wtorek, 11 lipca 2023

03.07-09.07.2023

 


Witam wszystkich w ten letni, upalny dzień. Za oknem gorąc i skwar a w moich głośnikach w zeszłym tygodniu również rządził ogień. Wszystko za sprawą power metalowych ekip, które swoją żywiołową energią zawładnęły moim sercem i duszą. Wiem, zabrzmiało pompatycznie ale czy taki ton nie pasuje właśnie do power metalu? Przekonajmy się.

Najważnieszją premierą mijającego tygodnia był album, na który czekałem od stycznia. Mowa oczywiście o Tales from the North szwedzkiego Bloodbound. Zespół, którego historia była pełna zarówno wyśmienitych płyt jak i mniej udanych eksperymentów (nowocześnie brzmiąca Tabula Rasa czy nadmiernie bombastyczna, stadionowa In the Name of Metal) tym razem zaprezentował album należący do tej pierwszej kategorii. Jest szybko, mocno gitarowo i bardzo melodyjnie. Już single promujące album napawały optymizmem, natomiast dopiero jako całość możemy w pełni docenić zawartą na niej muzykę. Spośród jedenastu zawartych na krążku utworów co najmniej połowa to absolutne killery, których można słuchać bez końca. Czuję, że najbliższy miesiąc upłynie mi właśnie pod dyktando Bloodbound. 

Jedyną w swoim rodzaju fuzję epic, heavy i power metalu gra amerykański Virgin Steel. O ich najnowszym albumie The Passion of Dionysus pisałem już w kilku ostatnich podsumowaniach ale dopiero teraz udało mi się poświęcić mu więcej czasu. Był to czas bardzo dobrze wykorzystany, ponieważ muzyka zawarta na tym krążku jest bardzo bogata, pełna zmian tempa, różnych linii melodycznych a przede wszystkim utrzymana w podniosłym klimacie. Nie bez kozery sami muzycy określają się mianem barbarzyńsko-romantycznego metalu. Na dzisiejszej playliście możecie zapoznać się zarówno z dłuższymi, epickimi utworami jak You'll Never See the Sun Again jak i bardziej power metalowymi, choć i tak oscylującymi w okolicach siedmiu minut The Gethsemane Effect i Spiritual Warfare. 

Z tygodnia na tydzień coraz więcej ciepłych słów znajduję dla nowej płyty prog-powermetalowego Pyramaze. Duńska załoga na Bloodlines łączy ze sobą to, co w ich twórczości najlepsze. Są szybkie, power metalowe galopady (The Mystery) jak i bardziej progresywne utwory w rodzaju The Midnight Sun. Polecam ten album zarówno osobom szukającym przyjemnej i melodyjnej metalowej muzyki jak i tym, którzy od powera oczekują czegoś więcej. 

Jak wspominałem ostatnio, mam trochę problemu z płytą The Hallowed amerykańskich weteranów z Jag Panzer. Nadal nie znalazłem na niej utworu, który by mnie na dłużej oczarował. W tym tygodniu w ucho wpadł mi utrzymany w dość szybki tempie, melodyjny Dark Descent, któremu jednak daleko do klasyków z płyt Ample Destruction czy Mechanized Warfare. Tym bardziej zachęcam więc do zapoznania się z wyżej wymienionymi albumami, choć dużą niesprawiedliwością byłoby nazywanie The Hallowed słabym wydawnictwem. Po prostu brakuje tej "bożej iskry".

W podobnej sytuacji jest płyta War of the World norweskiego kompozytora i multiinstrumentalisty Mariusa Danielsena. Jest na niej sporo naprawdę udanych kawałków (szczególnie To Rule Them All nagrany z gościnnym udziałem byłej wokalistki Dark Moor, Elisy C. Martin), niestety, w porównaniu z epicką trylogią Legend of Valley Doom wypada jako całość dość blado.

Kończąc power metalową litanię, w formie cody występuje dziś Gloryhammer i epicki marsz z ich najnowszej plyty, Sword Lord of the Goblin Horde. Jest to kompozycja utrzymana w średnim tempie, która stanowi pewien rodzaj wytchnienia od typowo powerowych kawałków.

Był ogień i energia, teraz czas na bardziej refleksyjną stronę dzisiejszego podsumowania. Tu pierwsze skrzypce gra Swallow the Sun i monumentalne, trójpłytowe wydawnictwo Songs from the North I, II & III. Choć album ten wydany został w 2015r dopiero teraz poczułem w sobie odpowiednio dużo samozaparcia, by się z nim zmierzyć. I powiem Wam, że nie żałuję, gdyż jest to naprawdę solidna porcja melancholijnej i refleksyjnej muzyki utrzymanej w konwencji melodyjnego death/doomu. Na playliście znajdziecie dziś aż pięć kompozycji z tego albumu a wśród nich m.in. refleksyjne Rooms and Shadows i Lost & Catatonic, bardziej agresywne From Happines to Dust czy instrumentalną perełkę 66,50'N, 28,40'E. 

Bardziej rytmiczną wersję doom metalu, na pograniczu ze stoner rockiem gra natomaist Royal Thunder. O ich najnowszym krążku Rebuilding the Mountain pisałem już wielokrotnie. Tym razem do stałego zestawu ulubionych utworów, obok The Knife i Twice, dołączyło otwierające album Drag Me. 

Nie zapomniałem również o kolejnym stoner/doomowym zespole w mojej bibliotece. Formula 400 dziś reprezentowana jest również przez utwór, który do tej pory nie gościł w podsumowaniach. Spellbound utrzymany jest w nieco wolniejszym tempie niż chociażby Kickstands Up, nie brakuje mu jednak pewnego rock'n'rollowego vibe'u i dusznego, pustynnego klimatu. 

Z pozostałym gatunków muzycznych mamy też trochę aor-u. Obok notorycznie w ostatnich tygodniach okupującego moje listy odtwarzania Pride of Lions, w tym tygodniu pojawił się także inny tworzący w tym nurcie zespół. Jest nim Degreed, który wydał niedawno swój najnowszy album Public Address. Na dzisiejszej playliście macie co prawda tylko jedną piosenkę z tego krążka, No One, natomiast myślę, że przyszłotygodniowe podsumowanie będzie ich miało więcej. Jest to bardzo przyjemna, melodyjna, gitarowa muzyka nadająca się w sam raz na równie przyjemne, lipcowe popołodunia.

Na koniec jeszcze wzmianka o naszym rodzimym folk metalu i zespole Likho, który obraca się klimatach bliskich choćby szwajcarskiemu Eluveitie. Mamy więc tu do czynienia z pogańskim folkiem wymieszanym z melodeathowymi wstawkami. Wypada to wszystko bardzo zgrabnie, czego przykładem może być choćby obecny na playliście utwór Echoes. Myślę, że warto śledzić dalszy rozwój tego zespołu, bo już po debiucie widać w nich wielki potencjał.

Tak więc minął kolejny tydzień, za nami również dzisiejsze podsumowanie. Co przyniesie przyszłość ciężko wyrokować, choć jedno jest pewne - dobrej muzyki nie zabraknie. Żeby umilić Wam czas podrzucam link do playlisty - bawcie się dobrze. Pozdrawiam!

Playlista: 09.07.2023

piątek, 7 lipca 2023

Czerwiec 2023 - Podsumowanie Miesiąca

 

Zapraszam na podsumowanie kolejnego miesiąca, już piątego odkąd istnieje ten blog. Wzorem majowego podsumowania piszę pokrótce, o zespołach, które w kontekście ostatnich 30 dni chciałbym wyróżnić.

POWER METAL:

1. Mystic Prophecy - za wysokiej klasy (jak zwykle) połączenie heavy metalu z powerem. Nowa płyta zespołu - Hellriot ma w sobie to wszystko, za co kochamy Mystic Prophecy. Dobra robota panowie!

2. Gloryhammer - za pozostanie wiernym swojej wizji muzyki po odejściu Thomasa Winklera, a nawet powrót do bardziej power metalowego grania. Mikaels Sozos w roli nowego Angusa sprawdza się bardzo dobrze a kompozycje na długo zapadają w pamięć. 

3. Iron Savior - za pierwszy singiel promujący nadchodzącą płytę. Firestar to kolejny power metalowy killer w długiej historii tego zespołu. Można powiedzieć, że ekipa Pieta Sielcka jak wino, im starsza tym lepsza

4. Majesty - za to samo, co miesiąc temu - za Never Kneel, jeden z moich ulubionych utworów 2023 roku

DOOM METAL:

1. Blood Ceremony - za album Powers of Darkness, gdzie bez oporów łączą doom metal z folkiem a prog-rock rodem z lat 70-tych z elementami okultystycznymi. Nad tym wszystkim unosi się nieziemski wokal Alii O'Brien, który wraz z jej partiami fletu zapewniają niespotykany klimat. Płyta obowiązkowa dla każdego fana doom metalu.

2. Royal Thunder - za pierwszą płytę od 6 lat, która wynagradza nam to całe czekanie z nawiązką. Energiczny stoner/doom z charyzmatycznym żeńskim wokalem to najlepszy opis muzyki zawartej na Rebuilding the Mountains

3. Altar of Oblivion - za powrót, nieco krótszy (4 lata przerwy) ale równie udany co w przypadku poprzednio wzmiankowanej kapeli. Na Burning Memories znaleźć możemy kilka klimatycznych, utrzymanych w konwencji tradycyjnego doom metalu kompozycji, z których najbardziej w pamięć zapada utwór tytułowy z refrenem, który "śpiewa się sam"

4. Swallow the Sun - ogólnie za całokształt twórczości, szczególnie za przejmującą i melancholijną płytę When A Shadow Is Forced Into the Light, z której na dzisiejszej playliście macie do odsłuchu utwór Firelights

5. Formula 400 - za połączenie stonera z rock'n'rollowym vibem, co najlepiej widać w utworze Stardust z wydanej niedawno płyty Divination

POZOSTAŁE:

1. Sirenia - za jedną z najlepszych w tym roku płyt z gatunku gothic/symphonic metal. 1977 wciąga mocno i na długi czas, elementy symfoniczne podkreślają urodę kompozycji a wokal Emmanuel Zoldan wyciąga z nich jeszcze więcej piękna

2. Pride of Lions - za to, że mój ulubiony zespół aor-owy nie zawiódł, tylko wysoko powiesił poprzeczkę konkurencji. Za te gitary, za te klawisze, za pełne mądrości teksty a przede wszystkim za duet wokalny Toby'ego Hitchcocka i Jima Peterika. I za Find Somebody to Love.

3. Mystery - za pełną pięknych, refleksyjnych melodii i instrumentalnego kunsztu płytę Redemption, której perłą w koronie jest absolutnie wybitna kompozycja The Beauty and the Least, będąca najczęściej słuchanym przeze mnie utworem zeszłego miesiąca

4. The Ocean - za brak oporów i odwagę by dalej eksperymentować ze swoim brzmieniem, co widać dobrze na wydanej w czerwcu płycie Holocene. Niemiecki kolektyw coraz bardziej odchodzi od swoich sludge'owych korzeni w stronę post-metalu, choć muszę przyznać, że kiedy trzeba to nadal potrafią wycisnąć z gitar agresywne i ciężkie riffy

5. Banchee - za psychodelicznego rocka z lat 70-tych, który może i przepadł w odmętach historii, ale gdy ktoś dokopie się do ich muzyki na pewno nie pożałuje

6. ZZ Top - za Gimme All Your Lovin' i mnóstwo klasycznego, melodyjnego hard rocka oblanego południowym sosem. I za te brody...

I to już wszystkie 15 wyróżnionych artystów. Mam nadzieję, że moje wybory zaciekawią Was i zmotywują do zagłębienia się w twórczość wyżej wymienionych artystów. Jestem też ciekaw, jak Wam minął ostatni miesiąc i jak wygląda Wasze podsumowanie czerwca. Czekam na komentarze a poniżej, jak zwykle, wrzucam link do playlisty:

Playlista: Czerwiec 2023

wtorek, 4 lipca 2023

26.06-02.07.2023

 


Playlista tygodniowa, która przypada na przełom dwóch miesięcy zawsze jest pewnym amalgamatem tego, co stare i nowe. Prócz piosenek z premierowych albumów przewijają się też te najczęściej słuchane w ciągu ostatniego miesiąca. Nie inaczej wygląda również dzisiejsze podsumowanie.

Na pierwszym miejscu, jak zresztą na poprzedniej tygodniówce plasuje się Pride of Lions z utworami z ich najnowszego wydawnictwa - Dream Higher. Ten wysokiej klasy AOR, z mocną gitarą i subtelnymi partiami klawiszowymi od kilku lat jest moim ulubionym przedstawicielem melodyjnego a niemetalowego grania. Prócz absulutnie wciągającego i hitowego Finde Somebody to Love polecam również utwór tytułowy czy najostrzejszy na płycie Renegade Heart, choć i singlowe Blind to Reason po kilku przesłuchaniach zaczęło mnie do siebie przekonywać.

Drugim przedstawicielem takiego melodyjnego hardrocka jest zespół Seventh Crystal, o którym pisałem już jakiś czas temu. Tym razem w moje ucho wpadł rockowy manifest w postaci My Own Way. Jeżeli spodoba się Wam ten kawałek zachęcam do zapoznania się z resztą płyty, na pewno jest to zespół którego rozwój warto śledzić na bieżąco. 

Zespołem, który może pochwalić się największą liczbą utworów na dzisiejszej playliście jest death-doomowe Swallow the Sun. Pisałem ostatnio, że sięgnąłem po rzadziej słuchane przeze mnie pozycje w dyskografii zespołu, w tym tygodniu jednak z miłą chęcią powróciłem też do jednej z ich najlepszych albumów - When Shadow is Forced into the Light. Z tego krążka pochodzą przejmujące Firelights i przede wszystkim Stone Wings, będące formą poradzenia sobie z żałobą - przypomnijmy, że gitarzysta i główny kompozytor zespoło Juha Raivio musiał zmierzyć się z przedwczesną śmiercią swojej ukochanej Aleah (współtworzyli razem Trees of Eternity, warto posłuchać). Dwie bardzo ciekawe kompozycje pochodzą też z majestatycznego, trzyczęściowego albumu Songs from the North a przebojowe (jak na doom metal) Falling World reprezentuje nieco starsza płytę New Moon. 

Dość stałym gościem moich playlist w ostatnich tygodniach jest inny reprezentant doom metalu - Blood Ceremony. W przeciwieństwie do poprzednika tu czuć więcej inspiracji stonerem i progresywnym rockiem, nieobce są również wycieczki w stronę folku czy pewnych swingowych melodii jak w absolutnie moim ulubionym The Bonfires at the Belloc Coombe. Polecam ten zespół wszystkim szukającym czegoś zgoła odmiennego, nie zawiedziecie się.

O stoner rockowym Royal Thunder również pisałem już tydzień czy dwa temu. Tym razem słuchałem ich może nieco rzadziej ale hipnotyzujący Twice nadal gości często w mych głośnikach. 

Pozostając w mroczniejszych klimatach nie mogę nie wspomnieć o łączącej elementy metalu symfonicznego z gotykiem Sirenii. Jest to zespół, który śledzę w miarę regularnie od dobrych czternastu lat. W tym czasie brzmienie zespołu dość często się zmieniało ale czuję, że od czterech płyt wszystko się ustabilizowało. Wydane w tym roku 1977 kontynuuje trend zapoczątkowany na Dim Days of Dolor i który, jak widać nadal się sprawdza. Dobrymi przykładami są takie utwory jak The Setting Darkness czy A Thousand Scars. Chętnych zapraszam również do zapoznania się z innymi utworami z tej płyty jak i całą bogatą dyskografią zespołu,

W klimatach gotyckich tworzy również zasłużony dla gatunku zespół Inkubus Sukkubus. W przeciwieństwie do Sirenii jest to jednak rock gotycki a nie metal. Nowa płyta brytyjskiej ekipy She of a Thousand Names jest płytą dość bezpieczną, gdyż nie oferuje jakiejś rewolucji w brzmieniu zespołu, jednakże przyznać trzeba, że to co znajdziemy na krążku jest nadal solidnie skomponowane i nagrane. Po kilku odsłuchaniach mogę Wam polecić przede wszystkim epicki utwór tytułowy jak i nieco szybsze, bardziej rockowe Starfire czy charakteryzujący się chóralnym refrenem Angelus Fame.

Dla słuchaczy prog-rocka nie mam niestety nic nowego. Nadal najwięcej czasu poświęcam w tym gatunku kanadyjskiemu Mystery. Ich najnowszy krążek Redemption jest przepiękną muzyczną podróżą, pełną emocji, gitarowej wirtuozerii, syntezatorowych wstawek. Całości dopełniają refleksyjne teksty, tak dotyczące miłości do rodzeństwa jak w Beauty and the Least czy dorastania i dowodzenia swojej wartości (Pearls and Fire). 

Na koniec bogata i różnorodna reprezentacja power metalu. Szukając jakiegoś kryterium, według którego uszereguje znajdujące się na playliście zespoły, wybrałem w końcu datę premiery - od najnowszych do najstarszych albumów.

Zacznijmy od zespołu, którego muzyka plasuje się na pograniczu power, tradycyjnego heavy i epic metalu. Mowa o Virgin Steele, weteranach metalowej sceny. W tym roku światło dzienne ujrzało ich nowe dzieło, The Passion of Dionysus i naprawdę trzyma poziom godny "klasycznych albumów". Jest to muzyka z jednej strony agresywna, z drugiej delikatna, momentami ostrzejsza, innym razem subtelna. Nad wszystkim unosi się niepodrabialny wokal Davida DeFeis dodający kompozycjom dodatkowego smaczku. Cechą charakterystyczną większość płyt tej formacji są długie, ponad sześciominutowe utwory. Nie inaczej jest na najnowszym krążku. Jeśli chodzi o mnie to po dwóch-trzech odsłuchach zakochałem się w długim i epickim You'll Never See the Sun Again, mającym w sobie te wszystkie cechy, o których pisałem powyżej. 

Tydzień wcześniej światło dzienne ujrzały The Hallowed amerykańskiego Jag Panzer i Bloodlines duńskiego Pyramaze. W przypadku tego pierwszego zespołu, mającego za sobą z górą 40 lat kariery można mówić o albumie dobrym, solidnym ale jednak nie wybitnym. Niby wszystko jest na miejscu, mocne gitary, wokal Harry'ego Conklina starzejący się jak wino ale jednak brak jakiejś iskry, piosenki aż tak nie zapadają w pamięć. Tym razem na playliście zameldował się utwór otwierający płytę, Bound as One, jeden z bardziej wyróżniających się. Jeśli chodzi o Pyramaze to tu sytuacja jest nieco inna. Zespół od zawsze łączył elementy power metalowe z progresywnymi, przez co muzyka nie jest aż tak przystępna od pierwszego odsłuchu. Jednak jeżeli poświęcimy trochę czasu na odkrywanie tej złożoności to zaczyna wciągać. Mnie osobiście nadal najbardziej rajcuje szybki i melodyjny The Mystery ale cała płyta jest warta uwagi.

W podobnym czasie nowy krążek wydał również multiinstrumetalista Marius Danielsen, najbardziej znany ze swojej metal opery Legends of Valley Doom. Tym razem mamy do czynienia z mniej rozbudowaną płytą, z krótszą listą zaproszonych gości. To, co się nie zmieniło to natomiast łatwość komponowania epickich, power metalowych hymnów. Jednym z nich jest niewątpliwie To Rule Them All, z gościnnym występem byłem wokalistki Dark Moor, Elisy C. Martin. Power metal pełną gębą.

Następnie mamy na playliście dwa utwory z najnowszego wydawnictwa Gloryhammer, na którym w roli wokalisty zadebiutował Michael Sozos i sprawdza się znakomicie. Obok przebojowego Wasteland Warrior Hoots Patrol w zeszłym tygodniu wpadła mi ucho epicka, marszowa kompozycja Sword Lord of the Goblin Horde. Wiadomo, że zespół gra raczej pastiszową odmianę power metalu ale jego muzyka powinna spodobać się fanom chociażby Rhapsody czy Stratovariusa.

Dwie piosenki reprezentują też heavy/power metalowe Mystic Prophecy. Mamy też dwa zespoły, które ostatnie płyty wydały pod koniec kwietnia ale chętnie do nich wracam. Mowa o Elvenking i Majesty. Każdy z nich prezentuje nieco inne podejście do gatunku, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że mimo wielu nieprzychylnych komentarzy tzw. trvue metalowców, power metal ma duży potencjał i możliwości rozwojowe.

Tym optymistycznym (jak zresztą 80% power metalu) akcentem pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy post. Mam nadzieję, że odnajdziecie na playliście coś dla siebie. Link tradycyjnie poniżej a my widzimy się w piątek na podsumowaniu miesiąca. 

Playlista: 02.07.2023

piątek, 30 czerwca 2023

Wiosna 2023 - Podsumowanie Kwartału

 


Drodzy czytelnicy. Za nami kolejne trzy miesiące, wiosna ustąpila miejsca latu a na moim blogu podsumowanie mijających trzech miesięcy. W trakcie pisania bloga moje pomysły cały czas ewoluują, wypracowuję sobie jakąś regularność i pewne zasady. Podobnie jak w przypadku ostatniego miesięcznego podsumowania, postanowiłem wprowadzić też zmiany w artykule kwartalnym. Zamiast długiego elaboratu powtarzającego to co zawieram w "tygodniówkach", dzisiejszy artykuł będzie zgoła odmienny. Skupię się na najważniejszych wydarzeniach, premierach i odkryciach, podanych w przystępnej, paragrafowej formie. A więc zaczynamt.

NAJCZĘŚCIEJ SŁUCHANY UTWÓR

Powerwolf - Wolves of War - kawałek typowy dla Powerwolfa, rozpędzony, melodyjny i oczywiście z wilkami w roli głównej. Zespół udowadnia, że pomimo kilkunastu lat na scenie tworzenie metalowych przebojów ma nadal we krwi

NAJLEPSZE ALBUMY KWARTAŁU

W tej kategorii pozwolę sobie wprowadzić podział na różne podgatunki rocka i metalu. W minionym okresie wydano bowiem tyle ciekawych płyt, że ciężko wybrać z nich tę jedną naj, naj. Zaczynając od power metalu to tu chciałbym uhonorować dwa albumy, Interludium od Powerwolfa i Back to Attack ich krajanów z Majesty. Oba albumy mają w sobie wszystko to, co kochamy w power metalu. Jest odpowiedni ciężar zbalansowany dużą dozą melodyki, obie płyty roją się od killerów i tak wciągają, że zanim się obejrzymy juz zaczynamy ich słuchać od nowa.

Nie uznaję się za wielkiego znawcę i fana thrash metalu ale słowa uznania należą się także amerykańskim weteranom gatunku z Overkill. Dwudziesta płyta w ich bogatej dyskografii, Scorched to kolejny solidny album, pełen agresywnych riffów i pewnej dozy rock'n'rolla. Brzmi to wszystko naprawdę świeżo.

Glam metalowym albumem kwartału jest dla mnie z kolei Seven, nowe wydawnictwo zespołu Winger. Może i muzyka grana obecnie przez tę kapelę bardziej zbliża się do klasycznego hard rocka czy bluesa z elementami progresywnymi to nadal czuć tę mlodzieńczą energię i ducha lat 80-tych. Niemniej jednak jest to płyta z muzyką dojrzałą i podejmującą poważne tematy. Polecam ją zarówno fanom melodyjnego metalu jak i szukającym czegoś więcej.

Elementy progresji, a także folku i psychodelii znajdziemy na mojej ulubionej doom metalowej płycie ostatnich miesięcy. Mowa oczywiście o The Old Ways Remain kanadyjskiego Blood Ceremony. Zespół, który czerpie inspiracje z wielu źródeł po raz kolejny zaprezentował muzykę nieszablonową, pełną eksperymentów, instrumentów na co dzień raczej niewiązanych z metalem. Nad tym wszystkim unosi się piękny dźwięk fletu i hipnotyzujący wokal Alli O'Brien. Jednym słowem muzyczne cudo.

Na koniec kategoria rock progresywny. Tutaj konkurencję zdeklasowało kanadyjskie Mystery z cudowną płytą Redemption. Ciężko znaleźć na niej utwór niepotrzebny i ponad 70-minut muzyki nie potrafi się znudzić nawet po n-tym przesłuchaniu. Każda piosenka (a może raczej kompozycja gdyż trudno nazwać piosenką tak rozbudowane utwory) ma w sobie coś wyjątkowego, jednak najbardziej wciągają mnie The Beauty and the Least z kilkuminutową solówką gitarową i pełen niepokoju i cięższych brzmień Pearls and Fire. 

NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE

Od razu sprostowanie, przez zaskoczenie mam na myśli raczej pozytywne niespodzianki, choć w przypadku Majesty jest to raczej słodko-gorzki smak. Na nową płyte zespołu czekaliśmy dobre cztery lata, kiedy w końcu ujrzała światło dzienne okazała się bardzo solidnym albumem, mocnym kandydatem do tytułu plyty roku. Niestety niemal równocześnie z premierą otrzymaliśmy informację, że zespół definitywnie kończy działalność. Czuję żal, gdyż wydawało się, że kapela wreszcie wraca na dobre tory.

Zaskoczeniem była również premiera nowej płyty industrial-gotyckiego Deathstars. Przyznam, że trochę o tym zespole zapomniałem a tu nagle nowy singiel, potem drugi, trzeci i cała płyta, która fajnie nawiązuje do klasycznych wydawnictw a jednocześnie stara się zaoferować jakieś nowe brzmienia. 

Pragnę jeszcze wspomnieć o debiucie nowego zespołu Thomasa Winklera, byłego wokalisty Gloryhammer. Pod nazwą Angus McSIX [sic!] rzucił on wyzwanie swoim byłym kolegom (którzy również wydali niedawno nową płytę) i przyznam, że poradził sobie dość dobrze. Muzyka, którą znajdziemy na Angus McSIX and the Sword of Power bliższa jest melodyjnemu metalowi z elementami elektroniki, mniej na niej elementów power metalowych ale jeżeli nie bierzemy jej aż tak bardzo na serio to potrafi przynieść dużo radości słuchaczom.

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE

W tej kategorii raczej nie będzie zaskoczenia. Zupełnie nie przypadła mi do gustu nowa pozycja w dyskografii zasłużonej bądź co bądź ekipy, jaką jest L.A. Guns. Wydane w tym roku Diamonds to płyta bez historii, mająca może trzy przyzwoite piosenki. Reszta to wypełniacze, które wchodzą jednym uchem a uciekają drugim. To już chyba pewna tradycja, gdyż od 4-5 wydawnictw zespół przeplata naprawdę udane płyty z muzycznymi słabeuszami. A szkoda, bo jednak mają potencjał do tworzenia czegoś lepszego.

Zawiodłem się również trochę na dwóch zespołach, które w poprzednich latach wzbudziły moją uwagę. Mowa o Smoulder i Project: Roenwolfeb. Ich najnowsze albumy są przyzwoite ale jednak miałem wobec nich większe oczekiwania. Wszystko jest niby ok, widać kunszt artystyczny, potencjał ale brak tego "czegoś" co mnie kiedyś do nich przyciągnęło. Mam nadzieję, że w przyszłości obie ekipy się poprawią, bo pokazali już, że stać ich na więcej.

NAJCIEKAWSZE ODKRYCIA

Ten paragraf również podzielę pod katem gatunkowym, jednak może nie aż tak szczegółowo jak w przypadku najlepszych albumów. Przede wszystkim odkryciem, które było dla mnie największym zaskoczeniem jest rodzimy Kres i album Alchemia Pustki. Jest to kawał naprawdę solidnego depresyjnego black metalu (choć ortodoksów może razić duża ilość czystych wokali). Klimat rezygnacji i beznadziei, poetyckie teksty i wokalna różnorodność tworzy razem muzykę niecodzienną, której odsłuch można porównać do wieczoru przy świecach i poezji jednego z przedwojennych katastrofistów. Cudo.

Drugim zespołem z Polski, który padł moim łupem w ostatnich trzech miesiącach jest folkmetalowa Łysa Góra. Icj najnowszy krążek W Ogniu Świat to udane połączenie elementów folkowych, progresywnych i metalowych. Na uwagę zasługują również teksty, niezawsze nawiązujące do motywów ludowych, lecz próbujące poruszać także bardziej współczesne tematy. W tym wszystkim mogę sobie zarzucić jedynie, że tak późno trafiłem na ten zespół a mam wszak w bibliotece dużo polskiego folk rocka/metalu.

Powermetalowym odkryciem, które zawdzięczam blogowi Power Metal Warrior jest zespół Evermore, którego obie dotychczas wydane płyty są pełne melodyjnego i szybkiego grania, przeplatanego tu i ówdzie bardziej stonowanym, epickim utworem. Zachęcam do zapoznania każdego fana Helloween, Rhapsody czy Stratovariusa.

Na koniec oczywiście nie mogę zapomnieć o stronie Doom Charts. W tym kwartale najciekawszym odkryciem, którego dzięki nim dokonałem jest doomgaze'owy zespół Spotlights. Jak sama nazwa wskazuje, łączy on w sobie elementy atmosferycznego doomu i shoegaze'a. Wstyd się przyznać, że kiedyś dość mocno drwiłem z samej idei "shoegaze" a teraz gdy słyszę jego elementy połączone z doom czy black metalem to mocniej nadstawiam ucho.

OCZEKIWANIA NA PRZYSZŁOŚĆ

W tym miejscu chciałbym wymienić jeszcze albumy muzyczne, których premiera dopiero przed nami, a na które czekam z największą niecierpliwością. Ciekawi mnie też, czy gdy będę na koniec września przygotowywał podsumowanie Lata 2023 któreś z nich znajdą się wśród tych "naj" czy niestety wśród rozczarowań. Oby tych drugich było jak najmniej. A oto lista zapowiedzi wraz z datami premier:

Bloodbound - Tales From the North - 17.07

Spirit Adrift - Ghost at the Gallows - 18.08

Alice Cooper - Road - 25.08

Primal Fear - Code Red - 01.09

Eclipse - Megalomanium - 01.09

Soen - Memorial - 01.09

PODSUMOWANIE

Za nami więc kolejne intensywne muzycznie trzy miesiące. Poniżej playlista z 40-oma najczęściej słuchanymi przeze mnie w tym czasie utworami. Liczę, że jej różnorodność przypadnie Wam do gustu. Chętnie też poczytam, a tym bardziej posłucham jak Wam minęła wiosna i czego oczekujecie po najbliższych miesiącach. Trzymajcie się i do poniedziałku!

Playlista: IV, V, VI 2023

poniedziałek, 26 czerwca 2023

19.06-25.06.2023

 


Ale ten czas leci. Zbliżamy się pomału do końca czerwca, blog funkcjonuje już prawie 5 miesięcy. Zanim jednak przyjdzie czas na podsumowania miesięczne czy kwartalne, tradycyjnie w poniedziałek Top Tygodnia.

Zacznę oczywiście od prezentacji zespołu, który bardzo wyraźnie zdominował ten ostatni okres - mowa o aor/hard rockowym projekcie Pride of Lions. Ich najnowsza płyta Dream Higher to niesamowicie wciągająca mieszanka melodii, hard-rockowych gitar, klawiszy a przede wszystkim wokałów, zarówno głównego Toby'ego Hitchcocka jak i gitarzysty Jima Peterika. Utrzymuję to co pisałem już tydzień temu - album nie jest może aż tak przebojowy i glam metalowy jak poprzednik ale nadal jest to muzyka wysokiej klasy. Całości dopełniają teksty, wykraczająca daleko poza typowo aor-ową tematykę miłosną. Z sześciu obecnych na playliście utworów moim absolutnym faworytem jest Find Somebody to Love ale warto zwrócić uwagę i na utwór tytułowy i na najbardziej gitarowy w zestawie Renegade Heart. Tak naprawdę zachęcam do odsłuchu całego albumu, gdyż naprawdę warto.

Dość często słuchanym przeze mnie zespołem było również prog-rockowe Mystery. Prócz utworów z najnowszej płyty zatytułowanej Redemption, o której już nie raz pisałem, sięgnąłem po starsze pozycje w dyskografii grupy. Efektem tego jest obecność takich neo-progowych perełek jak Dear Someone z The World is a Game czy Come to Me z poprzedniego albumu Lies and Butterflies. Myślę, że dzięki temu będziecie mogli sobie zaobserwować rozwój zespołu na przestrzeni ostatnich lat a i zyskacie dobrą pozycję wyjściową do zapoznania z wyżej wymienionymi, również wysoko cenionymi przez krytykę wydawnictwami.

Jeśli chodzi o konkretny gatunek muzyczny, to z dzisiejszej playlisty najbardziej ucieszą się fani doom metalu. Ten najsmutniejszy i najbardziej melancholijny podgatunek muzyki metalowej reprezentuje bowiem aż pięć zróżnicowanych stylistycznie zespołów. Zacznijmy od bardziej stonerowego skraju doomowego spektrum. Amerykański Royal Thunder wydał niedawno swój czwarty długogrający album Rebuilding the Mountain. Muzyka na nim zawarta to połączenie psychodelii i okultyzmu ze stonerowymi gitarami i hipnotyzującymi melodiami. Dużym plusem jest też charakterystyczny drapieżny wokal Mlny Parsonz. Na playliście możecie zapoznać się z przebojowym The Knife, agresywnym The King oraz bardziej stonowanym i melancholijnym Twice.

Kolejnym zespołem jest moje niedawne odkrycie ze strony Doom Charts, stoner rockowy band Formula 400. Ich muzyka łączy w sobie ciężkie, melodyjne riffy gitarowe z rock'n'rollowymi rytmami i dość mocno zdartym głosem śpiewającego gitarzysty Dana Fricka. Moje dwa ulubione utwory, które zamieszczam na playliście to Stardust i Kickstands Up - oba można określić mianem przebojowych. Polecam ten zespół m.in. fanom takich kapel jak Duel, Kadabra czy Kadavar. 

Teraz czas na przedstawiciela bardziej tradycyjnej wersji doom metalu. Mowa oczywiście o Altar of Oblivion, który po kilkuletniej przerwie zaprezentował nam EP-kę z nowym materiałem. Zespół nadal utrzymuje stylistykę, do której nas już przyzwyczaił - mocne, heavy metalowe klimaty, refleksyjny klimat i wpadające w ucho melodie. Utwory takie jak Burning Memories czy Maniac Masquerade przypadną do gustu szczególnie tym, którym doom kojarzy się głównie z Candlemass.

Nową EP-kę i również po dłuższym okresie milczenia wydało włoskie The Foreshadowing. Na Forsaken Songs mamy zbiór niepublikowanych do tej pory utworów i coverów. Całość utrzymana jest w gotyckiej stylistyce, tak charakterystycznej dla tej kapeli. Najciekawszym kawałkiem na płycie jest moim zdaniem znany już z singlowego wydania Paranoid Boyd ale zachęcam do zapoznania się również z pozostałymi utworami. Co ważne, zespół zapowiedział wydanie longplaya z całkowicie premierowym materiałem więc tym bardziej warto umilić sobie czas oczekiwania odsłuchem EP-ki.

Klasykiem death/doom metalu jest niewątpliwie Swallow the Sun. W ostatnim czasie naszła mnie ochota by powrócić do rzadziej odsłuchiwanych przeze mnie płyt tej kapeli. Mój wybór padł na pochodzący z 2009 roku New Moon i, chyba najbardziej majestatyczne, trójpłytowe aż wydawnictwo Songs from the North. Na dzisiejszej playliście każdy z tych krażków reprezentuje jeden utwór, z którym warto się zapoznać. Zachęcam oczywiście do odsłuchu całych albumów, choć na Songs... trzeba poświęcić grubo ponad 2 godziny.

Pozostając w melancholijnych i refleksyjnych tematach, nie mogę nie wspomnieć o nowej płycie brytyjskiego Inkubus Sukkubus, mojego ulubionego gothic rockowego zespołu. Co prawda muzyka zawarta na She of a Thousand Names nie prezentuje niczego oryginalnego (ostatni naprawdę świeżo brzmiący album kapeli to The Goat z 2011r), to jednak nie można powiedzieć że jest to odcinanie kuponów od dawnej popularności. Jest to nadal muzyka klimatyczna, przyozdobiona romantycznym wokalem Candii McKormack, czerpiąca inspirację m.in. z kultury orientalnej, z charakterystycznym automatem perkusyjnym i dość częstym użyciem dzwonów w sekcji rytmicznej. Album został wydany kilka dni temu więc póki co mam dla Was tylko majestatyczny utwór tytułowy, jednak na pewno na kolejnych playlistach pojawi się więcej utworów.

O proto-metalowym Banchee wspominałem już kiedyś w jednym z tygodniowych podsumowań. Jest to zespół, który na przełomie lat 60-ych i 70-ych wydał dwie ciekawe płyty, łączące blues rocka z psychodelią. Niestety kapela nie przebiła się do mainstreamu i dziś jest znana głównie pasjonatom. Myślę, że dwa utwory zawarte na playliście - bardziej rockowy Train of Life i bardziej psychodeliczna Evolmia zwrócą uwagę na ten naprawdę ciekawy a zapomniany band.

Nowe albumy wydały również dwa zespoły powiązane z muzyką power metalową. Jag Panzer to już zasłużony weteran amerykańskiego powera, jednak na The Hallowed pokazuje, że nadal ma pomysł na agresywną ale i melodyjną muzykę. Jako dobry przykład można podać singlowy Stronger Than You Know, mający w sobie wszystkie znaki szczególne grupy. Druga kapela Pyramaze łączy power z bardziej progresywnymi brzmieniami. Powiem szczerze, że wydane wcześniej single jakoś nie nastrajały mnie mega optymistycznie co do całej Bloodlines, na szczęście utwór The Mystery przywrócił mi nadzieję. Jest to szybki i melodyjny kawałek, który na dlugo zapada w pamięć. Myślę, że po kolejnych odsłuchach spodoba mi się więcej utworów, warto pamiętać, że muzyka Pyramaze nieraz potrzebuje czasu by przekonać do siebie słuchacza, ale gdy już się jej na to pozwoli to daje dużo radości.  

Swój debiutancki album wydała niedawno również nasza rodzima, folk metalowa kapela Likho. Muzyka zawarta na I Am the End to połączenie folkowego brzmienia z melodeathem, co wypada naprawdę dobrze. W wielu momentach czuć wpływ m.in. Eluveitie, w innych wydaje się znów, że to bardziej thrash z akompaniamentem skrzypiec. Zostawia to słuchaczowi duże pole do eksploracji i własnej interpretacji.  Duży plus za zróżnicowane wokale a przede wszystkim za killer w postaci Pagan Reaction. Widać, że zespół ma potencjał i będę z zainteresowaniem śledził jego rozwój. Obok Łysej Góry to kolejny zespół, o który muszę zakutalizować playlistę poświęconą polskiemu folk metalowi. Może trochę szkoda jedynie, że kapela zdecydowała sie nagrywać w języku angielskim ale w sumie to takie moje małe czepialstwo. Poza tym jest naprawdę solidnie.

Pozostałe utwory na playliście to znane Wam już single power metalowego Iron Savior (The Firestar) i aorowego Eclipse (The Hardest Part is Losing You), thrash'n'rollowe Bag O' Bones od Overkill czy power metalowy Gloryhammer  z utworem Holy Flaming Hammer..., z wolna stający się moim ulubionym kawałkiem z najnowszej płyty kosmicznych Szkotów.

Podsumowując, dużo doom metalu ale nie brakuje też bardziej melodyjnych i progresywnych brzmień. Liczę, że zaprezentowany na playliście set przypadnie Wam do gustu. Zapraszam do odsłuchu a ja wracam do porządnego odsłuchu najświeższych premier. Liczę, że za tydzień znajdziecie tu więcej propozycji od m.in. Jag Panzer, Inkubus Sukkubus czy Pyramaze. 

Playlista: 25.06.2023

piątek, 23 czerwca 2023

Polecam: Cruz Del Sur Music

 


Witajcie. Czas na kolejny post z cyklu Polecam. Tym razem postanowiłem poświęcić go włoskiej wytwórni muzycznej Cruz Del Sur Music, która w naszym kraju nie jest może jakoś specjalnie rozpoznawalna ale ma w swoim port folio sporo ciekawych zespołów, które mogą Was zaciekawić.

Wytwórnia powstała w 2003 roku i za swój cel stawia promocję przede wszystkim epickiej muzyki, mocno zakorzenionej w metalowej tradycji. Szczególną uwagę poświęca amerykańskiej scenie muzycznej. Wydawnictwa sygnowane logiem Cruz Del Sur powinny przypaść do gustu wielbicielom przede wszystkim tradycyjnego i epickiego doom metalu, amerykańskiego power metalu czy oldschoolowego heavy metalu.

Wytwórnia ma na swoim koncie ponad sto wydanych albumów. Przez przeszło 20 lat istnienia wydawała płyty m.in. While Heaven Wept czy Atlantean Kodex. Aktualnie w swoim katalogu mają takie kapele jak Gatekeeper i Smoulder, o których mogliście poczytać na moim blogu w drugiej połowie marca. Jeśli chodzi o inne zespoły, które lubię i mógłbym Wam polecić to przede wszystkim heavy metalowe Sonja i Mirror, tradycyjne doomowe Orodruin i Stygian Crown czy epickie Lunar Shadow i Fer de Lance. Nie wyczerpuje to jednak bogatego zbioru wykonawców jakim włoski label dysponuje - ciężko jednak znaleźć czas na śledzenie każdej wypuszczanej na rynek nowości. 

Przechodząc do tematu dzisiejszej playlisty, w przeciwieństwie do artykułów o Doom Charts czy Melodicrock.com - zamiast listy "odkryć" zamieszczam listę "rekomendacji" - czyli najlepszych wg mnie zespołów znajdujących się w rosterze CDS Music. Zachęcam do obserwowani i słuchania playlisty, bo myślę (nieskromnie) że zawiera kawał naprawdę solidnej muzyki.

Playlista: My Cruz Del Sur Recommendations

wtorek, 20 czerwca 2023

12.06-18.06.2023

 

Zdecydowaną większość mijającego tygodnia spędziłem na wyjeździe do Warszawy, gdzie towarzyszyła mi jak zwykle dobra muzyka. Pisałem ostatnio, że ZZ Top super sprawdza się jako soundtrack do jazdy samochodem, z dzisiejszego postu dowiecie się jednak, że moje muzyczne przygody nie ograniczyły się do brodatego trio z USA. 

Co prawda na playliście znalazło się miejsce dla przebojowego Gimme All Your Lovin', jednak w kategorii melodyjnego hard rocka tydzień zdominowała najnowsza płyta Pride of Lions Dream Higher. Duet złożony z gitarzysy Survivor - Jima Peterika i jednego z ciekawszych wokalistów młodszego pokolenia Toby'ego Hitchcocka po raz kolejny zaserwował nam mieszankę przyjemnych melodii i gitarowej soczystości. I choć ich najnowszy krążek nie wyróżnia się aż tak przebojowością jak poprzedni Lion Heart ani nie romansuje z progresją jak świetny Destiny Stone to nadal jest to kawał solidnego AOR-a. To nie lada wyczyn nie schodzić poniżej pewnego poziomu na siódmym już z kolei albumie.

Uzupełnieniem puli zespołów prezentujących melodyjne podejście do hard rocka i metalu jest amerykańska ikona Winger, który dziś gości na playliście z utworem Tears of Blood - chyba moim ulubionym kawałkiem z ich najnowszej płyty (zachęcam do zapoznania się z całym wydawnictwem bo naprawdę warto).

Dzisiejszy artykuł powinien zaspokoić głód fanów doom metalu, którzy ostatnio znajdowali u mnie mniej ciekawych propozycji. Tym razem mam dla Was utwory aż sześciu różnych wykonawców. Na pierwszy plan wysuwają się na pewno Altar of Oblivion i Royal Thunder. Pierwszy z tych zespołów, grający tradycyjnego, epickiego dooma w stylu Candlemass wydał niedawno EP-kę z pierwszym od czterech lat premierowym materiałem. Utwory takie jak tytułowy Burning Memories czy Maniac Masquerade udowadniają, że panowie dość efektownie wykorzystali kilkuletnią przerwę. Druga z wymienionych kapel to mieszanka stoner rocka i psychodelii z charyzmatycznym wokalem Milny Parsonz. Zaprezentowane na nowym albumie Rebuilding the Machine utwory charakteryzują się nieco westernowym klimatem i przebojowością, nie zapominając oczywiście o pewnej dozie melancholii. Z trzech obecnych na playliście piosenek najbardziej polecam energiczny i hipnotyzujący Twice.

Warto wspomnieć też o dwóch doom metalowych singlach, które miały premierę w piątek. Portugalski Dream of Poe zaprezentował utwór The Lament of Phaeton, będący zapowiedzią nowego albumu. Jak widać (a w zasadzie słychać) w nowej kompozycji, panowie wierni są wypracowanemu na przestrzeni lat stylowi - jest wolne tempo, melancholijny klimat i charyzmatyczny wokal który nomen omen brzmi jak lament. Nie jest to oczywiście wada, bo singiel robi bardzo dobre wrażenie i budzi apetyt na więcej. Utwór Barn Burner to już trzecia piosenka zapowiadająca najnowszą płytę Spirit Adrift, zatytułowaną zgodnie z tradycją Ghost at the Gallows. Tu mamy natomiast do czynienia z mixem doom i klasycznego heavy metalu. Kompozycja jest ciężka, klimatyczna i wpadająca w ucho. Zachęcam do zapoznania się również z dwoma poprzednimi apetizerami i czekania wraz ze mną na pełen album.

Ostatni przedstawiciele doom metalu (i pokrewnych nurtów) to znane Wam już Blood Ceremony z absolutnie hitowym The Bonfires at the Belloc Coombe, a także absolutne odkrycie (wiadomo z Doom Charts) - zespół Formula 400. Jest to kapela której bliżej do stoner rocka niż doom metalu, w której muzyce czuć ten duszny, południowy klimat. Na dzień dzisiejszy macie tylko jeden utwór - Stardust, choć mam nadzieję że znajdę czas na głębszą eksplorację ich dyskografii.

Z pozostałych gatunków mamy dziś trochę power metalu, reprezentowanego głównie przez grających ich cięższą odmianę Mystic Prophecy. Ich najnowszy album na dobre rozgościł się w moich głośnikach i pomimo kilku tygodni od premiery nie odpuszcza. Macie dziś do odsłuchu aż 4 utwory, więc będziecie mieli szansę dość dobrze zapoznać się z ich muzyką. Poza tym jest jeszcze singlowy Firestar od Iron Saviora (najczęściej słuchana przeze mnie ostatnio piosenka), epicki Busted to the Floor od Falconera,  reprezentujący nowy krążek Gloryhammer Holy Flaming Hammer of Unholy Cosmic Frost o iście blackmetalowym tytule i jedna kompozycja z nowego albumu Sacred Outcry (The City of Stone, który już pewnie poznaliście tydzień temu).

Cztery utwory to również reprezentacja gothic metalowej Sirenii, która pod koniec maja wydała dobrze przyjęty przez krytykę album 1977. Dowodzona przez gitarzystę i kompozytora Mortema Velanda ekipa nie odkrywa tym krążkiem Ameryki ale pokazuje, że w swojej lidze nadal jest liczącą się siłą. Ciekawy jest fakt, że w takich symfoniczno-gotyckich klimatach z damskim wokalem od lat nie odkryłem nowego, obiecującego zespołu a wszystkie których regularnie słucham to kapele poznane jakieś 10-12 lat temu. Tym bardziej cieszy, że weterani utrzymują formę.

Na zakończenie dwa słowa o niesłabnącym zainteresowaniu jakim darzę nowe wydawnictwo kanadyjskiego neo-progowego Mystery. Uważam, że Redemption to naprawdę jeden z kandydatów do tytułu prog-rockowej płyty roku, gdyż tak pięknych melodii i umiejętności komponowania długich, nieraz ponad dziesięciominutowych utworów cały czas zajmujących uwagę słuchacza nie spotyka się zbyt często. Na dzisiejszej playliście możecie odsłuchać właśnie dwie takie mocarne kompozycje - The Beauty and the Least oraz Pearls and Fire.

Jak widzicie lista utworów i zespołów jest dość zróżnicowana. Cieszę się, że pomimo wyjazdu miałem czas na odsłuch premierowych albumów i singli a także na dalsze muzyczne poszukiwania. Liczę, że niejedna z obecnych na playliście piosenek padnie łupem podczas Waszych muzycznych łowów. Trzymajcie się i miłego odsłuchu. Link:

Playlista: 18.06.2023


Najpopularniejsze