piątek, 26 czerwca 2026

Wiosna 2026 - Podsumowanie Kwartału

 


Ciężko uwierzyć, że już dwa pierwsze kwartały nowego roku znikają w mrokach dziejów. Drugi z nich, wiosenny był u mnie trochę jak przysłowiowy kwiecień - przeplatał trochę zimowego, mrocznego doomu i psychodelii a letnimi, pogodnymi power metalem i aor-em, dodając do tego jeszcze trochę innych muzycznych frontów atmosferycznych. Najważniejsze jednak, że póki co był to chyba najlepszy artystycznie okres w tym roku a wiele z wydawnictw, o których za chwilę opowiem może spokojnie czekać na miejsce na liście albumów roku. 


NAJCZĘŚCIEJ SŁUCHANY UTWÓR

Draconian - Cold Heavens - po cichu liczyłem, że zapowiadany od dłuższego czasu nowy album szwedzkich death/doom/gothic metalowców będzie czymś pięknym w swej melancholii ale nie byłem przygotowany na to, że już pierwszy singiel wyrwie mnie z butów swoim ładunkiem emocjonalnym, niespotykaną dotąd mocą i siłą głosu wracającej po latach przerwy na swoje miejsce za mikrofonem Lisę Johansson. Tak energicznego, pełnego pasji i tragizmu numeru w swojej dyskografii jak dotąd Szwedzi nie mieli.


NAJLEPSZE ALBUMY KWARTAŁU

Ostatnie miesiące to zdecydowanie u mnie czas zadoomy i to od tego gatunku zaczniemy podsumowanie najlepszych płyt ostatnich trzech miesięcy. Nie będzie zaskoczeniem, gdy wymienię w tym gronie In Somnolent Ruin zespołu Draconian - wrażenia, jakie wywiera na mnie ich muzyka dobrze opisałem już powyżej.  W podobnym klimacie tworzą też francuskie Angellore, fińskie Hanging Garden i portugalskie A Dream of Poe a ich najnowsze dzieła, odpowiednio Nocturnes, Isle of Bliss i Katabasis: A Marriage Among Ashes również są warte uwagi ze względu na umiejętność łączenia grobowego ciężaru z romantyczną melodyką. Nie można pominąć też bardziej stonerowej gałęzi doom metalu, w której króluje szwedzki Monolord i jego najnowsza płyta pt. Neverending. Jestem pod wrażeniem jak można stałe ewoluować brzmienie pozostając wiernym swojej własnej stylistyce. Miłym zaskoczeniem, choć trochę górskim z uwagi na koniec działalności było Infinite Illumination heavy/doomowego Spirit Adrift. Wśród płyt mniej lub bardziej powiązanych z doom metalem umieściłbym Śnienie lubelskich Źrenic, choć pełno tu innych inspiracji - od psychodelii po folk, stoner czy nawet (w utworze Sam) poezję śpiewaną. Nic jednak nie przebije wbijających się w mózg z każdą kolejną nutą Innych, drugiego z najczęściej słuchanych ostatnio przede mnie kawałków. Mamy tu murowanego kandydata do tytułu debiut roku. 

Tak jak maj/czerwiec należały bardziej do doom metalu, tak okres od końca marca do połowy maja upłynął mi pod znakiem AOR/hard rocka/hair metalu i był to świetny czas. Pełne soczystych gitar, mocnego rytmu i przebojowych melodii plyty nowej królowej glam metalu Chez Kane (Reckless), legend gatunku zza oceanu takich jak Tyketto (Closer to the Sun) i Hardline (Shout) czy przedstawiciela coraz bardziej dominującej w AOR skandynawskiej sceny (Creye i zaskakująco udany krążek IV: Aftermath) były idealnym ładunkiem energii do przerwania wiosennego marazmu i, niczym przyroda, powrotu do życia. 

Rzadziej pisze ostatnio w poniedziałkowych postach o power metalu, było jednak w poprzednich miesiącach też sporo udanych krążków. Najbardziej polubiłem chyba efekt współpracy kanadyjsko-ukraińskiej w postaci projekty Godspear (z boskim Naumenką na wokalu) i ich pierwszego pełniaka pt. Turn to the Light. Ogólnie ten wiosenny power przychodził do mnie z różnych, mniej popularnych w gatunku kierunków. Weźmy choćby drugie wydawnictwo islandzkiego Power Paladin, pełne epickiego, symfonicznego grania w klimatach fantasy. Oczywiście tak reprezentatywne dla powera kraje jak Niemcy czy Szwecja również w tyle nie zostały. Mournbraid szwedzkiego, bardzo klasycznego Evermore i The Heart Remains at Home na skroś niemieckiego (bo czy inna nacja potrafi tak sprawnie łączyć hard rock, heavy i power metal) Kingsmash zapewniły mi godziny rozrywki na solidnym poziomie.

W tym całym powerowo, AORowo, doomowym zamieszaniu udało się nie przepaść kilku artystom ze zgoła innego środowiska. Rock gotycki w pogańskich klimatach kolejny raz dowiózł brytyjki Inkubus Sukkubus a o wieczory pełne muzycznych kontemplacji zadbali proggerzy z Kolm i Green Carnation.

W każdym podsumowaniu kwartału obowiązkowo znajduje się kącik z zespołami i płytami, o których sobie przypomniałem po latach lub odkrywałem całkiem na nowo. Tym razem bank rozbił Anthrax, najbardziej niedoceniany z Wielkiej Czwórki Thrashu. Dosłownie przepadłem w tym pełnym luzu i dystansu graniu, o jakie wzbogacili swój gatunek lecz dopiero wydany w "chudych latach 90-ych" Sound of the White Noise, wnoszący bardzo mocną inspirację groove metalem do repertuaru kapeli pokazał w pełni jej wielkość. Kurczę, za samo Only dałbym się pokroić ;) Inne muzyczne wspominki, które warto wymienić to Alternative 4, pierwsza tak nomen omen alternatywna płyta Anathemy czy trylogia Legend of Valley Doom Mariusa Danielsena, która już niedługo powinna zmienić się w tetralogię. Dla wielbicieli power metalowych oper pozycja absolutnie obowiązkowa.


NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE

Cóż, nie będę ukrywał że od kilku dni żyję ogłoszeniem, że Edguy, jeden z dwóch moich ulubionych zespołów wraca by dopisać ostatni rozdział swej historii. Jestem ciekaw objętości tego rozdziału i po cichu liczę też na nową, pożegnalną płytę. Przed oczami mam album zatytułowany po prostu Edguy, na którym za kompozycje odpowiadają po równo wszyscy członkowie bandu. W jakiś sposób byłoby to obejściem deklaracji Sammeta o "creative breaku". Ehh... Inne zaskoczenia to, bardziej pozytywne - powrót Creye do grania z sercem po trochę na siłę dociążonej trójce i slodko-gorzkie - pożegnalny album Spirit Adrift, o którym już wyżej pisałem.


NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE

W tej kategorii nie było może płyt, które odrzucałyby całkiem od słuchania ale te dwie, i których napiszę po prostu jak na stojących za nimi artystów były co najwyżej "średnie". Najwięcej uwag mam do Venom, pionierów tak thrash jak i black metalu. Wydawałoby się że po nawiązującej do klasycznego Black Metal okładce i pierwszym singlu o wiele mówiącym tytule Lay Down Your Soul, Into Oblivion będzie triumfalnym powrotem do czasów surowego nwobhm. W rzeczywistości jednak dostaliśmy zestaw mało zajmujących kawałków, z których nawet silna nuta nostalgii nie potrafiła wykrzesać jakiegoś ognia. Płyta może nie do zwrotu ale do przesłuchania i  odłożenia na półkę. Drugą płytą, która wyraźnie blednie przy swoich poprzedniczkach jest World War Dinozaur niemieckiego Victorius. Jest niby szybko, jeszcze bardziej campowo niż wcześniej ale wyraźnie widać, że formuła dino-powera się wyczerpuje. Nie ma tu tego luzu, lekkości i zabawy jaką dawała mi (miłośnikowi lore Power Rangers) EPka Legend of the Power Saurus czy pierwszy LP Space Ninjas From Hell. Co prawda można tu jeszcze znaleźć fajne i wciągające utwory, takie jak choćby Golden Glory ale jedna kompozycja na dwanaście to trochę mierny wynik. Stać ich na pewno na więcej.

NAJWIĘKSZE ODKRYCIA

Cóż. Ten akapit podzielę na odkrycie de novo i odkrycie na nowo ;) Pierwszym jest Kingsmash, zespół którego w "zielonej platformie" słucha miesięcznie 234 osoby. Szkoda bo jeśli lubicie niemieckie granie w stylu Accept to i ci panowie muszą Wam przypaść do gustu. Na nowo natomiast odkryłem pirate metalowy Blazon Stone. Przestałem ich śledzić w zasadzie już po premierze drugiego krążka (czyli w 2015 roku) i z własnej winy przegapiłem kilka naprawdę udanych płyt. Udało mi się jednak nadrobić zaległości a wszystko dzięki czteroutworowej EPce Tresure Hunt, której premierę (grudzień '25) też przegapiłem :p Mam jednak nadzieję, że po kilku wiosennych artykułach, w których ciepło wypowiadam się na ten temat, Cedric wybaczy mi to niedopatrzenie.


OCZEKIWANA NA PRZYSZŁOŚĆ

Regularnie (co 3 miesiące ;) ) wrzucam tu listę albumów, na których premierę czekam z największym utęsknieniem. Niech zatem tradycji stanie się zadość a to rzeczone krążki:

Moonspell - Far From God - 03.07 (choć trochę z niepokojem)

Black Sites - From Eternity - 15.07

Rezn - Cycles In The Infinite Dream - 24.07

Xandria - Eclipse - 07.08

Triosphere - Oceans Above, Stars Below - 28.08

Kamelot - Dark Asylum - 28.08

Besvärjelsen - Til Glömskan Ad Oblivionem - 28.08

KingCrown - Moonfall - 04.09

Green Lung - Necropolitan - 11.09

Anthrax - Cursum Perficio - 18.09

Metalite - Discovery - 25.09

The Ocean - Solaris - 25.09


PODSUMOWANIE 

Podsumowanie aż 93 dni słuchania muzyki bez pominięcia choćby jednego artysty nie jest łatwe. Pomyślmy jednak co by było gdybyśmy mieszkali na Marsie, gdzie wiosna trwa aż 194 sole. Mam jednak nadzieję, że każdemu oddałem choć odrobinę niezwykłych doznań, jakie zapewniała mi ich muzyka. Każdą z tych chwil, każdą z niesamowitych nut postarałem się zamknąć w dołączonej do artykułu playliście. Życzę Wam wszystkim miłego odsłuchu, dziękuję za kolejną spędzoną wspólnie wiosnę i oczywiście pytam o Wasze podsumowania a także, parafrazując tytuł płyty polskiego Exodus, nadzieje-niepokoje na przyszłość. 

Kłaniam się, Wasz Kronikarz.

Playlista: Wiosna 2026


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze