Jeden tydzień za nami, kolejny właśnie się rozpoczyna a Muzyczna Kronika skrupulatnie to wszystko dokumentuje. Dziś zatem zapraszam Was na 32gie podsumowanie tygodnia w tym roku.
Jak to w wakacje, tydzień mieszany. Trochę nowości, trochę klasyki, trochę muzycznych poszukiwań. Z tego co nowe to na pewno czekałem na Eclipse, dziewiąty krążek symfoniczno-metalowej Xandrii. Trochę niepewności czułem, bo single choć poprawne i melodyjne to jednak nie rzuciły mnie na kolana tak, jak choćby Two Worlds z poprzedniej płyty. Na szczęście okazuje się, że nie zawsze utwory promujące album są tymi najlepszymi. Jednym z nich jest Masquerade, dynamiczny kawałek w power metalowym stylu, wzbogacony o odrobinę celtyckich nut i agresywniejsze, growlowane momenty, które pokazują pełnię wokalnych umiejętności Ambre Vourvahis. Nie mogę co prawda powiedzieć, że "dziewiątka" dorównuje "ósemce" ale potwierdza, że zespół nadal utrzymuje się w czołówce symfonicznego metalu.
Nowy album zaprezentował też doomgaze'owo/post-blackowy projekt Breaths. Od kilku lat śledzę kolejne wydawnictwa wychodzące spod ręki Jasona Robertsa i Descent utrzymuje wysoki poziom. Już pierwszy na trackliście Abandon all hope, ye who enter here roztacza melancholijną atmosferę, która z przerwami na silniejsze, bardziej rozpaczliwe emocje będzie utrzymywać się przez kolejne kilkadziesiąt minut.
Z takiego atmosferycznego pogranicza rocka i metalu udało mi się nadrobić wydaną tydzień wcześniej debiutancką płytę nowozelandzkiego Luna and the Aether. Metanoia to senna mgła, w której jesteśmy zawieszeni niby w śnie ale tuż pod powierzchnią jawy. Znamienny jest tu tytuł mojego ulubionego utworu - Back to Bliss, ponieważ po odsłuchu całości, ma się wrażenie, że wracamy do stanu naturalnego spokoju, błogości tak kontrastującej z hałasami codziennego życia.
A skoro już o powrotach mowa, czy ktoś z Was czekał na nową porcję doom metalowych wszeteczeństw, jakie kilka lat temu zaserwowali nam na Carnal Confessions Niemcy z Fvneral Fvkk? Ja czekałem z perwersyjną wręcz niecierpliwością i, gdy tylko usłyszałem po raz pierwszy Bishop of the Iron Guard wróciły te wszystkie uniesienia, jakich doświadczyłem 6-7 lat temu. Uśmiecham się lubieżnie i proszę o więcej!
W zeszłym tygodniu brakło mi też czasu by dobrze wsłuchać się w A Mythmaker's Demise, najnowsze dzieło Viviena Lalu. Ilustrowane kolejną świetną pracą autorstwa Mathiasa Norena wydawnictwo jest pierwszym od 11 lat, w którym nie słyszymy Damiana Wilsona za mikrofonem. Bardzo lubię głos pana Damiana i obawiałem się, że nowy wokalista nie wyciągnie z muzyki Viviena tylu emocji. Na szczęście ten "nowy" głos wcale nie jest nowy, bo do swej roli wraca znany z pierwszych płyt zespołu Martin Lemar. Wraca i radzi sobie świetnie. Inteligentne kompozycje, mądre teksty i wysoki poziom artystyczny każdego z muzyków sprawiają, że A Mythmaker's Demise to płyta warta uwagi każdego miłośnika tak rocka jak i metalu progresywnego.
Moim ulubionym prog-rockowym zespołem jest bez wątpienia brytyjski Big Big Train. Tydzień temu wspominałem o ponownych seansach z płytą Grand Tour z 2019 roku a teraz sięgnąłem po starszą o kilka lat Folklore, która jak sama nazwa wskazuje, wzbogaca art-rockową bazę o więcej ludowych elementów. Mamy więc obok typowo neo-progowej, refleksyjnej The Transit of Venus Across the Sun
otwierający album, zaskakująco skoczny jak na ich styl utwór tytułowy ze świetną grą fletu. W obu numerach błyszczy nieodżałowany David Longdon, jeden z najniezwyklejszych głosów w całej progresywnej muzyce.
W dalszym ciągu urzeka mnie piękno dźwięków, jakimi nasycili swój debiut muzycy z Cairiss. Przechodząc od mizantropijnego post-black metalu po tajemnicze, melancholijne shoegaze'owe opary, potrafią stworzyć świat, który niepokoi ale z którego mimo wszystkie nie możesz (bo nie chcesz) uciec. I tak jest od pierwszej na liście Nervosa po niezwykły finał w postaci Wildfire.
Atmosfera to chyba słowo-klucz dzisiejszego wpisu. Mamy tu powiem też warszawskie Mlecze, subtelne ale i pełne trudnych emocji, nieraz w przewrotny sposób mówiące o tęsknocie, miłości, rozczarowaniu. Album Niebieski to na naszej rodzimej niezależnej scenie jedna z najlepszych wydanych jak dotąd płyt.
W dniu premiery nowe Dreamtale traktowałem z pewną rezerwą, choć np Thunderpath spodobało mi się od razu. Potrzebowałem jednak kolejnych kilku dni, by w Aetherbound dostrzec też więcej naprawdę dobrego power metalu. Przykładami udanych, melodyjnych i intensywnych galopad są m.in. Cosmic Play i Tale of Dreams i dzięki nim moja ogólna ocena płyty też się podnosi. Nie jest to album wybitny ale na ten moment udanie kontynuuje historię zespołu, sięgającą końca poprzedniego stulecia.
Kilka tygodni temu za to wróciłem do płyty Eclipse, na której śpiewał Erkki Seppanen. W tym tygodniu też słuchałem pana Seppanena ale w zdecydowanie innym wydaniu. Mowa o doom metalowym KYPCK, śpiewającym po rosyjsku i poświęconym tematyce wojennej. Znacie pewnie ich twórczość dzięki artykułowy "Moja Muzyczna Kronika Wolna od Anglika", gdzie była wzmianka o ostatniej, finalnej płycie zespołu, wydanej w 2023 roku. Dziś polecam Wam moją ulubioną płytę "Kurska" czyli Imya na Stene, chłodną i ponurą jak zima w '41, która zatrzymała Niemców pod Moskwą.
Jeśli chodzi o Candlemass, nadal konsekwentnie przechodzę od album do albumu, tym razem sięgając po Death Thy Lover, epkę z 2016 roku. Rolę wokalisty pełni tu Mats Leven, współpracujący z Leifem wielokrotnie ale w ramach świeczek, obecny tylko na tym jednym, czteroutworowym wydawnictwie (chodzi oczywiście o krążki z premierowym materiałem). Minialbum wart uwagi przede wszystkim dzięki świetnemu utworowi tytułowemu.
Jedną z lepszych płyt w kategorii psychodeliczny doom jakim obdarował nas 2026 rok jest Cycles in the Infinite Dream amerykańskiego REZN. Duszne a jednocześnie przestrzenne, przytłaczające a jednocześnie wpadające w ucho melodie - tak grać potrafią tylko najlepsi. I choć na playlistę wrzucam dziś tylko jeden kawałek, z czystym sumieniem mogę go Wam polecić jako punkt wyjściowy do obcowania z całym albumem - w sumie był to przecież pierwszy wydany singiel ;)
Z płyt, o których Wam już pisałem nieraz podam tylko Unbridled aor-owych mistrzów z Pride of Lions i Phanerozoik I: Paleozoik niesamowitego The Ocean, którzy tu znaleźli chyba idealny balans między post-hc i metalem progesywnym, a z muzycznych poszukiwać polecam Tomorrow Blues, drugie dzieło szwajcarskiego Toad - może trochę lżejsze, mniej psychodeliczne a bardziej blues-rockowe ale nadal trzymające mocny poziom.
Pozostałe pozycje na dzisiejszej playliście to dalszy ciąg przygotowań do czwartkowego koncertu, jaki w krakowskim Klubie Studio dadzą Testament, Metal Church i Armored Saint. Z katalogu gwiazdy wieczoru przypominałem sobie jedną z najlepszych Practice What You Preach a z supportów w sumie po równo, i najnowsze krążki (odpowiednio Death to Rights i Emotion Factory Reset) jak i trochę klasyki sprzed kilkudziesięciu lat. Wszystko siadło pięknie i czuję, że hype na nadchodzące wydarzenie robi się u mnie coraż większy.
I to wszystko na dziś. Pamiętajcie, by wrzucać własne podsumowania w komentarzach a jeśli macie nieco ponad 2h wolnego czasu w swych odtwarzaczach, polecam najnowszą, tygodniówkową playlistę - link poniżej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz