Myślą przewodnią bloga jest dzielenie się moimi gustami muzycznymi z innymi, w duchu starego dobrego last.fm. Prezentuję na nim krótkie, cotygodniowe podsumowania aktualnie słuchanej muzyki, rankingi i zestawienia połączone jakimś tematem przewodnim. Do każdego postu staram się dołączyć link do dedykowanej mu playlisty na Spotify. Zapraszam do lektury szczególnie miłośników ciężkich brzmień - rocka i metalu.
piątek, 16 czerwca 2023
Bohaterowie Jednego Albumu - Playlista Tematyczna
poniedziałek, 12 czerwca 2023
05.06-11.06.2023
Zapraszam na kolejne cotygodniowe spotkanie. Przed nami tradycyjnie 30 najczęściej słuchanych przeze mnie w zeszłym tygodniu utworów, co daje nam ok 2,5h interesującej (mam nadzieję) muzyki. Tym razem, z racji braku ciekawych (przynajmniej dla mnie) premier skupiłem się na zespołach, które dawno temu dodałem do zakładki "do odsłuchania" i na długi czas o nich zapomniałem.
Pierwszym z tych zespołów jest absolutna klasyka i legenda hard rocka - brodate trio z Ameryki - ZZ Top. Tradycyjnie w przypadku kapel z wieloletnią karierą rozpocząłem eksplorację ich dyskografii od albumu Greatest Hits i oczywiście od razu w ucho wpadło mi kilka kawałków. Ich muzyka łącząca w sobie blues, boogie i hard rocka to super opcja na odstresowanie się czy na dłuższą podróż samochodem. Takie hity jak Gimme All Your Lovin, Sharp Dressed Man czy Viva Las Vegas szybko się nie nudzą, a soczysta perkusja i mocne gitary sprawiają że aż chce się tupać nóżką i machać głową w rytm muzyki. Jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z twórczością ZZ Top polecam właśnie tę kompilację.
Drugim zespołem, którego korzenie również sięgają przełomu lat 60-ych i 70-ych jest, zdecydowanie mniej znane Banchee. Tu jednak mamy do czynienia z muzyką będącą połączeniem psychodelii i raczkującego wtedy proto-metalu. Muzyka mniej przebojowa i przystępna niż ZZ Top nie zapewniła zespołowi międzynarodowej sławy, choć myślę że zasłużyli na ważne miejsce w historii metalu. Zespół który istniał może 3-4 lata wydał w tym czasie dwie płyty długogrające, z których po latach stworzono jedną kompilację - Psychedelic Essentials, którą polecam osobom zainteresowanym rozwojem ciężkiego grania. Jako przykłady twórczości zespołu przedstawiam na playliście dwa utwory, z czego zwłaszcza Train of Life ma w sobie coś zaraźliwego.
W tym tygodniu po raz pierwszy na playliście goszczą utwory z nowego albumu Project Roenwolfe, wydanego 2 czerwca. Mimo, że zespół, w którym grają m.in. byli członkowie Judicator określany jest jako power metalowy to jest to jego bardzo amerykańska wersja - cięższa, mniej melodyjna, bardziej skupiona na instrumentalnych aspektach. To wszystko sprawia, że album zatytułowany po prostu Project Roenwolfe potrzebuje czasu, by dotrzeć do słuchacza. Przyznam, że początkowo ten brak melodii trochę mnie odrzucał ale po kilku odsłuchaniach dostrzegłem jednak to "coś" i dziś mogę Wam polecić szczególnie otwierający płytę Boundless czy bardziej epicki Theater of Sorrow.
Na pewno bardziej dojrzałą muzykę niż na poprzednich albumach zaprezentował szkocki Gloryhammer. Na Return to the Kingdom of Fife mniej jest dyskotekowych i elektronicznych wstawek a więcej power metalu (nota bene nadal mocno melodyjnego). Myślę, że wyszło to zespołowi na dobre i w pewien sposób odseparowało od byłego wokalisty, Thomasa Winklera, który jak wiadomo założył własny zespół Angus McSix i w kwietniu wydał bardzo przyjemną ale właśnie mocno elektroniczną płytę. Nowy frontman Michael Sozos ze swoich zadań wywiązuje się bardzo dobrze i nie czuć aż tak bardzo braku poprzedniego, mocno charyzmatycznego jednak wokalu. Na dzisiejszej playliście Królestwo Fife reprezentują cztery piosenki, więc jest to dość dobry materiał by wyrobić sobie własną opinię na ten temat.
Pozostając w tematyce power metalowej muszę przyznać, że nowy singiel Iron Savior zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Firestar, zapowiadający płytę o tym samym tytule, to kwintesencja twórczości zespoły - szybkie tempo, potężna melodia, mocne gitary i charyzmatyczny wokal Pieta Sielcka dają nam razem prawdziwy hit. Każdy, kto choć trochę identyfikuje się jako fan power metalu powinien tego posłuchać. Świetna robota panowie!
Inni przedstawiciele power metalu w dzisiejszym artykule to wspominany już tydzień temu Sacred Outcry, którego wokalistą jest aktualnie sam wielki Daniel Heiman (tym razem z utworem The City of Stone) i dwa zespoły określane jako heavy/power metal - Majesty (Never Kneel chyba nigdy mi się nie znudzi) i Mystic Prophecy (ciężkie aczkolwiek mocno melodyjne Metal Attack i Road to Babylon).
Dużą reprezentację ma również najnowsza płyta gothic/symphonic metalowej Sirenii. Zawdzięcza to na pewno bardzo melodyjnym i klimatycznym kompozycjom. Jak co tydzień mogę narzekać na zredukowanie roli growlingów Mortema niemal do zera, jednak nie wydaje mi się, żeby wkładanie ich na siłę tam gdzie się da mogło jakoś podnieść jakość albumu. A ta jakość jest naprawdę porządna i 1977 powinien zadowolić wszystkich fanów female fronted metalu (jak ja nie lubię tego określenia). Posłuchajcie chociażby The Setting Darkness czy Wintry Heart i przekonajcie się sami.
Kolejnym gatunkiem, który dość często gościł w moich głośnikach był post-metal. Kilka tygodni temu premierę miała płyta Holocene niemieckiego kolektywu The Ocean. Jest to fajny przykład połączenia ze sobą elementów sludge-metalu z hardcorem i post-rockiem. Utwory na albumie są zróżnicowane - od nasyconych elektroniką po pełnych gitarowego ciężaru. Przedstawicielem pierwszej grupy jest na pewno klimatyczne Parabiosis, natomiast w Subboreal ścierają się elektroniczne pasaże z mocno hardcorowymi refrenami. The Ocean pokazuje, że jest zespołem stale ewoluującym a każda jego odsłona jest warta uwagi. Podobną muzykę gra również Ohhms, choć ta brytyjska kapela mocniej jednak osadzona jest w sludge-metalowych korzeniach. Co jakiś czas wracam do ich albumów, co m.in. skutkuje obecnością na dzisiejszej playliście krótkiej aczkolwiek treściwej kompozycji Asylum.
Jeśli chodzi o doom metal to w dalszym ciągu jestem pod wielkim wrażeniem nowej płyty Blood Ceremony. To połączenie tradycyjnego doomu z progresją a la Jethro Tull bardo wyraźnie wybija się ponad inne premierowe wydawnictwa z tego gatunku a utwór The Bonfires at the Belloc Coombe to kolejny przykład nieszablonowego podejścia do swojej twórczości. Obyśmy nie musieli na kolejny album czekać ponownie siedmiu lat, bo zespół ma potencjał i warto, a nawet trzeba go wykorzystywać.
Przejdźmy do spokojniejszych form muzyki. W kategorii progresywnego rocka nadal dominuje u mnie Mystery z najnowszym albumem Redemption. Kompozycje zawarte na tym krążku mimo swojej złożoności nie tracą w żaden sposób na sile przekazu i swoistej przebojowości. Gitarowe i klawiszowe popisy uzupełniają się z bardzo charakterystycznym wokalem Jeana Pageau, dając w efekcie magiczną i wyjątkową muzykę.
Pozostało mi jeszcze wspomnieć o reprezentantach tzw aor, czyli nie mniej nie więcej melodyjnej odmiany hard rocka. Niedawno premierę miał nowy singiel absoutnej gwiazdy gatunku - szwedzkiego Eclipse. The Hardest Part is Losing You ma w sobie wszystko za co kochamy ten zespół - przebojową melodię, ciężkie gitary i wiecznie młody głos Erika Martenssona. Ze Szwecji pochodzi również kapela Seventh Crystal, której album Wonderland dość często odtwarzam w ostatnich tygodniach. Tak jak w przypadku Eclipse jest to muzyka mocno gitarowa, melodyjna i przebojowa. Dziś prezentuję Wam tylko utwór tytułowy ale na poprzednich podsumowaniach możecie znaleźć więcej ich kompozycji. Tak Eclipse jak i Seventh Crystal to świetny przykład tego, że aktualnie dziedzictwo hair metalu najpiękniej kultywowane jest w Skandynawii.
Podsumowując, nadal kontynuuję trend znany z poprzednich 2-3 tygodni, gdzie nie koncentruje się na jednym gatunku tylko eksploruję mniej więcej po równo wszystkie moje muzyczne zainteresowania. Skutkuje to zróżnicowanymi playlistami i myślę, że Wy jako czytelnicy docenicie tę różnorodność - In Variete Unitas. Trzymajcie się mocno i łapcie link do playlisty:
piątek, 9 czerwca 2023
Muzyczny Alfabet - Wasze Listy
Bardzo mnie cieszy, że artykuł pt "Mój Muzyczny Alfabet" tak Wam się spodobał, stając się z miejsca najczęściej wyświetlanym postem na blogu. Tym bardziej miło mi poinformować, że część z Was odpowiedziała na mój apel, wyzwanie whatever i przygotowała własne playlisty. Zgodnie z obietnicą nadszedł czas by przedstawić je światu.
Każdy z poniższych alfabetów jest wyjątkowy, pełen zarówno znanych zespołów jak i perełek, które dopiero czekają na odkrycie. Jeżeli mógłbym jakoś skrótowo scharakteryzować playlisty, to pierwsza jest bardziej brutalna, druga bardziej alternatywna a ostania najbardziej melodyjna. Jest to jednak dość duże uproszczenie i czuję, że odbiera każdej składance wyjątkowości. Myślę, że najlepiej będzie po prostu zostawić Wam linki do playlist i pozwolić zapoznać się z nimi we własnym zakresie.
A oto Wasze muzyczne alfabety, podlinkowane w kolejności, w której je od Was otrzymałem.
1. Muzyczny Alfabet - autor tebeg (last.fm: Tebbit )
wtorek, 6 czerwca 2023
29.05-04.06.2023
Przede wszystkim warto napisać o nowym albumie Sirenii, który co prawda nie jest absolutną nowością (pisałem o nim już poprzednio) ale dopiero ostatni tydzień pozwolił mi się z nim głębiej zapoznać. Z jednej strony zaskoczenia nie ma, zespół kontynuuje bowiem styl zapoczątkowany wydanym w 2016r Dim Days of Dolor, czyli gra melodyjnie, przystępnie ale nie bez symfoniczno-gotyckich wstawek. Z drugiej zaś robi to naprawdę dobrze, co nie zawsze się udawało (jak na Arcane Astral Aeons gdzie poza Love Like Cyanide nagraną z Yannisem Papadopoulosem nie pamiętam żadnej piosenki). Na dzisiejszej playliście macie do odsłuchu aż 5 utworów, jest to więc dobry materiał by wyrobić sobie własną opinię.
Pięć utworów reprezentuje też Szwedką aor-ową kapelę Seventh Crystal. Też jest to dość świeża pozycja w mojej bibliotece, odkryta dzięki Melodicrock.pl. Wspominając o tej stronie, muzyka jaką grają panowie nie powinna dziwić - jest to wysokiej klasy melodyjny hard-rock sięgający korzeniami do wspaniałych lat 80-tych. Może się powtarzam ale ciekawe jest to, że aktualnie tradycje hair metalu najpiękniej są pielęgnowane właśnie w Skandynawii.
W zeszły piątek premierę miała nowa płyta Gloryhammer, pierwsza nagrana z Michaelem Sozosem w roli Angusa, księcia McFife. Jak dla mnie sprawdza się on za mikrofonem naprawdę dobrze, choć wszyscy zapewne przyzwyczaili się już do Thomasa Winklera, który po odsunięciu (tak to chyba najlepiej nazwać) od zespołu założył kontr-band Angus McSIX i wydał z nim w zeszłym miesiącu solidny album. Ja mam w sumie sentyment do obu wokalistów, gdyż Michaela pamiętam z zespołu Helion Prime, gdzie robił naprawdę świetną robotę (szkoda, że tylko na 1 albumie ale to już historia na inny artykuł). Sama płyta wydaje się być też dość udana, choć nie miałem zbyt wiele czasu by się na niej mocno skupić. W tym tygodniu zobowiązuje się to nadrobić. Na razie na playliście jest jedna, bardzo melodyjna i przebojowa piosenka.
Nową płytę wydał również niedawno grecki Sacred Outcry, który za mikrofon zaprosił samego Daniela Heimana - legendę power metalu, kojarzonego głównie z występami w zespole Lost Horizon, ale też Dimhav, Harmony czy Warrior Path a także wielu gościnnych występów. Już samo nazwisko wokalisty jest mocną gwarancją jakości ale i kompozycje, szybkie, melodyjne ale i rozbudowane artystycznie dobrze się bronią. Szczególnie w pamięć zapadła mi singlowa The Flame Rekindled, którą chcę się dziś z Wami podzielić. Liczę, że Wam też się spodoba.
Inna legenda power metalu - Primal Fear szykuje się do wydania nowego albumu i w piątek światło dzienne ujrzał pierwszy singiel Another Hero. Co tu dużo mówić, jest to typowa primalowa kompozycja - są ciężkie gitary, jest melodyjny i chwytliwy refren i oczywiście jest niesłabnący z wiekiem głos Ralpha Scheepersa. Punkt obowiązkowy nie tylko dla fanów powera.
Na koniec chcę jeszcze wspomnieć o perełce wyszperanej na zdawałoby się już dość dobrze osłuchanej płycie The Alchemy for the Dead doomgazowego Spotlights. Mówię o Algorithmic, która ujęła mnie ponurym, dość zimnym klimatem i niebezpiecznie hipnotyzującą melodią. Jeżeli ktoś jeszcze nie zapoznał się z muzyką nowojorskiej ekipy to go do tego gorąco zachęcam.
Miało być krótko ale i tak się dość mocno rozpisałem. Czas trochę odpocząć, a najlepiej się to robi przy dobrej muzyce. Łapcie link do playlisty i zdrowia wszystkim życzę!
czwartek, 1 czerwca 2023
Maj 2023 - Podsumowanie Miesiąca
poniedziałek, 29 maja 2023
22.05-28.05.2023
Za nami kolejny tydzień, w którym nie ograniczałem się w swoich muzycznych podróżach, czego efektem jest dość zróżnicowana stylistycznie playlista. Niemniej jednak jest kilka zespołów, które mógłbym określić jako te "naj, naj".
Absolutnym numerem jeden było kanadyjskie, prog-rockowe Mystery. Ich najnowszy album Redemption to pełna emocji i kunsztu artystycznego gitarowa podróż. I choć Kanadyjczycy najlepiej czuli się zawsze w refleksyjnych suitach i balladach (tu Every Note, The Beauty and the Least, My Inspiration) są na tej płycie momenty, gdy potrafią zagrać bardziej agresywnie. Dobrym przykładem jest niespokojny Pearls and Fire, opowiadający o dojrzewaniu do bycia "prawdziwym mężczyzną". Ogólnie tematyka albumu jest dość depresyjna, jednak po przesłuchaniu pojawia się uczucie pewnego odprężenie, pewnego "redemption". Gorąco polecam, bo obok Crime Scene od RPWL to jak dla mnie najlepsza tegoroczna prog-rockowa płyta.
Z Kanady pochodzi również doom-rockowe Blood Ceremony, o którym pisałem w ostatnim tygodniu. Muzyka, jaką zaprezentowali na wydanym z początkiem maja The Old Ways Remain wymyka się prostym klasyfikacjom. Zarówno fani rocka gotyckiego, progresji w stylu Jethro Tull czy klasycznego doom metalu znajdą tu coś dla siebie. Oprócz wspominanych ostatnio utworów, w tym tygodniu mam dla Was również Lolly Willows - szybki utwór ze wspaniałą partią fletu i bardziej stonowane, mroczne Mossy Wood. Jest to naprawdę muzyka jedyna w swoim rodzaju i jeżeli szukacie czegoś "innego" to jesteście w domu.
Z klimatów doomowych mam dla Was jeszcze jeden utwór projektu Iroh, o którym również mogliście już kilka razy przeczytać. I tym razem nie jest to typowy doom metal - dużo tutaj elementów horror rocka i stonera.
Tydzień temu też pisałem o nowym albumie kolektywu The Ocean. Ta grupa od dawna łączyła w sobie elementy hardcore'a sludge metalu i post-rocka. Tym razem przeważa głównie ta ostatnia inspiracja, a także coraz śmielsze użycie elektroniki choć zespół nie stroni nadal od ciężkich gitar i mocnego screamu na wokalu. Dobrze ilustruje to utwór Subboreal, gdzie skreczowe zwrotki łączą się z hardcorowym refrenem. Wszystko w dość niepokojącym klimacie. Kolejna płyta warta uwagi ze względu na swoją nieszablonowość.
Na początku maja swoją premierę miał też album Seven amerykańskiego zespołu Winger. Dawne gwiazdy hair metalu dziś grają bardziej dojrzale, momentami bluesowo, refleksyjnie choć kiedy chcą nadal umieją dołożyć do pieca. Widać to zwłaszcza w dynamicznym utworze Stick the Knife in and Twist. Poza tym za najlepszą piosenką na płycie uważam jednak wolniejsze, choć niepozbawione pewnej dynamiki i bluesowego klimatu Tears of Blood. Do kompletu na dzisiejszej playliście macie jeszcze balladowe Do or Die. Po raz kolejny miło mi napisać, że Winger pokazuje, że zespoły hair metalowe jeśli tylko mają pomysł na siebie, mogą z powodzeniem działać w latach dwudziestych nowego wieku.
Zespołem, który muzycznie trochę nawiązuje do stylistyki przedostatniej dekady XX wieku jest szwedzki Seventh Crystal. Ich muzykę można określić mianem melodyjnego metalu, ewentualnie AOR-a - widać jednak, że glam metal jest dla nich też ważną inspiracją. Swoją drogą ciekawe jest to, że aktualnie centrum takiego melodyjnego metalowego grania jest nie USA a Skandynawia. Wracając do meritum - zachęcam do zapoznania się z twórczością tego zespołu. Na playliście macie dwa utwory - Wonderland momentami bardzo kojarzy się z Jesus He Knows Me a Higher Ground z pojedynkiem Obi-Wana z Anakinem (dobra, żart). Obie piosenki to żywe, energetyczne kawałki, które na długo zostają w głowie.
Jak zwykle w ostatnich miesiącach dużą reprezentację ma power metal. Głównie za sprawą nowego albumu Greków z Mystic Prophecy. Jak pisałem ostatnio, jest to cięższa, bardziej agresywna odmiana powera, tak więc spodoba się również tym, którzy nie potrafią strawić symfonicznych elementów czy falsetowego śpiewu wokalistów. R.D. Liapakis, wokalista zespołu dysponuje mocnym, zachrypniętym głosem, który również dodaje utworom pazura. Na playliście macie do odsłuchu aż 5 utworów kapeli, jeśli jednak miałbym wskazać najlepsze to na pewno będą to Cross the Line, Road to Babylon czy tytułowy Hellfire.
Inni reprezentanci power metalu w dzisiejszym artykule to również grający bardziej heavy Majesty (szybki Never Kneel), czerpiący ze skandynawskiego folku Falconer (rozpędzone Pale Light of Silver Moon i For Life and Liberty), włoska formacja Elvenking (The Autumn Reverie) czy marynistyczny Saint Deamon (rytmiczny The Final Fight). Nie mogło zabraknąć również nowego singla mojego ukochanego power metalowego zespołu - Rhapsody of Fire (pół-balladowe cudo Kreel's Magic Staff).
W przeciwieństwie do powera, gothic metal pojawia się u nie dość rzadko. W tym tygodniu za sprawą Sirenii sytuacja trochę się zmieniła. Norweska kapela, dowodzona przez charyzmatycznego Mortena Velanda i mająca za mikrofonem tak utalentowaną śpiewaczkę jak Francuzka Emmanuelle Zoldan wydała niedawno nową płytę 1977. Warto wspomnieć, że to już czwarty krążek nagrany z Emmanuelle jako główną wokalistką (wcześniej pomagała w nagrywaniu chórków), czym wyrównuje rekord należący do swojej poprzedniczki Ailyn. 1977 to płyta będąca naturalnym rozwinięciem motywów znanych z poprzedniego albumu. Jest dużo elementów symfonicznych, operowych śpiewów ale nie brak też ciężkich gitar i dynamiki. Brakuje tylko chyba częstszej obecności growlingów Mortena (takich jak choćby w Seven Widows Weep z płyty Perils of the Deep Blue) ale może to już jest zwykłe czepialstwo. Posłuchajcie sobie A Thousand Scars i Wintry Heart obecnych na playliście i zdecydujcie sami.
Na koniec jeszcze swojski element - piosenka Morowa Dziewica Łysej Góry, o której też pisałem już tydzień temu. W ostatnich dniach trochę zaniedbałem ten zespół ale tyle się działo na muzycznej mapie świata, że nie dało się każdemu dobremu zespołowi poświęcić po równo uwagi. Mam nadzieję, że teraz to nadrobię, bo zespół ten to kawał naprawdę dobrego, rodzimego folk metalu.
Ok, to chyba tyle na dziś. Mam nadzieję, że nie będziecie znudzeni. Przy okazji chcę jeszcze podziękować za duży odzew na mój ostatni post (Muzyczny Alfabet). Jeżeli ktoś z Was chciałby jeszcze przygotować swoją playlistę, piszcie śmiało. Czekam z niecierpliwością a tymczasem poniżej link do dzisiejszej listy:
czwartek, 25 maja 2023
Mój Muzyczny Alfabet - Top Lista
A - Axxis - Little Look Back
Najpopularniejsze
-
W dzisiejszym artykule chciałbym podzielić się moimi ulubionymi płytami z gatunku, który kiedyś (dobre 14-15 lat) był dla mnie ważny, lecz...
-
Podobno najtrudniej zarobić pierwszy milion a potem już idzie z górki. Niektórzy mówią też, że tę pierwszą bańkę trzeba po prostu ukraść, ...
-
Końcówka sierpnia, końcówka wakacji i ostatnie tygodnie naprawdę "nieletniego" lata - dobry czas by przyjść do Was z muzycznym p...





