Przyznam się, że niepokoi mnie niewielka aktywność w ostatnich paru miesiącach strony Strefa rokendrola wolna od angola w serwisach społecznościowych. Swego czasu, jak pewnie pamiętacie z FB, często wymienialiśmy się uwagami nt muzyczne i nie tylko. Z tego niepokoju i tęsknoty zrodził się pomysł na dzisiejszy wpis - skoro Strefa nadaje nieco rzadziej to warto może ożywić temat muzyki, zgodnie z "prawem Wilczura" śpiewanej w innych niż tylko "angolski" (i polski :P ). Poniżej przedstawię Wam kilkanaście lubianych przeze mnie płyt, z których każda reprezentuje inny język obcy. Nie zawsze będą to najbardziej znani przedstawiciele swego kraju, niejeden z Was pewnie dokonałby innego wyboru ale dlatego tym bardziej zachęcam do aktywnego udzielania się w sekcji komentarzy. A na koniec spotka Was jeszcze pewna mała, trochę przekorna niespodzianka. Jeśli chodzi o kolejność prezentowanych wydawnictw jest ona raczej losowa, choć starałem się unikać zestawiania obok siebie przedstawicieli tej samej grupy językowej.
Teräsbetoni - Vaadimme metallia - pierwsza dekada XX wieku była okresem wielkiej popularności tego fińskiego odpowiednika Manowar. Jej ukoronowaniem był występ na Eurowizji w 2008 roku, gdzie heavy/power metalowcy dotarli do finału. Później drogi muzyków rozeszły się a wokalista/basista Jarkko Ahola obecnie skupia się na kerierze solowej. Lubię czasem jednak wrócić do tej muzyki a szczególnym sentymentem darzę właśnie krążek numer 2, na którym prócz epickich bitewnych hymnów mamy też kilka power metalowych petard
Lucifer Was - Ein fix ferdig mann - początki tej norweskiej grupy sięgają końca lat 60-ych. W tym czasie przygotowywano materiał na debiutancki album ale zawieszenie działalności w 1974 roku przekreśliło te plany. 20 lat później doszło do reunionu i od 1997 (premiera Underground and Beyond pełnej stworzonych przed laty kompozycji) regularnie pojawiają się kolejne płyty zespołu, łączące w sobie elementy progresywnego rocka w stylu Jethro Tull (ten flet!) z nowoczesnym heavy metalem. Ein fix... z '24 roku to ich ostatnie jak dotąd dzieło, nagrane w całości po norwesku i docenione przez krytyków i słuchaczy, również w naszym kraju
Therion - Les Fleurs du mal - kiedy pisałem artykuł o cover i tribute albumach musiałem doznać zaćmienia, bo całkiem zapomniałem o tym niecodziennym wydawnictwie symfoniczno metalowej "bestii". Mamy tu kilkanaście francuskich przebojów muzyki pop (głównie tzw. ye-ye) z lat 60-ych i 70-ych w symfoniczno-metalowych aranżacjach a po niektóre do dziś sięgam nie rzadziej niż po Lemurię czy To Mega Therion
KAIPA - Inget nytt under solen - drugi album z początkowego, szwedzko-języcznego okresu działalności zespołu. Klawisze Hansa Lundina i gitara Roine Stolta sprawiają, że z równą ekscytacją słuchamy i monumentalnej suity otwierającej płytę jak i towarzyszących jej, bardziej kompaktowych "piosenek". Nic dziwnego, że Inget nytt uważane jest za jedno z arcydzieł skandynawskiego prog-rocka lat 70-ych
Opera Magna - POE - pewnie zdziwi Was, że w tym miejscu wybór nie padł na uwielbianego przeze mnie Mago de Oz. Chciałbym jednak pokazać, że Hiszpania może poszczycić się wieloma innymi interesującymi zespołami power i symphonic metalowymi a ten concept album poświęcony w całości twórczości Edgara Allana Poe tylko potwierdza tę tezę.
J.M.K..E. - Külmale maale - w latach 80-ych w Estońskiej (i innych zresztą też) SRR granie punk-rocka nie było rozsądną decyzją. Prześladowania ze strony władz radzieckich przyjmowały nieraz nawet formę przymusowych internacji w zakładach psychiatrycznych. Z takimi problemami musiał mierzyć się właśnie to założone w Talinnie trio. Jednak, gdy panowie nagrali humorystyczny i podszyty sarkazmem pean na cześć "perestroiki" zostali przez "władze" zaakceptowani. Wspomniany utwór (Tere perestroika) znajdziecie na wydanym w 1989 roku debiucie, gromadzącym nagrane w latach 80-ych utwory
Die Apokalyptischen Reiter - Riders on the Storm - moja ulubiona płyta pochodzącego z Turyngii zespołu, który umiejętnie balansuje między folk, heavy, thrash i melodic death metalem. Od pierwszego dźwięku panowie bombardują nas szybkimi tempami, niezapomnianymi melodiami i bogactwem aranżacyjnym. I choć, przyznaję, zdarzy się im fragment bądź dwa śpiewane po angielsku ale no ludzie, nawet Rammstein nie zawsze "sing my mother tongue"
Nanowar of Steel - Italian Folk Metal - wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać. Wiem, że jest to zespół satyryczny ale pomysłowości mógłby Włochom pozazdrościć niejeden tworzący "z przymrużeniem oka" artysta. Na tym albumie dostajemy kilkanaście utworów utrzymanych w szeroko rozumianej estetyce power metalu ale z wyraźnymi nawiązaniami do włoskiej kultury i ludowości (również tej XX-wiecznej, "miejskiej"). Pełno tu przygrywek na trąbkach, fletach, saksofonie czy solówek na akordeonie a całość uzupełniają zaproszeni goście - m.in. Alessandro Conti w pierwszym metalowym mazurku jaki słyszałem w życiu
Skorpió - Skorpió '73-'93 - miałem kiedyś okres fascynacji muzyką hard rockową zza żelaznej kurtyny. Trafiłem wówczas na tę składankę, zawierającą najlepsze utwory zespołu Skorpió, założonego w 1973 roku przez byłego członka Lokomotiv GT (również klasyka węgierskiej sceny) Karolya Frenreisza. I choć ta moja fascynacja nie przetrwała próby czasu, to dla takich perełek jak ta, myślę, że było warto
KYPCK - Prestupleniya Protiv Chelovechestva - ostatni, finalny album fińskiego zespołu doom metalowego z tekstami wykonywanymi w całości po rosyjsku i poruszającymi wojenną tematykę. Skąd taki pomysł? Wokalista Erkki Seppänen prywatnie jest nauczycielem tego języka. W 2024 roku zespół podjął decyzję o zakończeniu działalności w tym formacie a tytuł pożegnalnego albumu, w polskim tłumaczniu brzmiący "zbrodnie przeciwko ludzkości" jest najlepszym wytłumaczeniem takiego kroku
Moonspell - 1755 - portugalsko-języczny concept album poświęcony tragicznemu w skutkach trzęsieniu ziemi w Lizbonie, jakże ciężki, agresywny i przygniatający w porównaniu z wcześniejszymi i późniejszymi dziełami Portugalczyków, idealnie oddaje grozę katastrofy, w której wg dzisiejszych obliczeń życie straciło od 10 do 50 tysięcy mieszkańców
XIII. Stoleti - Ztraceni w Karpatech - jeden z najlepszych albumów w dyskografii legendy gotyckiego rocka, zespołu bez którego nie wyobrażam sobie czeskiej sceny muzycznej. Także tu akurat wybór był oczywisty i mam nadzieję, że Elizabeth, Vampires i Dum kde tanci mrtvi, zamieszczone na dołączonej do wpisu playliście, staną się dla Was bramą do niezwykłego muzycznego świata popularnych "trzynastek:
Ennui - Mze Ukunisa - wydany w 2012 roku debiut gruzińskich funeral doom metalowców jest muzyczną interpretacją tekstów gruzińskiego poety doby modernizmu - Terenti'ego Graneli'ego. Na uwagę zwraca podniosła atmosfera, głęboki death metalowy growl wokalisty i zaskakująco melodyjne partie gitar nasuwające wręcz skojarzenia z rockiem progresywnym.
Każdy z wymienionych albumów na podlinkowanej poniżej playliście reprezentują trzy najlepiej oddające ich styl i atmosferę utwory. Łącznie dałoby to nam 39 pozycji, więc żeby dobić do najbliższej okrągłej liczby ośmieliłem się wrzucić na koniec jeszcze jeden utwór. Jest to psychodeliczno-doomowa inkantacja z wokalizami wykonanymi w "tonianto", jak określiła to kiedyś wokalistka TOŃ-i, Monika Adamska-Guzowska. Dla zainteresowanych dodam, że swego czasu na fanpejdżu zespołu pojawiła się grafika z "tekstem" Korzeni, utworu od którego swój tytuł wzięła ich debiutancka płyta - jedno z absolutnych odkryć polskiego metalu AD 2024. Ja w tym kierunku poszedłbym nawet dalej, może jakieś lyric video?
Podsumowując, zachęcam serdecznie do lektury, odsłuchu playlisty i zapozniania się z twórczością wyżej wymienionych artystów a na koniec mam dla Was pytanie, jakie inne albumy zaśpiewane w całości w innym niż angielski języku obcym byście mi polecili? Możliwości jest naprawdę wiele a nigdzie przecież nie zadeklarowałem, że będzie to pierwszy i ostatni, "strefowy" artykuł ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz