Tradycja rzecz święta a w Muzycznej Kronice to właśnie w poniedziałek pojawiają się regularnie podsumowania tygodnia. Tak więc, by nie zanurzać tej regularności, choć po raz drugi lub trzeci rzędu ten poniedziałek jest dość pracowity w poza-blogowych strefach, sumiennie staram się Wam przekazać nawet w sposób skrótowy, po jaką muzykę najczęściej ostatnio sięgam.
Miniony tydzień upłynął mi pod znakiem wyjątkowo różnorodnych brzmień, choć wyraźnie dominowały cięższe gatunki – szczególnie te oscylujące wokół metalu atmosferycznego, post-metalu i doomowych klimatów. To właśnie w tej stylistyce znalazły się albumy, których słuchałem najchętniej: „Stargod” Astronoid, hipnotyzujący i przestrzenny, oraz pełne emocjonalnej gęstości „Everything Out There Has Teeth” projektu Shedfromthebody. W podobnej, choć bardziej przytłaczającej tonacji pobrzmiewała też Remina z „The Silver Sea”, która idealnie nadaje się na długie, jesienne wieczory. Na drugim biegunie ciężkich brzmień, ale wciąż w metalowym spektrum, znalazły się doom’n’bassowe wibracje Year of the Cobra – do ich eponimicznej płyty wróciłem po kilku miesiącach od premiery i ponownie wciągnęła mnie jej minimalistyczna, a jednocześnie potężna konstrukcja. Obok nich pojawiło się Duszno z „Okruszkami”, proponując gęste, eksperymentalne struktury o zupełnie innym charakterze, ale równie wciągające. To kolejny przykład jak może w przeciągu nastu lat zmienić się gust i perspektywa. Jeszcze 10 lat temu słysząc "shoegaze" wzdrygnął bym się z niesmakiem a teraz coraz chętniej zerkam w kierunku tej sceny. A takie albumy właśnie sprawiają, że tej śmiałości we mnie jest coraz więcej.
Dość dużą grupę w tym tygodniu stanowiły również albumy z pogranicza power i symphonic metalu, pełne energii, epickich melodii i teatralnych aranżów. Wśród nich najmocniej serce biło do porywającego „Steelbound” Battle Beast, bardzo obiecującego, wydanego w piątek „Symphony Of The Universe” Cristiano Filippini’s Flames Of Heaven, a także melodyjnego, baśniowo-folkowego „Malicia” od Mägo de Oz. W tę kategorię wpisuje się również pełen świetnej zabawy i heroicznych klimatów „Forever” Grailknights oraz intensywnie przebojowy Sabaton z „Legends”. Ciekawie na tle tej grupy wypadł Elettra Storm z albumem „Evertale”, w którym mocne gitarowe riffy mieszają się z wyraźnie symfonicznym rozmachem. Z kolei Shiraz Lane na „In Vertigo” zaoferował bardziej glam metalowe, ostre a zarazem melodyjne brzmienia, idealnie uzupełniając tę część zestawienia.
Nie mogło zabraknąć także bardziej nastrojowych, melancholijnych i gotyckich klimatów. „Words of Indigo”, pierwsza od 9 lat płyta włoskiego Novembre ponownie zachwyciła mnie subtelną liryką i charakterystyczną mglistą atmosferą. W tym duchu mieści się również XIII. Stoleti z albumem „Vendetta”. Wspominam o tym krążku, gdyż jak wiecie konsekwentnie przesłuchuję całą dyskografię zespołu i tym razem trafiłem właśnie na tę pozycję; mój ulubiony utwór z płyty to bez wątpienia „Poslední letadlo do Buenos Aires”, który szczególnie zapadł mi w pamięć po październikowym koncercie – emocje, jakie wtedy wywołał, wciąż wracają przy każdym odsłuchu. W podobnie refleksyjny ton wpisał się Stworz z „U Śmierci na komornem”, oferując surowe, folkowe brzmienie zanurzone w słowiańskim pagan balck metalu.
Tym razem udało mi się podsumowanie ubrać w konkretne i zwięzłe slowa. Cóż, potrzeba chwili. Mam nadzieję, że miłośnicy elaboratów przymkną oko na taki mały wyjątek od reguły. A dla wszystkich czytelników bez wyjątku tradycyjnie polecam playlistę z trzydziestoma najczęściej słuchanymi przeze mnie utworami z ostatnich dni. Mam nadzieję, że zapragniecie zanurzyć się w tych różnorodnych muzycznych pejzażach razem ze mną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz