Jak się zapewne już domyślacie, nie będzie dziś "odliczania". Ostatni dzień roku to też ostatni dzień grudnia a że środy od 11 tygodni stały się areną "powtórek" z podsumowań wszystkich kolejnych miesięcy roku wypada uhonorować tę tradycję artykułem poświęconym dwunastemu z nich. A więc, drodzy czytelnicy i czytelniczki, oto grono zespołów, których w grudniu słuchałem najczęściej, wraz z krótkim komentarzem co mnie w nich zachwyciło :
Cristiano Filippini's Flames of Heaven - za rozmach i kunszt z jakim opowiadają nam znane z anime Rycerze Zodiaku historie, tworząc prawdziwą Symfonię Wszechświata
Humming Whale - za pełen pomysłów i zapadających w pamięć melodii debiut, który choć powstawał lata to porwał mnie już po pierwszej spędzonej z nim godzinie
Moron Police - za wielobarwny świat tkany przy pomocy różnych nurtów rocka progresywnego ale jak to w sztuce być powinno - tworzący razem spójną i ciekawą całość
Lady Luna and the Devil - za drugą część gotyckiej historii pt. Vampiric Visions, równie klimatyczną, wciągającą i melodyjną jak w przypadku bardzo lubianej przeze mnie poprzedniczki
Bloodbound - za to co w listopadzie, rozpędzony rycerski power Metal, którego nigdy nie mam dosyć
Amorphis - mogę trochę psioczyć na nowy album ale za całokształt twórczości ta szwedzka ekipa zawsze będzie miała u mnie w pełni zasłużony szacunek
tRKproject - za kolejną już baśń opowiedzianą przy pomocy najwyższej jakości progresywnego rocka, i po raz kolejny duży plus za dobór wokalistów, których słucha się z prawdziwą przyjemnością
Cassidy Paris - za młodzieńczą energię jaką wkłada w swoją muzykę i za wytrwałość, dzięki której po nagłym odejściu połowy zespołu potrafiła się podnieść i wrócić jeszcze mocniejsza
Black Capricorn - czasem przypadkiem trafimy na kapelę, która zaczaruje nas na dłuższy czas i tak właśnie miałem z włoskimi psychodelicznymi doom metalowcami, za ten przypadek i za muzykę 666-krotne dzięki
Draconicon - za zaprezentowanie mroczniejszej strony symfonicznego power metalu. I za tego smoka na okładce Dark Side of Magic
Chaos Over Cosmos - czasem życzymy muzykom "połamania palców". Mam nadzieję, że przy nagrywaniu The Hypercosmic Paradox żadne kończyny nie ucierpiały bo to, co wyczynia tu gitara przechodzi ludzkie pojęcie. Takiego technicznego prog-metalu nam trzeba
The Tangerine Zoo - za niezwykłą podróż do Bostonu końca lat 60, gdzie psychodelicznych oparach kwasu 8 coś co kiedyś będzie z bankiem i metalem
Oromet - za 43 minuty majestatycznej, przytłaczającej muzyki zamkniętej trzech utworach, jak to bywa w przypadku funeraldów metalu
Jim Peterik & World Stage - za to z czego słynie ten ceniony gitarzysta - melodyjne, gitarowe granie z obowiązkowo przebojowymi melodiami
Z pozostałych artystów, których słuchałem chętnie ale jednak zdecydowanie rzadziej wyróżnić pragnę neo-progresywny Cosmograf, legendę szwedzkiego hard rocka Treat i współczesną reinkarnację Kiss, noszącą jakże znamienną nazwę Starmen. Nie sposób też nie wspomnieć o interesującym przedstawicieli rodzimego post-metalu (Here on Earth), heavy/power metalowym Steel Arctus czy grających melodyjny metalcore We Kill Cowboys z RPA.
Jak widać, grudzień upłynął mi głównie pod znakiem muzycznych opowieści i podróży - czy to palcem po muzycznej mapie świata czy w czasie ku korzeniom ciężkiego grania. Tego też życzę Wam w Nowym Roku, by każdy dzień był przygodą, godną niejednej fascynującej opowieści. A moje grudniowe podróże zgrupowałem w podlinkowaną poniżej playlistę. Miłego odsłuchu, może komuś potrzeba "gotowca na wieczór" ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz