poniedziałek, 2 lutego 2026

25.01-01.02.2026

 


Jak co poniedziałek pora na podsumowanie tygodnia, tym razem zmuszony jestem przygotować nieco skróconą wersję (dość intensywny dzień dziś u mnie) ale mam nadzieję, że nikt z artystów towarzyszących mi przez ostatnie 7 dni nie zostanie pominięty.

Zacznijmy od reprezentanta powiatu oświęcimskiego. Alt rockowy Zaułek poznałem dwa lata temu dzięki audycji W zimnej toni prowadzonej przez wokalistkę (nomen omen) TONi, Monikę Adamską-Guzikowską. Już pierwsza EP-ka z cudownymi Oczami ze szkła chwyciła mnie za serce i bardzo często wracałem do tej poetyckiej, trochę zimnej muzyki. Czy W lustrach anten dorównały jakością czteroutworowej poprzedniczce? Jak najbardziej, jeszcze jak! Rodzeństwo Boińskich et al. pokazało światu nieco dojrzalszą wersję siebie, nie tracąc przy tym nic ze swej tożsamości. Z ośmiu znajdujących się na longplayu numerów co najmniej dwa już trafiły do grona "moich ulubionych" a czuję, że to dopiero początek pięknej przygody, jaką mam zamiar przeżywać przy każdym odsłuchu albumu. 

Innym przedstawicielem rodzimego "niezalu" (bo rock progresywny raczej nie jest gatunkiem mainstreamowym) jest grodziski Spherical. Sami mówią o sobie "rockowo metalowa poezja progresywna" i trafiają tym w sedno. Na nowej, drugiej już w katalogu EPce zatytułowanej Drugie Spojrzenie w Siebie teksty grają bardzo ważną rolę. Świetnie brzmią np. Przebiśniegi, w których erotyzm ujęty jest w sposób baardzo daleki od banału. Dodając do tego klimatyczną muzykę i mamy kompozycję potrafiącą dosłownie pochłonąć słuchacza bez reszty. 

To były dwie z czterech nowości w dzisiejszym artykule. Pozostałe dwie to już muzyka zagraniczna i power metal. Po pierwsze Black & Damned i ich płyta numer trzy - Resurrection wydana w marcu zeszłego roku, przez wielu recenzentów uznana za jeden z albumów miesiąca. Korzystając z małej liczby styczniowych premier postanowiłem nadrobić trochę power metalowych zaległości i to już kolejne warte uwagi wydawnictwo. Jest tu ciężar, mrok i trochę progresji przez co na album trzeba poświęcić kilka godzin więcej ale jest to wysiłek wart świeczki.

Przeciwnie szwedzki Vandor - klasyczny melodyjny power, wierny zasadom sztuki, nie próbujący na siłę być czymś więcej. I to w tym wszystkim jest super, bo wrażenia z odsłuchu drugiej części The Ember Eye są porównywalne z tymi jakie swego czasu miałem w latach dwutysięcznych przy kontakcie z takimi tuzami metalu jak Stratovarius, Sonata Arctica czy Edguy.

Skoro już o Edguyu, z wielką przyjemnością wróciłem sobie do ich starych płyt (sprzed 2006r) a zwłaszcza do Theater of Salvation - i choć doceniam to co Tobias później osiągnął to jednak pierwsze krążki mają w sobie magię, której próżno szukać później.

Z pierwszej dekady XXI wieku pochodzi też debiut zespołu Dawn of Destiny zatytułowany po prostu Begins. Do tej pory jakoś pomijałem ten krążek i dopiero w styczniu, gdy odświeżyłem sobie ich dyskografię okazało się, że w niczym nie ustępuje późniejszym dziełom (jak choćby Of Silence zaczynający się od epickiego We Are Your Voice). Szczególnie przejmujący Alone at Night robi wrażenie a Tanja Maul pokazuje w nim pełnię swojego głosu. 

Poza tym trochę nowości i (pięknych) staroci - Sands of Eternity z najlepszym albumem przełomu 25/26, Freedom Call z jednym z dwóch najlepszych krążków z ich dyskografii ever (Masters of Light) czy polski akcent w postaci nowej EP Asterise.

Z pozostałych mamy m.in. legendy thrashu - tym razem Megadeth, do którego coraz bardziej się przekonuję. Początkowo byłem raczej team-krushers ale elektryczność nowej płyty kapeli Mustaine'a to coś czym zdecydowanie wygrywa z Kreatorem. Zobaczymy co będę gadał za miesiąc lub dwa, który album wygra tę próbę czasu.

Pojawiał się też metal symfoniczny w różnych wersjach, ten bardziej teatralno-operowy od Coronatus i ten bardziej metalowo-przebojowy (Beyond the Black). 

Następnie trochę doom metalu i to obowiązkowo "atmosferycznego" choć do budowania tej atmosfery służą różnym zespołom różne środki. Enshine tworzy ją przez gotyckie symfonie i melodeathowe harmonie wokalne a Remina oferuje nam bardzo eteryczną, rozmytą shoegaze'owymi impresjami muzykę. Jako wielki fan wokalu Heike możecie być pewni, że do płyt tej formacji wracać będę jeszcze nieraz.

Co akapit wymieniam kolejne podgatunki metalu a są grupy, które mają swój własny styl, który ciężko zdefiniować. Tak jest w przypadku Cold Night for Aligatora, które w zależności od portalu jest opisywane jako prog-metal, math-rock czy djent (ale czy djent to gatunek?). Jakby nie było liczy się to, że czas spędzony przy ich twórczości a zwłaszcza najnowszej płycie, With All That's Left to prawdziwa uczta dla uszu. A o to chyba chodzi przede wszystkim.

Na koniec ostatnia z jak dotąd wydanych płyta Cats In Space. Na Time Machine ponownie mamy mieszaninę gitarowego grania na AORową modłę, queenowych harmonii wokalnych, bigbandowych klimatów i odrobiny brytyjskiej progresji. Jest pompatycznie, melodyjnie ale i ciekawie. I choć moje ulubione utwory to odpowiednio numer 1 i 2 na trackliście, to Time Machine jako całość oceniam bardzo solidnie i nie czuć wcale znudzenia przy słuchaniu od deski do deski.

Poniedziałek pomału się kończy a ja kończę artykuł. Pamiętajcie by napisać jak Wam minął tydzień a użytkowników serwisu streamingowego z zielonym logiem zapraszam do odsłuchu tygodniówkowej playlisty.


Playlista: 01.02.2026


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze