W środę przypominałem Wam o jednym z artykułów z serii 4x4. Dotychczas powstało kilka tego typu wpisów, z czego ostatni około roku temu. W związku z tym zacząłem się zastanawiać nad powrotem do tej formuły i w końcu znalazłem dobry temat. Pomyślałem sobie, że thrash metal ma swoją Wielką Czwórkę, tak samo grunge czy klasyczny doom metal. A jak jest w przypadku innych gatunków? W pierwszym wpisie na tym blogu zaznaczyłem, że moimi ulubionymi stylami są power metal, glam/hair metal, rock neo-progresywny i wszelkiej maści doom. Idąc tym tropem wpadłem na pomysł przygotowania artykułu o wielkich czwórkach każdego z tych gatunków - i tych mniej więcej ustalonych i "kanonicznych" i takich, które moim zdaniem mogłyby spełniać kryteria włączenia. A te, wzorem thrashowego Big4 to przede wszystkim bycie pionierem gatunku i wzorem do naśladowania przez kolejne pokolenia muzyków, nie tylko największą rozpoznawalność ale właśnie fundamentalne znaczenie w rozwoju danej gałęzi muzyki. Czy to się udało i czy moje wybory pokrywają się z Waszymi - zaraz zobaczymy.
Power Metal - Helloween, Blind Guardian, Stratovarius, Gamma Ray.
Power metal dzięki się zwyczajowo na amerykański i europejski. Ten drugi powstał w Niemczech za jego ojca chrzestnego uważany jest Kai Hansen - gitarzysta i wokalista, jeden z założycieli Helloween. Jego głos słychać na pierwszej płycie pt. Walls of Jericho - szybkiej, agresywnej i jeszcze bardziej speed/thrashowej niż stricte powerowej. Kolejne płyty już z Michaelem Kiske za mikrofonem (Kai skupił się na samej gitarze). Wydane z nim obie części Keepers to już prawdziwy fundament power metalu. Po tych krążkach Kai opuścił zespół i założył własną kapelę o nazwie Gamma Ray, która idee power metalowe rozwinęła dalej (w przeciwieństwie do coraz mniej metalowego wówczas Helloween), odkryła dla świata Ralfa Sheepersa a po kilku latach z powracającym do roli wokalisty Hansenem dala nam jedną z najlepszych płyt wszech czasów - pierwsze Land of the Free. Na progu lat 90-ych zadebiutował też Blind Guardian, początkowo też surowy i agresywny by z czasem wprowadzić do kanonu gatunku elementy symfoniczne, wokalne polifonie, akustyczne, ogniskowe balladki (vide Bard's Tale) i inspiracje literaturą s-f i fantasy, czego ukoronowaniem będzie wydany lata później concept albumu w całości oparty o Silmarillon Tolkiena. Jak w tym wszystkim mieści się Stratovarius? Otóż fińskiej ekipie droga do czystego powera zajęła trzy lub nawet cztery albumy ale najważniejsze jest to, że stały się one impulsem do rozwoju drugiej co do wielkości i znaczenia w Europie (po niemieckiej). Bez takich płyt jak Dreamscape czy Fourth Dimension nie byłoby zapewne Sonaty Arctici czy Nightwisha. Warto wspomnieć że choć to Timo Tolkki śpiewa na pierwszych trzech płytach to debiutujący na "czwórce" Timo Kotipelto stał się obok Kiske archetypem power metalowego falsetu, do którego odwoływał się później choćby Tobias Sammet. Jak potoczyły się dalej losy gatunku? Po chwilowej zadyszce przyszedł rok '97 i włoska eksplozja symfonicznego powera ale to już historia na całkiem inny artykuł.
Glam Metal - Twisted Sister, Motley Crue, W.A.S.P., Ratt.
Tu wykazałem się największą inwencją własną, nie ma bowiem żadnego w tej sprawie konsensusu. Poza tym największe gwiazdy gatunku niekoniecznie były tymi najbardziej wpływowymi czy pionierskimi. W swoim wyborze kierowałem się między innymi datą wydania debiutanckich płyt, wprowadzeniem do stylu pewnych charakterystycznych elementów i oczywiście też, choć nie przede wszystkim popularnością. Chciałem pokazać też metalową stronę nurtu nazwanego później trochę pogardliwie przydomkiem 'hair'. Początki glam metalu wyrosły bowiem z nowej fali brytyjskiego heavy metalu, zmodyfikowanej jednak o bardziej melodyjne brzmienie i elementy starszego o dekadę shock rocka i glam rocka. Charakterystyczny makijaż Twisted Sister, skandalizujące, ociekające erotyzmem teksty W.A.S.P. czy ekscentryczne zachowanie Motley Crue - budziło niesmak starszych pokoleń ale idealnie wpisywało się w ideały buntu, zrośnięte od lat z muzyką rockową i metalową. Zauważcie też, że brzmienie i tematyka pierwszych płyt były surowe, jakże inne od cukierkowego grania, tak promowanego przez MTV na przełomie lat 80-ych i 90-ych. Tak wielki wybuch popularności i wszechobecność w mediach stała się też gwoździem do trumny dla całego ruchu. Coraz bardziej przebojowe i komercyjne albumy (choć wcale nie słabe - przykład Rattowego Detonator) przestały pasować do nachodzącej wielkimi krokami brudnej i trudnej ostatniej dekady XX wieku. I nagle te same stacje i wytwornie, które promowały kolorowe, bombastyczne granie odcięło się od niego i zwróciło w stronę grunge'u (też wyeksploatowanego i porzuconego po kilku kolejnych latach). Krach była strasznym szokiem dla wielu muzyków (i glam i thrash metalowych) i wielu się z niego nie podniosło lub było zmuszone całkiem zmienić styl. W.A.S.P. na przykład poszedł w stronę cięższego heavy metalu z wpływami progresywnymi a wydany w 1991 The Crimson Idol był swego rodzaju próbą rozliczenia się z ejtisową przeszłością. Twisted Sister nie nagrało już żadnego albumu z premierowym materiałem (poza kolędami) a Ratt i Motley Crue dopiero około 2010 roku potrafiły zaskoczyć udanymi płytami - odpowiednio Infestation i Saints of Los Angeles. Na szczęście, dzięki Skandynawii od pewnego czasu mamy nową falę glam metalu, którą z uwagą śledzę i nieraz wspominam w swoich podsumowaniach. Bo radosny, przebojowy metal też powinien mieć swoje miejsce w muzycznym świecie.
Death/Doom Metal - My Dying Bride, Paradise Lost, Anathema, Katatonia.
Doom metal ma już swoją wielką czwórkę, czyli Candlemass, Pentagram, Saint Vitus i Trouble. Są to jednak przedstawiciele tzw. tradycyjnego doomu bądź doomu (Candlemass) epickiego. Mnie zawsze jednak najbardziej ciekawił rozwój bardziej ekstremalnej gałęzi gatunku jaką niewątpliwie jest jego mariaż z death metalem. Rozwój, który momentami przyjmował formy niemalże rewolucyjne ale o tym za chwilę powiemy. Możecie mi zwrócić uwagę, że w tej kategorii wyróżniono już tzw. Trójcę z Yorkshire, zwaną też Trójką Peaceville od promującej ich wytwórni. Zalicza się do niej pierwszą trójkę z wymienionych powyżej zespołów. Z drugiej strony katatonia też jest uważana za jednego z pionierów gatunku a jej historia i stopniowa ewolucja brzmienia bardzo dobrze koresponduje z rozwojem całego nurtu. Ale zacznijmy od przełomu lat 80. i 90., kiedy to właśnie w Yorkshire powstały zespoły, które grały ciężko i ponuro a przy tym wolniej niż inni przedstawiciele death metalu. W tekstach zaczęły pojawiać się tematy śmierci, przemijania ale i nieszczęśliwej miłości z czasem coraz bardziej poetyckie. W warstwie wokalnej dominował głęboki growling ale nieraz z akompaniamentem chóralnych zaśpiewów czy, po kilku latach, aksamitnie melancholijnych czystych wokali. Patrząc na dyskografię całej czwórki można powiedzieć, że debiuty były stylistycznie zbliżone do deathowych standardów ale każda kolejna płyta przynosiła coraz więcej przestrzeni i nowych elementów. Sam death/doom był również kluczowy w rozwoju mniej ekstremalnego podgatunku jakim jest gothic metal (nazwany tak od drugiego albumu Paradise'ów, na którym zadebiutowały symfoniczne wstawki). Dla każdej z wymienionych kapel przełomowe były jednak płyty nr 4, które całkowicie odcinały się od zapoczątkowanej kilka lat wcześniej stylistyki. Paradise Lost na Icon postawili na czyste, bliższe tradycyjnemu doomowo brzmienie, Like Gods of the Sun MDB pozbawiona growlingu, pełna smyczków i poetyckiej, melancholijnej ekspresji wokalnej Aarona to dziś klasyka metalu, Tonight's Decision Katatonii jest już wejściem w depresyjno-rockowe/metalowe terytorium a Alternative 4 Anathemy sygnalizuje całkowity rozbrat z metalowymi korzeniami. Jak więc mówić o Wielkiej Czwórce death/doomu kiedy po kilku latach doszło do tak radykalnej zmiany? Myślę, że wpływ tej czwórki na innych zaznaczał się nawet wtedy bo zobaczcie sami, jak potoczyły się losy innych przedstawicieli tej sceny - francuskiego Lake of Tears, szwedzkiego Tiamat czy holenderskiego The Gathering. Każdy z ich po pewnym czasie poszedł swoją drogą i w obranej stylistyce potrafił nadal tworzyć dzieła wybitne. A poza tym, niektórzy nawet po mezaliansach z muzyką elektroniczną (słynny Host PL) potrafili po latach powrócić tam, gdzie zaczynali.
Rock Neo-Progresywny - Marillion, IQ, Pallas, Twelfth Night.
Tu sytuacja z jednej strony wydaje się prosta - za twórców nurtu uważa się sześciu wykonawców - prócz wybranej przez mnie grupy mamy też Pendragon i Solstice. Założyłem jednak na wstępie, że artykuł ma być o czwórkach więc decyzja o selekcji konkretnych nazw nie była łatwa. Postanowiłem jednak skupić się na tych zespołach, których sam słucham najczęściej. Stąd mimo, że Pendragon powstał już w 1978 roku (czyli przed najbardziej ikonicznym Marillion i moim ulubionym IQ) to jednak myślę, że choćby z punktu widzenia czytelnika, wybór Twelfth Night będzie ciekawszy i pomoże ocalić od zapomnienia ten trochę niedoceniony zespół. A Pendragon ze swoją rozpoznawalnością poradzi sobie i tak. Ale wróćmy do tematu głównego i zastanówmy się jak wyglądał rynek muzyczny na przełomie lat 70 i 80. Rewolucja punkowa, nadchodząca nwothm a z drugiej strony rozwój nowoczesnego popu sprawił, że zapotrzebowanie na skomplikowane, przeintelektualizowane albumy znacznie się zmniejszyło. Zamiast zmuszania do refleksji publiczność oczekiwała czegoś, co będzie korespondowało z buntem i buzujacą w młodzieży złością. W tych realiach przedstawiciele pierwszej fali rocka progresywnego nie potrafili się odnaleźć, szli w stronę elektroniki, "piosenkowego" pop-rocka lub całkiem zawieszali działalności. Jednak już pod koniec lat 70-ych w londyńskim Marquee Club zaczęły pojawiać się zespoły, które wyrosły co prawda z punku ale za cel postawiły sobie odrodzenie progresywnej muzyki. Zachowując pewną punkową ostrość i rezygnując z części dotychczas nierozłącznie prog-rockowych elementów (m.in. mellotron) potrafili zaciekawić słuchaczy opowiadanymi historiami. Do łask wróciły concept albumu ale teraz ich tematyka stała się bliższa problemom zwykłego człowieka - tu dobrym przykładem jest Marillion i poświęcony chorobie alkoholowej Clutching the Straws. Klimat neo-proga ogólnie był początkowo dość mroczny i myślę, że ten niepokój i pesymizm właśnie przemówił do wrażliwości drugiego pokolenia miłośników prog-rocka. Mroczne a zarazem teatralne oblicze gatunku prezentował też wspomniany już wcześniej Twelfth Night, natomiast IQ do teatralności dodawał rozmachu i bardziej klasycznego, symfoniczno-rockowego charakteru. Zresztą sami muzycy IQ trochę odcinali się od określenia neo-prog i uważali swoją muzykę za kontynuację zapoczątkowanej przez Yes czy, zwłaszcza wczesne Genesis fali. Na tle reszty ciekawie przebiega historia Pallas. Założony już w 1976 w Aberdeen zespół był początkowo pod mocnym wpływem punk rocka, co widać w pierwszych nagraniach, by płynnie przejść w coś co zostało potem określone neo-progiem. Szkoci byli również bohaterem skandalu, jaki wybuchł we wspomnianym Marquee Club - ich 15-minutowa suita The Ripper i ekstrawaganckie sceniczne przebranie wokalisty w czasach, gdy Rozpruwacz z Yorkshire był jeszcze na wolności mogło budzić kontrowersje. Co było potem? Pallas dotknęła choroba starszych kolegów i na swej drugiej płycie studyjnej (wydanej po kilkunastu latach) skierowali się w stronę prostszego rocka - można powiedzieć nawet że AORa. Minęło jednak 6 lat i od Beat the Drum dojrzały, symfoniczny prog-rock znów zagościł w ich repertuarze. Patrząc całościowo na te cztery różne historie i późniejszy rozwój drugiej fali rocka progresywnego można powiedzieć, że każda grupa wniosła coś wyjątkowego i sprawiła, że do dziś możemy cieszyć się muzyką wielu młodszych ale niemniej utalentowany artystów. A tych, jak wiecie z moich artykułów, nie brakuje.
Mamy więc w ten sposób zaprezentowane po 4 fundamentalne zespoły w rozwoju 4 uwielbianych przeze mnie gatunków. Na koniec oczywiście dedykowana playlista i tu również idę "regułą czwórek', dodając do niej po 1 utworze z czterech pierwszych płyt każdego wykonawcy. Dzięki temu z jednej strony możemy zaobserwować krystalizowanie się charakterystycznych elementów danego stylu jak i, przynajmniej w niektórych przypadkach, jego dalszą ewolucję bądź, bywa i tak, porzucenie wyjściowych ram i sięganie po coś jeszcze innego i nowatorskiego. Mam więc nadzieję, że dla każdego z Was czas spędzony na jej odsłuchu będzie ciekawym i inspirującym doświadczeniem. Zapraszam też do dyskusji a jeśli też macie swoje "prywatne" wielkie czwórki, niekoniecznie wybranych przeze mnie gatunków, proszę o polecenia. Chętnie posłucham.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz