Tydzień za tygodniem, każde kolejne podsumowanie jest nieco inne a proporcje między gatunkami płynnie się zmieniają. Są też jednak takie okresy, gdzie pewny trend zostaje utrzymany a nowości jest mniej. Trochę to wina wydawców, którzy na lato serwują nam mniejsza liczbę premier, trochę wina (a raczej zasługa) świetnych płyt, które zatrzymują mnie przy konkretnym stylu na dłużej. Dziś ponownie, po kolejnych 7-dniach przychodzi mi zadać sobie to samo pytanie - jak wyglądał mój muzyczny tydzień?
Rzeczywiście okres od 22-go do 28-go czerwca był czasem pewnej stabilizacji. Kolejne tygodnie spędziłem przy takich doom-metalowych arcydziełach jak In Somnolent Ruin death/gothic/doomowego Draconian, self-tittle albumu od bardziej tradycyjnie heavy metalowego Khemmis czy nowym krążku stoner/doomowców z Monolord pt. Neverending. Kontynuowałem też zapoznawanie się z liczącym sobie już blisko 40-lat czwartym albumem Saint Vitus - jednego z ojców doom metalu. Mournful Cries jak już wiecie, zwrócił moją uwagę przez okładkę z hybrydą smoka i hydry ale muzyka, jaką zespół tu prezentuje w pewien sposób koresponduje z ilustracją. Jest potężna, budząca respekt i niczym pożoga, pochłaniająca coraz mocniej. Na przeciwległym, bardziej piosenkowym ale niestroniącym od "gruzu i fuzu" biegunie postawiłbym pierwszy singiel zapowiadający nowe wydawnictwo szwedzkiego Besvärjelsen. Didn't Come to Party jest taki właśnie trochę imprezowy ale gdy tylko mamy na myśli jakieś psychodeliczno-okultystyczne party. Mnie się podoba.
Szwedzcy mistrzowie epickiego doom metalu, Candlemass na koncie ma 13 albumów studyjnych. Jak wiecie, odsłuchuję po kolei wszystkie, od legendarnego Epicusa. Tym razem przyszła kolej na mniej przeze mnie znany okres w ich twórczości, mianowicie czas Björna Flodkvista za mikrofonem. Zadebiutował on na szóstej (bo Chapter VI był piątym studyjniakiem) płycie zespołu, wydanej w 1998 roku Dactylis Glomerata. Jest to płyta trochę dziwna i na pierwszy rzut oka, mało "świeczkowa". Mamy tu coraz więcej instrumentów klawiszowych, bardziej psychodeliczne klimaty i ogólnie taki gotycki klimat, stojący w kontrze do podniosłych pieśni z "klasycznego okresu". Ma to jednak swój urok, a zwolnienie i wejście klawiszy w I Still See the Black to jeden z najlepszych momentów tej płyty. Na uwagę zwracają też dynamiczne, punkowe momenty w Lidocain God czy psychodela wyłaniająca się z Abstrakt Sun. Nie spodziewałem się, siadając do płyty, której wcześniej chyba nigdy w całości nie przesłuchałem, że przyniesie mi ona aż tyle niezwykłych doznań a jej mroczny klimat będzie być może jedynym źródłem chłodu w te upalne, czerwcowe dni.
Tak jak artykuł o smokach pozwolił mi wkręcić się w muzykę Saint Vitus, tak wtorkowa nitka na utwory inspirowane prozą GRR Martina przypomniała mi o Take the Black - solidnej choć rzadko dotychczas słuchanej przeze mnie kompozycji heavy/powerowego HammerFall. Czuję, że zawierający ją album, Chapter V zostanie ze mną na dłużej.
Power metal ostatnio nie był u mnie częstym gościem. Na szczęście dzięki debiutującemu w zeszłym tygodniu Shadowborne nie musze sięgać jedynie po starsze krążki ale mogę ekscytować się szybkim, melodyjnym i również nieco elektronicznym brzmieniem płyty Heaven's Falling. Co więcej, gro utworów również jest inspirowanych Pieśnią Lodu i Ognia z epickim Hold the Door na czele.
Mówiąc o zmieniających się proporcjach gatunków warto wspomnieć o nowym, starym graczu wkraczającym od tygodnia na scenę. Metal symfoniczny z kobiecym wokalem, zwany czasem (może nieco krzywdząco) diva metalem miewa u mnie lepsze i gorsze okresy. Obecnie dzięki najnowszej EP-ce Blackbriar zainteresowanie wróciło a piątkowa premiera Temptation's Gate, pierwszego od sześciu lat albumu z premierowym materiałem, jaki przygotował fiński Amberian Dawn ten efekt wzmocniła. Jest to pierwsze wydawnictwo z nową wokalistką, Nicole Willerton w składzie i pierwsze od dawna pełne takiego ognistego, soczystego metalu z mocnym wskazaniem na symfoniczno-powerowe elementy. W kąt odrzucono ten cały abba metal, z jakiego ostatnio byli znani i wg mnie był to strzał w dziesiątkę a singlowy Moon to jeden z najostrzejszych i najcięższych kawałków w ich dorobku. Jak na dość ubogi premierowy piątek, Temptation's Gate było dla mnie płytą numer 1.
Drugi tydzień z rzędu spędziłem na przypominaniu sobie mojej ulubionej płyty Amorphis. AM Universum ma w sobie to coś, czego brakowało mi na kilku nowszych wydawnictwach. Melodie, nastrój, kosmiczny klimat i ten przełamujący to wszystko saksofon. Kurde, kiedyś to były czasy.
Nawiązując do jednego z wpisów Adriana Płodzienia na fb grupie MetalNews sięgnąłem po twórczość duńskiego VOLA. Śledzę ich z zainteresowaniem praktycznie od debiutu i, jeśli miałbym wejść w lekką polemikę z kolegą, najbardziej lubię to ich oblicze, w której elementy progresywne są równo wyważone z tymi post-metalowymi. Nadaje to całości pewnej unikalności, o którą w dzisiejszej muzyce naprawdę niełatwo. Stąd też na dzisiejszej playliście macie do spradzenia po 1 utworze z Inmazes i Applaus of a Distant Crowd.
Jeśli już o oryginalności w metalu mówimy to zapraszam do Krakowa na tutejszą black metalową scenę. W tym miesiącu wydała ona kolejny ciekawy projekt pod nazwą Echo Zero a ich debiut pt. E0 to niezwykła, post-blackowa płyta koncepcyjna. Połamane rytmy, szalone wokale i surrealistyczna historia - tak się gra tylko w Mieście Kraka.
Pora na niewielki progresywny kącik. W nim nadal panoszy się Jadeitowy Wojownik - legendarna prog-psychodeliczno-hard rockowa kapela z UK z debiutem, na którym prócz wymienionych nurtów trafiamy choćby na elementy etnicznej muzyki Masajów. Co mogę jeszcze dodać, jeśli szukacie czegoś przekraczającego bariery stylów a pociąga Was muzyczna archeologia, Jade Warrior jest dla Was.
Po jednej z wizyt w Maciejkowym Ogródku Muzycznym przypomniała mi się przepiękna kompozycja neo-progresywnego Mystery pt. Sailor and the Mermaid, pochodząca z albumu Beneath the Veil of a Winter's Face. Jak cała twórczość kanadyjskich muzyków, jest to niezwykle przejmujący i pełen piękna utwór, płynący powoli i wciągający każdą odegraną z pasją nutą. Dziękuję Maćku za te wszystkie wzruszenia, jakich w tym tygodniu doświadczałem i czekam na kolejne wyprawy.
Jakiś czas temu w audycji Epoka Żelaza pojawił się mój ulubiony bard, Damh the Bard. Było to miłe zaskoczenie a zarazem impuls, by również tak jak red. Julia, ponownie poczuć "ducha Albionu" - taki właśnie tytuł nosi płyta, po którą w tym tygodniu sięgnąłem by choć na chwilę przenieść się do staroangielskich lasów, pełnych szumu liści, śpiewu ptaków a przede wszystkim cienia i podmuchów wiatru na rozgrzanej twarzy.
Jak tu się nie rozmarzyć, gdy skóra spływa z człowieka razem z potem. Łapcie więc może odrobinę wiosenno, jesienno, zimowej muzyki, jakiej pełno jest na dzisiejszej playliście, słuchajcie, komentujcie i wrzucajcie swoje podsumowania. Obyście zawsze znaleźli wodę i cień!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz