piątek, 24 kwietnia 2026

Melodic Death Metal - Nieznane i Niedoceniane

 


Od ostatniego artykułu z serii Nieznane i Niedoceniane minął już prawie rok. Czas więc podjąć się eksploracji kolejnego gatunku w poszukiwaniu ukrytych, nieoszlifowanych lub przepadłych w dziejach historii diamentów. Tym razem padło na styl, w którym nie czuję się specjalnie pewnie ale może właśnie dlatego dużo frajdy przyniosło mi buszowanie po archiwach muzyki, poznawanie nieznanego i docenianie niedocenianego. Dowiedziałem się dzięki temu też, że wbrew pozorom jest to dość różnorodny gatunek a pod powierzchnią, którą niczym pokrywa lodowa na księżycach Jowisza, którą tworzy kilka najbardizej znanych grup, drzemie masa solidnego grania. 

Na początek może krótka charakterystyka i historia melodeathu. Podgatunek ten charakteryzuje się łagodniejszym od tradycyjnego death metalu brzmieniem, większą ilością melodyjnych riffów, nierzadko obecnością instrumentów klawiszowych i znacznym udziałem czystych wokali obok raczej krzykliwego, dobrze artykułowanego niż głębokiego i bulgoczącego growlingu. Dla mniej wtajemniczonych styl ten może nieco przywodzić na myśl metalcore ale puryści gatunkowi zdecydowanie odrzucają ten pogląd (co innego trve gatekeeperzy, odbierający melodeathowi prawa do nazywania siebie death, czy w ogóle metalem). 

Melodic death jako podgatunek wyodrębnił się z death metalu w Szwecji na początku lat 90-ych. Najważniejszym ośrodkiem kształtującego się wtedy stylu był Goteborg - stamtąd pochodzą uznawani za ojców gatunku At the Gates, In Flames czy Dark Tranquility. Obok nich do tego grona zalicza się czasem brytyjskie Carcass i fińskie Sentenced za sprawą wydanych w 1993 roku płyt Heartwork i North From Here. Najważniejszymi płytami, kładącymi podwaliny pod całą późnijeszą scenę były jednak Slaughter of the Soul At the Gates i The Jester Race In Flames. Z czasem popularność tylu, zwanego wówczas goteburskim zaczęła obejmować coraz szersze obszary, wychodząc poza miasto (np. Soilwork ze szwedzkiego Helsingborga czy Arch Enemy z Halmstad) i kraj (fińskie Children of Bodom i Insomnium, kanadyjski The Agonist czy amerykański The Black Dhalia Murder). W tym okresie (przełom lat 90-ych i 2000-ych) zaczyna być dostrzegalne coraz więcej elementów power metalowych, takich jak melodyjność, klawisze a także większa dbałość o czyste, wypolerowane (i znów przez ortodoksów uważane za sztuczne) brzmienie. W XXI wieku melodeath zaczyna przenikać do mainstreamu i zarazem wpływać jak i czerpać coraz więcej elementów z metalcore'a. Z drugiej strony część zespołów z kręgu odradzającego się po zapaści thrash metalu inkorporuje do swej twórczości charakterystyczne melodeathowe brzmienie gitar - najlepszym przykładem może być niemiecki Kreator od płyty Violent Revolution po, w zasadzie, dzień dzisiejszy. Sam melodeath też coraz bardziej się różnicuje, nabiera a to cech viking/folkowych (Amon Amarth, Ensiferum) a to bardziej atmosferycznych (Insomnium) lub doom czy gothic metalowych (Amorphis). Z czasem też ojcowie gatunków, pokroju In Flames czy Soilwork okresowo oddalają się od tradycyjnego melodeathu na rzecz industrialu, nu czy groove metalu. Ktoś powie, że to zwykły sell out, ja raczej jestem zdania, że naturalna ewolucja brzmienia i chęć stałego szukania inspiracji. Są przecież zespoły, które nie jeden a więcej razy wprowadziły do metalu coś całkiem nowego.

Tak więc ostatnie kilka dni spędziłem na różnych metalowych grupach, śledząc poświęcone muzyce fanpejdże i oczywiście na niezastąpionej Encyclopedia Metallum. Efektem tego jest poniższa playlista, na której znajdziecie 50 różnych melodeathowych zespołów - od tych zapomnianych z lat 90-ych po dopiero startujące, od przedstawicieli rodzimej sceny (pozdrawiam Eternal Fear i Warbell), przez znane Wam z różnych moich artykułów Rites of November po przybyszów z muzycznych antypodów, od klasycznego melodeathu (o co prosił swego czasu Alojzy Zgred) po rózne stylistyczne mariaże. Kryterium wyboru było jedno, mniej niż 2k miesięcznych słuchaczy w Spotify. Każdy z wykonawców reprezentowany jest tradycyjnie przez 3 kompozycje więc łatwo policzyć - macie tu 150 utworów, co po zsumowaniu daje nam ponad 12 godzin muzyki. Także ten teges - macie zajęcie na cały dzisiejszy dzień.

Na koniec jeszcze jedno pytanie i jedna prośba. Po pierwsze jakie jest Wasze zdanie na temat tego stylu i po drugie, dajcie znać, jeśli wśród tych 50-u artystów jakiś konkretny szczególnie przypadnie Wam do gustu. Hail!

Playlista: Melodic Death Metal - Unknown and Underrated


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze