It was good while it lasted, czyli w wolnym tłumaczeniu "było miło ale się skończyło". Ten zagadkowy teskt w 6-u różnych językach pojawił się kilka dni temu w mediach społecznościowych brazylisjkiego zespołu Angra, jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli power i prog metalu z Ameryki Południowej. Ciężko powiedzieć na ten moment, czy oznacza to zakończenie działalności kapeli w obecnym składzie, czy może całkowite i ostateczne zejście ze sceny. Co prawa już rok temu muzycy zapowiadali dłuższą przerwę od działalności koncertowej i wydawniczej ale co innego zapowiadać a co innego zmierzyć się z konsekwencjami takiej decyzji. Co by się jednak nie wydarzyło, warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z dyskografią zespołu. A że, podobnie jak choćby w przypadku Helloween za mikrofonem Angry stało przez lata trzech wybitnych piosenkarzy, dzisiejszy artykuł będzię poświęcony również ich aktywnościom poza macierzystą kapelą. Ktoś powie, ze znów piszę o Fabio Lione ale cóż, rok bez artykułu z jednym z moich ulubionych wokalistów to rok stracony. Ale po kolei, bo pierwszy funkcję tę pełnił:
Andre Matos - pochodzący z Sao Paolo wokalista i klawiszowiec. Swoje pierwsze kroki na metalowej scenie stawiał w wieku 13 lat, gdy dolączył do lokalnego zespołu Viper. Początkowo wcale nie chciał śpiewać tylko grać na klawiszach ale jak wspominał po latach, ze wszystkich członków kapeli śpiewał "najmniej źle" a jego wizualne podobieństwo do Bruce'a Dickinsona było równie mocnym argumentem za. Viper łączył w swej muzyce heavy metal z elementami muzyki klasycznej (w tym nawiązania choćby do Beethoveena) co będzie ważnym elementem późniejszej kariery piosenkarza. Po wydaniu dwóch płyt ich drogi jednak się rozeszły a zespół poszedł w strone ostrzejszego, zahaczającego o thrash grania. W 1991 roku, ukończywszy wcześniej edukację w kierunku muzyki klasycznej, wraz z Rafaelem Bittencourtem and André Linharesem powołał do życia Angrę, której pierwszy krążek (już bez Linharesa, którego zastąpił Kiko Loureiro) zaytułowany Angels Cry mocno inspirowany był europejskim power metalem spod znaku Helloween. Album zebrał świetne recenzje i do dziś uważany jest za jednego z klasyków gatunku. Muzycy poszli za ciosem i dwa kolejne krążki, Holy Land z 1996 i dwa lata młodszy Fireworks ugruntowały pozycję grupy w świecie metalu, inkorporując coraz więcej elementów progresywnych, klasycznych a nawet folkowych. Niestety w 2000 roku po serii nieporozumień drogi Matosa i zespołu rozeszły się. Wokalista założył wtedy (wespół z innymi opuszczającymi Angrę muzykami) zespół o nazwie Shaman. Pod tym szyldem wydali dwie dobrze przyjęte przez publiczność płyty ale już po kilku latach Andre został zmuszony do opuszczenia szeregów bandu. Dopiero po latach, w 2018 roku doszło do, krótkiego jak się niestety okazało, reunionu i wspólnej trasy. W późniejszym okresie wokalistę mogliśmy usłyszeć choćby na płytach takich projektów jak Avantasia, był też głównym wokalistą w projekcie Symfonia, dowodzonym przez byłego gitarzystę i założyciela Stratovarius - Timo Tolkkiego. Wydał również kilka albumów solowych a w 2012 roku wrócił na kilka lat w szeregi Viper. Nie możemy też zapominać o licznych gościnnych występach na albumach wielu power, heavy i symphonic metalowych kapel - dość wymienić choćby SoulSpell czy Trick or Treat. Niestety jego kariera urwała się nagle w dniu 8 czerwca 2019 roku - tego dnia dostał zawału serca i zmarł. W hołdzie jego postaci i dokonaniom muzycznym, miasto Sao Paolo ustanowiło w dniu jego śmierci lokalnym Dniem Heavy Metalu.
Edu Falaschi - drugi wokalista Angry, również Brazylijczyk i również z Sao Paolo, choć wczesne dzieciństwo spędził w Rio de Janeiro. Muzyka towarzyszyła mu od dziecka, lubił śpiewać i grać wspólnie z rodziną a gdy miał 14 lat zaczął brać lekcje gry na gitarze. Duży wpływ na niego wywarły postaci Bruce'a Dickinsona i Ronniego Jamesa Dio, choć początkowo preferował instrumentalną muzykę. Potem przyszły cover bandy a w 1990 roku powstał rockowy zespół Mitrium, grający już autorskie kompozycje. Z tą kapelą nagrał cztery utwory, które znalazły się na splicie pt. Eyes of Time. Trzy lata później, gdy Maideni szukali nowego wokalisty, Edu zgłosił się do konkursu, w którym został wybrany jako jeden z przedstawicieli swojego kraju (innym był uwaga... Andre Matos). Ostatecznie wszyscy wiedzą, że następcą Dickinsona został Blaze Bayley a Falaschi z przyczyn osobistych opuścił swój zespół. Po 4-letniej przerwie, w trakcie której co prawda grywał z przyjaciółmi w zespole Opium ale czysto dla zabawy, został zaproszony do zespołu swojego brata Tito. Z power metalowym Symbols nagrał dwie płyty, w międzyczasie biorąc też udział w sesji nagraniowej albumu Ordinary Existence zespołu Venus (hard'n'heavy). W 2000 roku ponownie wziął udział (tym razem wygrywając) w konkursie na nowego wokalistę znanego zespołu. Jak się domyślacie, była nim Angra. Dla wszystkich muzyków było to nowe otwarcie, stąd też tytuł pierwszej wspólnie nagranej płyty - Rebirth a także jednego z utworów (Nova Era). Był to świetny album, powerowy, progresywny i symfoniczny zarazem a Edu świetnie wpasował się w te kompozycje, wnosząc do nich więcej zadziorności niż poprzednik. Przez 12 lat działalności w zespole Falaschi zaśpiewał łącznie na 4 płytach, z których trzecia - Aurora Consurgence była krążkiem, dzięki któremu poznałem Angrę, darzę więc ją dużym sentymentem. W 2012 roku wokalista w zamieszczonym na swojej stronie internetowej liście otwartym poinformował fanów o odejściu z zespołu, motywując to m.in. kwestiami zdrowotnymi i problemami wewnętrznymi. Pragnął też skoncentrować się na powstałym kilka lat wcześniej zespole Almah, z którym już wtedy miał na konice 3 solidne wydawnictwa. Almah przetrwał jednak jeszcze tylko 4, choć owocne artystycznie lata a muzyk rozpoczął w pełni solową karierę. Przez cały okres swojej aktywności piosenkarz dorobił się również konkretnej listy gościnnych występów, z któych najbardziej cenię ten w utworze Chamber of Wisdom, power metalowej opery fantasy działającej pod szyldem Marius Danielsen's Legend of Valley Doom, projektu, który każdy fan epickiego powera znać absolutnie ma obowiązek.
Fabio Lione - mógłbym tutaj zrobić kopiuj i wklej z mojego artykułu na temat trzech wokalistów Rhapsody. Wiadomo, że głos Fabio zdefiniował na lata brzmienie zespołu i stał się niedoścignionym wzorem dla młodych pokoleń wokalistów. Zamiast tego napiszę w skrócie, że artysta pochodzi z Pizy we Włoszech a karierę muzyczną zaczynał od grania coverów Queen, Europe i innych gwiazd rocka lat 80-ych. Później przyszły dwie krótkie przygody z Labyrinth i Athena, włoskimi prog-powerowymi grupami aż w końcu w 1997 roku ukazała się Legendary Tales nikomu wówczas nieznanego zespołu Rhapsody. I nic już w power metalu nie było takie samo. Przez lata dzialalności w kapeli (pod różnymi nazwami i różnej konfiguracji) wokalista wyrobił sobie uznaną markę w świecie muzyki, czego dowodem jest i trasa koncertowa z Kamelot w zastępstwie za kończącego swoją przygodę z zespołem Roya Khana a i przeszło setka różnych "guest appearance'ów", którym zresztą poświęciłem osobną playlistę. Fabio był również współzałożycielem Vision Divine, pomysłodawcą Eternal Idol, miał też nagrać album z Magic Kingdom, do czego jednak ostatecznie nie doszło. Z Angrą związał się po odejściu Falaschiego, początkowo jako muzyk koncertowy ale współpraca układała się tak dobrze, że został na stałe. Z Lione na pokładzie zespół odnowił swój styl, pojawiło się więcej mroku i ciężaru, choć mocny prog-powerowy rdzeń został utrzymany. Dziś, gdy najprawdopodobniej Angra zawiesiła swoją działalność, wokalista będzie mógł skupić się na projekcie Fabio Lione's Dawn of Victory, złożonym z byłych muzyków Rhapsody i grającym klasyki legendy włoskiego metalu. Ostatnio pojawiła się też informacja o wspólnych koncertach z Lucą Turillim i orkiestrą symfoniczną jakie odbędą się w Ameryce. Jedno więc jest pewne, Fabio nudzić się nie będzie a "Rhapsody-versum" nie przestanie się poszerzać.
Ehh, miało być o Angrze a zboczyłem do Rhapsody. Na playliście dołączonej do artykułu znajdziecie 15 utworów brazylijskiej formacji i 15 kompozycji innych zeespołów, w których udzielali się lub gościnnie występowali wspomniani muzycy. Mam nadzieję, że dla miłośników progresywnego powera będzie to uczta dla uszu ale i fani innych gatunków może z ciekawością podejdą do tematu. Miłego dnia i całego weekendu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz