Dziś zapraszam na artykuł, o którym myślałem już od kilku miesięcy ale cały czas zmieniała mi się jego koncepcja. Artykuł wyjątkowy, bo też traktujący o wyjątkowej formie muzycznej ekspresji. W końcu jednak podjąłem rzuconą sobie samemu rękawicę i przedstawiam Wam zestawienie 30-u rockowych i metalowych suit - najbardziej zaskakujących, najciekawszych lub po prostu najbardziej przeze mnie lubianych. Jak w każdym przypadku takiej TOP-ki, jest to całkowicie subiektywna lista i oczywiście nie zawsze będzie zgadzać się z Waszymi poglądami ale pamiętajcie, że Muzyczna Kronika ma być przestrzenią do swobodnej wymiany myśli, więc już teraz zapraszam do polemiki :) Wybierając kompozycje do listy starałem się też przedstawić albo nieco mniej znane utwory, utrzymane w "mało-suitowym" gatunku czy, jak niektórych przypadkach, nieco luźniej nawiązujących do definicji suity. Wszystko po to, by dać Wam jak najbardziej zróżnicowaną kolekcję. Ale właśnie, tak się rozpisuję na wstępie a nawet nie wspomniałem czy ta rockowa (bądź metalowa) suita jest.
Otóż w skrócie można powiedzieć, że suita jest długim, kilkuczęściowym utworem lub grupą utworów tworzących jedną, mniej lub bardziej zróżnicowaną ale zazwyczaj spójną tematycznie całość. Wzorcem dla tego typu kompozycji były suity romantyczne czy, bliższe nieco czasowo suity impresjonistyczne, złożone z szeregu miniatur muzycznych połączonych tematycznie ze sobą. Za pierwszą rockową suitę uznaje się zwykle wydane w 1968 roku Ars Longa, Vita Brevis zespołu The Nice, In Held Twas In I z repretuaru Procol Harun czy Saucerful of Secrets Pink Floyd, grupy która obok Yes doprowadziła ten typ utworu do perfekcji. Lata 70-e i światowa dominacja rocka progresywnego i psychodelicznego była złotą erą suity rockowej. Większość szanujących się wówczas artystów podejmowała próby zmierzenia się z niełatwym wszak wyzwaniem nagrywania tak skomplikowanych form, w których nie liczyło się tylko zgranie muzyków ze sobą ale i indywidualne popisy instrumentalistów, w postaci licznych partii solowych, zahaczających nieraz o bardzo swobodne wręcz jammowanie. Nadeszły jednak eksplozja punku i muzyka stała się bardziej zaangażowana, intensywniejsza i bardziej dobitna. Zainteresowanie suitami na pewien czas zmalało i dopiero rozwój i coraz większa "specyfikacja" muzyki metalowej stworzyła odpowiednie warunki do ponownego tworzenia długich, epickich, filmowych wręcz kompozycji będących adekwatnym uzupełnieniem opowiadanej historii, często z gatunku s-f czy fantasy. Nie można też zapomnieć o muzyce neo-progresywnej, której zwiastunem był debiutujący w 1983 roku brytyjski Marillion (vide Grendel ze Script for a Jester's Tear). Obecnie po tego typu formy wyrazu sięgają, obok artystów prog rockowych i metalowych, przede wszystkim przedstawiciele symphonic, power i doom metalu, choć jak zobaczycie poniżej, swoje suity mają też twórcy innych podgatunków muzyki gitarowej.
Przejdźmy teraz do konkretów. W poprzednich Top Listach kolejność prezentowanych zespołów odpowiadała mniej więcej moim osobistym sympatiom. W tym przypadku, jako że uszeregowanie tylu niezwykłych dzieł od najmniej do najbardziej lubianego okazało się jeszcze bardziej karkołomnym wyzwaniem niż sama selekcja, postawiłem na kolejność chronologiczną. Czas jest wszak trochę bardziej bezwzględny (pozdrawiam pana Einsteina) niż moje chwilowe kaprysy ;) Zaczynamy więc od różowych lat 70-ych i dekada po dekadzie zmierzamu ku "cyfrowym i sterylnym" latom 20-ym obecnego wieku.
- Uriah Heep - Salisbury (1971) - druga płyta brytyjskich prekursorów hard rocka i heavy metalu najbardziej znana jest z przeboju Lady in Black ale to tytułowy kawałek, 16-minutowa progresywna suita nagrana z towarzyszeniem 24 (lub 26 w zal od źródła) osobową orkiestrą pozostaje ich opus magnum
- Toad - Life Goes On (1971) - ciekawy przykład połączenia hard-rocka z rockiem psychodelicznym i bluesem, najdłuższa kompozycja na debiutamckiej płycie Szwajcarów z częstymi zmianami tempa i długimi partiami instrumentalnymi
- Skaldowie - Krywaniu, Krywaniu (1972) - sam utwór jak i biorąca od niego nazwę płyta to jakże inne oblicze zespołu, znanego powszechnie z lekkich big-bitowych porzebojów. Tu, w ponad 17-u minutach mamy niezwykłą próbę połączenia zachodnich progresywno-psychodelicznych wzorców z rodzimym, góralskim folkiem. Na uwagę, obok swobodnej interpretacji wiersza Tetmajera zasługują muzyczne cytaty z m.in. Czajkowskiego, Borodina czy Roselliniego
- Budka Suflera - Najdłuższa droga (1976) - pewnie większość z Was spodziewała się znaleźć tu zajmującą całą drugą stronę debiutackiego LP lubelskiej grupy suitę Szalony Koń, będącą najdłuśzym utworem w dorobku Suflerów. Ja trochę na przekór proponuję coś nieco krótszego ale artystycznie i aranżacyjnie nawet chyba bardziej skomplikowanego. Do legendy przeszła próba zagrania Najdłuższej drogi na koncercie w Holandii, gdzie już po 2-3 minutach muzycy zupełnie rozjechali się z prowadzonymi tematami muzycznymi osiągając poziom rasowego free-jazzu by jakimś cudem dojść do siebie i "skończyć w tym samym momencie"
- Exodus - Ten Najpiękniejszy Dzień (1980) - zamykający pierwszą wydaną (a drugą nagraną) płytę polskiego art-rockowego zespołu czteroczęściowy utwór to ponad 19-minut pięknego, refleksyjnego grania w sam raz na wyciszenie po ciężkim dniu. Szkoda tylko, że w momencie premiery longplaya w Polsce wybuchła eksplozja gniewnego, antysystemowego rocka i taka introwertyczna muzyka straciła nagle na znaczeniu
- Twisted Sister - Horror-Teria: (The Beginning) (1984) - wybór może kontrowersyjny, bo gdzie glam metalowi do progresywnego grania. A jednak ta niespełna 8-minutowa, dwuczęściowa opowieść o seryjnym mordercy i spotykającej go sprawiedliwości może być uznana ze swego rodzaju mini-suitę
- Helloween - Keeper of the Seven Keys (1988) - pierwsza prawdziwie power metalowa suita, pochodząca z albumu, który położył podwaliny pod cały gatunek. Epickie zamknięcie historii o kluczniku i najdłuższy utwór w dorobku niemieckiego zespołu do czasu wydania The King for a 1000 Years w 2005 roku (będącego nota bene kontynuacją tej opowieści)
- Bathory - Twilight of the Gods (1991) - począwszy od Blood, Fire, Death, z każdą kolejną płytą Quorthon coraz bardziej rozwijał styl nazwany viking metalem, inkorporując do niego elementy progresywne, epic doomowe czy klastycystyczne, czego świetnym przykładem jest ta kilkunastominutowa kompozycja z wyraźnie zaznaczonym prologiem, rozwinięciem i epilogiem
- W.A.S.P. - The Great Misconceptions of Me (1992) - epicki finał rockowej opery, w której Blackie Lawless zawarł sporo autobiograficznych wątków. Nie ma tu może, jak w klasycznej suicie ścisłego podziału na częsci ale rozmach, klimat i wpływ jaki ten utwór wywarł na mnie zapewniły mu miejsce w dzisiejszym podsumowaniu. I ta zbieżność - Crimosn Idol - Crimson King ;)
- Running Wild - Genesis (The Making and the Fall of Man) (1994) - Black Hand Inn to rzadki w dyskografii pirate metalowców concept album opowiadający o człowieku wskrzeszonym z martwych by głosić innym nadejście Apokalipsy a Genesis to wieńczący go 15-minutowy kolos, inspirowany pracami Zachary'ego Stichina. Coś co warto znać.
- Lake of Tears - The Path of the Gods (Upon the Highest Mountain, Part 2) (1995) - ta rozbudowana kompozycja zamyka drugą płytę francuskiego zespołu Headstones, będącą pierwszym krokiem na drodze od klasycznego death/doomu ku bardziej atmosferycznemu, gotycko-akustycznemu stylowi a każda z wymienionych przeze mnie inspiracji znajduje swe miejsce w utworze
- Symphony X - Divine Wings of Tragedy (1996) - dwudziesto-kilkuminutowy kolos złożony z 8 części, inspirowany muzycznie Bachem i Holstem a lirycznie Miltonem i Boską Komedią to modelowy przykład prog-metalowej suity i jeden ze znaków rozpoznawczych amerykańskiej kapeli
- Edguy - Theater of Salvation (1999) - niemiecki zespół na swym koncie ma kilka numerów dłuższych niż 10 minut ale wśród nich to utwór tytułowy z płyty numer 3. jest moim ulubionym, od podniosłego klawiszowego wstępu przez epicki refren po, zupełnie zaskakujące, jodłowane outro - kreatywność pana Sammeta nie znała wówczas granic
- Avantasia - Seven Angels (2002) - jeśli ktoś mnie zapyta, czym jest metal opera, puszczę mu ten kawałek, będący absolutną kwintesencją pierwszych Avantasii i mimo upływu tylu lat pozostaje niedoścignionym wzorem, a może i pewnym koszmarem dla Tobiasa, z którego cienia nadal nie może się całkowicie wydostać
- Mago de Oz - La cantata del Diablo (Missit me Dominus) (2005) - były już suity prog-rockowe, symfoniczno-powerowe a nawet glam i doom metalowe, czas więc na przedstawiciela folk-metalu. Nie jest to zresztą jedyna tak epicka "piosenka" w ich katalogu ale jej rozmach i złożoność nie mają sobie równych do dziś. Utwór ten zamyka dwupłytowe wydawnictwo zatytułowne Gaia II: La Voz Dormida a z ciekawostek dodam, że w jego konstrukcję wplątano wątki z The Edge of Darkness Iron Maiden
- Rhapsody of Fire - Hereos of the Waterfall's Kingdom (2010) - w historii power metalu były dwa najważniejsze wydarzenia - premiera Keeperów Helloweenu i późniejszy o 10 lat debiut włoskiego Rhapsody. Ten drugi zespół do perfekcji rozwinął długie, filmowe symfoniczno-powerowe suity a wybrany przeze mnie grand finale sagi The Dark Secret to z wielu względów szczytowe osiągnięcie "zjednoczonego Rhapsody", w którym zawarto każdy z typowych dla twórczości zespołu elementów - od folkowej, śpiewanej po włosku ballady, przez powerowe galopady, agresywny "angelic scream" Fabio Lione po partie dialogowe prawdziwych aktorów i niezapomniany głos narratora, którym był sam Sir Christopher Lee
- Furia - Halny (2010) - polski black metal już dawno wyszedł poza ramy nakreślone w Norwegii lat 90-ych a jednym z prowodyrów tego ruchu była śląska Furia, która już w 2010 roku zaprezentowała dwudziestominutową suitę, mieszającą black metal z ambientem, post-rockiem, psychodelą, zimną falą, folkiem i (tu dopisz co chcesz...). A to był tylko 2010 rok...
- My Dying Bride - Barghest O' Whitby (2011) - legenda death/doom metalu na koncie miała już wiele długich, kilkunastominutowych utworów ale raczej były to po prostu powolnie sunące klasyczne kompozycje. W 2011 roku ukazała się jednak EP-ka zawierająca tylko jeden dwudziestosiedmiominutowy, skomplikowany utwór będący muzyczną adaptacja ludowej legendy o czarnym psie, ukazującym się nocą ludziom, których wkrótce czeka śmierć
- Stratovarius - Elysium (2011) - najambitniejszy utwór zespołu w erze post-Tolkki, punkt kulminacyjny i zarazem utwór tytułowy z drugiego albumu nagranego bez wieloletniego lidera i założyciela, trzyczęściowa symfoniczno-powerowa suita z częstymi zmianami nastroju i tempa i moimi ulubionymi przejściami z charakterystycznym suspensem przed głównymi refrenami
- Bane of Winterstorm - Last Sons of Perylin (2013) - nie byłbym sobą, gdybym nie umieścił tu jakiegoś niszowego, mniej znanego, choć patrząc na dobór gości specjalnych na pierwszej i niestety jedynej płycie długogrającej pochodzącego z Australii zespołu można było oczekiwać po niej wysokiej jakości. Tak rzeczywiście się stało, ponieważ dostaliśmy tu pięć długich i rozbudowanych kompozycji, z których do dzisiejszego zestawienia wybrałem ostatnią - najdłuższą, najbardziej intrygującą i doprowadzającą snutą przez cały krążek opowieść do końca
- Kaipa - A Map of your secret world (2014) - wśród tylu niezapomnianych suit, jakie znajdziemy w katalogu weteranów szwedzkiego rocka progresywnego ciężko wybrać tę jedną, jedyną. Ostateczną decyzję podjąłem w zasadzie w ostatniej chwili ale myślę, że ta magiczna nomen omen, przejmująca i marzycielska kompozycja zasługuje na to, by postawić ją tuż przed innymi
- While Heaven Wept - The Memory Of Bleeding / Souls In Permafrost / Searching The Stars (2014) - przez lata działalności twórczej amerykański zespół stopniowo przechodził od epickiego doom metalu w stronę niemniej rozbudowanego ale jednak bardziej atmosferycznego i klimatycznego grania, którego ukoronowaniem był wydany w 2014 roku Suspended at Aphelion. I choć póki co nie ma widoków na kontynuację, warto przypomnieć sobie tę trzyczęściową kompozycję, którą z czystym sumieniem można określić mini-suitą
- Marius Danielsen - Legend of the Valley Doom (2015) - każda epicka historia ma swój początek i to właśnie na swej pierwszej płycie wydanej w ramach metal opery Legend of the Valley Doom Marius Danielsen zamieścił najdłuższą i najabrdziej epicką próbkę swoich możliwości, którą ożywiły takie tuzy power metalu jak choćby Timo Tolkki na guitarze czy John Yelland za mikrofonem - a to tylko czubek góry lodowej zaproszonych gości
- Karnataka - Secrets of Angels (2015) - utwór tytułowy z mojej ulubionej płyty w dyskografii walijskiej grupy łączącej rock progresywny z delikatną popową przebojowością i lokalnym folklorem. Na wokalu świetna Hayley Griffiths a na dudach (uillean pipes) znany obecnie z Nightwish Troy Donockley. Jeśli folkowe nuty w Nightwishu są Wam bliskie, Karnataka na pewno tez Wam się spodoba
- Big Big Train - Voyager (2019) - wydany w 2019 roku album Grand Tour był dla mnie jedną z pierwszych okazji do obcowania z twórczością tego niezwykłego, brytyjskiego zespołu. Jak się pewnie domyślacie, wykorzystałem ją w pełni a dziś BBT to jeden z moich ulubionych przedstawicieli rocka progresywnego. Duża w tym zasługa jednej z trzech umieszczonych na płycie kilkunastominutowych suit, która świetnie oddaje podróżnicze klimaty i sam motyw wędrówki śladami starożytnej Europy aż po wyczekiwany "homecoming"
- King Buffalo - Red Star Pt. 1 & 2 (2020) - do dziś nie mogę się zdecydować czy to amerykańskie trio jest najbardziej progresywnym zespołem heavy-psychowym czy najbardziej psychodelicznym prog-rockowym. W odpowiedzi na to pytanie nie pomagają takie niezwykłe, hipnotyzująco-przygniatające kolosy jak zajmująca ponad połowę czasu nagraniowego EP-ki Dead Star szesnastominutwa suita, która zachwyci nawet najbardziej wysmakowane psychodeliczno-progresywne gusta
- Soilwork - A Whisp of the Atlantic (2020) - melodic death metal zdecydowanie nie jest "suitowym" gatunkiem ale jeśli ma się w składzie tak wszechstronnego muzyka jak Bjorn Strid, nawet i szesnastominutowa, pełna różnych linii melodycznych i nawiązująca do różnych stylów (prócz melodeathu choćby i AOR, prog-rock czy nawet jazz) kompozycja jest w stanie się obronić. I w dodatku być najjaśniejszym punktem całej EPki o tym samym tytule.
- Mystery - Pearls and Fire (2023) - wspomniałem na wstępie, że do odrodzenia suit przyczynił się m.in. rock neo-progresywny. Mystery to absolutnie mistrzowie gatunku a suity towarzyszą im od lat. Być może dlatego ich warsztat z płyty na płytę jest jeszcze lepszy, co owocuje tak niezwykłymi i przejmującymi kompozycjami jak Pearls nad Fire, dwunastominutowa grown-up song opowiadająca o losach Leo, jego trudnej relacji z ojcem, wiecznych próbach uzyskania jego aprobaty aż po dramatyczny finał, którego jednak nie zamierzam Wam spojlerować
- Lazersleep - Gravity (Chapter III, I, II) (2025) - rok temu debiutacnki album fińskiego kwartetu spadł na mnie jak grom z jasnego nieba i w samym środku lata ja zanurzałem się w smętne, oniryczne i psychodeliczne klimaty, których absolutnym ukoronowaniem jest ta monumentalna, trzyczęściowa kompozycja
- Shepherds of Cassini - Abyss (2025) - na zakończenie kilkunastominutowa kompozycja wpisującego się w szeroko rozumiany nurt eksperymentalnego post-metalu nowozelandzkiego zespołu. Powolne budowanie napięcia, elementy łagodne kontrastujące z bardziej brutalnymi, instrumentalne popisy i te jakże charakterystyczne dla ich brzmienia elektryczne skrzypce robią swoje. Czuję, że całe to zestawienie byłoby znacznie uboższe, gdybym w ostatniej chwili nie przypomniał sobie o jej istnieniu
Trzydzieści utworów, z czego tylko dwa krótsze niż 10 minut. Ile mamy więc łącznie? Siedem i pół godziny ambitnej, pełnej nagłych zwrotów, zmian tempa i emocji muzyki. Jak tego słuchać? Proponuję w trybie "losowym" - być może Fortuna zapozna Was z artystą, który na dobre wejdzie do Waszego muzycznego panteonu. Osoby nie do końca usatysfakcjonujące moimi wyborami zaś jeszcze raz zapraszam do dyskusji i podsuwania mi swoich ulubionych rockowo-metalowych suit. Być może za kilka miesięcy powstanie druga odsłona takiego zestawienia a wtedy, kto wie, może odnajdziecie też swoich faworytów. Na ten moment życzę Wam udanego weekendu i celebrowania wolnego czasu z jak najlepszą muzyką!
Playlista: My Top 30 Rock & Metal Suites

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz