poniedziałek, 29 grudnia 2025

22.12-28.12.2025

 


Coraz bliżej końca roku, zbyt wieloma premierami wydawcy nas nie zasypali. Czy to więc moment na ponowny odsłuch najlepszych albumów 2025 roku? Nie do końca. Cofnąłem się w czasie nieraz, racja, ale jednak zdecydowanie dalej. Wygrzebałem też jednak garść nowości, i to całkiem konkretnych. Zobaczmy więc, czego słuchałem w tym tygodniu najczęściej.

Już kilka dni temu pisałem, że tegoroczny album Amorphis nie jest w stanie mnie porwać. Nie znaczy to, że takich właściwości pozbawione są inne pozycje z dyskografii tej zasłużonej kapeli. Eclipse, AM Universum czy choćby Skyforger to klasa sama w sobie i jak widać po playliście, chętnie do nich wracam. Trudno o lepsze połączenie melodeathu, prog-metalu i dośc szybko przemawiających do słuchacza melodii. 

Za jedną z najlepszych power metalowym płyt tego roku uważam Field of Swords szwedzkiego Bloodbound. Ale to nie jej słuchałem namiętnie w tym tygodniu. Cofnąłem się aż do 2006 i debiutanckiego Nosferatu, albumu który zawsze jakoś trochę omijałem, możę dlatego, że miłość do muzyki Szwedów zawdzięczam drugiej w kolejności Book of the Dead. Niemniej jednak jest na niej sporo rasowego powera i można przy niej spędzić naprawdę żywiołowe kilkadziesiąt minut. I to niejeden raz.

W przypadku Grailknights nie cofałem się do pierwszych płyt ale po krótkiej przerwie sięgnąłem ponownie po dwa ulubione utwory z wydanej w październiku Forever. Były to dwa rozpędzone killery - Weekend Ninja i Snow in Bordeeaux. Podobnie rzecz się ma z folk powerowym Mago de Oz. La tierra de nunca jamas to moim zdaniem najlepszy numer z pachnącej jeszcze nowością Malicii, która też jest płytą wartą zainteresowania, szczególnie jeśli lubimy metal po hiszpańsku. 

Pozostając w latynoskich klimatach muszę wspomnieć, że dość często słuchałem też brazylijskiego powera pod postacią dowodzonej przez obdarzoną mocnym wokalem Daisę Munhoz grupy Vandroya i pionierów tego typu muzyki w Ameryce Południowej - oczywiście chodzi o Angrę. W tym przypadku odświeżyłem sobie pierwszy album formacji, który miałem okazję przesłuchać w całosci. Aurora Consurgens nie jest może moim najukochańszym krążkiem z Edu Falaschim na wokalu (ten tytuł od zawsze nalezy do Rebirth) ale obiektywnie musze powiedzieć, że artystycznie jest chyba szczytowym osiągnięciem tej inkarnacji zespołu. Concept dotyczący depresji, dużo progresywnych zagrywek i świetna forma Edu robią niesamowitą robotę.

W tym roku sporo było u mnie włoskiego power metalu, który uważam obecnie za trzecią po Niemczech i Skandynawii siłę w Europie. Jednym z mniej znanych weteranów tej sceny jest Kaledon, podobnie jak słynniejsze Rhapsody piszący swoją własną sagę fantasy. Prócz siedmiu rozdziałów Legend of the Forgotten Reign i trzech spin-offów mają też w swojej dyskografii album Mightiest Hits, kompilację jak sama nazwa wskazuje największych hitów z lat 2002-10. W tym tygodniu słuchałem jej dość często, zwłaszcza przygotowanego specjalnie na to wydawnictwo Steel Maker i ponownie nagranego, tym razem już z wokalem Marco Palazziego (wg mnie najlepszego piosenkarza w szeregach kapeli, fajnie, że wrócił po kilkuletniej przerwie) kultowego w niektórych kręgach The New Kingdom. Oba epickie utwory są na playliście.

Czytelnicy mojej strony kojażą zapewne zespół Alterium, którego zeszłoroczny debiut trafił na listę The Best of 2025. Niektórzy siedzący mocno w power metalu słyszeli też pewnie o nieistniejącej już grupie Kalidia. Łączy je jeden wspólny mianownik - Nicoletta Rosselini - niezwykła wokalistka, cosplayerka i... weterynarz. Niedawno ukazała się nowa, już piąta płyta symphonic/gothic metalowego Walk in Darkness, w którym również słyszymy głos Nicoletty. Jest to zdecydowanie mroczniejsza i cięższa muzyka od pozostałych projektów i naprawdę ciekawym doświadczeniem jest usłyszeć piosenkarkę w takim wydaniu. Przyznam się, że poprzednich albumów formacji nie słuchałem zbyt często ale po kilku razach z co najmniej solidnym Gods Don't Take Calls czuję, że czas nadrobić zaległości. 

Jeśli już zacząłem pisać o mroczniejszych dźwiękach, trzeba nadmienić, że nową muzykę przygował mój ulubiony, czarnogórski zespół metalowy. Na Byrdcynn panowie z Dvoeverie po raz kolejny składają hołd staremu (ale nie najstarszemu, tak około-iconowemu) Paradise Lost, grając ciężko, wolno ale nie odbierając utworom walorów melodycznych. Jest to już trzeci długograj Czarnogórców i mam nadzieję, że w końcu uda im się przebić do szerszego grona  odbiorców niż tylko fanatyków pokroju Muzycznego Kronikarza. Myślę, że są tego warci.

Muzykę ekstremalną, choć w progresywnym wydaniu reprezentuje projekt polskiego muzyka, Rafała Bowmana, który pod szyldem Chaos over Cosmos wydał już czwarty krążek. Na Hypercosmic Paradox wspiera go tylko wokalista, pochodzacy z Pakistanu Taha Mohsin a Rafał odpowiada za wszystkie instrumenty. Wychodzi nam z tego nawałnica dźwieków, szybkiej perkusji, łamiących palce riffów i głębokiego growlingu. Jest przygniatająco, jest mrocznie jak na zdobiącej album okładce. I taka muzyka tez jest czasem potrzebna i zachęcam do dania jej szansy.

Polskim zespołem jest też Kruczy Sen, specjalizujący się w miksie rocka, stonera z folkiem. Niedawno premierę miała EPka ZwierzMiSię, będąca swego rodzaju albumem koncepcyjnym. Utwory poświęcone są zwierzętom, tak prawdziwym jak i mitologicznym (świetny Jednorożec) ale jest to zwykle tylko punkt wyjścia do poruszenia jakiejś poważnej tematyki. Muzycznie jest trochę bardziej szorstko i stonerowo niż na zeszłorocznym Pierwszym Locie ale mi to akurat wcale nie przeszkadza, poza tym są też momenty, których nie powstydziłby się i mainstreamowy Kwiat Jabłoni. A jakie? Posłuchajcie i spróbujcie ich sami odnaleźć.

Polecam też od kilku tygodni nowy krążek tRKproject, inspirowany powieścią Alicja w krainie czarów. Misternie utkane kompozycje, odpowiedni dobór wokalistów uznanych na rodzimej progresywnej scenie i ciekawie opowiedziana historia to charakterystyczne cechy projektu, za którym stoi jeden z najwybitniejszych a zdecydowanie najpracowitszy prog-rockowy muzyk w Polsce - Ryszard Kramarski.

W kategorii rock progresywny zwróćcie też uwagę na świetny album Pachinko autorstwa norweskiego zespołu Moron Police, bardzo zgrabne łączący ze sobą różne, nawet odległe inspiracje. 

W serwisach streamingowych pojawił się w końcu też nowy album Cosmograf. Pod tym szyldem swoją muzykę tworzy multiinstrumentalista Robin Armstrong. The Orphan Epoch ukazał się co prawda pół roku temu i już wówczas bardzo mi się spodobał ale teraz, gdy trafił do Spotify sięgnąłem po niego ponownie i cieszę się, bo to bardzo dobra płyta, bez jednej zbędnej nuty, trafiająca zarówno do serc wrażliwych słuchaczy jak i do uszu wysublimowanych miłośników neoprogresywnego grania. 

Zmieńmy jeszcze na chwilę gatunek, choć jak się za chwilę przekonacie, pewne nawiązania do neo-proga pozostaną. Cats in Space to brytyjska hard-rockowa kapela, mocno czerpiąca z dziedzictwa muzyki lat 70-ych i 80-ych z naciskiem na takie grupy jak Deep Purple, Status Quo czy Queen. Słucham ich już dobrych kilka lat, natomiast nie wszystkie albumy udało mi się dobrze poznać. Postanowiłem więc teraz udać się w podróż przez dyskografię tej oto grupy, także przez najbliższe 6-7 tygodni możecie się spodziewać stałej dawki melodyjnego, gitarowego grania w moich poniedziałkowych artykułach. Na pierwszy ogień poszedł wydany w 2015 roku Too Many Gods, najrzadziej do tej pory przeze mnie słuchany. A szkoda, bo choćby dla takich przebojowych nut jak Mr. Heartache czy Five Minutes Celebrity warto czasem po niego sięgnąć. A teraz ciekawostka, na tej i na kolejnej płycie "kotów" za mikrofonem słyszymy Paula Manziego, bardzo dobrego wokalistę, który później użyczy swego głosu na kilku albumach Areny - jednej z legen brytyjskiego neo-proga.

Na koniec najdalsza podróż w czasie bo do 1968 roku i debiutu grupy The Tangerine Zoo. Acid rock, psychodela, proto-punk, proto-metal - jednym (dwoma) słowami "bosstown sound" czyli to co muzyczny archeolodzy (i Kronikarze) lubią najbardziej. 

Teraz przed Wami przedostatnia w tym roku playlista (pojutrze będzie ostatnia - stay tuned). Dajcie znać jak u Was minął ten przedłużony, świąteczny weekend. Czekam też na polecenia - jak już wspomniałem na wstępie, premier mało a głód muzyki nienasycony.

Playlista: 28.12.2025

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze