Tydzień polski w Mojej Muzycznej Kronice już za nami. Tak można go w sumie ocenić, bo nawet na obowiązkowej tygodniowej playliście na 30 utworów aż 11 nagrali rodzimi artyści. I to właśnie od nich zaczniemy dzisiejsze podsumowanie.
Dziewczyny z krakowskiego lor to od kilku lat mój ulubiony wykonawca muzyki bliskiej mainstreamowi, choć stoję na stanowisku, że gdybyśmy mieli tylko taki mainstream to zdecydowanie częściej słuchałbym największych rozgłośni radiowych. Elementy rockowe, popowe i folkowe przeplatają się tu w różnych proporcjach, teksty w sposób nadzwyczaj trafny opowiadają o najbliższych człowiekowi emocjach a melodie potrafią zagnieździć się w głowie na długo. Aktualnie sporo czasu spędzam przy jeszcze świeżej pele-mele, z której polecam Wam do odsłuchu aż 4 numery - romantyczne, subtelne i (zwłaszcza co-star) przewrotne.
Również 4 utwory na dzisiejszej playliście pochodzą z dyskografii zespołu o zgoła odmiennej prowieniencji. Turbo to znana chyba wszystkim legenda polskiego metalu. Od 28 lutego i ich koncertu w Krakowie wracam do tej muzyki bardzo regularnie. Co ciekawe, spodziewałem się, że będę katował głównie przełomową Kawalerię Szatana a to najnowszy krążek, młodsze o 39 (!) lat Blizny, również odegrany wówczas w całości, nie może mi wyjść nadal z głowy. Ale to nie wszystko. Wspomniany event przypomniał mi też o istnieniu płyty Awatar, najbardziej chyba kontrowersyjnej w dyskografii poznańskiej ekipy. Nielubiana zbytnio przez ówczesnego wokalistę, dla innych za nowoczesna, dla innych za komercyjna - gdy zapoznać się z nią bliżej, okazuje się, że ma swoje plusy. I jest ich sporo. Czytałem kiedyś wywiad z liderem zespołu, Wojciechem Hoffmanem, w którym mówił, że zawsze starał się trzymać światowych trendów, iść do przodu. Tak też było z wydanym w 2001 roku albumem, który dla fanów Turbo był nie przymierzając tym, czym Diabolus dla wyznawców Slayera. Jak mogliście przeczytać tu niecały rok temu, ja slayerowego "diabełka" polubiłem, coraz bardziej zaczynam się też przekonywać do turbowego Awatara. Jest w nim jakaś taka pierwotna energia, hałas i melodyka, która potrafi do mnie przemówić.
Pozostali polscy wykonawcy, o których dziś pragnę wspomnieć to m.in. Resoraki mające na koncie nowy album, wydane na początku lutego Oceany. Początkowo byłem pod wrażeniem epickich, w całości wyrecytowanych Ośmiu minut po wybuchu Słońca ale po kilku tygodniach znajomości to jednak Mróz i drzewo morwy ze swym poetyckim tekstem, prawie namacalnym chłodem i melancholią stał się absolutnym numerem jeden.
Następnie mamy rasowe psychobilly i warszawski Psycho Beets. Może ktoś z Was pamięta moje wpisy z początku działalności tej strony ale wspominałem w nich, że najbardziej lubię ten gatunek w wersji z kobiecym wokalem. Niestety ostatnio muzyka ta przeżywa spory regres. Zespoły kończą działalność lub zmierzają w stonę punku czy hardcore'a. Na szczęście mamy polskiego przedstawiciela tego nurtu a za mikrofonem nie stoi jedna, a dwie utalentowane wokalistki. Cieszy mnie to niezmiernie a dostępny od piątku w streamingach drugi album kapeli zatytułowany Horrendum coraz częściej gości w moich głośnikach.
Drugie wydawnictwo na swym koncie od kilku dni ma też space rockowy duet Piglets DDeep Forest. Dwa lata temu narobili trochę zamieszania płytą DDeep in Time, której teksty oscylowały wokół mechaniki kwantowej i innych czysto fizycznych pojęć. Teraz wracają z nowym krążkiem zatytułowanym DDeep in Soul i ten tytuł ma sens. Muzyka na nim zawarta, mimo swej zdawałoby się oszczędnej formy i treści potrafi poruszyć duszę. Ile tam melancholii, nostalgii, nieukojonego żalu i rozpaczy. Kilkunastominutowe kompozycje niosą z sobą taki ładunek, że nim się człowiek obejrzy a już mija ta godzina z hakiem i trzeba zaczynać odsłuch od początku. I mimo tych wszystkich trudnych emocji, nie można się temu oprzeć.
Kącik polski już za nami, teraz czas na "international level". To oczywiście żart z długą historią, uważam bowiem że nasz rock i metal w niczym nie ustępuje zagranicznemu. Ale fakt, faktem, w kategorii power metalu nasi zachodni i północni sąsiedzi mają większe osiągnięcia i dłuższą historię.
Niemieckie Aeon Gods, szwedzki Vandor czy fiński Gladenfold - cała trójka wydała w tym roku bardzo udane albumy, do których wracam bardzo często i z wielką przyjemnością.
Do tego grona próbuje od dwóch tygodni przebić się inna fińska kapela - Metal de Facto. Cieszę się, że mogłem w końcu więcej czasu poświęcić drugiej części Land of the Rising Sun, poświęconemu kulturze Japonii albumowi, wydanemu 6ego marca. Podobnie jak jedynka jest przyjemna w odsłuchu, można pomachać głową do takich bangerów jak Gojira ale mimo wszystko, serce nadal najmocniej bije przy debiutanckim Imperium Romanum z 2019 roku.
Mniej power a bardziej melodic metalowy jest drugi album projektu Angus McSIX (and the All-Seeing Astral Eye). Choć sam Angus jest tu tylko w nazwie, bowiem miejsce Thomasa Winklera, oryginalnego Angusa (i tego McSIX i McFyfe z Gloryhammer) zastąpił jego "młodszy brat" książe Adam. I to utwór prezentujący nowego głównego bohatera, I Am Adam McSIX po pierwszych odsłuchach zapadł mi najmocniej w pamięć.
Czas na metal zagłady, choć jak pokazał ostatni tydzień, doom metal to nie jest gatunek zagrożony wyginięciem. Najważniejszym wydarzeniem minionych dni była premiera Cold Heavens pierwszego singla zapowiadającego najnowszy krążek Draconian i zarazem pierwszego po powrocie Lisy Johansson do roli wokalistki. Pytałem w czwartek na Facebooku, który z singli niemal na pewno trafi do podsumowania tygodnia. Odpowiedź może być tylko jedna. Ta ciężka i melancholijna kompozycja, z pełnym dramaturgi występem Lisy rozgniata na miazgę.
Wielu z moich kolegów po fachu zasłuchiwało się ostatnio nowym krążkiem grupy Black Lung. Ja się niestety nie przekonałem ale, że natura nie znosi próżni to zachwyciłem się inną kapelą z "płucami" w nazwie. I nie, nie są to "zielone płuca", które tez uwielbiam ale pochodzące z odległej Pensylwanii Purple Lung. W skrócie można ich muzykę opisać jako epicki, fantasy stoner/doom, trochę może i w stylu Castle Rat, choć ja bym bardziej poszedł w kierunku bardziej stonerowej wersji Smoulder. Sprawdźcie zresztą sami, na playlistę trafiły dwa utwory kwartetu.
Rok 2023 zdecydowanie należał do stoner/doomowego REZN. Najpierw świetnie przyjęta płyta Solace (jedna z dwóch najlepszych ever) a następnie, po kilku miesiącach równie intrygujący splut z Vinnum Sabbathi. Na Silent Future możemy zobaczyć bardziej eteryczne, czasem nawet zahaczające o ambient oblicze zespołu, głównie za sprawą drugiej odpowiedzialnej za wydawnictwo grupy. Vinnum Sabbathi specjalizuje się w instrumentalnych stoner/doomowo/psychodelicznych pasażach, co w połączeniu z hipnotyzującymi melodiami REZN daje nam niezwykłe połączenie.
Z pozostałych przedstawicieli doom metalu leciał oczywiście też "wolniejszy i głębszy" Froglord ze swoją charytatywną EP-ką, z której zysk przeznaczony zostanie na wspieranie dzikiej przyrody. Było też trochę dłuższych i bardziej majestatycznych doomów w wykonaniu gruzińskim funerałów z Ennui i kanadayjskich psychodelików z Sundecay, którzy epickością kompozycji mogliby konkurować z takimi tuzami epic doomu jak choćny The Atlantean Kodex.
Jeśli chodzi o black metal, to wrócił chwilowo do łask ale nie w czystej formie. Dwie kapele, po które ostatnio sięgałem usadowiły się po zdecydowanie przeciwległych stronach czarno-metalowego spektrum. Z jednej strony belgijskie Ancient Rites i epicki, symfoniczny pagan/folk/viking black z wydaną w 2001 roku Dim Carcosa na czele a z drugiej ukraiński Semargl, który na (mojej ulubionej) Ordo Bellictum Satanas odchodzi już od surowego blacku w stronę tego, co na kolejnej płycie przyjmie w pełni kształt "satanic pop metalu".
Pop metalem nazywno kiedyś hair metal, pewnie ze względu na ilość radiowych przebojów jakie generowali przedstawiciele nurtu. Przebojowo i w duchu lat 80-ych gra też niemieckie Violet i to ich najnowsza EP-ka pt. Silhouettes broni honoru melodyjnego, gitarowego grania w dzisiejszym artykule.
Muzyczne odbicie dzisiejszego podsumowania jak zwykle prezentuje dołączona do wpisu playlista. Miłego odsłuchu i czekam na Wasze podsumowania :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz