poniedziałek, 17 sierpnia 2026

10.08-16.08.2026

 


Przyznam się, że zainspirowało mnie ostatnie wydanie listy Doom Charts, w którym redaktorzy w pewien sposób konfrontowali swoje wybory z tymi przewidzianymi przez Sztuczną Inteligencję. Pod ich wpływem zacząłem się zastanawiać, czy AI na podstawie obserwacji moich cotygodniowych raportów będzie w stanie z dużym prawdopodobieństwem oszacować kształt kolejnego podsumowania. Poprosiłem więc najbardziej znany moduł sztucznej inteligencji o prognozę na okres 10-16 sierpnia w formie pliku docs, z zastrzeżeniem, że odczytam go dopiero w niedzielę po północy. Dziś, gdy przychodzi mi podsumować poprzedni tydzień spróbuję zrobić to w odniesieniu do tego, co przewidział czat dżi-pi-ti. A więc:

AI: Prognozowany charakter tygodnia: ciężki, ale nie monotonny — z wyraźnym przeplataniem atmosferycznego doom metalu, epickiego power/prog metalu i klasycznego rockowego brzmienia.

Ja: Ciężka muzyka - tu się zgodzę ale czego można się spodziewać od fana metalu i hard rocka? Jest też jak zwykle dość eklektycznie (w ramach przyjętej konwencji), choć za atmosferę odpowiadają głównie artyści dream popowo/shoegazeowi i post-metalowi (czy nawet post-hard corowi), epickość leży po stronie doom metalowców a elementy powera bardziej odnaleźć można wśród symfoniczno-metalowych ekip. Jeśli zaś chodzi o klasyczny rock to też różnie można tę klasykę rozumieć - słuchałem bowiem i AOR-a i nieco zapomnianej klasyki rocka progresywnego. Niestety (a może i stety) przedstawicieli rockowego mainstreamu zabrakło.

AI: Najbardziej prawdopodobny obraz tygodnia:
1–2 mocne reprezentacje doom/funeral doom/doomgaze;

Ja: Na dzisiejszej playliście artystów będących w spektrum doom metalu mamy aż 5, z czego przewagę mają epic doomowcy - szwedzkie Candlemass i album, który dla wielu był zaskoczeniem, gdyż po wielu wielu latch, na The Door to Doom słyszymy Johana Langqvuista, muzyka, który nagrał wokale na legendarny Epicus Doomicus Metallicus ale z zespołem nie zagrał nawet jednego koncertu. Powrócił jednak do składu a był to powrót jak najbardziej udany a obecnie jest w trakcie prac nad kolejnym, czernastym już studyjnym longplayem. Po niedawnej premierze singla zapowiadającego drugą, wyczekiwaną przeze mnie płytę niemieckiego Fvneral Fvkk, wróciłem do wydanego w 2019 roku debiutu. Konfrontując nowe ze starym mogę tylko powiedzieć, że zapowiadane na październik Indecent Idols będzie kolejnym ważnym krokiem w karierze doomowych lubieżników. Znalazłem też trochę czasu dla stonerowo-psychodelicznej strony doom metalowego spektrum. O ile jednak obecność REZN i ich najnowszego albumu nikogo nie dziwi, to słowacki Zemetras, o którym jeszcze wspomnę to jedna z zaskakujących emocji. AI stoner doomu nie przewidziało ale w przypadku doomgaze'a było już bliższe prawdy. Słucham bowiem już drugi tydzień nowego breaths, łączącego elementy post-bm z doom gazem właśnie. Limbo, bo taki tytuł nosi nowy album tego jednoosobowego projektu jest rozpisaną na dwie części muzyczną interpretacją Piekła Dantego i w zimnych, eterycznych dźwiękach czuć sporo tej rozpaczy, cierpienia ale i tęsknoty (bo czyż największą karą w piekle jest niezaspokojona tęsknota za idealnym absolutem?). Jest jeszcze kwestia zespołów, które z doomem nie mają gatunkowo nic wspólnego ale ich atmosferyczne, nawiązujące do shoegaze'a brzmienia bardziej jednak pasują do tego akapitu niż do kolejnych. Z nowości muszę więc wspomnieć o EPce zostań/wyjdź, na której warszawskie duszno przedstawia cztery nowe, klimatyczne i osobiste numery, z których najdłużej w głowie i duszy zostają żółte tapety - ciężko pisać o różnych odcieniach miłości nie uciekając się do banałów a tu jednak ta sztuka jak najbardziej się udała. W podobnym tonie, choć nieco bliżej dreampopowej lekkości (choć emocjonalnie to nadal waga ciężka) nadają znane już Wam z poprzednich wpisów Mlecze na Albumie Niebieskim, który ma naprawdę duże szanse by trafić na moją listę płyt roku.

AI: 1–2 utwory prog lub neo-prog;
Ja: Trochę trafiona prognoza, trochę nie. Brak bowiem stricte przedstawicieli rocka neo-progresywnego, choć wg niektórych debiut brytyjskiego Big Big Train z 1990 roku wpisywał się w ten nurt. Z czasem jednak styl jednego z moich ulubionych prog-rockowych zespołów wyewoluował w kierunku symfonicznego crossover progu, mocno inspirowanego latami 70-ymi. Co prawda granice między nurtami są płynne to liczba inspiracji, jakie znajdziemy na płycie Folklore, a szczególnie w utworze tytułowym - folk, rock, symfonia, może nawet jazz - zdecydowanie uzasadnia użycie słowa "crossover". Na playliście znajdziecie też dwa utwory amerykańskiego zespołu Ethos, pochodzące z jego drugiej płyty pt. Ardour. Był to swego czasu jeden z obiecujących przedstawicieli symfoniczno/art-rockowej sceny po drugiej stronie Atlantyku ale niestety, nigdy nie wyszedł z cienia chociażby Kansas czy King Crimson. A szkoda, bo jak pokazuje przykład Ardour, umiejętności tworzenia wielowarstwowych, przesyconych elektroniką i klawiszami (organy, moog, clavinet, mellotron) stawiały ich na równi z najlepszymi. I choć wiem, że właśnie z klasyką zachodniego rocka powinienem ich porównywać, to moje skojarzenia od razu biegną w stronę naszego polskiego Exodusa czy Budki Suflera z czasów Ona Przyszła Prosto z Chmur. Sztuczna Inteligencja pominęła w swych prognozach (lub podciągnęła pod inną kategorię) niemiecki The Ocean - mistrzów gatunkowych syntez. W oczekiwaniu na ich najnowszy krążek sięgam w ostatnich tygodniach po różne starsze wydawnictwa i tym razem padło na Heliocentric, dotąd stojący u mnie trochę w cieniu bliźniaczego (ale nie-jednojajowego) Anthropocentric. Muszę jednak w tym momencie zweryfikować moje poglądy, gdyż jest to również dobra porcja ambitnej i wymagającej muzyki. Nie tak bezpośrednia jak Antropo, więcej tu eteryczności i kosmicznej atmosfery ale być może taki był zamysł - na jednym albumie skupić się na człowieku i jego intensywnych emocjach a na drugiej szukać astralnych uniesień i jedności z Wszechświatem.

AI: kilka pozycji power/symphonic/melodic metal;

Ja: tu mnie masz, ejaj. Słuchałem bowiem i symfonicznego, neoklasycystycznego powera w postaci Marc Garau's Magic Opera, który w najlepszy, włoski sposób potrafi skomponować taką muzykę, którą równie dobrze zagrałby współczesny zespół metalowy jak i orkiestra za czasów Bacha, Mozarta czy Beethovena. A te klawiszowo-gitarowe polifonie to już prawdziwa wisienka na torcie. W drugą stronę jest symfoniczno metalowa Xandria, która od dawna już lubi sporadycznie romansować z power metalowymi schematami, co fajnie widać w rozpędzonej Masquerade ale gdy trzeba, potrafi też zagrać zaskakująco melodyjnie i przebojowo (Northstar). Nie zapominajmy też, że obecna wokalistka Ambre Vourvahis ma w repertuarze też agresywny, melodeathowy growling i nie boi się z niego korzystać. Trzecim wyżej wymienionym podgatunkiem zaś jest melodic metal i kryterium to spełnia bez wątpienia dwa dość często słuchane przeze mnie w tym tygodniu zespoły. Po pierwsze szwedzkie Dynazty i mój ulubiony album z ich katalogu, Titanic Mass. Panowie grają przebojowo, melodyjnie i soczyście a gdy trzeba to też ruszą w perkusyjny galop (i te momenty jak Keys to Paradise lubię chyba najbardziej). Druga ekipa to znana z wplatania w bombastyczne metalowe hymny solidnej dawki elektroniki i dance'owej rytmiki Battle Beast. Nie bójcie się jednak, mimo tych dyskotekowych sympatii nie brak im metalowego pazura, co potwierdza choćby jeden z ich klasyków - Out of Control, swego czasu coverowany przez Sabaton.


AI: pojedyncze wejścia klasycznego hard rocka/AOR/glam

Ja: nie wiem, czy jeśli wśród 30 utworów na plejce, aż 4 pochodzą z repertuaru AOR-owego Pride of Lions, można to nazwać pojedynczym wejściem. Bardziej adekwatne byłoby określenie wejście razem z drzwiami i futryną. Unbridled jest po prostu tak dobrą płytą, że ciężko się od niej oderwać a Peterik z Hitchcockiem udowadniają po raz n-ty, że "rock'n'roll' is never out of passion


AI: przynajmniej jedno niszowe odkrycie, które może zostać później szerzej opisane;

Ja: przynajmniej jedno, czyli dwa też mogą być. O Ethosie napisałem szerzej w poprzednich akapitach natomiast fakt istnienia Zemetras tylko delikatnie zaakceptowałem. Ale, jak sam czat to "przewidział", warto Słowaków szerzej opisać. Informacje na ich temat dostępne w internetach są nieco skąpe ale jeśli taka kategoria jak psychodeliczny stoner doom z kobiecym wokalem budzi w Was skojarzenia choćby z Windhand czy Messa to jesteście w domu. I jeśli tylko przebrnięcie przez liryki w całości po słowacku (a jeśli bywacie na Kronice dość często to z różnymi słowiańskim językami macie styczności vide czeskie XIII. Stoleti), czeka Was kilkadziesiąt minut hipnotyzującej muzycznej uczty. Jako apetizer proponuję otwierający ich debiut kawałek Kto Vie Viac o Smrti - może wciągnie Was tak jak mnie.


AI: możliwy powrót do wykonawcy słuchanego już wcześniej w ostatnich tygodniach.

Ja: to już reguła u mnie, że gdy spodoba mi się jakiś krążek to słucham go nie tylko przez premierowy tydzień ale i kolejne miesiące, wracam też często do swoich ulubionych pozycji. Dobrym przykładem jest Dziedzictwo Ognia folk metalowego Radogost, które odkrywam na nowo przy każdym odsłuchu a tym razem najchętniej sięgałem po Cząstkę Pierwotnego Zła. Wiele z wyżej wymienionych płyt to też tegoroczne premiery lub sentymentalne powroty (choćby wspomniane wcześniej Folklore, Heliocentric czy The Door to Doom). AI nie przewidziało jednak, i ja w sumie też się nie spodziewałem, że dostaniemy nowość od Wija, i to taką w starym dobrym wijowym stylu (choć Bluzg świetnie się słuchało ale jednak czuć było, że to taki stylistyczny skok w bok na kilka szybkich numerków). Sznur prezentuje Wija jednocześnie w starej psychodeliczno-proto-metalowej i nowej, bo czteroosobowej wersji i świetnie spełnia swoją rolę jako promującego nadchodzącą płytę singla - budzi zainteresowanie i apetyt na więcej. Czat nie odrobił też lekcji z kilku poprzednich wpisów, gdzie informowałem o oczekiwaniu na koncert Testament w Krakowie. Jak wiecie z mojej relacji było mega mega świetnie a w głowie do dziś dudni mi Into the Pit, od której thrasherzy z Bay Area rozpoczęli swój występ. Choć może AI nie chciała promować zespołu mającego w repertuarze (kapitalną swoją drogą) kompozycję o wiele mówiącym tytule Infanticide AI?

Jaki wniosek z tej konfrontacji? Mam nadzieję, że pozytywny i tak jak ja czujecie, że póki co sztuczna inteligencja nie zastąpi całkiem ludzkości, a na pewno nie zastąpi Muzycznego Kronikarza - tak tu jak i w mojej codziennej pracy. Na koniec zaś tradycyjnie, łapcie link do playlisty i piszcie co u Was leciało z głośników najczęściej!

Playlista: 16.08.2026


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze