Jutro kończy się miesiąc ale ilość planów jakie mam na sobotę czy niedzielę może trochę wikłać mi pracę nad podsumowaniem miesiąca. Pozwólcie więc, że trochę awansem przedstawię Wam najczęściej słuchanych w tym okresie wykonawców, wraz z krótkim komentarzem, za co ich aż tak polubiłem.
Vandor - za szybki, melodyjny, epicki ale nie nadmiernie cukierkowy power metal w stylu starej, dobrej, europejskiej szkoły.
Big Big Train - za kolejną porcję muzyki subtelnej i refleksyjnej, mającej coś do przekazania i zaprezentowania swoimi dźwiękami i układającymi się w jeden, dotyczący roli artysty koncept
Zaułek - za jednocześnie chłodny i pełen pasji, subtelny i ironiczny, baśniowy i "miejski" rock alternatywny z nutą shoegaze'u, cold wave'a i elektroniki
Nightstalker - za "najnowszą płytę Black Sabbath" bo trudno uwolnić się od wrażenia, że panowie wzorce czerpane od mistrzów wzięli głęboko do serca i twórczo rozwinęli
Greyhawk - za pokazanie, że nawet obracając się w ramach tradycyjnego heavy/us powera można stworzyć muzykę, w która nie tyle jest zakorzeniona w przeszłości, co tę przeszłość ackeptuje i odpowiednio modernizuje by zadowolić współczesnego słuchacza
Abraham-Baker-Lyndon - za nostalgiczny, "piosenkowy" neo-prog typowy dla lat 90-ych - wszak wydana niedawno Where Do We Go From Here nagrana została już kilkanaście lat temu i dzięki polskiej OSKAR Records ujrzała światło dzienne
Wazzara - za eteryczną atmosferę i nastrój tajemniczości jaki udało się wykreować dzięki post-black metalowej/blackgaze'owej estetyce na kolejnej, ciekawej płycie szwajcarskiego zespołu
Shoo Bee Doom - za heavy metalowy dancing jaki fundują nam swoją zapatrzoną w tradycję swingu debiutancką płytą
Aeon Gods - za to, że na swojej drugiej płycie miłośnicy starożytnej mitologii z Niemiec nie tylko powtarzają schematy, które zagrały na "jedynce" ale i potrafią je twórczo rozwinąć
Sundecay - za potężny, przygniatający i epicki doom metal, który przetacza się po słuchaczu niczym walec, rozbija emocjonalnie na kawałki ale po wszystkim człowiek wychodzi scalony i z poczuciem niezwykłego katharsis
Ten - za całokształt twórczości tego bardzo interesującego hard-rockowego zespołu, a w szczególności za klasykę gatunku w postaci debiutu, szczerego, łatwo wpadającego w ucho i sygnalizującego już pomału, w jakim kierunku pójdzie twórczość Gary'ego i ekipy
Resoraki - za Oceany, nowy album, na którym rock alternatywny bardzo dobrze przenika się z progresją, za sześć ciekawych utworów ale przede wszystkim za Osiem minut po wybuchu słońca - epicką kompozycję, która swym spokojnym ale nieubłaganym zwiastowaniem apokalipsy powala z nóg
Wymieniona dwunastka, to oczywiście tylko ci najbardziej wyróżniający się. Nie mogę nie wspomnieć też o moich thrash metalowych idolach czyli Overkill. Dużo emocji dał mi też odsłuch nowego albumu slow-core'owego Great Ooze czy EP-ki prog-rockowo-metalowego Spherical trochę może zawiodło za to symfoniczno metalowe Edenbridge (choć i tu trafiła się perełka). Jak zawsze sporo było u mnie powera, tak tego najbardziej znanego i klasycznego (Theater of Salvation Edguya), nowoczesnego choć o bardzo klasycznym rodowodzie (dosłownie) w postaci Induction czy naładowanego dudami i szkockim duchem, choć tworzenego w Argentynie przez zespół Skiltron.
Luty był to naprawdę fajny muzycznie czas i jeśli chcecie raz jeszcze przeżyć ze mną te wszystkie emocje, zostawiam Wam playlistę z trzydziestką najczęściej słuchanych utworów. Mam nadzieję, że Wam się spodobają. Czekam też na Wasze podsumowania, komentarze czy last-fm-owe kolaże.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz