poniedziałek, 26 października 2026

19.10-25.10.2026

 


Cześć wszystkim! Czy już otrząsnęliście się po piątkowym zalewie premier? Jak już wspominałem na Facebooku, ja czekałem na siedem nowości. Niektóre mnie zawiodły, inne zdecydowanie spełniły pokładane w nich nadzieje. O tym, jak i o pozostałych, starszych albumach opowiem w dzisiejszym podsumowaniu.

Zacznę od rozczarowań, choć zakładam, że część z Was na pewno nie zgodzi się z moim osądem. Cóż, jest to od zawsze dość subiektywnie prowadzona strona, nie staram się jednak ukrywać a nawet zapraszam do uprzejmej i rzeczowej polemiki. A więc mimo wszystkich argumentów "za" nie dogadałem się z nową solową płytą Tony'ego Iommi. Lubię Black Sabbath, lubię głos Jorna ale jakoś From the Dark mnie nie porwało. Jest ciężkie i mroczne ale mimo wszytko z jakiegoś powodu "płaskie". Przy innych wydanych w weekend albumach, ten konkretny nie potrafił przebić się na wierzch i mnie oczarować. Podobnie rzecz się ma z nowym, wydanym po 16-letniej przerwie krążkiem thrash metalowego Forbidden. Próbowałem podejść dwa, trzy razy ale po odsłuchu w głowie niewiele zostało... 

Pojawiły się też albumy, do których już przed premierą podchodziłem z rezerwą a jednak "coś" w nich potrafiło przyciągnąć moją uwagę. Takim wydawnictwem jest na przykład Reset szwajcarskiego Crystal Ball. Ekipa z długim stażem, balansująca między hard rockiem a melodyjnym metalem nie proponuje co prawda niczego nowego ale nowych kompozycji słucha się całkiem przyjemnie, w przeciwieństwie do starszej o dwa lata Crysteria. Pozostaje oczywiście pytanie, na jak długo wystarczy tej przyjemności ale na pewno po trzech dniach od wydania jeszcze się ona nie wypaliła.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie power metalowy Dragonland. Szwedzka ekipa ma na swoim koncie wiele udanych płyt i najnowsza Prophecies aspiruje również do tego miana. Pierwsze dwa single co prawda nie były 10/10 ale gdy przesłuchałem całość muszę przyznać, że trafiłem na co najmniej kilka zapadających w pamięć numerów. Szybkie tempa, gitarowe popisy, wyraziste klawisze i wybitny wokal Jonasa Heidgerta to znaki rozpoznawcze ich stylu, działające na mnie od lat z podobną siłą.

W kontrze do pełnego eskpresji power metalu dobrze sprawdza się atmosferyczny doomgaze, który po raz kolejny wypełnia płytę projektu Shedfromthebody. Suvi Savikko, fińska wokalistka i kompozytorka dowozi nowy materiał regularnie co kilka, kilkanaście miesięcy i wbrew podejrzeniom pomysłów jej nie brakuje. Każdy nowy album jest nieco inny, różnią się proporcją elementów metalowych do post-rockowych ale łączy ich jedno - niezwykły klimat i różnorodność. We Fly Into Windows momentami zahacza o dsbm, by za chwilę skręcić w stronę niemal alternatywnego popu. Myślę, że jest to muzyka, którą polubią i wielbiciele Ethel Cain i mocniejszego grania w stylu Holy Fawn czy Katatonii. 

Swego czasu wspominałem w jednym z wpisów Roine Stolta, jednego z czołowych postaci szwedzkiego prog-rocka. Jego The Flower Kings również na piątek przygotowało nowe wydawnictwo zatytułowane Hope i tu muszę przyznać, że pierwszy odsłuch nie był udany, to jednak stopniowo coraz lepiej się z nim dogaduję. Jeszcze nie na tyle by dodać jakiś konkretny utwór do playlisty ale myślę, że w następnym podsumowaniu płyta już będzie miała swojego przedstawiciela. Polskim odpowiednikiem Pana Stolta jest niewątpliwie Ryszard Kramarski i w jego przypadku, z drugim albumem projektu FatherSon, współtworzonym wraz z synem Michałem dość szybko nawiązałem nić porozumienia. Ponownie panowie przygotowali płytę będącą crossoverem muzycznych zainteresowań dwóch różnych pokoleń rodziny Kramarskich. Brzmi to ciekawie i nastrojowo a całość podkreślają rozważne, mądre teksty. 

Teraz czas na najbardziej wyczekiwane przeze mnie nowości. Fvneral Fvkk to epic doom metalowy zespół z Niemiec, słynący ze swojego liturgicznego antruażu, pod którym kryją się ociekające erotyzmem bluźnierstwa. I choć nazwa sugeruje nieco zamiłowanie do grindcore'u czy innego goregrindu, to majestatyczne kompozycje i aksamitny głos wokalisty tworzą mroczną i niepokojącą całość. Pomiędzy Indecent Idols a debiutancką Carnal Confessions upłynęło aż 7 długich lat ale mam myśl, że zespół miał dzięki temu możliwość dopracowania dzieła, mierzącego w moim prywatnym rankingu w czołówkę płyt wydanych w tym roku. Jeśli chodzi o jedną z ciekawszych kapel na rodzimym hard-rockowo/proto-metalowym podwórku czyli tercet (od niedawna) Wij to niektórzy obawiali się zbyt dużej rozpiętości stylistycznej na najnowszym krażku. Wszak ekipa Tui na EP-ce Bluzg poszła w całkiem innym kierunku, sięgając po black-punk. Protisty, ich trzeci długograj to jednak powrót w bardziej znane rejony, choć też niecałkiem. Wydaje mi się, że nie ma tu aż tak przebojowego grania jak na Przestworze ale po dłuższym wsłuchaniu w materiał nie można też powiedzieć, by to była słaba płyta. W muzyce alternatywnej chyba jednak nie chodzi o tę przebojowość tak bardzo jak w mainstreamie, prawda? Mi płyta się podoba i pewnie jeszcze niejeden raz będzie tu wspominana.

Jak widać, premierowe wydania zajęły już kilka pokaźnych akapitów. Co więc z resztą muzyki? Polećmy gatunkami. Po pierwsze power metal. Tu królują płyty starsze o tydzień, Arcani to oparty o karty tarota koncept album symfoniczno-powerowego Temperance i kolejny przykład płyty, która najlepsze "kąski" trzymała w ukryciu do dnia premiery, wcześniej ujawniając tylko solidne ale jednak nie genialne single. Co prawda dynamiczny, klasycznie powerowy The Fool spodobał mi się od razu to jednak taki The Magician zdecydowanie lepiej sprawdziłby się w roli "appetizera" niż nieco dziwny, unowocześniony The Tower. Twórczość Gloryhammer można z jednej strony traktować z przymrużeniem oka, bowiem muzycy otwarcie parodiują cosplayowy fantasy power, nie sposób jednak nie doceniać, że gdyby oddzielić ich od fabularnej otoczki zostaje i tak solidna, przebojowa i przynosząca naprawdę sporo radości muzyka. A to w działalności każdego artysty chyba najważniejsze. W kwestii bardziej szczegółowej, chciałbym wyróżnić szczególnie dwie kompozycje - epickie Pax Galactica i klasyczną patatajkę Silver Talon. Jednym z popularniejszych nurtów w powerze jest metal neoklasycystyczny, opierający się na wirtuozerskiej pracy gitar, inspirowanych twórczością kompozytorów doby klasycyzmu. W sierpniu pisałem o twórczości Marco Garau ale nie możemy zapomnieć, że na rodzimy podwórku mamy równie zdolnego kompozytora i gitarzystę. Bogusław Balcerak's Crylord na kolejnym albumie pokazuje, że w takiej stylistyce czuje się świetnie a Birds of Steel to płyta wielowarstwowa, dalece wykraczająca poza powerowy patos i cukierkowe melodie. Tego cukru w zasadzie nie ma prawie wcale, jest za to metalowy rdzeń, dystyngowana gitara i Mark Boals, dodajacy utworom jeszcze więcej wyrazistości swym głosem. 

Do tego zestawu wypada dodać też rozpędzone utwory z nowego krążka Frozen Crown, zespołu wyróżniającego się trzema gitarami solowymi (tak, nie tylko Maideni umią w te klocki). Zespół zawsze miał coś w sobie z metalcore'a jeśli chodzi o dynamikę i pracę perkusji, na Legend of the Six Kings pojawia się nawet okazjonalnie growling ale wokal Jade i niesamowicie zaraźliwe linie melodyczne od razu przypominają nam, że to klasyczny, włoski power najwyższych lotów. Jeśli lubicie natomiast naładowaną elektroniką odmianę powera polecam Metalite. Szwedzka ekipa udanie balansuje między metalową dynamiką i ostrością a elektroniczną przebojowością i rytmiką. Discovery ponadto potwierdza poruszaną już wyżej tezę, że część zespołów nie zdradza przed czasem swych największych atutów (tu choćby Neon Rain). 

Chwaliłem się już kiedyś, że wsparłem produkcję drugiej płyty Fallen Sanctuary. Mam ją na CD i słucham często, bo to jedna z najlepszych powerowych płyt roku. Z tej okazji, że w streamingach pojawiła się kolejna pochodząca z niej kompozycja, wrzuciłem ją też do kolejki odtwarzania w "zielonej platformie". Jest to świetny, klasyczny dla gatunku utwór i słucha się go rewelacyjnie niezależnie od "źródła". 

Klasyką gatunku jest też debiut Masterplan. Jakoś tak się przypadkowo złożyło, że wróciłem do niego akurat w okolicy premiery From the Dark a wszak oba krążki łączy postać Jorna Lande, wokalisty o charakterystycznej barwie głosu, który tak jak płyty tego niemieckiego zespołu "ozłacał", tak w przypadku współpracy z Tony'm Iommim jednak trochę wypłaszcza. Niemniej jednak Masterplan od Masterplan to świetny album i pewne spojrzenie w alternatywną rzeczywistość, w której Helloween pozostało na obranym przy The Dark Ride kursie.

Trochę czasu spędziłem też z Dynazty a zwłaszcza z Firesign, płytą wydaną w 2018 roku, na której elementy melodyjne biorą jednak zdecydowanie górę nad power metalowymi. Sam album bardzo ok ale trochę brakuje mu "kopa".

Rock/metal progresywny w dzisiejszym wpisie ma jeszcze dwóch przedstawicieli. Specjalnie użyłem znaku "łamane na", gdyż Evergrey w sumie balansuje na granicy ciężkości a pionierzy neo-proga z IQ również z czasem nabierali coraz więcej metalowego pierwiastka. W tym tygodniu towarzyszyły mi odpowiednio najnowsze dzieło Norwegów - Architects of a New Weave i mniej mi znana płyta Dark Matter, która za sprawą przejmującego You Never Will mocno wpadła mi do głowy. 

Honory oddać muszę też dwóm wokalistkom, potrafiącym tchnąć w śpiewane przeze mnie utwory niesamowity ładunek emocji, zarówno tych zmysłowych jak i melancholijnych. Anja Orthodox to prawdziwa dama polskiego rocka gotyckiego a dyskografia Closterkeller pełna jest płyt o epokowym znaczeniu. Nawet ponowne ich nagranie, po wielu wielu latach (parz reScarlet czy oszałamiający mnie obecnie reCyan) brzmią świeżo i energicznie. Sian Greenaway a może raczej Bobbie Dazzle jak nikt potrafi zakląć psychodelicznego ducha w glam rockowe hity a jej gra na flecie to wisienka na torcie. Tegoroczny Star Power tylko potwierdzi me słowa.

O Cursum Perficio Anthraxu będzie tylko jedno zdanie - płyta dobra i broni się z tygodnia na tydzień, choć najlepszym utworem nadal pozostaje wybrany na pierwszy singiel It's For the Kids.

Na koniec album, na punkcie którego dosłownie oszalałem w 2022r. Już debiut Sleepwulf, o którym pisałem tydzień temu był bardzo udany ale jego następca Sunbeam Curl całkiem mnie rozwalił. Od psychodelicznej ballady Stoned Ape przez okultystyczne medytacje w Satan Is King po gruziarski blues Green Man Dead - po prostu, płyta bez słabego numeru.

Ciekaw jestem też jak wyglądał Wasz muzyczny tydzień. Piszcie w komentarzach, których płyt słuchaliście najczęściej i które utwory są aktualnie Waszymi ulubionymi. A jeśli chcecie współdzielić ze mną muzyczne zainteresowania zapraszam do odsłuchu playlisty z moim prywatnym top 30 mijającego tygodnia. Link poniżej ;)

Playlista: 25.10.2026




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze