poniedziałek, 5 października 2026

28.09-04.10.2026

 


Tydzień tygodniowi nierówny. Źródłem tych odmienności może być i liczba słuchanych płyt, epoka w której powstały czy prezentowany na nich gatunek. Czasem więcej jest premier, czasem odkopanych perełek sprzed lat, raz dominują zaskakujące odkrycia, innym razem solidne wydawnictwa weteranów. Są też takie tygodnie, gdzie wszystkiego jest "po trochu". Na takie właśnie podsumowanie chciałbym Was dziś zaprosić.

Przejdziemy przez nie wedle drogowskazów nakreślonych kilka zdań wcześniej. Na pierwszy ogień więc idą najświeższe premiery a wśród nich w orbicie moich zainteresowań znalazły się cztery albumy. Po pierwsze The Legend of the Six Kings włoskiego Frozen Crown. Jest to szósty album power metalowego sekstetu i pomimo wątpliwości jakie chwilowo miałem po premierze niektórych singli, wydaje się, że zespół wraca na drogę chwały. Szybkie, dynamiczne utwory, gitarowe, wielowarstwowe popisy trójki gitarzystów i mocny, czysty jak wypolerowana stal wokal Jade, wsparty miejscami męskim tonem (w tym i growlingiem) Federico Mondelliego - wszystko znów brzmi świeżo i swobodnie, po będącym jednak pewną oznaką zmęczenia materiału poprzedniku z 2024 roku. Przyjemnie jak i za pierwszym razem słucha się Bobbie Dazzle, czyli glamrockowego zespołu znanej niegdyś z Alunah wokalistki Sian Blu Greenaway. Jeśli połączenie Jethro Tull z T-Rex i Suzie Quattro było w Waszym bingo na ten rock to jestem pewien, że przy Star Power spędzicie niejeden jesienny wieczór. Bynajmniej nie na jesienarskich posiadówach. Do wieczornych kontemplacji natomiast zaprasza nas chilijskie Aisles, jeden z najważniejszych zespołów na tamtejszej prog-rockowej scenie. Dla kogoś, kto neo-prog kojarzy głównie z Europą i Kanadą może to być pewna egzotyka, ja uważam jednak, że Irrationally broni się raczej jakością kompozycji, mnogością inspiracji i melancholijnym ale niepozbawionym też jasnych barw (vide okładka) klimatem. Czwartą z jeszcze pachnących nowością płyt, jakie kręciły się u mnie w tym tygodniu jest Bagienny Stan [sic!] pomorskiego, "rodzinnego" melodeath/doom metalowego zespołu Woliera. Co prawda, melodeath nie jest u mnie w topie gatunków ale w tym wydaniu, zanurzony w doomowej melancholii wchodzi do głowy od pierwszego odsłuchu.

Oprócz nowości płytowych, niedawno wyszło tez kilka ciekawych singli. Wśród nich jest i doomgaze'owe Shedfromthebody, choć premierowy Dawn Lung ma w sobie więcej post-rocka czy nawet dream popu w stylu Ethel Cain. Klasyki trzymają się za to muzycy AOR-owego Cats in Space a ich najnowsza kompozycja Miracle to dobry przykład melodyjnego, gitarowego grania. Nie zaskakuje też włosko-japońskie Violet Eternal przy okazji wydania utworu Azure Explosion, eksplodującego w głowie już przy pierwszych dźwiękach. Przy okazji nowego utworu przypomniałem sobie też ich pierwszy album, wydany dwa lata temu Reload the Violet i musze przyznać, że materiał ten nie starzeje się a Ivan Gianini i jego "szortski falset" jak wino, z roku na rok są coraz lepsze.

Przy takiej ilości nowości można się zastanowić, czy wrześniowe premiery nie spadną z kolejki odtwarzania. Niektóre zapewne tak ale najlepsze zostaną. I tak rzecz się ma z majestatycznym, zmuszającym do skupienia ale nagradzającym słuchacza niezwykłością doznań albumem Solaris niemieckiego The Ocean. Klasyfikowani jako post-hc, prog-metal czy sludge po raz kolejny wymykają się szufladkowaniu, sięgając nawet po krautrockowe i ambientowe środki wyrazu, tak naprawdę grając po prostu swoje. Nadal wiele radości sprawia mi eksploracja nowej płyty fińskiego, jednoosobowego projektu o nazwie Confusion Field. Jest coś takiego w Resiliance Remains, że każdy jej odsłuch uruchamia nieco inne struny w duszy słuchacza, oddziałuje na inne ośrodki kory mózgowej. Ale czy nie tego powinniśmy oczekiwać od muzyki? Zarówno progresywnej jak i mniej eksperymentalnej. A skoro już mowa o czymś bardziej "straightforward" - polecam Metalite i płytę Discovery. Może i bezpieczną (choć miks elektroniki i power metalu dla twardogłowych fanów wcale nie jest safety zone) ale przy tym bardzo przyjemną w odbiorze. Ostatnim utworem na płycie jest kawałek pt Triforce, mocno kojarzący się z Legend of Zelda. Jest jednak w dzisiejszym artykule zespół, który nie ograniczył się do jednej piosenki. Dreamseeker, metal opera pod batutą Johannesa Skyblazera, oparta w całości o jRPG Chrono Trigger. Pierwsza część A Trigger in Time aż kipi od epickich power-metalowych hymnów, epickich symfonii i lirycznych, spokojniejszych fragmentów. Wśród nich króluje zaś Dreamstone, najczesciej słuchany przeze mnie w tym tygodniu utwór, zaśpiewany wspólnie przez m.in. Andersa Skolda z Veonity, Narcissę czy Dejanę Garcevic z Claymorean. Prócz Dreamseekera warto wspomnieć też o Lunage. Nowy album tego projektu muzycznego, za którym stoi muzyk i youtuber zarazem, Miguel de Lys, Time of Sword and Sorcery można także uznać za metal operę a wśród zaproszonych gości mamy takie sławy gatunku jak Fabio Lione (a jakże!), Nicoletta Rosselini czy John Yelland. 

Druga połowa 2026 roku to też dobry czas dla thrash metalu, nawet chyba lepszy niż poprzednie 6 miesięcy. Uważam bowiem, że zarówno Flotsam & Jetsam jak i Anthrax przygotowały solidne choć nieco różniące się od siebie barwami thrashu - pierwsi od lat idą w stronę speed/powerowych naleciałości a drudzy kierują się ku heavy/groove metalowym rejonom. W obu przypadkach skutecznie i z korzyścią dla jakości i przyswajalności muzyki.

Przez kolejny tydzień kontynuuję podróże po tajemniczych zakamarkach "Londynu-Pod" jak określiłby to pewien pisarz, o którym teraz się już nie mówi, a konduktorem tego metra, "linii nekropolitarnej" jest nikt inny jak psychodeliczni gruziarze zagłady z Green Lung. Czasem jednak wychodzę ze stoner/doomowych podziemi wprost w dreamgaze'owe piaski. Sands - tak właśnie nazywa się piąty album amerykańskiej formacji Soft Science. Pisałem o nich już nie raz, dziś tylko polecę Wam utwór Hope, początkowo w cieniu bardziej ekspresywnego openera (Spinning), z czasem ukazujący kolejne pokłady kompozytorskiej i wykonawczej staranności.

Jak pewnie zauważyliście, kolejne akapity to coraz starsze (póki co licząc w miesiącach) albumy. Najstarszym zaś ale nadal z AD 2026 jest Birth of Light power metalowego Aeon Gods. W marcu i kwietniu byłem zafascynowany tym krążkiem i przy okazji zbliżającego się pomału (dość leniwie jeszcze) końca roku postanowiłem sprawdzić, czy nadal wzbudza tyle samo emocji. Wynik testu jest pozytywny a muzyczna eksploracja starożytnego Egiptu nigdy nie była fajniejsza.

Dobrze, do podsumowania w dzisiejszym artykule zostały mi jeszcze cztery albumy. Od czterech też zaczałem - przypadek? Niech wypowiedzą się numerolodzy. Ja chciałbym natomiast przypomnieć Wam o szwajcarskim zespole Lunatica. Kapela ta łączyła ze sobą elementy symfonicznego metalu z power metalową budową utworów, w tym dość częstym użyciem podwójnej stopy. Trafiłem na nią dawno temu przypadkowo, przez cover synthpopowego przeboju Hymn z repertuaru Ultravox. Kilka miesięcy później zespół ogłosił, że wydaje nową płytę, czwartą w swojej karierze zatytułowaną New Shores. W dniu premiery bardzo mi się spodobała, z czasem nabrałem do niej pewnego krytycyzmu i zacząłem dostrzegać jej nierówności, drobne niedociągnięcia. Jest coś jednak takiego we wspomnieniach, że zawsze trochę bardziej pamiętamy te dobre cechy. Tak też dziś, gdy wracam sobie do ich twórczości, wolę cieszyć się przejmującym Into the Dissonance czy dynamicznym Two Dreamers niż komentowac pod nosem, że to "disney metal". Myślę, że gdyby spełniły się w końcu obietnice powrotu, jakie od lat muzycy składają, to brałbym nową Lunaticę w ciemno. 

Kolejny zespół to nihil novi sub sole, ale warto wspomnieć, że choć obecnie Xandria kojarzy się z głosem (i czystym i growlingiem) Ambre Vourvahis, to cztery pierwsze, klasyczne wydawnictwa to była era legendarnej już Lisy Middelhauve. Zespół grał wówczas typowy dla pierwszej dekady lat 2000-ych symfoniczno-operowo-gotycki metal, nadając ton całej scenie obok Lacuny Coil, Within Temptation czy Nightwisha. Ostatnią płytą jaką Lisa nagrała z zespołem była Salome - The Seventh Veil, mniej operowa, bardziej przebojowa (i hard-rockowa?) ale jednak mająca swój niezwykły klimat. Do dziś kilka moich ulubionych piosenek zespołu pochodzi z tego wydawnictwa i z pierwszej czwórki do niej wracam najczęściej. Was również do tego zachęcam, dla niektórych czytelników 2007 rok to już niemal prehistoria.

Dla mnie taką prehistorią może być za to czwarty album glam metalowej Cinderella, choć Still Climbing tak jak i poprzedniczka, opisywana przeze mnie ostatnio, to już bardziej blues rock z elementami hard rocka niż ejtisowy hair metal. W tej zmianie jednak dojrzały słuchacz potrafi dostrzec coś dobrego i próbę obrony, przetrwania zmasowanej eksplozji grunge'u. Szczerze mówiąc, Still Climbing w pełni poznałem dopiero kilka dni temu ale wow, są tam utwory, chociażby Blood from the Stone, które postawiłbym w jednym rzędzie z największymi przebojami Toma Keifera i reszty ekipy. Serio.

W 1994 roku, w dniu premiery w/w albumu miałem 3,5 roku. Jak więc nazwać płytę wydaną 20 lat wcześniej? Może po prostu niezwykłym doznaniem estetycznym? Tak, odkryta, wręcz odkopana w ramach muzycznej archeologii The Prince of Heaven's Eyes pochodzącej z Belfastu grupy Fruupp to przykład najlepszego symfonicznego rocka, takiego jaki nigdy przed latami 70-ymi i prawdopodobnie nigdy później nie miał szansy powstać. Jest i odrobina psychodelii, rock'nrollowej piosenkowości ale i ambitne próby zmierzenia się z dłuższa i bardziej złożoną formą. Mnie szczególnie, prócz może naiwnej ale zapadającej w pamięc okładki, ujął utwór The Perfect Wish, mający w sobie odrobinę z każdego elementu składającego się na cały krążek. Naprawdę ciekawe znalezisko i bądźcie pewni, będzie tego jeszcze wiecej w najbliższych dniach (i pewnie tygodniach).

Od 2026 do 1974 roku - pół wieku muzyki, parafrazując słynnego poetę Juliana Alfreda Pankratza, wicehrabię de Lettenhove - zamknięte w kilkunastu akapitach niniejszego artykułu i trzydziestu utworach składających się na kolejną playlistę. Nic tylko czytać, słuchać i, o co jak zawsze proszę, komentować!

Playlista: 04.10.2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze