My Dying Bride wydało kiedyś płytę 34,788%... Complete a rok 2026 w dniu dzisiejszym osiąga 50,411% by być już complete. Co to oznacza? Otóż, czerwiec już za nami i czas na muzyczne podsumowanie miesiąca. Jednego z nalepszych miesięcy tego roku, trzeba dodać. A czyja to zasługa? Wszystkich wymienionych poniżej artystów.
Draconian - bo In Somnolent Ruin, pierwsza studyjna płyta po powrocie Lisy Johansson nie była w żadnym wypadku bezwstydną grą na nostalgii a wręcz przeciwnie, zespół postawił na jeszcze bardziej podniosłe, przejmujące i przytłaczające brzmienia dowożąc nam jedną z najlepszych płyt roku
Monolord - bo przez lata stale rozwija, urozmaica i dopieszcza swój styl, nie pozwalając słuchaczowi się nudzić nawet przy dłuższych niż "standardowe 5 minut" kompozycjach a najnowsza Neverending to właśnie, nomen omen, potwierdzenie niekończącej się ewolucji szwedzkich stoner/doomowców
Khemmis - bo gdy niebędącą debiutem płytę nazywa się imieniem kapeli, stoi zwykle za tym jakiś poważniejszy powód. I tak właśnie piąty album Amerykanów można uznać za deklarację programową ich stylu, który sami określili mianem doomed heavy metalu
Nevermore - bo nikt nigdy nie grał i raczej nie będzie grał tak jak oni z Warrelem Dane za mikrofonem. I choć kibicuję ich powrotowi i z zainteresowaniem przyjmę informację o nowej muzyce wydanej pod tym szyldem, to jednak skład odpowiedzialny za Dead Heart in a Dead World i pokrewne będzie zawsze najbliższy memu sercu
Evergrey - bo ekipa Toma Eklunda jak nikt inny potrafi grać swoje, nie zjadając równocześnie wlasnego ogona. Architects to już ich piętnasty album więc taką opinię można uznać za komplement
Mirror of Deception - bo obok takiego albumu jak Transience nie można przejść obojętnie. I nawet jeśli odkrywasz go dobre kilka miesięcy po premierze, potrafisz poświęcić dla niego inne doom metalowe perełki, na które czekałeś od dawna
Przesilenie - bo w folk metalu nie chodzi tylko o granie heavy/power/death/doom/blacku (niepotrzebne skreślić) w akompaniamencie fletni Pana/dud/cymbałków etc tylko o przesycenie tej muzyki prawdziwie ludowym klimatem i sposobem myślenia. I to właśnie na Kołowrocie udało się idealnie zrealizować
Echo Zero - bo jeśli za fantastyczno-naukowy (jakkolwiek) concept album biorą się muzycy niezwiązani ze światem prog-rocka czy power metalu możemy spodziewać się czegoś wyjątkowego. A jeśli tymi osobami są muzycy odpowiedzialni chociażby za Gruzję czy Biesy, mający "w końcu na siebie pomysł" - efekt zwala z nóg.
Elle Zero - bo towarzyszenie Leonardo Trevisanowi od jego pierwszego albumu, obserwowanie jak rozwija swój warsztat muzyczny i (co ważne) ilustratorski z każdym kolejnym wydawnictwem to naprawdę wielka frajda. Większą może być jedynie odsłuch wieńczącego trylogię Travelling, mającego w sobie to co każda rasowa nwothm-owa płyta
Shadowborne - bo debiut szwedzkej kapeli, Heaven's Calling pojawił się u mnie w idealnym momencie. Swoimi inspirowanymi Pieśnią Lodu i Ognia tekstami wypełnia czas między jednym a drugi odcinkiem Rodu Smoka a muzyką - szybkim, melodyjnym i podrasowanym elektroniką power metalem "odzyskał" mnie dla tego gatunku po kilku dłuugich tygodniach przerwy
To była dopiero pierwsza "dziesiątka", której chciałbym szczególnie podziękować za mnóstwo muzycznych ale i intelektualnych i emocjonalnych doznań w ostatnim miesiącu. Warto jednak wspomnieć jeszcze o kilku innych ważnych dla mnie, z różnych powodów, artystach. Z czerwcowych nowości bardzo przyjemnie spędzało się czas chociażby z drugą częścią Tarot of the Bohemians, portugalskiego Heavenwood - gdzie elementy symfoniczno-gotyckie spotykały się z delikatną nutą doom metalu czy EP-ką symfoniczno-metalowego Blackbriar, zatytułowaną Our Long Cursed Sleep, będącą godnym zamknięciem rozdziału rozpoczętego rok temu przez kapitalne A Thousand Little Deaths. Jak zawsze ciekawy amalgamat gatunków zaprezentował szwedzki Call the Fraud na płycie Unpleasant Destructive a Eternal Monsters, wydana w maju dwudziesta-któraś płyta brytyjskiej legendy pagan-gothic-rocka, Inkubus Sukkubus swój okultystyczny wpływ wywierała na mnie przez kolejny miesiąc. Nie mogę też nie wspomnieć o czerwcowym bohaterze muzycznych wykopalisk, czyli progresywno-hard-rockowo-psychodelicznym Jade Warrior z Wielkiej Brytanii i ich wydanych na początku lat 70-ych albumach, ze wskazaniem zwłaszcza na ten pierwszy, eponimiczny krążek. A jeżeli wierzycie, że stara miłość nie rdzewieje to najlepszym przykładem będzie u mnie namiętne słuchanie Am Universum, piątej płycie Amorphis, o której ciepłych słów napisałem już wiele - i przy okazji czerwcowych podsumowań tygodnia i również w postach z poprzednich lat. Nie ma i nie było w ich katalogu lepszej płyty - tak jest i nie zapraszam do dyskusji.
Oczywiście możemy, i nawet bardzo by mi było, gdybyśmy przedyskutowali pozostałe tematy, a zwłaszcza jeśli podzielicie się Waszymi czerwcowymi zestawieniami najchętniej słuchanym piosenek, płyt czy zespołów. A jeśli chcecie po prostu posłuchać dobrej muzyki, czerwcowa playlista już na Was czeka. Enjoy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz