Witam Was i zapraszam na podsumowanie tygodnia, w którym zima zetknęła się z wiosną i oficjalnie przekazała jej władzę nad światem. Moment przełomowy, ekwinokcjum, stan harmonii między światłem a ciemnością, między power a doom metalem, glamem a thrashem, pop-folkiem a viking blackiem... Czy aby na pewno? Sprawdźmy!
Pozwólcie, że zacznę od krążka, który zadebiutował kilka dni temu lecz już od dobrych paru tygodni wszystkie znaki na niebie i ziemi zapowiadały, że nadchodzi coś niezwykłego. Najpierw Endymion wzbudził ciekawość, zdradzając już pewien potencjał. Potem Neuroza nie tylko podtrzymała ale i jeszcze mocniej roznieciła płomień zaintrygowania, który z pełną mocą, blaskiem swych różowo-turkusowo-purpurowych ogni wybuchł dokładnie 18 marca. Tego dnia ukazało się Śnienie, pierwszy album lubelskich Źrenic, który, co tu dużo mówić, zmiótł mnie totalnie z planszy. Łącząca w sobie wiele różnych inspiracji, balansująca gdzieś między psychodelią, post-metalem czy nawet stonerowym folkiem, nieszablonowa muzyka ma zdecydowanie właściwości uzależniające. Po jednym odsłuchu, chcesz jeszcze i jeszcze, bo nie czujesz byś odkrył już wszystkie skrywane "pod powieką" tajemnice. I tak jak źrenica reguluje ilość światła padającą na siatkówkę, tak przy obcowaniu ze Śnieniem nasze duchowe źrenice muszą być bardzo czujne, by nie zatracić się w nim na amen.
Jak widać Źrenice mocno zdominowały mą jaźń, nie oznacza to jednak, że zarzuciłem słuchanie innych rodzimych artystów. Nadal chętnie sięgam po naszą psychobilly'ową perełkę czyli groteskowo-horrorowe Psycho Beets czy też czwórkę dziewczyn z Krakowa, które nagrały piosenkę bez refrenu, której może i żadne radio nie kupi ale na playlistach Mojej Muzycznej Kroniki miejsce zagrzeje na dłużej czyli lor i pełne drobnych (albo i grubszych) złośliwości co-star.
Kolejnym zespołem, który dość nagle zawładnął mną w ostatnim tygodniu jest belgijski Ancient Rites. Przy okazji poprzedniego podsumowania pisałem, że sobie odświeżyłem ich, moim zdaniem, najbardziej udany album Dim Carcosa ale jak widać, to było tylko preludium. Łatwo bowiem przeskoczyłem też do wcześniejszego o 3 lata Fatherland. Tak więc na zmianę leciała więc raz jedno raz drugie wydawnictwo a ja kąpałem się w symfoniczno-ludowo-black metalowych, podniosłych hymnach.
W tym tygodniu dobiłem już do końca dyskografii stoner/doom/psychodelicznych geniuszy z REZN. Geniuszy, choć ich ostatnia płyta, Burden z 2024 roku w dniu premiery trochę mnie rozczarowała. Po świetnym Solace i intrygującym kolabo z Vinnum Sabbathi przyszła płyta w "ch stylu" ale jakby nieco pozbawiona duszy. Może nagranie trzech płyt w jednym roku to było za dużo, nie wiem. Coś się jednak przez te dwa lata zmieniło i nagle odnalazłem w Burden to, ćżego brakło mi wczęśniej. Może potrzebna była przerwa, nieco świeższe spojrzenie. Czy to jednak ważne? Liczy się dla mnie, że tym razem naprawdę potrafiłem czerpać z obcowania z Chasm, Indigo i resztą kompozycji pełnię przyjemności.
Różnych odcieni doom metalu było u mnie zresztą więcej. Z jego stonerowej odmiany powspominałem sobie Amerykanów z Pallbeare z niesamowitym utworem Caledonia na czele. Ale to ma klimat! Nie można też zapomnieć o dwóch albumach reprezentujących bardziej gotyckie oblicze metalu zagłady a których premiera miała miejsce w ten piątek. Pierwszy to Isle of Bliss fińskiego Hanging Garden, gdzie operowe kobiece wokale sąsiadują z niskim męskim growlingiem a całość skąpana jest w przytłaczającej ale jednocześnie dającej odrobinę oddechu symfonicznej melancholii. Dla miłośników Draconian et al. pozycja obowiązkowa. Embers natomiast to trzeci album bułgarskiego Velian, grającego mniej agresywnie, bliżej tradycyjnego heavy metalu ale bez opuszczania romantycznych rejonów emocjonalnego spektrum.
Piątek w ogóle był dniem ciekawych premier, również z rzadziej ostatnio u mnie goszczących gatunków. Na pewno wydarzeniem na skalę światową jest najnowszy album grupy Exodus. Legenda thrashu z Bay Area pierwszymi singlami nie porwała mnie zupełnie ale gdy pojawił się Promise You This zmieniłem zdanie. Dziś łupię ten kawałek regularnie ale czy Goliath obroni się jako całość, czy będzie to album jednego utworu - za wcześnie by wyrokować.
Nie jeden a dwa utwory zdążyłem polubić już z płyty Closer to the Sun, za którą stoi hard-rockowe Tyketto. Ta amerykańska kapela, której korzenie sięgają lat 80-ych i eksplozji popularności glam metalu udowadnia, że nadal potrafi pisać melodyjne, energetyczne i niebanalne zarazem numery. Duży plus za harmonijkę w Harley & Indians i za ten southernowy klimat w przebojowym Bad for Good. Muszę przyznać, że w kategorii hard-rock/AOR/glam metal jest to chyba pierwszy tak udany album w tym roku.
Dużo dobrego w tym roku dostali już miłośnicy power metalu. Ja jak wiecie się do nich zaliczam i cieszą mnie w dalszym ciągu takie albumy jak Reborn to Light grupy Aeon Gods i Soulbound mającego w sobie dużo z melodeathu Gladenfold. Szybkość, rozmach i melodyjność to kwintesencja gatunku a obie kapele pokazują, że z każdego z tych aspektów potrafią wycisnąć ile się da. Nowy krążek Angus McSix, nagrany w sumie już bez oryginalnego Angusa, wygląda przy nich trochę blado choć jeśli lubimy lekki i przebojowy metal potraktowany niezbyt serio to czemu nie, sam sobie czasem zanucę pod nosem 8-bitowy motyw z I Am Adam McSix czy pobaunsuję do techno-metalowego Ork Zero.
Gdy jednak potem pojawia się ochota na metal z krwi i kości, surowy i chłodny niczym stal to sięga bo weteranów US powera czyli Jag Panzer. W tym tygodniu remetalizowałem się przy pomocy dwóch płyt tego zespołu, Mechanized Warfare z przełomu stuleci i bardziej już współczesny The Deviant Chord.
A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Beyond The Black? Gdzieś pośrodku, gdyż poprzez te kilkanaście lat swojej aktywności i kilka docenionych przez publikę płyt niemiecka melodic/symphonic metalowa ekipa doczekała się pewnego miejsca w metalowym mainstreamie. I ja też lubię po nich sięgnąć, bo zamiast popadać to w jedną to w drugą skrajność warto czasem złapać chwilę równowagi. W końcu Równonoc tuż za nami.
Poniżej jak zwykle przekrojowa playlista dokumentująca moje muzyczne gusta z mijającego tygodnia. Miłego odsłuchu i dajcie znać, jak wam minęło te 7 dni? Pozdrawiam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz