Za nami kolejny tydzień 2026 roku a przed nami drugie, tym razem już w pełni marcowe podsumowanie. Po raz kolejny dostaliśmy garść wartych uwagi premier ale na szczęście, tym razem okoliczności mi sprzyjały, więc byłem w stanie dobrze się im przysłuchać. Nadrobiłem też zaległości z końcówki lutego, stąd dzisiejsza playlista jest dość zróżnicowana, choć nie jest oparta tylko o nowości. Zobaczcie sami.
Największy wpływ na mnie miał niewątpliwie specjalny koncert Turbo, jaki odbył się 28 lutego w Klubie Studio. Mieliście zresztą okazję zapoznać się z relacją z wydarzenia. Pisałem w niej, że zaraz po premierze polubiłem Blizny ale dopiero teraz po wysłuchaniu w całości na żywo, ten najnowszy krążek legendy polskiego metalu przemówił do mnie ze zdwojoną siłą. Pasja, energia, melodie i bardzo dobrze punktujące aktualne problemy teksty w pełni zasługują na uznanie fanów i krytyków, z jakim spotkał się ten krążek.
Takiego bardzo mocno zakorzenionego w tradycji heavy metalu grania było zresztą u mnie więcej. W moje muzyczne ucho wpadła między innymi legenda US powera - Jag Panzer, obecny na scenie od 1981 roku a także reprezentant nowej fali tradycyjnego heavy metalu, również pochodzący z miłującego pokój i sprawiedliwość kraju - Mega Colossus, którego nowa płyta Watch Out! wyszła przed tygodniem.
Na pograniczu hard rocka, klasycznego heavy i z lekkim mrugnięciem w stronę 80s hair metalu funkcjonuje ameyrkańska supergrupa Black Swan. Paralyzed to ich trzeci krążek i powiem szczerze, nomen omen Ameryki nie odkryli ale jest to przykład solidnego rzemiosła i autentycznej radości z tworzenia muzyki. Jeśli lubicie te klimaty to podrzucam Wam kilka utworów ekipy.
Do estetyki lat 80-ych odwołuje się też mocno niemieckie Violet. Dwa lata temu oszalałem na ich punkcie za sprawą singla Angelina (Talk to Me), więc ucieszyło mnie, że właśnie ukazała się ich EP-ka Silhouettes. Jest to zbiór utworów, które nie znalazły się na żadnym albumie studyjnym plus kilka wersji koncertowych ale to nic. Słucha się tego bardzo przyjemnie a Dangerous You, choć nie zrobił aż takiego wrażenia jak rzeczona Angelina, to z miejsca stał się kawałkiem, który co najmniej raz każdego dnia muszę przesłuchać.
Wymienieni powyżej artyści odwołują się do lat 80-ych a Blonz to już prawdziwie ejtisowa, hair metalowa petarda. Wydali tylko jeden album ale utwory, jakie na nim się znalazły w niczym nie ustępują przebojom głównych przedstawicieli nurtu, takim jak Warrant, Poison czy Motley Crue. Warto posłuchać, troche jako ciekawostkę, trochę po prostu dla energicznej i bardzo chwytliwej muzyki.
To zresztą nie koniec melodyjnego, przebojowego grania na dziś. Starbenders - glam rockowa rewelacja ostatnich kilku lat jest świeżo po premierze krążka numer 4. The Beast Goes On kontynuuje zapoczątkowany w 2016 roku styl, łącząc łatwo wpadające w ucho melodie, głośne gitary i erotyczno-romantyczne liryki z charakterystycznym dla tego nurtu barwnym wizerunkiem scenicznym.
W poszukiwaniu rockowych przebojów warto czasem cofnąć się do poprzednich dekad. W moim przypadku były to lata 70-e i muzyka nowofalowego zespołu The Cars. Ich największym przebojem jest oczywiście Just What I Needed, które po raz pierwszy usłyszałem w wersji scoverowanej przez glam metalowe Poison. Co ciekawe, utwór ten, w wersji na XIX-wieczną dworską orkiestrę trafił do soundtracka czwartego sezonu serialu Bridgertonowie. Trzeba jednak pamiętać, że na tym jednym przeboju kariera The Cars nie skończyła się a choćby taki utwór jak Touch and Go również zasługuje na pamięć i uznanie słuchaczy.
Czas trochę przełamać tę melodyjno-cukierkową tendencję. Na początek power metal, i to taki klasyczny, nie nadmiernie cukierkowy właśnie. O Vandor piszę już od ponad miesiąca i mi się nie nudzi. The Ember Eye pt. II dobrze znosi próbę czasu a co jakiś czas coraz to inny numer wskakuje na 1 miejsce, wśród odsłuchiwanych. Dziś proponuję Why Do I Remember Me? - szybki, melodyjny ale mający w sobie pewną nutę nostalgii i refleksji. Dobrze broni się też drugi krążek Aeon Gods, choć z nim jestem jeszcze bardziej na świeżo niż z Vandorem. Są jednak krążki, które robią wow w pierwszym tygodniu a potem nagle iskra wypala się. Na szczęście Reborn to Light nie należy do tego grona, a Flames of Ember Dawn płoną pełną mocą.
Nie odpuszczałem też hiszpańskim "magikom", tłukąc nadal epicką Finisterrę. Jeśli zastanawiacie się czy rozpocząć przygodę z folk/powerowym Mago de Oz to tę płytę rekomenduję jako pierwszą. I nie dlatego, że ja sam od niej zacząłem ich słuchać, tylko po prostu jest to kwintesencja ich specyficznego stylu.
Jedną z moich ulubionych płyt ostatnich kilku tygodni staje się powoli Soulbound fińskiego Gladenfold. Jak nikomu innemu udaje im się łączyć taki bardzo kamelotowy power metal z melodyjnym death metalem w stylu środkowego Soilwork. Mamy więc szybkie numery, ciekawe melodie i gdzieniegdzie mocniejsze, ekstremalne wstawki. Ogółem jednak na pierwszy plan wybija się specyficzna nastrojowość i eteryczna romantyczność, co najlepiej widać For My Queen i Ghostlike - moich ulubionych utworach z płyty.
Coraz bardziej zanurzając się w metalowe ekstrema otwieram wrota do Krainy Doom Metalu. Jest to świat niezmiernie zróżnicowany a panujący w nim mrok i smutek może mieć i psychodeliczne i pogrzebowe podłoże. Z tej pierwszej grupy wyróżnić trzeba nasz rodzimy Weedpecker. Ich piąta płyta wylądowała na 1. miejscu lutowego zestawienia Doom Charts a to nie lada wyczyn a zarazem nie znosząca sprzeciwu rekomendacja. A płyta to niezwykła. Jej odsłuch maluje w mojej głowie następujący obraz - ostatnie lato młodości, północ, leśna polana, w popiołach z ogniska żarzy się ostatnia iskra, cichną ostatnie szepty a władzę nad okolicą przejmuje natura - piękna ale i niebezpieczna w swej nieobliczalności.
Majestatycznie gra też kanadyjski Sundecay ale czytając moje cotygodniowe podsumowania pewnie już o tym wiecie.
W dyskografii REZN mam dwa ulubione krążki, które zdecydowanie wybijają się nad pozostałe. Pierwszy to Chaotic Divine, którego słuchałem w zeszłym tygodniu. Drugim jest Solace, czyli jego bezpośredni następca. Tu psychodeliczny stoner doom z
Wczoraj obchodziliśmy Dzień Kobiet, może więc wspomnieć teraz o hiszpiańskiej Hela, za mikrofonem której stoi Raquel Navarro. To już trzecia wokalistka zespołu a A Reign to Conquer to czwarty album stoner/doomowców. Mimo zmian personalnych niezmienny pozostaje poziom komponowanych utworów, które wciągają, pozwalają się rozmarzyć ale i poczuć psychodeliczny niepokój. I za to właśnie najbardziej lubię Crystal Bridge et al.
Wolniej i niżej czyli Lower and Slower to tytuł nowego wydawnictwa Żabiego Lorda. Ten kultowy już w naszych kręgach zespół przygotował specjalną EP-kę, na której mamy ponownie nagrane utwory z poprzednich płyt z pewnym małym bonusem. Kluczem jest tu tytuł, bowiem każdy kawałek został specjalnie przearanżowany by wyciągnąć z niego jeszcze więcej ciężaru, mroku i smolistego gruzu. Szczególnie fajnie wyszło to z Road Raisin, w konsekwencji otrzymując chyba pierwszy przykład sludgened blues metalu.
Czas teraz jednak na najcięższy, najwolniejszy i najbardziej podniosły doom metal. Gruzińskie Ennui odkryłem szykując playlistę do artykułu o nieznanych i niedocenianych przedstawicielach funeral doom metalu. Już wtedy zwrócili moją uwagę ale dopiero premiera Qroba, najnowszej płyty kwintetu utwierdziła mnie w przekonaniu, że obecnie to jeden z czołowych przedstawicieli nurtu. Ich muzyka budzi we mnie podobne emocje co lata temu Angels of Distress - klasyk gatunku autorstwa Shape of Despair. Jest to dla mnie pewien stały punkt, do którego odnoszę każdą inną funerałową płytę, więc takie porównanie to u mnie najwyższa forma uznania!
Zgoła odmienny rejon Krainy Doomu, można by rzec peryferyjny okupuje Star Beast. Kanadyjczycy preferują stoner rockowe, a może nawet stoner rock'n'rollowe granie. Krótkie, 2-3 minutowe utwory, obowiązkowy fuzz w gitarach i psychodeliczna atmosfera - tak było na debiucie, tak jest i na jeszcze ciepłej drugiej płycie.
Teraz mały kącik progresywny a w nim między innymi Big Big Train ze swym nowym albumem pt. Woodcut a także wchodzący momentami w prog-metalowe rejony projekt Age of Distraction, którego najnowszym dziełem jest 23-minutowa EPka Choose Your Side, której najmocniejszym punktem jest rozbudowany utwór tytułowy.
Na zakończenie jeszcze odrobina polskiej muzyki. Zaułek i jego pełnometrażowy debiut W Lustrach Anten to stały bywalec moich głośników. Teraz pojawiło się w nich też pele-mele bo taką przewrotną nazwę nosi nowy album krakowskiego Lor. Co my tu mamy? W sumie to z czego dziewczyny są znane - trochę popu, trochę rocka, nutka folku i romantyzmu. Jak zwykle dobrze wypada też warstwa tekstowa. Słuchając pele-mele ma się poczucie, że tak powinna wyglądać grana w popularnych radiach muzyka - przystępna, przebojowa ale niepozbawiona wyższych wartości artystycznych.
A jak powinna wyglądać dzisiejsza playlista? Wystarczy kliknąć w link poniżej. Mam nadzieję, że znajdziecie tam coś dla siebie. Dajcie też znać jak Wam minął tydzień!
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz