poniedziałek, 8 czerwca 2026

01.06-07.06.2026

 


Przed nami pierwsze czerwcowe podsumowanie tygodnia. Tydzień pogodowo zróżnicowany, od upalnego słońca po nagłe uderzenia deszczu i chłodu. W piątek nawet zanosiło się na burzę ale "przeszła bokiem". Muzycznie też można powiedzieć, że było u mnie podobnie, trafił się nawet grom z jasnego nieba ;)

Ale powolutku. A jak powoli to może zaczniemy od doomu, gdyż ten gatunek nadal dominuje w moich odtwarzaczach. Jest to sprawka między innymi nowej płyty szwedzkiego Monolord, która swym tradycyjnie surowym choć nieco odświeżonym i bardziej dynamicznym brzmieniem, wzmocnionym dodatkowo niezwykle melodyjnym wokalem Thomasa Jägera zaprasza w niekończącą się psychodeliczną podróż. Od otwierającego płytę, krótkiego Iodine aż po wieńczący dzieło utwór tytułowy ma się poczucie obcowania z dźwiękami, które rezonują z ukrytymi w głębi duszy emocjami. 

Dynamicznie i epicko do doom metalu podchodzi też na nowej płycie brytyjski Godthrymm. Założona przez byłych muzyków My Dying Bride kapela zwróciła moją uwagę już przy okazji premiery poprzedniego albumu, wydanego w 2023 Distortions ale dopiero na Reflections udało im się w pełni do mnie przemówić. Duża w tym zasługa urozmaiconego brzmienia - sąsiadują tu ze sobą i sentymentalne, klawiszowe ballady z intensywnym death/doomem (Endure My Skin z gościnnym wokalem samego Aarona Stainthorpe's) czy iście trashowymi galopami (druga część Trenches Deep mogłaby trafić spokojnie na krażki Megadeth czy Sodom). Przy całej tej różnorodności muzykom udało się utrzymać spójny charakter materiału, co jest dodatkowym atutem tego trwającego niecałe 50 minut wydawnictwa.

To nie wszystko na dziś w kategorii epic doom, już bowiem za 3, 2, 1 wzmianka o Ancient Dreams legendarnego Candlemass. Spytacie pewnie skąd pomysł na to odliczane? Prosta sprawa - jest to trzecia płyta zespołu, druga nagrana z Marcolinem na wokalu i pierwsza, która przychodzi mi na myśl, gdy ktoś wspomni o tym utalentowanym wokaliście. Jego pełna ekspresji interpretacja Mirror, Mirror sprawia, że jest to jeden z moich ulubionych utworów w całej dyskografii Candlemass. A wszak to tylko jeden z kilku świetnych kompozycji, w jakie obfituje ta płyta.

Dzięki wydanej niedawno przez Last Cathedral Records kompilacji The Silent Remains przesłuchałem w końcu najnowszą płytę niemieckiego Mirror of Deception i mogę ją Wam z czystym sumieniem polecić. Transcience ma w sobie wszystko to, co w epic doomie najlepsze - podniosłą atmosferę, odpowiednią dawkę mroku i majestatyczne melodie, o których ciężko powiedzieć, że wpadaja w ucho. One wbijają się w nie z siłą tarana rozbijającego zamkowe mury. Sprawdźcie zresztą sami - na playliście znajdziecie dwa najlepsze moim zdaniem numery z tej płyty.

W bardziej gotyckich i agresywniejszych klimatach w dalszym ciągu polecam Waszej uwadze przepiękne w swym tragizmie płyty portugalskiego A Dream of Poe (Katabasis) i Draconian (In Somnolent Ruin), od których naprawdę ciężko jest się oderwać. Poszerzyłem też swoją znajomość dyskografii Clouds o kolejne dwa krążki - Doliu i Departe. Naprawdę już przestaję się dziwić, że wydawnictwa zespołu od lat regularnie trafiały do czołówki plebiscytów na doomowe płyty roku.

A skoro już przy plebiscytach jesteśmy. Czy wiecie, że Afterlife jurassic punkowców z Hypnosaur trafił na majową listę Doom Charts, i to na 14 miejscu? Gratulacje dla chłopaków, bo to naprawdę kawał dobrego, dynamicznego i pociągającego grania, akceptowalnego i dla miłośników stonera, fuzzu i gruzu jak i tych, co to "słuchają wszystkiego". 

Kilka słów należy się też stonerowcom z Alunah, którzy kilka dni temu wydali pierwsze oficjalne nagranie z Daist Savage za mikrofonem. Embers of Belief to nagrany wspólnie z Samavayo split a po stronie Alunah mamy dwa premierowe kawałki i dwa koncertowe wykonania kilku starszych kompozycji. Przyznam się, że po niespodziewanym odejściu Sian Greenaway z zespołu, jego przyszłość była dla mnie zagadką. Dziś mogę napisać, że jestem już spokojny, bo Daisy w roli frontwoman czuje się swobodnie, wnosi inną magię niż Sian (i dobrze, to nie talent show tylko prawdziwa muzyka) a fragmenty La Pucelle śpiewane po francusku to creme de la creme całego splitu.

Na koniec tej, dość długiej wszak sekcji pt. doom i jemu podobne, dwa "szlacheckie" zespoły. Szlacheckie w nazwie, bo muzykę grają surową, autentyczną i raczej buntowniczą niż wygładzoną niczym serwetki na lordowskich stołach. The Admiral Sir Coudesley Shovell jest już Wam znany - kawał solidnego heavy-psychu wyraźnie inspirowanego latami 70-ymi. Drugim jest kapela, która inspirowała nie tylko "Admirała" ale i całą rzeszę kapel, później identyfikujących się jako hard-rockowe i metalowe. Sir Lord Baltimore to legenda proto-metalu a ich debiut, Kingdom Come z 1970 roku powinien być obowiązkową lekturą dla każdego specjalizującego się w ciężkich brzmieniach muzyka. 

Vintage to też pojęcie, jakim można określić projekt Elle Tea. Stojący za nim Leonardo Trevisan jest miłośnikiem klasycznego heavy metalu i wyraz temu daje już na trzeciej długogrającej płycie, zatytułowanej Travelling. Dzięki bandcampowi zapoznałem się z nią już jakiś czas temu i oczywiście bardzo polubiłem, teraz zaś, gdy trafiła na streamingi zajmie również należne jej miejsce na moich playlistach. Mam nadzieję, że polubicie ją tak samo jak ja oraz, że sięgniecie po poprzednie dzieła artysty, który spełnia się na nich nie tylko jako muzyk ale i ilustrator.

Inspiracje tradycyjnym heave i speed metalem to też sedno albumu pt. First Spell, debiutanckiej płyty zespołu Leatherwitch. Na jego czele stoi znana z Crystal Viper Marta Gabriel i muzycznie można ją traktować jako kontynuację kryształowej żmii, choć w bardziej surowym, speed metalowym wydaniu. Bardzo udanym wydaniu.

Wspomnianą przed chwilą płytę wieńczy utwór Walls of Jericho/Ride the Sky - cover zespołu Helloween. Tak się składa, że jeden z ojców power metalu niedawno obchodził 33 rocznicę wydanie swojego piątego albumu. Chameleon co prawda z powerem ma mało wspólnego, bardziej jest to radio-friendly hard-rock i jakoś chętnie do niego nie wracam. Tym razem zrobiłem wyjątek i z zaskoczyłem sam siebie, bo dynamiczny First Time i aor-owy When the Sinner całkiem mi siadły. Nie jest to jednak prawdziwy Helloween i, parafrazując opinię Weikatha nt znacznie lepszego ale też nie klasycznego The Dark Ride, jest to płyta tworu, który wyrósł w środku zespołu i po kilku latach pokazał światu jako "solowy Kiske".

Czystym power metalem jest za to jeden z moich ulubionych albumów Iron Savior (zespołu, który też jest niejako z Helloween związany ale to nie czas na kolejne dygresje). The Landing ukazał się w 2011 roku i przez kolejne 8-9 lat żadna inna płyta załogi Pieta Sielka nie miała do niego podjazdu. Dziesięć (a z into nawet jedenaście) prawdziwiych power, speed i heavy metalowych hymnów rozsadzało dysk od środka, tak jak i uszy słuchacza. Do dziś, gdy myślę o moich ulubionych piosenkach Iron Savior do głowy przychodzą mi z marszu (nomen omen) March of Doom, Hall of the Heroes i jeszcze kilka innych z tej płyty. W tym tygodniu wróciłem do niej "na chwilę" i to wystarczyło by zdominować powerową część dzisiejszego artykułu.

Miłym zaskoczeniem jest dla mnie płyta X, czyli jak nietrudno się domyślić, dziesiąta pozycja w dyskografii christian powerowetj Narnii. Po naprawdę średnio udanym Ghost Town panowie odzyskali formę. Może nie jest to jeszcze przysłowiowy "international level" ale choćby takiego Remedy (SOS) słucha się z przyjemnością (czego o wcześniejszym krążku napisać za bardzo nie mogę).

Wśród wielu stylów i nurtów muzycznych, znalazło się u mnie miejsce też na rock gotycki w wersji neopogańsko-okultystycznej czyli uwielbiany przeze mnie od lat Inkubus Sukkubus i płytę Eternal Monsters, którą uwielbiam od... 40 dni ;) i wciąż mnie zaskakuje (np. utworem Angel of Your Love, początkowo trochę przeoczonym). 

 Co jeszcze? Nowy album prog-metalowego Evergrey, Architects of the New Wave potrzebuje u mnie trochę czasu by się "przegryzł" ale powoli zaczyna między nami iskrzyć, choćby dzięki singlowemu The World is on Fire. Dobrze prezentuje się też Unpleasant Destructive, najnowsze dzieło groove metalowego Call the Fraud, jak zawsze zróżnicowane i dobrze zbalansowane. 

Na wstępie wspomniałem o "gromie z jasnego nieba", czas więc rozwinąć myśl. Wiadomo, że chodzi o nagłe i niespodziewane odkrycie, którym tym razem jest krążek Kołowrót folk metalowego Przesilenia. Jest to kolejny rodzimy zespół tworzący w tym nurcie z bardzo interesującym kobiecym wokalem. W przypadku Przesilenia jest on i trochę liryczny, i melancholijny ale potrafi też zaniepokoić, zwłaszcza w wersji szeptanej. Z racji, że na Kołowrót trafiłem kilka dni temu i jeszcze się w pełni w niego nie zagłębiłem zostawiam Wam na plejce jedynie utwór tytułowy ale zapewniam, im dalej w czerwiec (i bliżej letniego "przesilenia") tym tej muzyki na pewno pojawi się więcej.

I to już wszystko. Poniżej znajdziecie link do wspomnianej już w kilku miejscach playlisty, będącej muzyczną ilustracją dzisiejszego artykułu. Tradycyjnie życzę miłego odsłuchu i zachęcam do przyłączenia się do cotygodniowego resumee Waszych muzycznych zwyczajów. 

Playlista: 07.06.2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze