NAJCZĘŚCIEJ SŁUCHANY UTWÓR
Pride of Lions - I'll Be Your Rock - dawno temu koleżanka skonfrontowała mnie, wówczas typowego nowo-nawróconego metala z romantyczną duszą, z przeświadczeniem, że o miłości można śpiewać tylko melancholijne power ballady. Po wielu latach mogę powiedzieć, że w swojej bibliotece mam coraz więcej utworów, w których miłość jest opisana jako mocne uczucie, dające dużo więcej szczęścia niż rozpaczy, udowadniających że jest skałą, fortecą i pomaga nam powstać, gdy kolejny raz przytrafi nam się potknięcie. I w ten sposób śpiewają własnie Jim Peterik z Toby'm Hitchcockiem w absolutnie najlepszym numerze z ich najnowszej płyty pt. Unbridled
NAJLEPSZE ALBUMY KWARTAŁU
W większości przypadków, najczęściej słuchany utwór pochodzi z płyty, którą w danym okresie czasu uważałem za najlepszą. Lato '26 nie robi wyjątku. Unbridled to siódma płyta studyjna formacji Pride of Lions i rewolucji w brzmieniu nie przynosi ale potrafi dotrzeć do słuchacza równie mocno, co 2 lub 3 poprzedniczki (poza zasięgiem jest oczywiście Destiny Stone ale to płyta-arcydzieło). Panowie pokazują nam, że w XXI wieku jest nadal miejsce na starannie skomponowany i solidnie zagrany AOR. Docenić należy też, jeszcze lżejsza gatunkowo, drugą płytę warszawskiego zespołu Mlecze. Kilka lat temu zacząłem dogadywać się z shoegaze'm (tu, bardzo dobra Ep-ka duszno) ale dream (lub jak wolą muzycy) bedroom pop nie był u mnie nadal zbyt częstym gościem. Ubiegłoroczny debiut Mleczy, poprawiony jeszcze lepszym Albumem Niebieskim otworzył mnie i na ten styl za co bardzo dziękuję.
Bardzo udany kwartał mogliśmy zaobserwować na progresywnych scenach. Jeśli chodzi o mnie to na szczególne wyróżnienie zasługuje Xavier Phideaux za AutoMoto Animus (kwintesencja crossover progu) i brytyjskie The Tirith, które na Quetzalcoatlu również operuje na granicy kilku progresywnych podgatunków, wyplatając z tego swój własny rockowo-metalowy styl. Miłośnikom cięższej progresji zwracam uwage na najnowszy album Black Sites pt. For Eternity, wyznawcom neo-progresji przypominam o Grimalkin, za którą stoi supergrupa Pattern-Seeking Animals a ci, którzy szukają mniej znanych nazw na progowych mapach świata niech obiorą kurs na niemiecki Castle Mountain Moon, których druga płyta, to nie tylko przewodnik do nieosiągalnego, ale też po prostu do wciągającej, snującej fascynujące opowieści muzyki.
Lato było gorące i upalne, wśród dusznych, stonerowo/doomowych premier płytowych też było gorąco. Można pokusić się o stwierdzenie, że zarówno REZN wracający do świetnej formy na Cycles In The Infinite Dream jak i Besvärjelsen po raz kolejny porywające nas swoim fuzz'n'rollem płytą, o której wbrew nazwie (...ad Oblivionem) nie sposób zapomnieć. Obok nich bardzo często grał też u mnie Monolord i płyta Neverending (też dająca nieskończoną przyjemność z odsłuchu). Trochę po innej stronie doom metalowej sceny stoi Khemmis, nazywające swój styl doomed heavy metalem, choć pierwsze płyty miały w sobie coś stonerowego. Natomiast najnowsza, piąta płyta zatytułowana po prostu Khemmis to takie dosadne zaznaczenie miejsca w swej własnej muzycznej niszy.
Moim kolejnym lubianym, a w zasadzie może i tym naj, gatunkiem jest power/symphonic metal. W tej kategorii bywało różnie - od miesięcy obfitujących w mocne wydawnictwa po okresy powerowej posuchy. Na szczęście tych pierwszych było więcej a wśród najczęściej słuchanych przeze mnie krążków było kilka zaskakujących odkryć, chociaż nie obyło się bez pewnych rozczarowań. Najlepszą power metalową płytą ostatnich trzech miesięcy niewątpliwie jest Pride to Survive węgierskiego Burning Sun, choć po piętach depcze mu zwieńczenie muzycznej trylogii jaką w ramach projektu Magic Opera stworzył neoklasycystyczny (i to tak naprawdę trve) klawiszowiec i kompozytor Marc Garau. The Final Flight to, uwierzcie, płyta, która klasycy wiedeńscy napisaliby, gdyby mieli dostęp do dzisiejszego instrumentarium. Jeśli chodzi o bardziej szorstkie, bliższe tradycyjnemu heavy podejście do powera, muszę polecić debiut Shadowborne (Heaven's Falling z 19 czerwca) i pierwszy po 10 latach album norweskiego Triosphere (Oceans Above, Stars Below). Wśród zespołów, które są zdecydowanie bardziej symfoniczne niż powerowe trafiłem na jedno bardzo miłe zaskoczenie (Amberian Dawn wracające do metalowego uniwersum) i jedno wydawnictwo budzące pewien niedosyt. Mowa o Xandrii, która na Eclipse dowiozła jeden niesamowity utwór (Masquerade) i kilka mniej lub bardziej zajmujących, solidnych ale jednak średniaków.
Wyróżnienie należy się też jednej płycie, która nie wpisuje się w żadną z powyższych kategorii. Ostatnio zresztą mało jest u mnie folk metalu. Radogosta słucham jednak od 18rz czyli już prawie dwadzieścia lat i muszę powiedzieć, że Dziedzictwo Ognia, ich siódmy album, działa na mnie nie siłą nostalgii ale udanych kompozycji, balansujących od dekadenckiej poetyki po folkową dynamikę.
Na koniec zaś jedno zdanie o albumie sprzed lat, do którego często i chętnie wracam. Jest nim Bringer of Pain melodic metalowego Battle Beast, mniej powerowy, bardziej mainstreamowy ale to tu głos Noory (opuściła zespół rok temu) pokazuje pełnię swych możliwości.
NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE
Ten fragment podzieliłbym na dwie części. Pierwsza czyli zaskakująco dobre płyty. Już się zapewne domyślacie, że nowa odsłona Amberian Dawn, z nową wokalistką, jest jedną z nich. Takiego ognia jak na Temptation's Gate dawno u nich nie słyszałem. Podobnie trochę rzecz się miała z REZN. Od lata wiedziałem, że panowie potrafią tworzyć płyty wyrywające z butów swym psychodelicznym ciężarem ale po równym ale trochę jednostajnym Burden trochę obawiałem się, że nie odnajdą w sobie dawnej kreatywności. Jak dobrze, że się myliłem ;) Druga grupa zaskoczeń, to zapowiedzi bądź premiery nowych albumów po dłuższej przerwie. Z tego grona najbardziej cieszy mnie powrót epic doom metalowych bluźnierców z Fvneral Fvkk, którzy wypuścili już dwa soczyste single i jak na dłoni widać, że planują włączyć się do walki o roczną topkę. Bardzo fajnie też, że wreszcie nowy album wydało Triosphere. Poprzednik był jednym z moich ulubionych w 2014 roku i choć Oceans to nie aż tak wysoko poziom (możliwy chyba tylko raz w życiu do osiągnięcia), godnie dopisuje kolejny rozdział w historii zespołu.
NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE
Chełpię się tym, że przemawiają do mnie albumy legendarnych zespołów, które mało kto lubi. Z taką myślą podchodziłem do nowego Sleep, nagranego bez udziału legendarnego gitarzysty Matta Pike'a. Więc tak, podszedłem do Hemispheres, przeszedłem je całe i po ostatnim dźwięku byłem w tym samym miejscu, albo prawie w tym samym co starszy o 38 nijakich minut. Słabo... Pisałem już wyżej, że więcej oczekiwałem po tegorocznym albumie Xandrii, podobnie też miałem z Kamelotem czy Dreamtale - ich krążki nie były złe, nie były też wybitne, choć cytując klasyka - momenty były i jednak nie usypiały tak jak, nomen omen, Sleep.
NAJWIĘKSZE ODKRYCIA
Tu bez zaskoczeń, bo już o wszystkich pisałem w części i najlepszych albumach. Mamy więc i power metalowe Burning Sun, Shadowborne i Magic Opera oraz prog-rockowy The Tirith. Spoza wymienionych dodam jeszcze o grającym dreamgaze Soft Science, które odkryłem jeszcze w lecie ale większy wpływ na moje muzyczne rankingi amerykańska grupa będzie mieć już jesienią.
OCZEKIWANA NA PRZYSZŁOŚĆ
Jesień dzieciom kojarzy się z kolorowymi liśćmi i kasztanami, miłośnicy muzycy wiedzą jednak, że to czas licznych premier płytowych, w opozycji do dość leniwych letnich miesięcy. Zobaczmy więc, co też zespoły i wytwórnie przygotowały na najbliższe dziewięćdziesiąt kilka dni:
Frozen Crown - The Legend of the Six Kings - 02.10
Bobbie Dazzle - Star Power - 02.10
Smoulder - Witch Wife In An Alien World - 09.10
Temperance - Arcani - 16.10
Fvneral Fvkk - Indecent Idols - 23.10
The Flower Kings - Hope - 23.10
Wij - Protisty - 23.10
Dawn of Destiny - Ashes Over Tomorrow - 30.10
E-L-R - Atropa - 06.11
Iron Savoir - Deathbringer - 13.11
The Foreshadowing - Ozymandias - 27.11
King Buffalo - Doomsayer - 04.12
PODSUMOWANIE
A jakie były Wasze ulubione "letnie" utwory? Którzy artyści Was zachwycili a którzy zawiedli i na które wydawnictwa zaplanowane na jesień czekacie najmocniej? Sekcja komentarzy jest do Waszej dyspozycji a w niej m.in. również odnośnik do liczącej 40 utworów playlisty, pełnej moich osobistych faworytów. Miłego odsłuchu i zapraszam do dyskusji ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz