Zakończony wczoraj tydzień przyniósł mi tylko dwie interesujące premiery. Nie oznacza to oczywiście, że muzycznie się nudziłem. Zobaczmy więc przy których płytach najprzyjemniej spędzałem ostatnio czas.
Greyhawk - Warriors of Greyhawk - gdy Cruz del Sur wydaje jakaś płytę, jedno jest pewne - będzie epicko. I tak jest też tutaj - a wszystko w stylu amerykańskiego heavy/powera
Overkill - W.F.O. - album zaliczany do grona tych, dzięki którym thrash metal przetrwał lata 90e. Mocny wpływ groove metalu, ciężar, hałas i ten dudniący bas robią swoje
Mago de Oz - Finisterra - moja ulubiona płyta hiszpańskich folk/power metalowców i jeden z niewielu podwójnych albumów w ich dyskografii który trzyma równy poziom od początku do końca
Wazzara - Arbor - nowa płyta post-black metalowego zespołu, na czele którego stoi Barbara Brawand, równocześnie bardziej ekstremalna i bardziej eteryczna od udanej i l uubianej przeze mnie poprzedniczki
Abraham-Baker-Lyndon - Where Do We Go From Here - wspólna płyta uznanych w świecie prog-rocka muzyków czekała 16 lat na publikację. Dobrze się stało, bo jest to muzyka, której słucha się naprawdę przyjemnie
Aeon Gods - Reborn to Light - niemieccy piewcy prastarych bóstw wracają z nowym albumem. Tematycznie to zmiana Mezopotamii na Egipt, stylistycznie po staremu - symfoniczny power nagrany i zagrany z rozmachem
Nightstalker - Return From The Point of No Return - stoner/doom którego nie powstydziłby się Black Sabbath ze swych najlepszych lat
Big Big Train - Woodcut - ciekawy concept, ciekawa płyta choć w ostatnim tygodniu głównie słucham jednej kompozycji - Counting Stars ze swym spokojnym ale trafiającym w czułe punkty duszy klimatem
Shoo Bee Doom - Devil's Dance - znacie swing metal? Teraz już tak i mam nadzieję, że tak jak mi dajecie się wciągnąć w "diabelskie tany"
Vandor - The Ember Eye Part II: The Portal Of Truth - Szwecja znana jest z solidnej power metalowej sceny i trzecia płyta Vandora jest tego dobrym potwierdzeniem
REZN - Calm Black Water - trochę zaniedbywałem drugą płytę tej stoner/doomowej kapeli ale gdy głębiej się w nią wsłuchałem poczułem cały ten przytłaczający ciężar, niczym ciśnienie na dnie oceanu - bo też i nautycka tematyka tutaj dominuje
Edguy - Theater of Salvation - power metal lat 90-ych miał w sobie to coś, tę niezwykłą magię która jakoś ulotniła się w połowie pierwszej dekady obecnego stulecia
Great Ooze - The Vast and Howling Wilderness - psychodeliczne, slowcore'owe granie, w którym czuje się silne echa klasyki gatunku z lat 60. i 70.
Sundecay - The Blood Lives Again - epicki, przytłaczający i psychodeliczny doom metal, rozkręcający się z każdym kolejnym utworem by "zmieść nas z planszy" przejmującym finałem
Ten - X - udany debiut jednego z najciekawszych hard-rockowych składów (z delikatną nutką progresji)
Running Wild - The Brotherhood - na tym albumie znajdziemy Pirate Song, pierwszy utwór zespołu jaki kiedykolwiek słyszałem. Pozostałe 9 nie zapada już tak w pamięć to dla samej "pieśni piratów" warto czasem do niego wrócić
Soen - Reliance - można powiedzieć, że to typowy album Soen, co może być zarówno plusem jak i minusem - w tym tygodniu u mnie na plus
Skiltron - Into the Battleground - celtycki power metal z Argentyny który za sprawą Lion Rampant zwrócił moją uwagę już lata temu. I nadal fajnie tego posłuchać.
To już wszystko na dziś. Trochę późno ale mam nadzieję, że zaciekawi Was i dacie znać, jak Wam minęły ostatnie dni. A poniżej playlista:
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz