NAJCZĘŚCIEJ SŁUCHANY UTWÓR
Sands of Eternity - 6000 - trafiłem na ten zespół zupełnie przypadkowo. Zaciekawiony wpisem na innym muzycznym blogu wyszukałem tytułowy utwór z płyty The Six Thousand w internecie, wcisnąłem play i wyszedłem z psem na spacer. Grudniowa noc, siarczysty mróz a w mojej głowie rozpętało się prog-powerowe szaleństwo. Takiej epickiej, stopniowo rozpędzającej się muzyki było mi trzeba. Tej samej nocy słuchałem jej w kółko i gdybym tylko poznał ją wcześniej to z miejsca trafiłaby do mojej rocznej topki.
NAJLEPSZE ALBUMY KWARTAŁU
Zima nie kojarzy się nam zbytnio z power metalem. To jednak w tym gatunku objawiło nam się sporo świetnych premier. Wspomniana powyżej płyta greckiego Sands of Eternity co prawda jest dzieckiem bardzo późnej jesieni ale u mnie było to niesamowicie udane otwarcie Nowego Roku. Nieszablonowe, epickie ale i melodyjne granie, w taki właśnie trochę szorstki grecki sposób pochłaniało mnie przez pierwsze tygodnie roku a i teraz lubię do niej wrócić. Nie mogę też nie wspomnieć o wydanych odpowiednio pod koniec stycznia i lutego The Ember Eye Pt. II: The Portal of Truth szwedzkiego Vandor i Reborn to Light miłośników starożytnych mitologii z Aeon Gods. Nie można też zapomnieć o mocniej wpadającym w melodeath Gladenfold, którego album Soulbound to również jedna z najlepszych premier ostatnich kilku tygodni.
Zimowe wieczory, przy słumionym świetle lampki nocnej, gorącej czekoladzie i ciepłym kocu to też dobry czas na refleksję czy kontemplację zawiłości muzyki, zwłaszcza progresywnej. W tym czasie najważniejszą premierą był Woodcut, pierwszy concept album w długiej historii legendy gatunku, zespołu Big Big Train. W miejsce długich i skomplikowanych kompozycji, muzycy postawili na krótsze, bardziej piosenkowe formy przeplatane licznymi muzycznymi interludiami, uzyskując chyba zamierzony efekt. Album ciekawi od pierwszej do ostatniej nuty. Pod tym względem niewiele ustępuje mu The Orphan Epoch jednoosobowego projektu comsograf, wydany co prawda dobre pół roku temu ale po pojawieniu się w streamingach sięgnąłem po niego raz jeszcze. I z podobnym, jak najlepszycm skutkiem. Nie spodziewałem się też że porządnego przedstawiciela progresywnego rocka znajdę w dalekiej Malezji. Każdy rockowy podróżnik powinien sobie obczaić twórczość projektu Martin Vengadesan and the Stalemate Factor a zwlascza ostatni akt pod tytułem The Rook's Siege. Intrygującą historię ma natomiast Where Do We Go From Here - jedyny krążek prog-rockowej supergrupy Abraham-Baker-Lyndon, nagrany wiele lat temu a wydany dopiero teraz, dzięki zaangażowaniu kilku pasjonatów z... tak, z naszego kraju.
Polska muzyka alternatywna zresztą też wydała tej zimy niejedną ciekawą płytę. Szczególną sympatią zapałałem do dwóch. Pierwsza to W lustrach anten, na której około-oświęcimski Zaułek pokazuje swoje własne podejście do poetyckiego, trochę shoegaze'owo rozmytego a trochę buntowniczego rocka. Jeśli chodzi o drugą pozycję, są nią Oceany - piąte już wydawnictwo w dorobku grupy Resoraki, którego mocną stroną jest umiejętność malowania pełnych emocji, choć nieoczywistych muzycznych pejzaży, czasem bardziej bezpośrednich, czasem ukrytych pod subtelnymi metaforami.
W Warszawie odbywa się od kilku lat impreza o nazwie December's doom. A czy January, February i March w Muzycznej Kronice też były pełne doomu? Jak najbardziej, choć nie w takiej ilości jak powera. Grzech jednak byłoby nie wspomnieć o czarnogórskim Dvoeverie, wyraźnie inspirujących się "iconowymi" Paradajsami (album Byrdcynn). Bardzo udany powrót zaliczyli też eteryczni death/doomowy z Enshine na Elevation i prezentujący romantyczną odmianę gotyku For My Pain..., o których jeszcze wspomnę dwa słowa potem.
Z pozostałych gatunków szczególnie warte uwagi jest Cold Night For Aligators, które w sumie ciężko zaliczyć do jednego gatunku. Prog, math czy alternative metal zagrany w baaardzo chłodnym stylu ma to coś, co intryguje i nie pozwala się oderwać nawet na chwilę. Sporo też thrashowałem w tym okresie i wiem, że najgorętszym tematem wśród miłośników tego podgatunku była nowa płyta Kreatora. Ja, i powtarzam po raz kolejny, nieoczekiwałem od Krushers of the World żadnego przełomu a to co dostałem tych oczekiwań nie zawiodło. Dobra, solidna płyta ale bez przebłysku geniuszu, który mimo równie długiej kariery w XXI wieku nadal udziela się nowojorskiemu Overkill. Dla przykładu podam chociażby krążek The Electric Age, będący moim absolutnie numerem jeden w całej dyskografii tej grupy.
Odchodząc już całkiem od nowości dodam tylko że koniec grudnia aż do połowy lutego poświęciłem na wyprawie w kosmos z dyskografią hard-rockowego, przebojowego Cats in Space.
NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE
Największym zaskoczeniem był zdecydowanie powrót fińskiej gothic metalowej grupy For My Pain... Jeszcze w 2023 roku pisałem o nich w artykule o "Bohaterach Jednego Albumu" a tu cyk, w styczniu 2026 roku wychodzi druga płyta zatytułowana Buried Blue i jest to powrót z wielką klasą. Kilkanaście lat jakie upłynęły od debiutu w niczym nie złagodził zdolności muzyków do zamykania w swej twórczości prawdziwej mrocznej melancholii.
NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE
Nie było ich tak wiele (i za takie nie uważam wcale Krushers... wiadomego zespołu). Myślę jednak, że po tylu latach nałogowego słuchania muzyki człowiek już na etapie wybierania płyt do przesłuchania robi sobie konkretną selekcję, stąd trudniej o duże rozczarowania. Z drugiej strony są artyści od których oczekiwałem więcej i dobrym przykładem jest symfoniczno-metalowe Edenbridge. Ich nowa płyta Set the Dark on Fire zaczyna się od epickiego, pełnego mocy The Ghostship Diaries a później stopniowo ten ogień znika w ciemnościach. Innym przykładem może być Soen, kiedyś powiew świeżości w prog-metalowym świecie a dziś uznana kapela grająca swoje. Swoje i nic więcej. Rozczarowały mnie też dwa pierwsze single promujące nowego Exodusa ale kilka dni temu pojawił się Promise You This, który sieknął mnie mocno więc całego Goliatha nie spisuję jeszcze na straty.
NAJWIĘKSZE ODKRYCIA
W zasadzie o każdym z nich już pisałem wcześniej, bo i power metalowe Sands of Eternity i wielogatunkowe Cold Night for Aligators zostały już przeze mnie w samych superlatywach scharakteryzowane. Jest jednak debiutująca dosłownie przed chwilą kapela, która może być odkryciem roku w polskim rockowo-metalowym niezalu i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że kolejne podsumowania - tygodnia, miesiąca, kwartału a może i roku będą należały do nich. Mowa oczywiście o lubelskich (choć z sandomierskimi akcentami jeśli dobrze zgaduję) Źrenicach!
OCZEKIWANA NA PRZYSZŁOŚĆ
Patrzę sobie teraz na listę płyt, na które najbardziej czekam i mam taką refleksję, że po thrashowy/powerwolf/progresywnej zimie czeka nas również powerowa ale zdecydowanie bardziej zadoomana wiosna. Choć myślę, że jak zwykle trafi się ktoś spoza mojej prywatnej muzycznej bańki i nawet jeśli nie wywróci w pełni stolika to chociaż patelni nie ukradnie ;)
Power Paladin - Beyond The Reach Of Enchantment - 27.03
Victorius - World War Dinosaur - 17.04
A Dream Of Poe - Katabasis: A Marriage Among Ashes - 24.04
Fuzzing Nation - Under the Sun - IV. 2026
Black Sites - For Eternity - 06.05
Crashdïet - Art Of Chaos - 08.05
Draconian - In Somnolent Ruin - 08.05
Elder - Through Zero - 29.05
Evergrey - Architects Of A New Weave - 05.06
Triosphere - Oceans Above, Stars Below - TBA
PODSUMOWANIE
To wszystko na dziś. Żegnamy więc zimę i śmiało patrzymy w stronę nadchodzącej wiosny. Niech przyniesie nam dużo dobrej muzyki, nie tylko flower power metalu ale też soczystego doomu i barwnego jak łąka w kwietniu prog-rocka. A gdy coraz dłuższymi wieczorami dzień chylił będzie się do snu, poprośmy o odrobinę sennego shoegaze'a i eterycznego dreampopu. A ja, jak zwykle pod koniec artykułu zostawiam playlistę z 40-ma najchętniej słuchanymi przeze mnie w ostatnich trzech miesiącach utworami i pytam jak Wam upłynęły te ostatnie trzy miesiące.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz