Są takie zespoły, które cieszą się w naszym kraju większą popularnością niż u siebie a każdy kolejny koncert to gwarancja sold outu. Dlatego też trzeba się spieszyć z kupnem biletów. Gdy więc w czerwcu ogłoszono, że XIII. Stoleti zagra jesienią w Krakowie od razu kupiłem bilet. Miałem nosa, bo już kilka dni przed koncertem biletów nie było. Dziś natomiast, gdy już emocje opadły siadam do jak najrzetelniejszej, choć naznaczonej mocno subiektywnie uwielbieniem dla czeskich gothic-rockowców relacji z wydarzenia.
Zacznijmy może od lokalizacji. W Klubie Zaścianek byłem po raz pierwszy. Wcześniej miasteczko AGH kojarzyło mi się głównie ze Studio, w którym swego czasu byłem choćby na Therionie. Cóż, studentem nie jestem od 2010 roku a na AGH i tak nie studiowałem. Mniejsza o to. Sam klub z zewnątrz sprawiał wrażenie mocno kameralnego ale w środku miejsca było w sam raz. A publiczność jak można się było spodziewać dopisała. Ludzie w różnym wieku tłumnie stawili się już o 20-ej, gdy na scenie pojawił się support w postaci warszawskiego Fright Night.
Klub skąpał się w zimnych, niebieskich światłach a przed nami pojawilo się czterech ubranych na czarno, w obowiązkowych czarnych okularach dżentelmenów. Rozpoczęła się Noc Wampirów, jak brzmiał tytuł jednej z fajniej zagranych na koncercie kompozycji. Ogólnie to była moja pierwsza styczność z kapelą (nie licząc kilku odsłuchów w streamingach kilka dni przed koncertem) i bawiłem się dobrze. Muzyka w klimatach gotycko-punkowo-doomowych przywodziła na myśl najbardziej październikową kapelę świata, czyli niezapomniane Type O Negative. Wokalista sprawnie operował swym głębokim głosem okazjonalnie wchodząc w wysokie rejestru i piski a la King Diamond. Nic dziwnego, sam nosił bowiem pod skórzaną kurtką T-Shirt "potężnego Duńczyka". Publiczności też się podobało, choć nie była to może muzyka do szalonego headbangingu a do punurego tupania nóżką. Szał pojawił się na koniec, gdy warszawiacy odegrali Dig Up Her Bones, gotyckiego klasyka od Misfits.
Wszyscy widzieli jednak, że to będzie tylko przystawka przed daniem głównym. O 21 klub wypełnił się już po brzegi a na scenie przy dźwiękach intra do monumentalnego utworu Gotika zameldowali się nasi czescy bohaterowie. Myliłby się jednak ten, kto liczył na odegranie w całości tytułowego utworu z drugiej płyty "trzynastek". Zamiast tego otrzymaliśmy idealny na wejście, synthowo-rockowy banger Fatherland. Już po chwili wszyscy skandowali w refrenie tytułową frazę, co bardzo fajnie prowadził basista kapeli, Miroslav Palecek. Takich momentów było zresztą więcej. Widownia świetnie znała teksty utworów i naprawdę, chóralnie odśpiewywane gotycko rockowe hity nabierały jeszcze większej mocy. Co ważne, praktycznie każdy album zespołu miał swojego przedstawiciela w setliscie. Od debiutanckiego Amuletu po wydany rok temu Noc vlku. Z tego właśnie krążka pochodzi bardzo ważny dla mnie, a przede wszystkim dla panów Stepan, wokalisty Petra i perkusisty Pavla. Mowa oczywiście o Muj bratre, muj, poświęcony braterskiej więzi łączącej obu muzyków. Tym bardziej fajnie było go wysłuchać i zaśpiewać u boku swojego własnego brata. Wiadomo natomiast, że w setliście zespołu, który nagrał kilkanaście płyt może zabraknąć utworów, na które najbardziej czekaliśmy. Mnie osobiście brakowało trochę epickiego Transilvanian Werewolf czy dynamicznego Vampyres ale przy poziomie wybranych przez zespół utworów nie zamierzam narzekać. Ważne, że pojawiła się przepiękna (a w wersji koncertowej przyprawiająca o dreszcze) Elizabeth, odśpiewana wspólnie od pierwszych do ostatnich nut. Największe jednak wrażenie zrobił na mnie utwór pochodzący z płyty Vendetta, jednej z dwóch które najsłabiej znam. Rozpoczęła go od hipnotyzującej partii syntezatorów grająca na klawiszach, zjawiskowa Andrea Kozen. Potem weszła perkusja i gitary, w tym budujące napięcie slide'y Petra po gryfie a jak przyszło do refrenu to Poslednie letadlo do Buenos Aires unosiło się po całym Zaścianku. Koncert wieńczyły wspomniana już Elizabeth, mroczny Upir s houlsemi i akustyczne Ruze a kriz z debiutu. Po ostatnim dźwięku jeszcze długo dziękowaliśmy zespołowi za wspaniały wieczór aż w końcu pełni niezapomnianych wrażeń udaliśmy się do domów.
Do dziś gdy myślę o sobotnim wieczorze wracają do mnie te wszystkie emocje, klimat muzycznych misteriów a matowy głos Petra Stepana rezonuje mi w głowie aż miło. Cieszę się, że mogłem zobaczyć na żywo XIII. Stoleti, jeden z zespołów, które w pewien sposób wpłynęły na ukształtowanie się mojego muzycznego gustu. Tak więc jedno z muzycznych marzeń spełnione, czas więc na kolejne.
A czy ktoś z Was był też tego dnia w Zaścianku albo w przeszłości uczestniczył w koncercie Stoleti? Piszcie o swoich wrażeniach a ja zostawiam jeszcze koncertową set, wróć playlistę z utworami zabranymi w sobotę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz