poniedziałek, 5 stycznia 2026

29.12.2025-04.01.2026

 


Pierwsza "tygodniówka" w Nowym Roku zawsze jest dla mnie pewną niewiadomą. Może być zdominowana przez najlepsze utwory ostatnich 12-u miesięcy, nadrabiane pod koniec grudnia zaległości płytowe czy też pojawiające się pomału po okresie świątecznym nowości. Jest to też zawsze pewne nowe otwarcie, mogące choć częściowo zakreśli ramy w jakich moje muzyczne gusta będą obracać się w nadchodzącym czasie. Ten moment właśnie nadszedł i zabieram Was w muzyczną podróż przez ostatnie 7 dni.

Podróż jak widać nie tylko metafizyczną ale i palcem po muzycznej mapie. Jak się okazało najczęściej słuchanym w tym okresie artystą był u mnie malezyjski projekt Martin Vengadesan & The Stalemate Factor, chyba jedyny znany przedstawiciel tamtejszej sceny prog-rockowej. Ich ostatnia, wydana w 2023 roku płyta The Rook's Siege spadła mi jak grom z jasnego nieba, totalnie przearanżowując moje odsłuchowe plany. Ktoś powie, że mamy tu mocno czerpiący z brytyjskich tradycji neo-prog, ktoś zwróci uwagę na pewne drobne elementy folkowe a jeszcze inny zasugeruje psychodeliczne motywy. A co na to Muzyczny Kronikarz? Każdą z tych uwag przyjmie za dobrą monetę, bo każda z tych inspiracji bliska jest mojemu sercu. Spośród kilku wrzuconych dziś na playlistę utworów najbardziej wyróżnia się prawie 12-minutowa suita The Horizon Myth ale i krótsze kompozycje w postaci The Great Robbery of Kuala Lumpur mają w sobie coś pociągającego. Dla mnie to też kolejny pozytywny impuls by w swoich poszukiwaniach nie ograniczać się stricte do klasycznie rockowo-metalowych krajów. Czuję, że przy muzyce Pana Martina spędzę jeszcze niejeden tydzień i Was do tego równie mocno namawiam.

Jeśli już o gromach mówimy, to jeszcze szybszą "karierę" zrobił u mnie utwór 6000 prog-powerowego zespołu Sands of Eternity. Pierwszy raz usłyszałem go w nocy z soboty na niedzielę i od tego czasu słuchałem go już z 7-8 razy. Ujęła mnie szczególnie to jak majestatycznie rozkręca się od spokojnego intra po coraz szybsze partie i kulminację w epickim refrenie. Od razu też zainteresowałem się całą płytą The Six Thousand, wydaną z początkiem grudnia a będącą długogrającym debiutem kapeli. Na tę chwilę, po w sumie niecałych dwóch dniach spędzonych przy niej mogę powiedzieć, że Grecy wykonali kawał dobrej roboty.

Jak już wspominałem tydzień temu, na streamingi wpadł w końcu nowy album Cosmograf, co zmotywowało mnie do powtórnej przygody z tym uznanym neo-progowym projektem. Jest tu sporo wykwintnego gitarowego grania, pięknych melodii (We Are the Young) ale i mocniejszych akcentów. Odkrywanie wszystkich smaczków to zadanie na więcej niż jeden wieczór i nie zamierzam się z tym wcale spieszyć.

Tak samo nadal potrafi mnie miło zaskoczyć nowy album tRKproject. W poprzednich postach często pisałem o utworze Ask to Way to Find It, który nadal uważam za najlepszy na ALICE. Jednak coraz bardziej zaczęła przemawiać też do mnie pięknie zinterpretowana przez Dominikę Niebudek Two Alices

Z wrzutek z piątkowego The Best of 2025 mamy natomiast mój ulubiony progresywny utwór zeszłego roku, Ocular fińskiej grupy Humming Whale i power-metalowy walec w postaci Teutonic Knights szwedzkiego Bloodbound.

Power metal co prawda nie zdominował tym razem moich playlist ale na krótkie podróże do Brazylii znalazłem czas. Ponownie padło na Aurorę Consurgens nagraną przez Angrę z Edu Falaschim w składzie i przkrój przez dwu-płytową (aj czemu tak mało!) dyskografię grupy Vandroya. Na playliście znajdziecie ich dwie piosenki, po jednej na każdy album - przepiękna balladę Why Should We Say Goodbye? z One i power-metalowy manifest I'm Alive z Beyond the Human Mind. Z około powerowych sfer, choć jednak zdecydowanie bardziej symfoniczno-gotyckich warto wyróżnić też nowy krążek Walk in Darkness zatytułowany God's Don't Take Calls a zwłaszcza świetnie zaśpiewany przez Nicolettę Rosellini podniosły i pełen emocji Across the Oceans.

Nie tylko ja przygotowywałem ostatnio swoje podsumowania roku. Ciekawą audycję zaprezentowała nam w zeszły poniedziałek Julia Miodyńska z Epoki Żelaza. To dzięki niej na łamy Muzycznej Kroniki trafia szwedzki The Riven, grający szybki i melodyjny hard-rock z wokalem brzmiącym niczym sam Klaus Maine

Melodyjny hard-rock, powerpop czy nawet pewne progresywne wstawki to też dobra charakteryzacja drugiej płyty brytyjskich Cats in Space. Scarecrow był od dawna w kręgu moich muzycznych zainteresowań ale częściej skupiałem się na nowszych dokonaniach tej grupy, począwszy od Atlantis z 2020 roku. A przecież to ta płyta kryje w sobie takie perełki jak teatralny Clown in Your Nightmare, mocno Queeno-podobny Jupiter Calling, romantyczny September Rain czy art-rockowy The Mad-Hatter's Tea Party, gdzie Paul Manzi pokazuje swój pełny potencjał i jeśli chodzi o zdolności wokalne jak i interpretacyjne. Nic dziwnego, że w jego port-folio znalazły się takie formacje jak choćby Arena czy The Sweet.

Cats in Space odtwarzają klimary lat 70-ych i 80-ych, jest zaś dziś na playliście artysta, który w tych czasach tworzył aktywnie i z sukcesami. To założyciel i lider m.in. Survivor czy bardziej współczesnego Pride of Lions - Jim Peterik. Ostatnie dwa, trzy lata to okres współpracy z wieloma utalentowanymi muzykami w ramach formuły Jim Peterik & World Stage. Aktualnie gra u mnie dośc często ich najnowszy krążek River of Music - The Power of Duets, z którego pochodzi bardzo łatwo wpadający w ucho kawałek The Cadence of Things z udziałem Jasona Scheffa, drugiego obok Petera Cetery najdłużej urzędującego frontmana legendarnej grupy Chicago.

Jeszcze starsze są dokonania bostońskiej grupy The Tangerine Zoo, których debiut z 1968 roku nie chce mi wyjść z głowy. Takie psychodeliczne, brudne, zwiastujące nadejście hard-rocka czy heavy metalu granie zawsze jest u mnie miło widziane i kto wie, może niedługo dołączy do nich większe grono mało znanych a wartych uwagi kapel.

Jeszcze mało znany ale aspirujący na pewno do wyższych zasięgów jest nasz rodzimy Kruczy Sen, który dwa lata temu zachwycił mnie swym Pierwszym lotem a teraz, na przełomie starego i nowego roku umila czas nową Ep-ką o uroczym tytule ZwierzMisie. Muzycznie mniej folkowo niż na debiucie, zaskakujące, metaforyczne teksty i dopracowane wykonanie to wszystko zasługuje na pochwałę. Mamy tu tylko sześć numerów ale aż połowa z nich trafiła na playlistę. Mam nadzieję, że Wam się spodobają.

Po "uroczej" EP-ce czas na mroczny, ciężki i agresywny finał. Lady Luna and the Devil nadal oczarowuje mnie swymi okultystycznymi, wampirycznymi wizjami prowadzonymi powolnymi tempami i podniosłą melodyką a czarnogórskie Dvoeverie umiejętnie łączy ciężar z melancholią, growling z gotyckim, matowym wokalem, sprawiając że ich najnowszy album Byrdcynn w niczym nie ustępuje klasykom gatunku z lat 90-ych.

Jak zapewne wiecie black metal nie pojawia sie tu zbyt często. Zazwyczaj by tak się stało musi mieć jakąś wartość dodaną, coś wyróżniającego na tle rzeszy innych zdawałoby się podobnie brzmiących zespołów. W przypadku włoskiego Obscura Domini tym czynnikiem jest klawiszowo-organowa otoczka, nadająca muzyce bardzo symfoniczno-atmosferycznego brzmienia. I choć długość utworów zawarta na płycie (zatytułowanej iście black-metalowo) Sepulchral Echoes Beneath the Wthered Sky nie przekracza przeważnie 7-minut to budowany tu klimat naprawdę działa na wyobraźnię. Szczególnie polecam piąty na trackliście In the Silence of the Void, w którym za typową dla bm "ścianę dźwięku" odpowiadają właśnie klawisze. Na plus również bardzo dobra dykcja i barwa "głosu" wokalisty, ułatwiająca odbiór całości.

Jak widzicie, podsumowanie przedstawia się dość ciekawie. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie. Zachęcam do odsłuchu tradycyjnej playlisty i podzielenia się swoimi wrażeniami z tego przełomowego tygodnia.

Playlista: 04.01.2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze