Myślę, że w Poniedziałek Wielkanocny każdy z nas ma wiele innych spraw na głowie niż przegląd muzycznych podsumowań tygodnia. Postaram się więc z moich muzycznych statystyk wyciągnąć jak najwięcej konkretów a możliwie najmniej literackich ozdobników.
Nadal dominują u mnie Źrenice i ich niezwykły debiut Śnienie. Szkoda tylko, że mimo starań "naszego człowieka", płyta nie trafiła do marcowego zestawienia Doom Charts. Trafił tam natomiast, i to na wysokim czwartym miejscu Emerald Dawn kanadyjskiego Fangus. Ich psychodelicznych stoner w mocno vintage'owym stylu coraz bardziej mnie kręci. Nie dziwi mnie też wyróżnienie dla Greków z Fuzzing Nation, którzy na swym pełnometrażowym debiucie, zatytułowanym Mothertruck pokazują, że dobrze czują się i w pustynnych, heavy psychowych mid tempach jak i bardziej punkowych galopach (tu świetne I Don't Care At All).
Doom metal to nie tylko stoner a gotycko-romantyczny Velian i jego trzeci album, Embers nadal potrafią mnie czymś zaskoczyć. W tym tygodniu cały czas po głowie chodził mi utwór The Endless Yearning, o którym chyba jeszcze tu nie wspominałem.
Nowości nowościami ale nie brakowało też klasyki gatunku. Eponimiczny krążek Paradise Lost, jakże inny od tego, co grają (znów) po 2015 roku doceniam coraz mocniej za klimat osiągnięty bez potrzeby nadmiernego ubrutalniania brzmienia. Do tego dołączyłem Alternative 4, jeden z przełomowych albumów w dyskografii Anathemy. Akurat ten zespół z brytyjskich legend death/doomu zawsze gdzieś był na uboczu moich muzycznych zainteresowań ale raz na jakiś czas lubię po nich sięgnąć. A po ten krążek, ktory jest dla mnie odpowiednikiem One Second lub Believe wcześniej wymienionej kapeli, sięgam najczęściej.
W kategorii power metal aktualnie dwie z wydanych ostatnio płyt cieszą się u mnie największą sympatią. Beyond The Reach Of Enchantment islandzkiego Power Paladin i Mournbraid szwedzkiego Evermore. O ile o pierwszym z nich wiedziałem że mi się spodoba już po premierze pierwszych singli, tak drugi zyskuje u mnie z każdym kolejnym odsłuchem.
Całkiem niespodziewanie przesiąkłem natomiast pirackim metalem od Blazon Stone. Zespół, który powstał jako hołd dla Running Wild obecnie jest bardziej wierny muzycznym tradycjom niż oryginał. Na dzisiejszej playliście jest to też najczęściej reprezentowany zespół.
Kolejny tydzień spędziłem też przy pierwszej płycie Alestorm, którą obok Sunset on the Golden Age i Curse of the Crystal Coconut uważam za najlepszą w ich dyskografii.
Aeon Gods to wiadomo, mocny kandydat do power metalowej płyty roku a Jag Panzer i Mechanic Warfare - klasyka us powera.
Słów kilka o prog powerowym Dimhav. Na jego czele stoi jeden z najlepszych wokalistów w gatunku - Daniel Heiman. Niedawno muzycy ogłosili, że w drodze jest ich drugi album więc ja odświeżyłem sobie debiut - wydany w 2019 The Boreal Flame, pełen rozbudowanych i intrygujących melodiami kompozycji.
Ciekawe też, czy Daniel weźmie udział w nagraniach nowej, czwartej już części Legend of Valley Doom. Power metalowa opera za którą stoi utalentowany muzyk i kompozytor Marius Danielsen jest dla mnie na równi, a ostatnio może nawet ponad słynną Avantasię. Po ogłoszeniu, że Marius pracuje nad kolejną częścią postanowiłem przypomnieć sobie wszystkie poprzednie rozdziały tej fantastycznej historii. Z debiutu polecam Wam szczególnie epickie i przebojowe Chamber of Wisdom. Jest to dla mnie numer szczególny, bo od niego zaczęła się moja przygoda z Doliną Zagłady a Edu Falaschi z Johanem Heidgertem tworzą prawdziwe "dynamic duo".
Na pograniczu powera, hard rocka i stadionowego rocka plasuje się nowy projekt Marco Pastorino i Jensa Fabera. Neverland Train to muzyczny hołd oddany Jimowi Steinmanowi, producentowi odpowiedzialnemu za największe sukcesy Meat Loafa i Bonnie Tyler. Na Alive in Hell słychać mocno te nawiązania, przepuszczone przez typowa dla Dawn of Destiny melodykę i charakterystyczne wokalne interpretacje Marco. Z racji świąt nie miałem zbyt wiele czasu na wnikliwe wsłuchanie się w całość ale czuć, że to fajna odmiana od epickich galopad, do których obaj muzycy nas przyzwyczaili.
Przebojowy hard rock to tu też samo dobro. Dwie płyty, które (jak na razie) bić się mogą o tytuł płyty roku w tej kategorii. Closer to the Sun Tyketto i Reckless Chez Kane zdecydowanie są w stanie przełamać dominację power i doom metalu, jaka zapanowała u mnie w ostatnich miesiącach.
Na początku roku fajną odmianą od moich najczęściej słuchanych gatunków było Cold Night for Aligators i ich tegoroczna płyta With All That's Left. Niektórych z zawartych tam utworów do dziś chętnie sobie posłucham. W tym tygodniu padło na Bittersweet Echoes i to tak często, że kompozycja wskoczyła na dzisiejszą playlistę.
I to wszystko. Starałem się skracać a i tak sporo się napisało. Cóż, żeby już nie przedłużać, zapraszam do odsłuchu playlisty i czekam na Wasze podsumowania i refleksje. Miłego (i mam nadzieję, że zgodnie z tradycją mokrego) dnia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz