Dobar dan! Pozdrawiam Was ze słonecznego Zadaru i zapraszam na szybkie podsumowanie ostatniego tygodnia. Z racji małej ilości czasu Muzyczna Kronika przyjmuje dziś postać Muzycznego Telegramu, bądź Muzycznej Pocztówki. Postaram się jednak o każdym z najczęściej słuchanych artystów wspomnieć choć jednym zdaniem. A więc zaczynamy:
Najlepsza epic doom metalowa płyta w historii? Ciężko powiedzieć ale to debiutowi (a prywatnie mojej ulubionej płycie) Candlemass ten nurt zyskał swoją nazwę. Epicus Doomicus Metallicus na zawsze!
Melancholia nasycona ciężarem, mrok przeplatający się z niepokojem i rozpaczą a niski, death metalowy growling z krystalicznie czystym kobiecym wokalem - tak można scharakteryzować dwie wybitne premiery maja - In Somnolent Ruins szwedzkiego Draconian i Nocturnes francuskiego Angellore.
Mijają tygodnie a ja nadal odkrywam coś nowego na Katabasis doom metalowego A Dream of Poe. Tym razem zauroczyła mnie Lamia, swą niemalże neo-progową melancholijną spiewnością.
Od artykułu nt Mikko Kotamäki'ego po dyskografię Clouds? Można i tak. Ja z wiadomych przyczyn eksplorację zacząłem od Destin i odkryłem tam jeszcze kilka momentów równie intensywnych i pięknych jak Fields of Nothingness.
Wśród stoner/doomowy premier ostatnich tygodni najmocniej przemawia do mnie Skull Servant i jego Seven Trumpets, łącząc hipnotyzujące psychodeliczne melodie z momentami zahaczającymi o sludge pyłem i ciężarem.
Trochę pogańskiej magii w folkowo/gotyckim wydaniu jak zwykle dostarcza mi Inkubus Sukkubus - od kilkunastu dni za sprawą kolejnej solidnej płyty jaką jest niewątpliwie Eternal Monsters.
Refleksje, wzruszenia i wyciszenia to coś, czego zawsze dostarcza mi niemiecki Sylvan - czy pod postacią przejmującego concept albumu Posthumous Silence czy lżejszego, niemalże piosenkowego Presets. Od dawna jest to jeden z moich ulubionych neo-progowych składów i cieszy mnie, że po dłuższej przerwie wróciłem do częstego obcowania z ich muzyką.
Na punkcie Sound of the White Noise, wydanej w 1993 roku płyty Anthrax mam fioła od dłuższego czasu i mogę z pełną świadomością napisać, że obok ReLoad Mety i Necroshine Overkilla jest to moja ulubiona 'thrash related' płyta z lat 90-ych.
Sięgałem też po zdecydowanie jaśniejszą stronę gitarowej muzyki. Nowy album szwedzkiego Creye to zgrabnie zagrany, przyjemny dla ucha AOR. Trochę czasu znalazłem również dla nowej królowej melodyjnego hard rocka - Chez Kane jest jak w jednej ze swych piosenek - too dangerous ale i tak "I cannot stop".
Po wielokrotnym odsłuchaniu (i oczywiście polubieniu) tegorocznej płyty Tyketto przyszedł czas na moment z klasyką, czyli wydany w 1991 debiutancki Don't Come Easy, który zasługuje by wymieniać go obok takich albumów jak Slippery When Wet czy Cherry Pie.
Ostatnio wspominałem o nowej fali skandynawskiego hair metalu. Do tego nurtu zalicza się zdecydowanie szwedzkie Eclipse a album Paradigm (od którego zacząłem przygodę z kapelą Erika Martensona) to prawdziwa kopalnia gitarowych przebojów.
Ze Skandynawii przenieśmy się na Dziki Zachód, bo Ghoulstars choć fiński to sprawnie miksuje klimat country & western z horror punkiem i heavy metalem a słuchając ich debiutu człowiek czuje się jak na seansie filmów Tarantino.
Jeśli chodzi o power metal to tutaj grały same nowosci. Po pierwsze Dimhav i płyta Ondine, tym razem tematycznie marynistyczna ale nadal z tym samym Danielem Heimanem za mikrofonem, który udowadnia że choć od wygaszenia działalności Lost Horizon minęły już dekady, w rozbudowanych prog-powerowych kompozycjach czuje się znakomicie. Następnie Elvenking i swoisty suplement do trylogii Reader of the Runes - EPka Rites of Disclosure, gdzie obok kilku nowych utworów dostajemy garść ciekawych coverów.
I jeszcze jedna power metalowa EPka. Clockwork Reverie to pierwsze nagranie Vision Divine z powracającym po 17 latach Michele Luppim. Bardzo udane choć jest niedosyt, że to tylko 4 nowe kompozycje.
I to wszystko. Taka skrótowa forma nie oznacza, że Wy nie możecie się rozpisać. Czekam na Wasze podsumowania a poniżej zostawiam link do playlisty. Enjoy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz