poniedziałek, 1 grudnia 2025

24.11-30.11.2025

 


Niektórzy z nas zapewne otworzyli dziś pierwsze okienka w kalendarzu adwentowym. Ja myślami jestem jeszcze przy ostatnim tygodniu listopada i jak się pewnie domyślacie, zapraszam na jego podsumowanie.

Zaczniemy od power metalu, bo grający właśnie ten rodzaj muzyki Bloodbound był bezapelacyjnie najczęściej słuchaną przeze mnie w tym czasie kapelą a utwór Teutonic Knights, utrzymany w ultraszybkim tempie i wzbogacony nieco folkowo-brzmiącymi klawiszami z wynikiem 18-u odsłuchów okazał się liderem mojego last.fmowego rankingu. Cała płyta Field of Swords, z której pochodzi ten numer taka właśnie jest, bardzo szybka, melodyjna i z ciekawie wykorzystanymi klawiszami, raz właśnie imitującymi flet czy piszczałki, innym razem wpadające w ejtisowe synthy. Cieszy generalnie fakt, że kapela znów sunie właściwymi torami i potrafi nagrać 2 lub 3 równe, wysoko oceniane płyty pod rząd, bez potknięć w rodzaju chociażby interesującej ale zbyt na siłę unowocześnionej Tabula Rasa czy pozbawionej wewnętrznego ognia, płaskiej Rise of the Dragon Empire

Flety i piszczałki jak widać dobrze wpisują się w power metalowe lore, o czym przekonuje nas też, po raz n-ty zresztą, hiszpański Mago de Oz. Malicia to podobnie jak starsza o rok, Alicia en el Metalverso płyta, na której z dwójki folk/power dominuje zdecydowanie ten drugi człon. Mamy utwory utrzymane w średnim lub szybkim tempie, posiadające tę celtycką melodykę, którą uwielbiam ale jednak mocno osadzoną w metalowych ramach. Nie jest to może tak równy album jak poprzedniczka ale na uwagę zasługuje też nieco mroczniejszy ton w jakim została nagrana, czego symbolem jest na pewno przejmujący Mi cuerpo y yo nos dejamos de hablar

Prócz szwedzkiego i hiszpańskiego powera, trochę czasu poświęciłem też włoskim wykonawcom a musicie wiedzieć, że Półwysep Apeniński wyrasta na trzecią siłę w europowerze, po Niemczech i właśnie Skandynawii. O Arcane Tales pisałem już nieraz, wspomnę tylko, że każdy miłośnik Rhapsody (zwłaszcza tego z pierwszej sagi) musi dać szansę Luigiemu i jego muzyce. Solidny album nagrał też zespół tworzący pod szyldem Christiano Filippini's Flames of Heaven. Symphony of the Universe jak juz nazwa wskazuje ma w sobie sporo elementów symfonicznych ale i progresywnych. Przede wszystkim jednak pochwalić należy zdolność do tworzenia przyjemnych dla ucha i zapadających w pamięć utworów, z których jeden znajduje się na dzisiejszej playliście.

Symfoniczny metal we wszystkich jego odmianach nie powstałby jednak bez szwedzkiej bestii, czyli zespołu Therion. Wiadomo, że przełomowym albumem kapeli jest Theli ale dla mnie najważniejsza zawsze była i będzie Lemuria, tez dlatego, że utwór tytułowy był moim pierwszym kontaktem z muzyką pana Christophera Johnssona

Po dłuższej przerwie, więcej miejsca w artykule i na dołączonej do niego playliście zyskała muzyka progresywna. Duża w tym zasługa dwóch płyt - jednej rockowej a drugiej metalowej. Alice to kolejny juz album wydany przez Ryszarda Kramarskiego w ramach tRKprojekt. Kontynuuje on baśniowo-legendarno-mitologiczne wątki prezentowane choćby na kapitalnej Odyssey 9999. I ta nowa płyta to również neo-progresywna uczta dla uszu. Misternie utkane kompozycje, zagrane i zaśpiewane z pasją z miejsca zabierają słuchacza we wspólną podróż z tytułową Alicją. Duży plus za dobór zaproszonych gości, wśród których znajduje się śmietanka rodzimego neo-progu a także syn kompozytora, Michał, którego powinniscie kojarzyć z ich wspólnej płyty, wydanej w marcu tego roku jako FatherSon.

Humming Whale to fiński zespół grający szeroko pojęty metal progresywny, nie bojący się sięgać zarówno po lżejsze, refleksyjne tony jak i bardziej core'owe, agresywniejsze brzmienia. Z tej mieszanki zaś wychodzi Chasing Rabbits, jeden z lepszych prog-metalowych debiutów 2025 roku. Prócz wspominanego już przeze mnie kilkukrotnie, przebojowego Ocular, tym razem chciałem zwrócić Waszą uwagę na bardziej skomplikowany ale równie dobrze słuchający się Hountor. Ona numery są na playliście ale zapewniam, że na nich zbiór świetnych kompozycji jakie kapela ma w zanadrzu się nie kończy. Od czegoś jednak trzeba zacząć ;)

Trzeci progresywny zespół, o którym dziś pragnę napisać kilka słów to francuski Erewän. Od wyżej wymienionych wyróżnia się na pewno bardziej filmowym klimatem, celtyckimi wpływami i subtelnymi elementami symfonicznymi. Niektórzy dziennikarze do opisu muzyki zawartej choćby na Soul is the Key, najnowszej płyty zespołu używają nawet określenia progresywny folk ale zapewniam Was, że rockowego feelingu tu nie brak. 

Wspominałem na samym początku, że Teutonic Knights było jednym z dwóch najczęsciej słuchanych przeze mnie w zeszłym tygodniu kawałków. Jeśli zadajecie sobie pytanie, kto był tym drugim już spieszę z odpowiedzią: Papierki i okruszki shoegaze'owego Duszno. Ten utwór ma w sobie coś takiego, że ciągle mogę go sobie nucić pod nosem, choć nie jest to bynajmniej żadna przyjemna piosenka o miłości, mająca poprawić nam nastrój w chociażby poniedziałkowy poranek. Jest w nim i gorzka refleksja i smutek ubrany w zdawałoby się lekkie i eteryczne dźwięki. W ogóle, takiego gaze'owego grania trafiło mi się ostatnio więcej. Post-metal zabarwiony shoegaze'm tworzy amerykański Astronoid a ich nowy krążek, wydany z początkiem miesiąca Stargod to niezwykły przykład emocjonalnie ciężkiego a zarazem uroczego muzycznie przekazu. Jeszcze dalej w "ciężkości" idzie debiutujące niedawno szkockie Cwfen, prezentując zabarwiony post-blackiem doomgaze. Jeśli lubicie takie przytlaczające, rozmazane dźwięki zilustrowane melodyjnym szeptem i gdzieniegdzie wzmocnione black metalowym screamem to Sorrows spełni Wasze oczekiwania w 100 procentach. Podobnie zresztą sprawa ma się z polskim Hukoskopem, choć na Onirium, concept albumie skupionym jak sama nazwa wskazuje na tematyce snu kompozycje są niezwykle zróżnicowane. W opisie kapeli na Spotify czytamy, że grają doomgaze. I zgodzę się, jednak dodałbym do tego i trochę post-punku, post-blacka, może szczyptę coldwave'u. Każdy opis jest dobry, jeżeli tylko odda tę oniryczną nomen omen atmosferę jaka snuje się z głośników podczas odsłuchu albumu. Jak już pewnie na moim Facebooku widzieliście, mniej najmocniej urzekł utwór Nie budź mnie i to on znajduje się na dzisiejszej playliście, będąc chyba najlepszym łącznikiem między shoegaze'ową gromadką i doom metalowym tercetem, o którym opowiem za chwilę.

A więc tak, trzy doom metalowe kepele, trzy różne spojrzenia na ten gatunek. Idąc po miejscach na playliście mamy tu bagienny, tłusty i przytłaczający sludge/doom (Bog Wizard), spowijający swą gotycką atmosferą progresywny doom od włoskiego Novembre i wykuty w piekielnej kuźni, tradycyjny i epicki Metallus, do którego najnowszego albumu (We're All Doomed - wydany w marcu b.r.) co jakiś czas bardzo chętnie powracam. 

Przed nami pozostały jeszcze cztery gatunki muzyczne, z których każdy reprezentowany jest tylko przez jednego wykonawcę. Zacznijmy od szwedzkiego Treat, bo to kapela, która zaczynała karierę mniej więcej wtedy co ich bardziej znani krajanie z Europe. Muzykę też grali podobną - melodyjny i przebojowy hard rock bliski momentami estetyce hair metalowej. W latach 80-ych była to szalenie popularna muzyka, której krach nastąpił jak wszyscy wiemy wraz z eksplozją grunge. Obie kapele jednak jakoś przetrwały ten trudny czas a pierwsza z nich wydała właśnie kolejny krążek. Kolejny solidny krążek, trzeba dodać. Co prawda pierwszy singiel zapowiadające The Wild Card jakoś mnie nie porwał, to już drugi z kolei 1985 sprawił, że zaiskrzyło. Dziś, gdy od premiery LP minęło już 9-10 dni mogę śmiało powiedzieć, że to właśnie 1985, po amerykańsku przebojowe to najlepszy numer na płycie. Dobrych momentów jest jednak więcej, jak choćby One Minute to Breathe i mam nadzieję, że w następnych tygodniach wspólnie będziemy odkrywać kolejne perełki. 

W moim cotygodniowym odkrywaniiu dyskografii XIII. Stoleti przyszedł czas na Intacto, płytę dobrą ale mam wrażenie nieco zapomnianą i lekceważoną przez twardogłowych fanów. A jest na niej garść porządnego rocka gotyckiego, trzynatkowa atmosfera nie ulotniła się nigdzie a punkowe gitary potrafią jak zwykle wzmocnić ten "horrorowy" przekaz. Sam jednak też jakoś często do Intacto nie wracam ale w tym tygodniu z prawdziwym zadowoleniem zasłuchiwałem się takie piosenki jak choćby Cerna vez, którą znajdziecie na playliście. 

W kwestii melodeathu nie jestem specjalistą, słucham może 4-5 kapel i to głównie tych najbardziej znanych (i w sumie obecnie już mało melodeathowych). Wśród nich jest duńskie Mercenary, na które trafiłem lata temu dość przypadkowo ale utwór My World Is Ending (błędnie otagowany w internecie jako power metal) zachwycił mnie od pierwszego odsłuchu. Ta melodia, ta przygnębiająca podniosłość i żal bijące z głosu wokalisty zrobiły swoje. Później oczywiście zapoznałem się z innymi kawałkami, typowo już melodeathowymi ale to ta pierwsza kompozycja najmocniej wryła się w pamięć. I jak widać wraca co jakiś czas.

Na sam koniec podrzucam Wam jeszcze Stosy, mocny kawałek pochodzący z najnowszej płyty pagan black metalowego Stworza zatytułowanej U Śmierci na komornem. Tytuł krążka ma znaczenie, bo klimat utworów dość często jest grobowo-refleksyjny ale to właśnie w kulturze ludowej "śmierć" była zawsze bardziej oswojona niż w mieście, gdzie cytując słowa pewnego rekolekcjonisty sprzed lat "wygnaliśmy śmierć do szpitali". I czuć to w tekstach i muzyce, jaką Wojsław tym razem nam prezentuje.

Tym akcentem dobiliśmy do końca. A że każdy koniec zawsze jest początkiem to ja zapraszam do odsłuchu playlisty, dzielenia się Waszymi podsumowaniami i oczywiście życzę jak najbardziej udanego tygodnia i wielu wielu godzin spędzonych przy ulubionej muzyce!

Playlista: 30.11.2025

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze