierunki, bo przecież ciągle poszukiwania to główny cel tej strony. Czekam też i na Wasze komentarze i polecenia. Pozdrawiam!


Playlista: 20.09.2026


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze