poniedziałek, 19 października 2026

12.10-18.10.2026

 


Po wakacyjnym "marazmie", który jednak można było wykorzystać na nadrabianie płytowych zaległości, od pewnego czasu każdy tydzień przynosi po 3-4 premiery, które zostają ze mną na dłużej. Stąd też w dzisiejszym podsumowaniu najwięcej miejsca poświęcę albumom z ostatniego miesiąca. Część z nich już pewnie znacie, o innych warto wspomnieć ale tak czy siak, na brak różnorodności nie powinniście narzekać. Zacznijmy więc!

Jak już pisałem ostatnio, Closterkeller zacząłem słuchać dość późno, bo za sprawą premiery Viridian z 2017 roku. Klasyczne albumy grupy wpadały do mnie zdecydowanie później i z różną częstotliwością. Nie mogłem jednak przegapić premiery ponownie nagranej Cyan, pierwotnie wydanej w 1996 roku. Jest to bardzo dobry album, mający w sobie zarówno gotycki urok jak i hard-rockowy ciężar i dynamikę. Na uwagę jak zwykle zasługuje warstwa tekstowa, pełna emocji, zmysłowej erotyki, reinterpretacji różnych baśniowych wątków i trafnych spostrzeżeń na temat rzeczywistości (aktualnych również 20 lat później). Jeśli miałbym wybrać moje ulubione utwory, na pewno wśród nich znalazłyby się Władza, Alicja i Ziemia Obiecana. 

Równie często słuchałem też najnowszego albumu post-metalowego The Ocean, dzieła koncepcyjnego opartego o Solaris (ale w filmowej adaptacji Andrieja Tarkowskiego niż o książkowy pierwowzór). Jest to pierwsze wydawnictwo niemieckiego kolektywu po poważnych zmianach kadrowych. Niektórzy artyści w takiej sytuacji próbują przygotować coś bezpiecznego, bliskiego własnej "klasyce", chcąc raczej utrzymać dotychczasowych fanów niż ryzykować ich utratę. Lider formacji Robin Staps uznał jednak, że najlepszą obroną jest atak i tak dostaliśmy monumentalne, skomplikowane, wymagające od słuchacza uwagi i dokładnego wczucia się w muzykę. Szanuję taką decyzję i uważam za naprawdę trafioną. Każdy seans, bo to słowo najlepiej opisuje kontakt z tą płytą, jest niezapomnianą podróżą przez różne warstwy narracyjne, filozoficzne i muzyczne. I wbrew obu pierwowzorom, kontakt z Solaris jest możliwy ale trzeba nauczyć się jak prawidłowo "słuchać i odpowiadać". Szczególnie zaskakujące są krautrockowe nuty w nagranym przy współudziale legendarnego Tangerine Dream Milk of My Dreams, którego fragment "if you let yourself sink, you'll sink to the ground' nie może mi wyjść z głowy. Ja pozwoliłem sobie na zanurzenie się w tym albumie i póki co, nie mam zamiaru się z niego wynurzać.

W ostatnim miesiącu ukazało się też dużo udanych płyt z gatunku power metal. Dość powiedzieć, że trzy premiery z ostatniego piątku, które na pewno będą przeze mnie często słuchane i w kolejnych tygodniach to właśnie ten styl muzyczny. Po pierwsze Arcani, włoskiego zespołu Temperance. Jest to symfoniczno-powerowy concept album oparty o talię tarota. Następnie mamy nową odsłonę przygód Angusa McFyfe. Jej tytuł Space 1993 nawiązuje do drugiej płyty kapeli, jednej z moich ulubionych w ich dorobku. Czy uda im się dorównać takim hitom jak Universe on Fire czy Rise of wizards? Będzie trudno ale po trzech, czterech odsłuchach myślę że jest to całkiem przyjemna porcja Power metalu z przymrużeniem oka. Nas, Polaków powinien za to zaciekawić nowy krążek projektu Crylord, za którym stoi nasz rodak, gitarzysta Bogusław Balcerak. Na Birds of Steel ponownie słyszymy wokal Marka Boalsa, a to obok neoklasycystycznej gitary Bogusława drugi solidny znak jakości. 

Poza tym mamy dwa albumy sprzed kilku tygodni - Discovery szwedzkiego Metalite i The Legend of Six Kings włoskiego Frozen Crown. Pierwsza bardziej naładowana elektroniką, druga agresywniejsza z pewnymi wpływami metalcore - obie zapowiadane przez przyzwoite ale nie genialne single, obie najlepsze kąski trzymające w tajemnicy do dnia premiery. 

Nie sposób pominąć też Fallen Sanctuary, czyli inny projekt lidera Temperance Marco Pastoriniego, założony wspólnie z George'm Neuhauserem (Warkings, Serenity). Panowie wydali w sierpniu świetny krążek The Gathering of Dreams, od którego ciężko mi się oderwać. Kilka słów uznania kieruję też ku pierwszej metalowej operze inspirowanej klasyką jrpg, czyli projektowi Dreamseeker, który polecam nie tylko fanom gier video i symfonicznego powera. 

Jeśli chodzi o doom - drugi koniec mojego metalowego spektrum, tu również nowe płyty przewijają się z niego starszymi. Obok Necropolitan - czwartego krążka stoner/doomowego Green Lung i Till Glömskan Ad Oblivionem również stoner/doomowego ale nieco bardziej rock'n'rollowego Besvärjelsen mamy też epic-doom/us powerowy Smoulder z White Witch In An Alien World oraz Bobbie Dazzle, która już po raz drugi swój stonerowo-psychodeliczny antruaż narzuca na przebojowe, glam-rockowe brzmienie inspirowane latami 70ymi. 

Do tej kategorii należy też jedyny singiel w dzisiejszym zestawieniu. The Foreshadowing to włoska formacja grająca mieszankę metalu gotyckiego z tradycyjnym doomem. Jest więc i melodyjnie i melancholijnie i odpowiednio ciężko. Mocnym atutem jest aksamitny głos Marco Benevento, mogący kojarzyć się z "czystym" wokalem Fernando Ribeiro z Moonspell. Włosi zapowiadają swój nowy krążek a zaprezentowany jako drugi utwór tytułowy to kawał dobrego, klimatycznego grania.

Okej ale każda z tych żadna z tych płyt nie liczy sobie więcej dwa może trzy miesiące. Więc te starsze albumy? Proszę bardzo – In Somnolent Ruin death/doomowego Draconian to mój numer jeden jeśli chodzi o płyty wydane w kwietniu a kto wie czy nie płyta roku? Dorzucę do tego jeszcze debiut jedneh z moich ulubionych kapel balasujących na pograniczu stoner/doomu, occult- i hard-rocka. Mowa o eponimicznej płycie zespołu Sleepwulf. Panowie ostatnio trochę zamilkli ale ostatnio w ich socialach pojawiło się więcej ruchu i to zmobilizowało mnie do odświeżenia sobie ich, może nie pokaźnej (2 LP) ale zacnej dyskografii.

Został nam jeszcze rock progresywny. I tu z tegorocznych krążków nadal kręci się u mnie "trójka" fińskiego projektu Confusion Field, nastrojowa, melodyjna i pełna gitarowej elegancji. Bardzo ciekawie brzmi też nowy krążek brytyjskiego Age of Distraction. Na Life Is Pain dowodzona przez Johna Cooka grupa jeszcze mocniej nagięła granice gatunkowe, brzmiąc miejscami nadzwyczaj elektronicznie czy alt-popowo. Może rockowi twardogłowi odsądzą mnie od czci i wiary ale np takie I Can Love Too, ozdobiony pięknym głosem Ruby Jones spokojnie mogłoby trafić do repertuaru Ethel Cain (którą tak btw lubię i szanuję). Polecam bo jest to chyba jedna z najbardziej zróżnicowanych płyt prog-rockowych ostatnich kilku miesięcy. 

Pozostałe płyty osadzone w tej stylistyce mają już co najmniej kilka, jak nie kilkanaście (a nawet kilkadziesiąt) lat. Przeskakiwalem bowiem między różnymi okresami twórczości jednego z pionierów neo-proga, zespołu IQ. Od Nomzamo, które zwłaszcza w Promises... przywodzi na myśl melodyjnego proga a la Asia, przez mroczną i intensywną The Road of Bones po wydaną w 2019r Resistance, gdzie usłyszeć możemy nawet bliskie metalowi dźwięki. 

Najstarsza w tym gronie jest jednak Przechodniem Byłem Między Wami czyli drugi krążek Budki Suflera - progresywny, psychodeliczny, funkowy, hard-rockowy... Po prostu kapitalny.

Tyle świetnych płyt niedawno wydanych, choć jednak na odrobinę klasyki czas też się znalazł. Mam nadzieję, że dzisiejsza playlista będzie dla Was ciekawym doświadczeniem i pozwoli lepiej zapoznać się z każdym opisanym przeze mnie artystą. Czekam też na Wasze podsumowania, komentarze i polecenia. Miłego wieczoru!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze