poniedziałek, 14 września 2026

07.09-13.09.2026

 


Za nami kolejny tydzień pod dyktando progresywnych odmian rocka i metalu, choć jak się zaraz przekonacie, nie tylko. Trafi się też kilka zaskakujących kontrastów i jedno, nie mniej zaskakujące odkrycie.

Zacznijmy może od niego właśnie. Chodzi o bardzo specyficzną grupę zwaną Beaux Gris Gris & The Apocalypse. Jej nazwa rzuciła mi się w oczy przypadkiem i od razu poczułem chęć sprawdzenia co się za nią kryje. Okazało się, że to strasznie przyjemna w odsłuchu, wciągająca wariacja na temat bluesa, soulu, occult rocka i americany, czyli coś, co raz na jakiś czas ma u mnie szansę pojawić się na dłużej. Póki co jadę z Satisfy Your Queen na repeacie ale cały krążek Hot Nostalgia Radio z 2024 roku jest pełen takich właśnie nieco dziwacznych, dusznych od kalifornijskiego słońca przebojów.

Przebojowa psychodelia to też określenie pasujące do zespołu ze zgoła innej strefy klimatycznej. Necropolitan, czwarty długograj stoner/doomowców z Green Lung to muzyczny hołd złożony miejskim legendom ze stolicy Anglii. Klimat jaki wyziera z 9 zawartych na nim utworów nieodparcie kojarzy mi się z powieściami pisarza, którego imienia nie wolno wymawiać a słuchając takiego Dance to the Grave od razu aż chce się "tańczyć Makabrela".

To zresztą nie wszystko jeśli chodzi o szeroko pojmowaną psychodelę. Weźmy na przukład świetny i doceniany przez wielu bardziej poczytnych niż ja muzofilów nowy krążek Besvarjelsen czy Cycles in the Infinite Dream amerykańskiego REZN - płyty, które należą do najlepszych w swej kategorii w tym roku. 

Broni nie złożyła też power metalowa reprezentacja mojej biblioteki. Nawet pojawiło się w niej kilka nowych lub dawno nie słyszanych nazw. O węgierskim Burning Sun piszę kolejny raz i zapewne pisać będę jeszcze często, bo mocno wkręciłem się w Power to Survive. Doceniłem też wcześniej nieco pominięty utwór Over And Beyond z gościnnym udziałem gitarzystki znanej choćby z Frozen Crown - Alexandry Lioness, tu w roli wokalistki obdarzonej szorstki, tradycyjnie heavy metalowym głosem. 

W końcu miałem też więcej czasu by porządnie wsłuchać się w nowy album francuskiego KingCrown, w którego składzie znajdziemy między innymi muzyków zaangażowanych wcześniej w
Nightmare a także w świetny zeszłoroczny debiut Aedansky. Ich wariant Power metalu bliższy jest pierwszemu z dwóch wymienionych wcześniej zespołów, czyli ciężki, surowy i shore. Panowie nie zapomnieli jednak też o melodiach i patosie, bez których solidny power obejść się nie może. 

Cały czas też odkrywam Oceans Above, Stars Below norweskiej grupy Triosphere. W tym tygodniu bardzo spodobał mi się utrzymany w średnich tempach Cadence of Things, w których szczególnie ujęła mnie wokalna interpretacja Idy Haukland. To już kolejny w tym artykule przykład mocnego żeńskiego wokalu. 

Bardzo szeroki wachlarz umiejętności, obejmujący m.in. growling ma też Aime Vourvahis z symfoniczno-metalowej Xandrii. I choć ich najnowsze dzieło nie ujęło mnie za serce to lubię sobie posłuchać kilka kawałków z niego, w tym Masquerade. Trochę dla kontrastu wróciłem też do najlepszego numeru z jej poprzedniczki, czyli Two Worlds - siedmiodniowego epickiego killera. 

Są zespoły z "frontwoman", są też takie w całości złożone z dziewczyn. Niedawno swój drugi album wydał właśnie taki power metalowy girlsband o nazwie Pirate Queen. Nazwa mówi sama za siebie jaką tematykę podejmują artystki, ja odpowiem tylko że robią to w niezłym stylu.

Od kilku tygodni wróciłem do Virgin Steele, tym razem obok Marriage of Heaven and Hell przypomniałem sobie ich ostatnie wydawnictwo, The Passion of Dionysus z 2023 roku z kapitalnym You'll Never See The Sun Again, subtelnym i dynamicznym, epickim i refleksyjnym zarazem. 

Miała być dominacja progresji, gdzie się podziała? A więc na poczatek dwa uznane zespoły sceny prog/powerowej o zbliżonym brzmieniu - włoskie DGM i amerykańskie Symphony X. W katalogu każdego z nich mam kilka płyt, do których regularnie powracam. Są to odpowiednio The Passage i Paradise Lost, w których techniczne smaczki dzielą "scenę" z wyrazistymi melodiami i interesującą tematyką tekstów.

Przejdźmy teraz do rocka progresywnego. W samym tym gatunku wyróżnia się kilkadziesiąt nurtów i stylów, choć ja zdecydowanie najczęściej sięgam po neo-prog, crossover i rock symfoniczny. Ikoną polskiej sceny tego pierwszego jest Ryszard Kramarski a concept albumu wydawane pod szyldem tRKproject, inspirowane różnymi baśniami, mitami czy literaturą to prawdziwa sztuka na wielu płaszczyznach. Tak jak już wczoraj mogliście zobaczyć na FB, ostatnio znów słucham płyty Odyssey9999, na której obok iście filmowych epików w stylu Twelve Spaceships mamy jedną z najpiękniejszych power ballad (jeśli mogę tak to ująć) - Calypso Nymph. 

Neo-progresywne inspiracje da się usłyszeć też w twórczość Castle-Mountain-Moon. Niemiecka grupa na koncie ma dwie płyty studyjne z czego druga liczy sobie dopiero kilkanaście dni. Tyle czasu (plus dodatkowe kilka tygodni od pieszego singla) wystarczyły mi stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych progresywno-rockowych płyt tego roku - dopracowaną w najmniejszym szczególe i niezwykle dobrze wyważoną, nie ma to niepotrzebnych opisów instrumentalnych, nie ma prowadzących donikąd przedłużających się pasaży a i warstwa tekstowa skręć w prawo potrafi zaciekawić ale nie przytłacza nadmiarem filozofiiczno-egzystencjalnej metafizyki. 

Podobnie rzecz się ma z wcześniejszą o dwa miesiące AutoMoto Animus, na której Xavier Phideaux, jak przystało na crossover prog, ponownie pokazuje nam jak zręcznie i swobodnie potrafi łączyć przeróżne inspiracje w spójną i wciągającą bez reszty całość. New romantic? Rock symfoniczny? Gitarowe, pół-akustyczne piosenki? Wyobraźnia pana Xaviera zdaje się nie mieć granic 

Talentu wyżej wymienionych artystów, chodź miło czasem pomyśleć, że moje playlisty też jakiś tam niezły sposób łączą ze sobą różne, dawałoby się skrajny gatunku. Spójrzmy na poniższy przykład ikon hair metalu – pochodzącej z Pensylwanii cinderelli kropka jest to pierwsza płyta tego zespołu, którą słyszałem i muszę przyznać że jej przypadku na pewno większy nacisk tą kaiser i spółka położyli na człon metal niż na hair. W efekcie mamy płytę melodyjną ale jednak nie pozbawioną metalicznej ostrości w grupie muzyki gitarowej ale melodyjnej i łatwo wpadającej w ucho mamy też rajd of Lion i moją jest ładną sympatię do wydanego w tym roku krążka pod tytułem Unbridled. 

W drugim narożniku stoi Slayer - my brutalniejsze przedstawiciel wielkiej czwórki trash metalu. Można że naturalny wróg Cinderelli i im podobnych. Tym razem trafił do podsumowania dzięki płycie South of Heaven, poprzedzającej moje ulubione Seasons in the Abyss. Zawsze ją tak trochę pomijałem a przecież te rytmiczne, wiercące w głowie gitary i zimniejszy niż zwykle, bardziej zdehumanizowany głos Toma Array'i potrafią zwrócić i utrzymać uwagę słuchacza na dłużej.

Mam też nadzieję, że dzisiejszy wpis też zdoła zwrócić Waszą uwagę i podzielicie się Waszymi tygodniowymi podsumowania mi, rankingami lub kolażami. A spragnionym dobrej, zróżnicowanej muzyki jak zawsze polecam swoją najnowszą playlistę. Trzymajcie się!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze