piątek, 16 stycznia 2026

Czarny Bez + Jarzmo, Viimaheim - Kraków 09.01.2026 - Setlista

 


Sława wszystkim moim czytelnikom! Jak zapewne wiecie, a przynajmniej te kilka osób, które na FB wyświetliły rolkę/relację (nie wiem szczerze mówiąc jaka jest między nimi różnica ale Twarzoksiążka zachęca do ich tworzenia bo ponoć zwiększa to zasięgi :p ) w piątek byłem na koncercie. I nie był to zwyczajny koncert tylko folkowo-gruzowo-metalowe misterium. Pierwotnie wydarzenie miało odbyć się w grudniu ale w ostatniej chwili przesunięto je o 3 tygodnie. Szczęśliwie nie na sobotę (jak miało być w grudniu), bo miałem wtedy urodziny siostrzeńca i musiałbym podjąć bardzo trudną decyzję. Na szczęście nie musiałem rozczarowywać siostry i mogłem złapać dwie sroki za ogon. Także niniejszym zapraszam na relację z tego niezwykłego koncertu.

Przyznam, że w trakcie studiów w Krakowie (zamierzchłe dzieje) miałem okazję odwiedzić kilka klubów muzycznych. Niektóre z nich zresztą już nie istnieją (jak Fabryka czy legendarny Kitsch, choć tu raczej kończyło się imprezy a nie chodziło na koncerty :p ) ale w Gwarku byłem pierwszy raz. Jest to zdecydowanie mniejszy format od również kameralnego Zaścianku ale wiecie, że takie lokale mają swój urok. Brak wyraźnych barier dzielących artystów i publikę, muzycy luźno konwersujący z fanami a potem schodzący ze sceny prosto w ich objęcia. Nie da się tego porównać ze sterylną atmosferą wielkich, stadionowych imprez. Tak też było w zeszły piątek i pozostawiło po sobie wiele ciepłych wspomnień.

Kolejnym plusem takich gigów jest obecność supportów, mniej znanych artystów, którzy dostają szansę pokazania się przed większym gronem odbiorców. Ba, czasem nawet okazuje się, że wśród nich znajdą się prawdziwe perełki, kradnące show gwiazdom wieczoru. Tego piątkowego wieczoru jako pierwszy na scenę wszedł jednoosobowy średniowieczno-rockowy zespół o nordyckiej nazwie Viimaheim. Kto (lub co) wchodzi w skład tego "zespołu"? W dłoniach buzuka, na jednej stopie tamburynka a druga uderzająca w stopę bębna, na którym siedział artysta. Od razu duże brawa za koordynację ruchową. W oczach osoby, która równocześnie potrafi tylko spać i oddychać ogarnianie tylu rzeczy naraz budziło prawidziwy podziw. Brawa również, a może przede wszystkim, należą się za muzykę, choć w całości instrumentalną to bardzo klimatyczną i niebojącą się sięgać po różne inspiracje - celtyckie, nordyckie czy nasze słowiańskie (świetna interpretacja Hej sokoły i Czerwone korale, nawiązanie do filmu Chłopi). Były też partie mocno kojarzące mi się z soundtrackiem do Aktu II z gry Diablo II (miasto Lut Gholein i pustynne krajobrazy). Viimaheim sprawnie operował też tempami, przeplatając bardziej refleksyjne, stonowane kompozycje z galopadami zahaczającymi o, jak sam stwierdził, black metal (swoją drogą czy istnieje coś takiego jak medieval acoustic black metal?). Na koniec dostaliśmy też własną interpretację klasyki viking metalu spod znaku Amon Amarth. Powiem Wam, że choć kilka razy byłem już na folk-metalowych koncertach to takie akustyczne, instrumentalne granie w wersji live było dla mnie bardzo przyjemną nowością i dobrym wprowadzeniem na resztę wieczoru. Po występie udało się nam zbić piątki, chwilę pogadać o AGH-u, UJ-ocie, windzie z Babilonu a ja zaopatrzyłem się w elegancki, drewaniany otwieracz do piwa z logiem muzyka. Do mojego ulubionego "barley wine" będzie jak ulał.

Następnie trafiliśmy w bardziej psychodeliczne, medievalpunkowe (czyt. średniowieczna wariacja nt steampunka, nie muzyki punkowej) klimaty. Duet Jarzmo to objawienie ostatnich lat na polskiej scenie muzycznej. Muzyka ludowa w nowoczesnej, stonerowej odsłonie, hipnotyzujące, przesterowane dźwięki nyckelharpy z akompaniamentem mocnych, perkusyjnych uderzeń to sztuka jedyna w swoim rodzaju. Czytelnicy Muzycznej Kroniki pewnie kojarzą ich debiut z 2024 roku, który nieraz pojawiał się w moich tygodniowych podsumowaniach. Byłem bardzo ciekaw jak taka mocno kontemplacyjna, wymagająca skupienia muzyka wypadnie na żywo ale okazało się, że Kasia Bobik i Piotr Aleksander Nowak oczarować słuchacza potrafią nie tylko w studiu. W oparach dymu i niebiesko-pomarańczowych (jak sznurówki Piotra ;) ) świateł przenieśliśmy się w całkiem inny, surrealistyczny świat. Występ rozpoczął się od mojego ulubionego Pługa, z hipnotyzującym rytmem i przekornym tekstem. Część widowni wyraźnie była zaskoczona, nie spodziewała się chyba takich "wyższych stanów świadomości". Myślę jednak, że z każdym kolejnym utworem lepiej poznawała brzmienia duetu i potrafiła się wczuć w klimat tworzonej przez nich muzyki. Mnie osobiście urzekły zarówno już znane kawałki jak i zdolności muzyków do improwizacji. Na koniec z ust Piotra usłyszeliśmy ważną deklarację na temat streamingów i promowania przez serwisy muzyki tworzonej przy pomocy lub też wyłącznie przez sztuczną inteligencję. Muszę tu od razu uściślić dwie, no może trzy rzeczy. Gdyby nie streaming, zapewne nie poznałbym twórczości Jarzma ale jak z każdej technologii, warto korzystać z niego rozsądnie i wspierać artystów też w inny sposób, jak właśnie wizytą na koncercie czy kupnem płyt, merchu czy mp3 z bandcampa. Aplikacji do tworzenia muzyki czasem sam używam ale jedynie do ożywienia pisanych do szuflady tekstów, trochę by połechtać wlasne ego ale i tak tylko na użytek domowy a mogę już teraz zadeklarować, że łamy Muzycznej Kroniki nigdy nie staną się miejscem promocji wygenerowanej przez AI muzyki. 

Przyszedł w końcu czas na gwiazdę wieczoru. Równie oryginalny choć jednak nieco inny styl prezentuje już od kilku lat skarżyski Czarny Bez. Mamy tu połączenie industrialnego metalu z muzyką ludową i tematyką słowiańską i ogólnopogańską. Muzycy "metalizują" lokalne legendy ale i opowiadają o znanych z historii wydarzeniach. Na scenie też prezentują się widowiskowo, w maskach, piórach czy klasycznie już steampunkowych okularach. Pamiętam jak lata temu usłyszałem ich po raz pierwszy za sprawą Postrzygi. Jeden odsłuch wystarczył bym wpadł w ich sidła na zawsze a piątkowe wydarzenie było dla mnie prawidziwym ukoronowaniem trwającej od 2022 roku fascynacji. Koncert zaczął się właśnie od inspirowanej historią Słowian połabskich Arkony. Dobra decyzja, bo gdy już zaczęliśmy skandować tytułowy wyraz w refrenie to tego swodobnego kontaktu z zespołem nie straciliśmy aż do ostatniej nuty. Potem przyszły kolejne mocne i rytmiczne kawałki takie jak Jaryło, Jaruna, Jarowit, Bitwa nad Tollense czy Noce Kupały. Świetnie też w wersji live sprawdziła się Makabreska czyli śpiewany w gwarze świętokrzyskiej (pozdrawiam teściów z Buska-Zdroju) Noc w leście, w wersji studyjnej jakoś zbyt często pomijany przeze mnie. Miłym zaskoczeniem była obecność Wodnicy w setliście. Jest to świetny kawałek ale przez to, że rozkręca się stopniowo nie dal każdego mógł być koncertowym pewniakiem. Zdradzę Wam, że wypadł kapitalnie. Duża w tym zasługa wokalistki, Lubej, której zdolności interpretacyjne, zabawa wokalem a nawet groźne ryki bardzo udanie zgrywa się z nieco mechaniczną, surową muzyką. Nie oznacza to oczywiście, że kompozycje nie są dopieszczone a elektroniczne wstawki, fragmenty śpiewane przez megafon czy recytowany wstęp do Peruna to smaczki, które zadowolą niejednego "konesera sztuki". Doceniam też umiejętności organizacyjne muzyków, którzy prócz gry na swoich instrumentach musieli dodatkowo obsługiwać te wszystkie efekty. Bez nich jednak brzmienie Czarnego bzu straciłoby część jedynej w swoim rodzaju magii. Magii, która unosiła się w powietrzu od pierwszych akordów Arkony aż po bisy, wśród których nie mogło zabraknąć mojej ulubionej Marzanny. Chyba nie tylko mojej, bo gdy tylko kapela wróciła na scenę, tłum jednomyślnie zaczął się domagać właśnie tego numeru. A w wersji konceertowej to była prawdziwa bomba. I choć po Marzannie zespół zaprezentował jeszcze co najmniej dwa utwory, to fraza "Ty studzisz mą gorącą krew, którą na kamień ofiarny przelałam" towarzyszyła mi przez całą drogę do domu a nawet jescze dłużej.

To był wieczór pełen emocji, spotkania z niezwykłą, daleką od mainstreamowych tropów muzyką, której kontemplacja w takiej atmosferze i takim towarzystwie była prawdziwą przyjemnością. Dziękuję wszystkim artystom i za świetny show i za chwilę rozmowy, pamiętkowe zdjęcia i autografy. Chciałbym zachować choć część tej piątkowej magii na dłużej i móc podzielić się nią z Wami. Przygotowałem więc playlistę z zagranymi na koncercie utworami. A w zasadzie dwie, bo postanowiłem przełamać choć na chwilę monopol "zielonej platformy" i dać szansę Tidalowi. Pamiętajcie jednak, używajcie streamingów rozsądnie a gdy już znajdziecie jakiś "nowy ulubiony zespół" starajcie się go wspierać też w bardziej wartościowy sposób :) Na plejkach nie ma niestety niektórych utworów Jarzmo ani całego setu Viimaheima, który swój debiut dopiero nagrywa ale podrzucam link do jego konta na YouTubie. Miłego odsłuchu i do zobaczenia gdzieś tam na jakimś innym koncercie, a tych w najbliższych miesiącach nie zabraknie!

Spotify 

Tidal 

Viimaheim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze