piątek, 28 sierpnia 2026

Moje Ulubione Muzyczne Trylogie - Playlista Tematyczna


Nie wiem jak Wy ale ja mam tak często, że w głowie roi się mnóstwo ciekawych pomysłów, które wciąż czekają na realizację. I choć te myśli snują się po zakamarkach świadomości, brakuje jednak impulsy by wdrożyć je w życie. Tak też mam z moimi playlistami tematycznymi. O wartych uwagi albumowych trylogiach myślałem już chyba od pół roku ale zawsze coś innego okazywało się ważniejsze. Na szczęście zbliżająca się wielkimi krokami premiera trzeciej części A Dark Poem prog-metalowego Green Carnation stała się bodźcem do działania. Tak więc mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam szesnaście różniących się gatunkowo ale podobnie interesujacych muzycznych trylogii:

Green Carnation - A Dark Poem - Pt. I: The Shores of Melancholia, Part II: Sanguis, Pt. III: The Messiah Complex - wspomniany już na wstępie trójpłytowy album norweskiego zespołu rzeczywiście można określić słowem "poemat". Balansujący między rockową progresją sprzed 40-50 lat a cięższymi, prog-metalowymi momentami, pełen osobistych, silnie nacechowanych emocjonalnie tekstów sprawia wrażenie obcowania z dziełem dalece wykraczającym poza ramy tak muzyczne jak i literackie.

Avantasia - The Wicked Trilogy - The Scarecrow, The Wicked Symphony, The Angel of Babylon - kiedy po kilku latach przerwy Tobias Sammet powrócił do swojej metalowej opery fani oczekiwali po raz drugi (a w zasadzie trzeci, zważywszy na 2-płytowy oryginał) tego samego - epickich power metalowych hymnów i folkowych ballad. Tobi natomiast wyciął im niezłego psikusa, rozszerzając stylistyczne ramy swojego wówczas pobocznego a obecnie głównego projektu. Pojawiło się więcej hard rocka, klasycznego heavy metalu a nawet odrobinę ejtisowej progresji a w warstwie tekstowej miejsce fantasy zajęły przeżycia jednostki nadmiernie wrażliwej i osamotnionej w rzczywistości, której w pełni nie rozumie. Od tych albumów zaczęła się też współpraca Sammeta z Jornem Lande, czasem żartobiliwe ujmowana pod nazwą "Jorn Lande's Bonjovitasia"

Swallow the Sun - Songs from the North - I: Gloomy, II: Beauty, III: Despair - monumentalne dzieło fińskiego zespołu to w sumie nie tyle trylogia, co trzyczęściowe wydawnictwo trwające w sumie ponad 2,5 godziny. Każda z wchodzących w skład tryptyku części prezentuje nieco inny styl muzyczny, od odpowiednio gotyckiego death/doomu przez akustyczne i folkowe, atmosferyczne utwory po ciężkie i przytłaczające, funeral doomowe procesje. Co ważne, przy takiej różnorodności, "Pieśni z północy" brzmią bardzo spójnie i mimo nietypowej jak na dzisiejsze czasy objętości, ich odsłuch od deski do deski w żadnym miejscu nie zaczyna się dłużyć

Helloween - Keeper of the Seven Keys - Pt. I, Pt. 2, The Legacy - dwie pierwsze części wydane w latach 1987-88 na lata ukształtowały europejską scenę power metalu, ba, właściwie to ją stworzyły. Nazywani często Iron Maiden na sterydach, muzycy spod znaku dyni zasłynęli z szybkiego, melodyjnego i przebojowego grania a falset debiutującego na pierwszych "Keeperach" Michaela Kiske stał się cechą charakterystyczną całego gatunku. Po latach, już z Andim Derisem za mikrofonem muzycy wrócili do tego cyklu, nagrywając wieńczącą go płytę The Legacy. Dla niektórych być może było to niszczenie legendy, dla mnie raczej pewna próba rozwinięcia i spojrzenia na swe początki świeżym, bogatszym o lata doświadczeń okiem

King Buffalo - The Pandemic Trilogy - The Burden of Restlessness (2021), Acehron (2021), Regenerator (2022) - wśród wielu zmian, które przyniosła pandemia koronawirusa były ograniczenia w kontaktach międzyludzkich, które naturalnie przyczyniły się do odwoływania koncertów i festiwali. Amerykańscy muzycy nie mogąc ruszyć w trasę koncertową, zamknięci w swoich domach, bombardowani licznymi mało optymistycznymi doniesieniami ze świata znaleźli sposób na kreatywne wykorzystanie tego czasu. Postanowili pisać i pisać jak najwięcej muzyki, którą po latach być może będzie można zaprezentować na żywo. Tak powstały trzy albumy, na których poznaliśmy różne oblicza psychodeliczno-progresywnego stoner rocka, w niezwykły sposób odwzorowujące stany emocjonalne towarzyszące szczęśliwie minionej już pandemii

Mago de Oz - Gaia (2003), Gaia II: La Voz Dormida (2005), Gaia III: Atlantia (2010), Gaia: Epilogo (2010) - po wydaniu dwupłytowej Finisterry, hiszpańscy muzycy zasmakowali w concept albumach na tyle, że rozpoczęli kolejną opowieść, która finalnie zamknęła się w trzech pokaźnych rozdziałach a jej swoistym uzupełnieniem został kompilacyjny Epilogo z niewydanymi wcześniej kompozycjami lub alternatywnymi wersjami znanych kawałków. Tematycznie Gaia opowiada o czasach hiszpańskich podbojów Ameryki Środkowej i Południowej, dotyka też ważnych kwestii ekologicznych, opowiadając o zniszczeniach środowiska naturalnego przez ludzi. Muzycznie cała saga jest trochę nierówna, co zwłaszcza widać w ostatniej części ale z drugiej strony, wiele utworów z różnych rozdziałów Gai do dziś należy u mnie do ścisłego topu twórczości tej folk-powerowej ekipy

Therion - Leviathan (2021), Leviathan II (2022), Leviathan III (2023) - po monumentalnej ale niezbyt dobrze przyjętej i trochę niezrozumianej przez publiczność trzyaktowej operze (w rozumieniu muzyki klasycznej a nie tzw. metal operze) Beloved Antichrist, Christofer Johnsson zapowiedział powrót do klasycznego, "normalnego" typu albumów, przygotowując serię wydawnictw nawiązujących do najbardziej znanych i lubianych elementów z pokaźnej dyskografii szwedzkiej legendy symfonicznego metalu. Miało być przebojowo i przystępnie ale co ważne, nie ucierpiał na tym poziom artystyczny i choć żadna z trzech części Leviathana nie przeskoczy Lemurii czy Theli, są to jednak bardzo solidne i dobrze słuchające się albumy.

Elvenking - The Reader of the Runes - Divination (2019), Rapture (2023), Luna (2025), Rites of Disclosure (2026) - Włosi z Elvenking na swej szóstej płycie, Red Silent Tides z 2010 roku umieścili utwór Runereader. Po kilku latach i trzech kolejnych, coraz mocniej power metalowych płytach postanowili wrócić do tego konceptu, tworząc trylogię w całości poświęconą tytułowemu "czytaczowi run". Muzycznie zaprezentowali na niej dość eklektyczny materiał, od szybkich i melodyjnych galopad, przez mroczniejsze, wolniejsze kawałki po folkowe, kinowe przestrzenie. Wspomniane powyżej Rites... to natomiast wydane w formie EPki uzupełnienie historii plus część coverów - bardziej dla kolekcjonerów i miłośników (w tym mnie ;) )

Cavern Deep - Cavern Deep (2021), Breach Pt. II (2023), The Bodiless (Pt. III) (2025) - chyba najcięższa, najbardziej smolista i najmroczniejsza trylogia w dzisiejszym zestawieniu. Szwedzi w swojej muzyce prezentują powolną, przytłaczającą, wpadającą w sludge wersję doom metalu, gdzieniegdzie przetykaną jedynie melancholijnym czystym śpiewem. Koncept całej trylogii nasuwa wiele podobieństw z prozą Lovecrafta - relikty dawnej cywilizacji, podróż w głąb mrocznych korytarzy, kontakt z nieznanym i ostatecznie bezcielesna metamorfoza, zjednoczenie z kosmosem i koniec... A może początek?

Bloodbound - Stormborn (2014), War of Dragons (2017), Rise of the Dragon Empire (2019) - szwedzcy power metalowcy długo czekali na wyklarowanie swojego własnego, charakterystycznego stylu, przeplatając kapitalne powerowe galopady (zbyt) nowoczesnym metalem na Tabula Rasa i manowaro-podobnym hymnicznym, choć jednak nieco płytkim heavy metalem przy okazji In the Name of Metal. Przełom nastąpił w 2014 roku, gdy płytą Stormborn skręcili mocno w stronę dynamicznego, melodyjnego i wyraźnie inspirowanego fantastyką (zwłaszcza prozą GRR Martina) power metalu. Wśród tych trzech albumów, nieformalnie zwanych smoczą trylogią, drugi czyli War of Dragons to mój absolutny numer 1 w ich katalogu. I choć panowie nie uniknęli pewnego spadku formy przy ostatniej części, utrzymanej w średnich tempach i trochę za bardzo "sfolkizowanej" to jednak dzięki nim zyskali rozgłos i dzisiejszą pozycję na europejskiej scenie metalowej

The Chronicles of Father Robin - The Songs & Tales of Airoea - Book I: The Tale of Father Robin (State of Nature) (2023), Book 2: Ocean Traveller (Metamorphosis) (2023), Book 3: Magical Chronicle (Ascension) (2024) - za tą trylogią kryje się niezwykła historia. Otóż, wiodący muzycy norweskiej sceny progresywnej, znani choćby z Wobbler czy Tusmorke zebrali się wspólnie by ozywić porzucone przed 30-u (!) laty, w szkole średniej historie o Ojcu Robinie i ubrać je w vintage'owe, inspirowane muzyką progresywną lat 70-ych brzmienia. Wyszło interesująco, ambitnie i bardzo... norwesko, choć nam raczej lata 70-e kojarzą się z brytyjską sceną. Cóż Kochani, to już kolejny sygnał by zapoznać się ze skandynawskim, pełnym ukrytych perełek progiem.

Rebellion - The History of the Vikings - Volume I - The Sagas of Iceland (2005), Volume II - Miklagard (2007), Volume III - Arise: From Ginnungagap to Ragnarök (2009) - Uwe Lullis, jeden z ojców sukcesu "średniowiecznej trylogii" zespołu Grave Digger, po rozstaniu z ekipą Chrisa Boltendahla założył swój własny, nazwany (po sporach prawnych)  zespół, którego nazwa bezpośrednio nawiązywała do legendarnego utworu Rebellion (The Clans are Marching). To nie jedyne zresztą podobieństwo. Tak jak w poprzedniej grupie, tak tu Lullis z zamiłowaniem przygotowywał kolejne concept albumy, co zaowocowało m.in. tą poświęconą Wikingom trylogią - surową, ciężką ale niepozbawioną też potężnych melodii i ładnie zwanych z angielska sing-along refrenów

Gong - Radio Gnome Invisible Trilogy - Part I - Flying Teapot (1973), Vol. 2 - Angel's Egg (1973), Vol. 3 - You (1974) - najstarsza i bodajże najdziwniejsza z wymienionych dziś trylogii. Surrealistyczny świat, wprowadzający słuchacza w świat stworzonej przez zespół mitologii, szalona w swej nieprzewidywalności muzyka, przyprawiająca niekiedy o prawdziwie psychodeliczno-kosmiczny zawrót głowy i bogate instrumentarium - gitary, syntezatory, dęciaki to wszystko razem daje nam kwintesencję tzw. sceny Canterbury - niełatwej być może w odbiorze przy pierwszym, drugim, dziesiątym podejściu ale nagradzających wytrwałych nieograniczoną ilością nieszablonowych muzycznych doznań

Dragonland - The Dragonland Chronicles - Part I - The Battle of The Ivory Plains (2001), Part II - Holy Wat (2002), Part III - Under the Grey Banner (2011) - szwedzka ekipa jak przystało na klasycznego przedstawiciela symfonicznego power metalu przełomu stuleci postanowiła nam opowiedzieć historię własnego świata fantasy. Po dwóch, dobrze skądinąd przyjętych albumach porzucili swoje "Kroniki" na rzecz innych tematów, oddając w nasze ręce m.in. świetną Astronomy. Po kilku latach postanowili jednak domknąć historię "Dragonland" płytą, która już od pierwszeo odsłuchu oszołomiła mnie idealnym wyczuciem balansu między symfonią a metalem i między storytellingiem a łatwością w odbiorze. Stąd też stoję na stanowisku, że każdy fan power metalu z twórczością zespołu (i wokalem Jonasa Heidgerta) zapoznać się powinien

Autumn Tears Love Poems for Dying Children - Act I (1996), Act 2: The Garden of Crystalline Dreams (1997), Act III: Winter and the Broken Angel (2000) - teraz coś z całkiem innej beczki. Autumn Tears to projekt kompozytora Teda Tringo, prezentujący neoklasycystyczne oblicze muzyki darkwave. Eteryczne, melancholijne brzmienia instrumentów klawiszowych i orkiestracji, operowe wokale, fragmenty mówione bądź szeptane i teskty eksplorujące jednocześnie najbardziej intensywne i tragiczne emocje - to wszystko sprawia, że po seansie już z jedną częścią trylogii czujemy się równie przytłoczeni jak po porządnym funeral doomie. 

Virgin Steele - The Marriage of Heaven and Hell Part I (1995), Part II (1996), Invictus (1998) - zespół charyzmatycznego wokalisty Davida DeFeis znany jest ze swojego epickiego stylu, balansującego gdzieś na pograniczu heavy, speed i power metalu. Znakiem rozpoznawczym grupy są też liczne nawiązujące do literatury, religii i filozofii albumy koncepcyjne. W tym przypadku mamy do czynienia z trzyczęściową sagą, której głównym tematem jest odwieczny konflikt między tym co "ludzkie" a tym co "boskie". Teksty nie tworzą jednej historii, swobodnie nawiązując m.in. do poezji, religii, mitologii i własnych przemyśleń. Widać jednak pewną prawidłowość - pierwsze dwa "akty" nawiązują mocno do dualistycznej natury świata i człowieka, natomiast finał prowadzi nas ku nieuniknionemy wyzwoleniu ludzkości spod "boskiej" kurateli

Finis coronat opus - koniec wieńczy dzieło. Co jednak, gdy w jednym artykule tych arcydzieł jest aż 16-e? Proponuję więc, by uniknąć nadmiernego przeładowania emocjonalnego i intelektualnego (które stało się moim udziałem gdy przygotowywałem ten wpis), po 1 utworze z każdego albumu na dzisiejszej playliście. Myślę, że jeśli choć jeden się Wam spodoba, śmiało ruszycie ku dalszej eksploracji tej czy innej muzycznej trylogii. Bo każda z tej szesnastki jest tego warta. A może znacie jeszcze jakieś inne rockowe, metalowe bądź całkiem inne gatunkowo trylogie, których nie znać po prostu nie wypada? Jeśli tak, piszcie w komentarzach! A link do playlisty poniżej:

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze