poniedziałek, 7 sierpnia 2023

31.07-06.08.2023

 


- Mamo, mamo, ja chcę na Prog Power 2023!

- Ale przecież mamy Prog Power w domu

Prog Power w domu - Playlist Everyday :)

Nigdy jeszcze nie zaczynałem żadnego postu od dowcipu, który niektórym może się wydać nawet sucharem ;) Cóż, musi być ten pierwszy raz. Niemniej jednak naprawdę dzisiejsze podsumowanie można by streścić w tym krótki dialogu.

Bez wątpienia ostatni tydzień należał do przedstawicieli progresywnego rocka. Do bogatego zbioru utworów Mystery i Galahad dołączyły też dwa inne neo-progowe zespoły. Pierwszy z nich to powracająca po ośmiu latach przerwy walijska Karnataka, wyróżniająca się na tle innych zespołów damskim wokalem. Muzyka zawarta na Requiem for a Dream to naturalna kontynuacja wątków z poprzednich albumów. Mamy spokojnie prowadzone kompozycje, wzbogacane tu i ówdzie orientalnymi wstawkami i gotyckim klimatem. Płyta ta jest również debiutem nowej wokalistki, posiadającej cypryjskie korzenie Sertari. Muszę przyznać, że ma przyjemną barwę głosu i radzi sobie naprawdę dobrze, choć osobiście tęsknię za bardziej charyzmatyczną Hayley Griffiths. Na dzisiejszej playliście możecie odnaleźć utwór Don't Forget My Name, który z miejsca skradł moje serce.

Drugą progresywną nowością jest utwór Jane (Come out of Blue) pochodzący z najnowszej płyty szkockiego zespołu Comedy of Errors. Threnody for a Dead Queen ukazała się już rok po poprzedniczce, udanej Time Machine. Tym razem panowie postawili wyraźnie na dłuższe, ponad dziesięciominutowe kompozycje, obok których pojawia się kilka krótszych głównie instrumentalnych przerywników. Wśród nich wyjątkiem jest właśnie wymieniony wyżej utwór, będący niedługą, uroczą balladką. Jest to myślę, dobry punkt wyjścia do zapoznania się z resztą krążka, w tym właśnie z trzema najdłuższymi utworami.

Wśród power metalu Bloodbound i jego album Tales from the North dzieli i rządzi. Dominację Szwedów próbowali w tym tygodniu złamać dwa niemieckie zespoły. W przypadku Iron Saviora postanowiłem sobie umilić oczekiwanie na ,zapowiedzianą na jesień, nową płytę odsłuchem bardziej klasycznego krążka - wydanego w 1999r Unification. Jest to typowy, wysokiej klasy power metal tak charakterystyczny dla lat 90-ych. Dla wielbicieli nostalgii mam trzy utwory, z których otwierający płytę Coming Home to kwintesencja wczesnej twórczości zespołu.

Dwa utwory na dzisiejszej playliście pochodzą z krążka Reborn in Flames sygnowanego logiem Chris Boltendahl's Steamhammer. Jest to solowy projekt wokalisty niemieckiej legendy - Grave Diggera. Muszę przyznać, że muzycznie kawałki takie jak Fire Angel czy utwór tytułowy nie odbiegają zbyt daleko od tego, co Chris tworzy ze swoim macierzystym zespołem. Jest to nadal heavy/power wysokiej klasy ale pozostaje pytanie, czy Reborn in Flames (jak i wydany przed dwoma laty The Devil is a Gambler innego projektu Boltendahla - Hellrydera) nie mogły się ukazać po prostu jako kolejne, naste już albumy w dyskografii GD.

Z pozostałych gatunków dużo dobrego chcę ponownie napisać o projekcie Elle Tea i debiutanckim albumie Fate Is At My Side. Multiinstrumentalista Leonardo Trevisan zaprezentował nam na nim wyjątkową mieszankę klasycznego heavy metalu z hard rockiem. Mamy dynamiczne, gitarowe kompozycje wzbogacane subtelnym wokalem Leonardo. Wystarczy odsłuchać otwierający album utwór tytułowy, czy przebojowy Part of the Devil by zakochać się w tej muzyce bez reszty. Wiem, że ten projekt w naszym kraju jest mało znany ale pora to zmienić. Naprawdę warto.

Swoją reprezentację ma również rock gotycki. O nowej płycie Inkubus Sukkubus piszę już od kilku tygodni i jej stała obecność w kolejnych już podsumowaniach świadczy, że jest to album naprawdę udany. Wiadomo, że po kilkunastu czy kilkudziesięciu albumach ciężko zaprezentować coś absolutnie odkrywczego, natomiast muszę przyznać, że Brytyjczykom udaje się w swojej własnej kategorii nie schodzić poniżej pewnego poziomu.

W kategorii doom metal dziś trochę mniej kontentu. Są dwie kompozycje Swallow the Sun pochodzące z tryptyku Songs from the North - tym razem z jego drugiej części, najspokojniejszej wg mnie. Oba utwory - Autumn Fire i Before the Summer Dies charakteryzują się wykorzystaniem przede wszystkim akustycznego instrumentarium i delikatnym, można nawet rzec szeptanym wokalem. Mogę się mylić, ale czuć inspiracje późniejszymi dokonaniami Opeth. 

Dla fanów dłuższych form i bardziej gitarowego, progresywnego podejścia do doomu mam tytułowy utwór z wydanej w tym roku debiutanckiej płyty Falling Fathoms amerykańskiego Slow Wake.

Proto-doomowy Bang i ich najnowszy krążek reprezentuje natomiast utwór Clouds. Jest to dobry przykład połączenia muzyki charakterystycznej dla wczesnych lat 70-ych z pewnymi nowszymi trendami. Polecam jako ciekawostkę wszystkim "historykom metalu".

Na koniec rodzynek jeśli chodzi o melodyjną odmianę hard rocka czyli AOR. Utwór Find Somebody to Love Me zespołu (a raczej duetu) Pride of Lions polecam Wam już chyba od czerwca ale co zrobię, skoro ten utwór tak mocno wrył mi się do głowy. Nic tylko słuchać

Właśnie, nic tylko słuchać. Podaję link do playlisty i zapraszam do odsłuchu. Do zobaczenia za kilka dni na zaległym podsumowaniu lipca. Trzymajcie się i udanego tygodnia!

Playlista: 06.08.2023

piątek, 4 sierpnia 2023

Gościnnie: Wywiad z zespołem Likho

 


W dniu dzisiejszym mam dla Was szczególny artykuł - pierwszy w historii tego bloga wywiad. Moim rozmówcą jest Michał Nowak, gitarzysta folkmetalowego zespołu Likho, którego debiutancki krążek I Am the End zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zapraszam do lektury i odsłuchu przygotowanej przez Michała playlisty.

15 czerwca światło dzienne ujrzała Wasza debiutancka płyta, ciepło przyjęta przez krytyków I Am the End. Jak przebiegał proces twórczy, jakie emocje towarzyszą wydaniu debiutu i przede wszystkim, z jakimi przeszkodami musi mierzyć się młody zespół, chcący zaistnieć na rynku wydawniczym?

Michał Nowak (M.N.): Z emocji zdecydowanie ulga i duma. Nagranie płyty to marzenie z którym chwyciłem za gitarę wiele lat temu, a sam proces, jako że jesteśmy mimo wszystko pasjonatami-amatorami był długi. Praktycznie wszystko zrobiliśmy domowo, tylko perkusji siłą rzeczy nie byliśmy w stanie nagrać w pokoju i wynajmowaliśmy studio. Na pewno to nie była łatwa ścieżka, ale dzięki temu co udało nam się zrobić, kolejne nagrania zdecydowanie pójdą sprawniej.

W swoich utworach łączycie elementy muzyki ludowej z cięższymi brzmieniami, głównie w stylu melodyjnego death metalu. Skąd pomysł na takie, stosunkowo rzadko spotykane na polskiej scenie, podejście do folk metalu?

M.N.: Na początku mieliśmy bardzo ogólną wizję muzyki jaką chcemy grać, wiedzieliśmy że będziemy inspirować się muzyką ludową, każdy z nas przyniósł od siebie trochę materiału który odpowiadał jego definicji folk metalu - z tego okresu ostały się nagrane na płycie Girl From The West i The Beerholder. To nam nie wystarczało dlatego zaczęliśmy sięgać po elementy współczesnego metalu, co słychać na przykład w mocno metalcore'owym Echoes. Wiele numerów z samego początku odrzuciliśmy, czy to na etapie koncepcyjnym czy nawet i później po zagraniu ich na żywo kiedy stwierdziliśmy że nie mają w sobie takiej energii jaką chcemy dawać. To po części odpowiada za stosunkowo krótki czas trwania albumu. Zdecydowaliśmy że lepiej będzie pokazać to, co nas jara najbardziej niż ryzykować przynudzanie numerami, które nie zagoszczą na stałe na naszych koncertach. Teraz, gdy odnaleźliśmy swoje brzmienie możesz spodziewać się i melodeathu i corów, i folkowych melodii, ale połączonych ze sobą jeszcze lepiej i jeszcze mocniej. Praca wre, a I Am The End to dopiero początek ;)

Utwór Pagan Reaction opowiada, jak sądzę, o buntach ludowych z czasów panowania Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela, skierowanych przeciwko duchowieństwu i religii chrześcijańskiej. Współcześnie również obserwujemy stale rosnące zainteresowanie wierzeniami dawnych Słowian. Czego, Twoim zdaniem, możemy się nauczyć od naszych pogańskich przodków?

M.N. (z pomocą Stanisława Lipskiego, perkusisty): Bogowie słowiańscy (jak również demony, w tym licho) nie mieszczą się w chrześcijańskim paradygmacie dychotomii dobro-zło, a przez to cały światopogląd rodzimowiercy jest inny. Nie ma mowy o nadstawianiu drugiego policzka, za to jest ciągła walka – z własnymi słabościami, przeciwnościami losu.

Nigdy nie należy liczyć, że coś pójdzie gładko, kiedy może pójść źle. Przeciwnie, prawie na pewno pójdzie źle, jeśli tego nie kontrolujesz – bo na Słowiańszczyźnie nie ma łatwo, jest tylko trudno, albo jeszcze trudniej.

Interesuje mnie również geneza utwory Beerholder. Tematyka "alkoholowa" jest jednym z typowych motywów folk metalowych a Wy sami lubicie określać się mianem beercore. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

M.N.: Lubimy piwo

Ostatnie kilka lat to dobry czas dla rodzimej sceny folk metalowej. Jakie są Twoje refleksje na ten temat? Którego z wykonawców, obok oczywiście Likha, mógłbyś polecić komuś, kto próbuje zagłębić się w ten podgatuek metalu?

M.N.: Zdecydowanie się zgadzam, że to dobry czas dla folk metalu w Polsce. Niedawno Łysa Góra wydała fantastyczny album W Ogniu Świat. W zeszłym roku Cronica pokazała świetne Ukony, a dosłownie za moment podzielą się ze słuchaczami nowym singlem Woda, który miałem okazję usłyszeć na żywo na wspólnym koncercie i jest na co czekać ;) [utwór jest już dostępny tu - przyp. autora] koncert ten był częścią trasy Nie Gramy Folku Tour zespołu Aether, chociaż jakby nie zaklinali rzeczywistości folkowych klimatów im odmówić nie można ;) Velesar i Diaboł Boruta to z kolei kapele, które na żywo mają niesamowity ogień. To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w playliście zgodnie z blogową tradycją.

Chciałbym jeszcze, nieco szerzej, zapytać o Twoje muzyczne inspiracje, zarówno jako słuchacza jak i gitarzysty prowadzącego. Zakładam, że nie ograniczają się one do folk metalu.

M.N.: W moim muzycznym DNA na stałe jest zapisane Iron Maiden, to był zespół odpowiedzialny za moje wejście w metal, za złapanie gitary i za wciskanie wszędzie gitarowych harmonii ;) Mocno wpłynęła na mnie muzyka Arjena Lucassena znanego głównie z projektu Ayreon, który miałem szczęście zobaczyć na żywo na koncercie gdzie grany był w całości album Into The Electric Castle, tam też gra Marcela Singora zmiotła mnie z powierzchni Ziemi. Za tydzień będę na Rammsteinie, a na Pol’And’Rocku nie mogę doczekać się While She Sleeps. Poza tym w moich słuchawkach mijają się progowcy z Haken z Chuckiem Raganem grającym brudne country, albo szanty na zmianę z electro swingiem. Teraz kiedy mamy na wyciągnięcie ręki całą muzykę świata dużo łatwiej jest po prostu coś poznać.

Zgodnie z tradycją tego bloga, do każdego artykułu dołączamy odpowiednią playlistę. Opowiedz proszę o muzyce, którą chciałbyś się podzielić z naszymi czytelnikami.

M.N.: Ta playlista to przegląd przez wyżej wspomniane kapele trzymające się w rodzimym gronie około folk metalowym, oraz kilka innych kapel które łączy to że dzieliliśmy, lub chcemy z nimi w niedalekiej przyszłości dzielić scenę. Mamy wokoło mnóstwo fantastycznej nowej muzyki, inspiracje i klimaty przeplatają się ze sobą cały czas, nic tylko otworzyć się i czerpać!

Serdecznie dziękuję za poświęcony nam czas. 

Czytelników zapraszam zaś do "czerpania" - link do playlisty poniżej. Zachęcam również do wspierania zespołu w serwisie bandcamp i udziału w koncertach. Niech pogańska reakcja rozszerza się dalej! ;)

Playlista: Likho & Friends

poniedziałek, 31 lipca 2023

24.07-30.07.2023

 


Słowo progresywny można najłatwiej wyjaśnić jako stale rozwijający się, ulegający postępowi, ewolucji. Jednocześnie można też zauważyć, ta zmiana powinna być stopniowa i płynna. Rewolucyjne zmiany bardziej kojarzą się już z awangardą. Tak też mój dzisiejszy post w stosunku do zeszłotygodniowego będzie raczej progresywny, bo i muzyka jakiej słuchalem była w dużej mierze prog-rockiem, jak i nie było w tym czasie jakichś gwałtownych wahań mojego gustu muzycznego. 

W związku z tym też, żeby się nie powtarzać w poniższym artykule odniosę się głównie do nowych pozycji na mojej cotygodniowej playliście.

Ponownie dominuje na niej rock progresywny, dla dociekliwych nazywany neo-progresywnym dla odróżnienia od muzyki tworzonej w latach 60-ych i 70-ych. Do królującego w poprzednim tygodniu kanadyjskiego Mystery (świetna, klasyczna już płyta The World is a Game) dołączyła silna reprezentacja innego klasyka gatunku - zespołu Galahad. Na dzisiejszej playliście będziecie mogli zapoznać się z utworami z ich płyty Following Ghosts, nazywanej pierwszym prawdziwie progresywnym albumem lat 90-tych. Na szczególną uwagę zasługują refleksyne Imago Easier Said than Done jak i bardzo gitarowa i rytmiczna Myopia. 

W kategorii power metal mam dla Was kilka utworów Iron Savior,  m.in. zapowiadający nowy album Firestrar jak i power metalowe killery z poprzedniej płyty - Our Time Has Come i tytułowy Skycrest. Wisienką na torcie jest bodajże najbardziej znany i lubiany kawałek Heavy Metal Never Dies, będący apoteozą gatunku. Poza tym standardowo jak już od miesiąca i dłużej mamy utwory z nowego krążka Bloodbound, które co tu dużo mówić, nie potrafią mi się znudzić. Trochę niespodziewanie na playliście pojawił się też The Voyage zespołu Sacred Outcry, utwór który początkowo jakoś bardzo nie przypadł mi do gustu a aktualnie dość często gości w moich głośnikach.

Z bardziej mrocznych i melancholijnych gatunków polecam Wam gothic-rockowy Inkubus Sukkubus, klasykę death/doom metalu Swallow the Sun (choć oba obecne na playliście utwory są raczej kompozycjami akustycznymi) czy stoner doomowe Slow Wake i Froglord (dla fanów odpowiednio dłuższych i krótszych kompozycji). Nie mogę też nie wspomnieć o kapeli, którą śmiało można nazwać proto-doomem - debiutujący w 1972r Bang wydał niedawno pierwszą od prawie 20u lat płytę z premierowym materiałem, stając się z miejsca dość ważnym wydarzeniem na scenie muzycznej. Zachęcam do zapoznania się zarówno z najnowsza jak i klasyczną twórczością zespołu, która przypadnie do gustu zwłaszcza fanom tak stoner rocka jak i wczesnego Black Sabbath.

Fuzję stoner rocka i doom metalu, określają zbiorczo (i chyba słusznie) mianem heavy psych tworzy amerykańska Kadabra. Po bardzo dobrze przyjętym przez krytykę debiucie Ultra kapela szykuje nowy album. Pierwszym, pochodzącym z niego singlem jest wypuszczony w piątek The Devil, w którym wszystkie muzyczne inspiracje zespołu łączą się w jeden psychodelicznie rytmiczny utwór. Czekam na więcej z niecierpliwością.

Zmieniając trochę klimat, nowy singiel wypuściło w świat równiez szwedzkie Eclipse. Zespół będący szandarowym przedstawicielem skandynawskiej sceny AOR w utworze Got It! również umieszcza wszystkie te elementy, za które go tak wielbimy. Soczyste gitary, dynamiczna perkusja a przede wszystkim mocno wpadająca w ucho melodia - jednym słowem uczta dla uszu.

W tym roku nowe albumy wydały również dwa inne, ciekawe aor-owe zespoły. O Pride of Lions pisałem już nie raz. Jeżeli ktoś lubi muzykę w stylu Survivor, z mądrymi, inspirującymi tekstami to Dream Higher powinno mu przypaść do gustu. Jeżeli natomiast preferujecie nieco cięższe gitary i bardziej nowoczesne podejście do tematu to zapoznajcie się z płytą Public Address szwedzkiego Degreed. Oba zespoły na dzisiejszej liście mają po jednej piosence, która może stać się punktem wyjścia do dalszej eksploracji ich bogatych dyskografii.

Na koniec zostawiłem bardzo szczególne, muzyczne odkrycie. Zespół a w zasadzie projekt muzyczny Elle Tea zasugerował mi Instagram, w formie reklamy między oglądaniem storisków innych użytkowników. Zaintrygowała mnie niezwykle tajemnicza, utrzymana w bliskowschodnim klimacie okładka i odszukałem ten zespoł na Spotify. Odpaliłem pierwszy utwór i przepadłem. Elle Tea to projekt włoskiego multiinstrumentalisty Leonardo Trevisana, grający niezwykle subtelną wersję klasycznego heavy metalu. Jeżeli miałbym porównać muzykę zawartą na debiutanckim Fate Is At My Side do jakiejs innej kapeli byłaby to na pewno Tanith. Jeżeli zaintrygował Was mój opis, gorąco namawiam do przesłuchania całego albumu, bo choć określenia uroczy i subtelny średnio pasują do metalu, w tym przypadku sa jak najbardziej na miejscu i stanowią jedną z największych zalet tej muzyki. 

Liczę, że zaproponowane przeze mnie utwory przypadną Wam do gustu a odsłuch playlisty będzie przyjemnym akcentem na początek tygodnia. Tradycyjnie link do playlisty poniżej a ja czekam na informację zwrotną z Waszej strony - czy trafiliście na coś wyjątkowego, czym chcielibyście się ze mną i innymi czytelnikami podzielić?

Playlista: 30.07.2023

piątek, 28 lipca 2023

Albumy, Które Ukształtowały Mój Muzyczny Gust - Top Lista

 




Dzisiejszy artykuł w założeniu ma być krótki, prosty ale treściwy. Chciałbym podzielić się z Wami albumami, które w największym stopniu wpłynęły na ukształtowanie się mojego, dość zróżnicowanego gustu muzycznego.

Muszę przyznać, że selekcja tych najważniejszych krążków była dość żmudnym i czasochłonnym procesem. Po wielu poważnych rozkminach wybrałem dwadzieścia płyt, które absolutnie zmieniły moje postrzeganie i podejście do muzyki, tak tej cięższej gatunkowo jak i w ogóle.

Wśród wybranych albumów są takie, które wprowadzały mnie w świat konkretnego gatunku muzcznego jak i pozwalały w znanym już stylu odnaleźć coś całkiem nowego i świeżego. Dla wielu z Was mogą to być też dość nieoczywiste wybory. Zdaję sobie sprawę, że część z tych płyt ortodoksyjni fani mogą uznać za słabsze pozycje w dyskografii ich ulubionego zespołu. Niemniej jednak nie mogę im odmówić wpływu jaki na mnie wywarły. 

A oto one, ułożone mniej więcej w porządku chronologicznym (wg kolejności odkrycia przeze mnie, a nie daty premiery):


1. Budka Suflera - Przechodniem Byłem Między Wami - rock (wtedy jeszcze) progresywny

2. Rhapsody - Symphony of Enchanted Lands - epic/symphonic power metal

3. Edguy - Hellfire Club - power metal

4. Mago de Oz - Finisterra - folk/power metal

5. Therion - Lemuria - symphonic metal

6. Warrant - The Best of Warrant - hair metal

7. Darkthrone - The Cult is Alive - punk/black metal

8. Lacuna Coil - Comalies - gothic metal

9. My Dying Bride - Like Gods of the Sun - doom metal

10. Radogost - W Cieniu Wielkiego Dębu - folk metal

11. Kreator - Endorama - thrash metal

12. Inkubus Sukkubus - Wytches - gothic rock

13. Overkill - The Electric Age - thrash metal

14. Katatonia - Viva Emptiness - doom metal/depressive rock

15. Avatarium - The Girl with the Raven Mask - doom metal

16. Bonsai Kitten - Occupy Yourself - psychobilly

17. Pride of Lions - The Destiny Stone - aor/melodic hard rock

18. Arena - The Visitor - rock/metal progresywny

19. Big Big Train - The Grand Tour - rock progresywny 

20. Sleepwulf - Sunbeams Curl - psychedelic stoner rock


Do dzisiejszego artykułu dołączam również playlistę, na której znalazły się po 4 najlepsze, moim zdaniem, utwory z każdej z wymienionych powyżej płyt. Mam nadzieję, że moje propozycje Was zaciekawią i sam również czekam na komentarze, które albumy ukształtowały Wasz gust muzyczny.

Playlist: 20 Albums That Changed My Music Taste


poniedziałek, 24 lipca 2023

17.07-23.07.2023

 

Zapraszam na kolejne tygodniowe podsumowanie. Tym razem, chyba po raz pierwszy odkąd istnieje ten blog, playlista zdominowana jest przez rock progresywny. Wszystko za sprawą kanadyjskiego Mystery, ale nie tylko. Zapraszam do lektury i słuchania.

Wspomniany wyżej zespół Mystery moi czytelnicy powinni kojarzyć z wydanego w połowie maja albumu Redemption. Pochodząca z niego kompozycja The Beauty and the Least z miejsca stała się jednym z najczęściej odsłuchiwanych przeze mnie utworów. W zeszłym tygodniu postanowiłem pogrzebać trochę głębiej w dyskografii Kanadyjczyków i tak natrafiłem na dwie płyty, nagrane z poprzednim wokalistą Benoit Davidem. Mimo, że przyzwyczaiłem się już do brzmienia głosu Jeana Pageau, muszę przyznać, że jego poprzednik też wykonywał dobrą robotę. Sama muzyka zawarta na The World is a Game i Beneath the Veil of Winter's Face jest jak zawsze na wysokim poziomie. Na uwagę zasługują zwłaszcza refleksyjne Superstar czy absolutnie przejmujące dear Someone jak również nieco bardziej baśniowe Snowhite. Jeśli ktoś nie zna tego zespołu a szuka spokojniejszych ale złożonych i zmuszających do myślenia brzmień to powinien się nim zainteresować. 

Przedstawicielem rocka neo-progresywnego jest również angielski Galahad. Istniejąca od 1985r kapela ma w swojej dyskografii wiele świetnych albumów, m.in. wydany w zeszłym roku The Last Great Adventurer czy klasyczne już Sleepers i bardziej metalowe Empires Never Last. Ja w ostatnim czasie natomiast sięgnąłem po pochodzące z 1998r Following Ghosts, na którym znajduje się urocza, refleksyjna kompozycja Imago. Mam przeczucie, że na tym nie poprzestanę bo po dłuższej przerwie odkryłem w sobie rosnący apetyt na progresywne granie.

 Przechodząc z progresywnego rocka do melodyjnego aor-u nie ma niespodzianki. W dalszym ciągu w głośnikach często gości Pride of Lions, nawiązujące w swoim brzmieniu do takich legend gatunku jak choćby Survivor. Ich najnowsza płyta Dream Higher jest właśnie bardzo bliska stylistycznie do autorów Eye of the Tiger. Nie ma co się jednak dziwić, skoro jednym z filarów Pride of Lions jest sam Jim Peterik (były gitarzysta, zgadnijcie - Survivor). Warto jednak nadmienić, że panowie z PoL potrafią także zagrać mocniej, bardziej hard rockowo co udowadniają choćby w mega przebojowym Carry Me Back z ich poprzedniego albumu, Lion Heart.

Swoje przedstawicielstwo na dzisiejszej playliście ma również rock gotycki. Jest nim oczywiście Inkubus Sukkubus i utwory z 27 (!) albumu zespołu. Jak już wspominałem wcześniej, She of a Thousand Names nie jest rewolucją w brzmieniu kapeli, jednak pokazuje, że nadal można w obranej przez siebie stylistyce przygotować coś świeżego i absorbujacego. Dziś mam dla Was dwa dynamiczne, rockowe utwory - Queen Satrina i Starfire.

Teraz czas na nowość, przyznam się mocno niespodziewaną. Bang to amerykański zespół, którego początki sięgają przełomu lat 60-ych i 70-ych. Wydany w 1972r album Bang narobił na ówczesnej scenie dużo zamieszania, przez wielu uważany za amerykańską odpowiedź na Black Sabbath. Taka też była muzyka zespołu - psychodeliczny, ciężki rock po latach zaliczony do proto-metalu czy proto-doomu. Dalsza historia zespołu była mocno burzliwa, co jakiś czas pojawiały się nowe płyty ale nie bylo ich jakoś dużo. Tymczasem w 2023 roku po ponad 50-latach od debiutu panowie wydają płytę Another Me, która ponownie może narobić dużo zamieszania. Muzyka na niej zawarta jest zbliżona do klasyki - psychodeliczny hard-rock momentami wchodzący w klimaty tradycyjnego doomu. Wszystko brzmi naprawdę super i liczę, że kapela zasługuje na wysokie miejsce w lipcowych rankingach Doom Charts. Zresztą posłuchajcie Clouds, Broken Toys czy utworu tytułowego by się sami przekonać. Nie będziecie zawiedzeni.

Dla fanów doom metalu ważną informacją będzie pewnie premiera nowego, podwójnego singla od szwedzkiego Monolord. Na It's all the Same znajdują się dwie kompozycje, zaskakująco melodyjne ale nie tracące stoner/doomowego charakteru. Sceptyków od razu uspokajam, nie jest to taka melodyjność jak na ostatnim albumie Ghost, utwory są nadal melancholijne ale jednak jakoś tak mocno wpadają w ucho. Zresztą oceńcie sami, oba single są dostępne na playliście.

Pozostali reprezentaci doom metalu to akustyczne Pray for the Winds to Come z monumentalnego tryptyku Songs from the North od Swallow the Sun a także bardziej stonerowe Swamp of My Own brytyjskiego Froglord i Dirty Lungs greckiego Green Yeti. Wszystkie trzy utwory warte uwagi, choć każdy nieco inaczej interpetuje pojęcie "doom"

Jak mówią Anglosasi, at last but not least, czas na power metal. Tu swoją dominację utrzymują Szwedzi z Bloodbound. Ich najnowsza płyta Tales from the North to prawdziwa uczta dla fanów podwójnej stopy, szybkich gitar i wpadających w ucho melodii. Praktycznie wszystkie 5 obecnyc na playliście utworów to powermetalowe galopady i tylko Sail Among the Death zwalnia w refrenie, robiąc miejsca epickiemu chórowi. Niezaprzeczalnie jedna z najlepszych płyt roku w tej kategorii. 

Drugą płytą, która może powalczyć o laur pierwszeństwa jest Back to Attack, łabędzi śpiew niemieckiego Majesty. Na tej płycie znajduje się m.in. totalny killer o nazwie Never Kneel, który również znajdziecie na liście podlinkowanej pod postem.

Do tego tytułu aspiruje również inna power metalowa legenda - Iron Savior. Dowodzona przez Pieta Sielcka ekipa jesienią wydaje swój nowy album i niedawno wypuściła drugi, promujący go singiel. Through the Fires of Hell jest nieco wolniejszy niż poprzedni, tytułowy Firestar ale również zostaje na dłużej w pamięci. Premiera nowego utworu była też dla mnie okazją by przypomnieć sobie porzedni album zespołu, co poskutkowało m.in. obecnością na dzisiejszej playliście pochodzącego właśnie ze Skycrest utworu Our Time Has Come - również szybkiego i melodyjnego. Ot power metal.

Nieco mniej oczywistą muzykę, na pograniczu epic i power metalu tworzy od lat Virgin Steele. Utwory z ich najnowszej płyty The Passion of Dionysus gościły juz kilkukrotnie w cotygodniowych podsumowaniach, natomiast zamykający płytę I Will Fear No Man for I Am a God znalazł się w nim po raz pierwszy. Jest to epicka kompozycja z refrenem będącym pewną formą manifestu. Naprawdę uczta dla ucha. Zachęcam do odsłuchu jak i zapoznania się z resztą płyty.

Myślę, że mimo bogactwa stylistycznego, dzisiejsza playlista zachowuje balans pomiędzy refleksyjnością i melancholią a energią i optymizmem. A jak Wam minął ten muzyczny tydzień? Zachęcam do czytania, komentowania i odsłuchu playlisty:

Playlista: 23.07.2023


piątek, 21 lipca 2023

Daniel Heiman - Playlista Tematyczna

 


Kiedy myślimy o najwybitniejszych power metalowych wokalistach przed oczami stają nam zapewne Michael Kiske, Fabio Lione, Tobias Sammet czy Timo Kotipelto. Nie możemy jednak zapomnieć o, może mniej obecnie rozpoznawalnym ale równie charakterystycznym artyście, jakim bez wątpienia jest Daniel Heiman. 

Urodzony 11 czerwca 1974r w Goteborgu wokalista po raz pierwszy dał się poznać szerszej publiczności jako frontman power metalowego Lost Horizon. Była to grupa muzyczna, która pomimo swojego krótkiego żywota zapisała się złotymi głoskami w historii power metalu. Ich dwa albumy, Awakening the World i A Flame to the Ground Beneath wprowadziły tematykę filozoficzną do zdominowanego przez magię i miecz gatunku a Daniel Heiman z miejsca stał się jednym z najbardziej szanowanych piosenkarzy. 

Po zawieszeniu działalności Lost Horizon, Daniel uczestniczył w nagrywaniu jednego albumu innego szwedzkiego power metalowego zespołu - Crystal Eyes. Niestety jego przygoda z kapelą zakończyła się na 1 krążku i 1 wspólnym koncercie.

W 2008 roku wystąpił gościnnie na drugiej płycie power metalowego Harmony. Współpraca układała im się na tyle dobrze, że na kolejnym albumie, świetnym Theatre of Redemption był juz podstawowym wokalistą.

W latach 2008-15 był frontmanem zespołu Lavett, grającego rocka alternatywnego, nagrywając z nimi album Find Your Purpose.

Rok 2019 zwiastował powrót Daniela do bardziej powerowego grania. Sformował wtedy trzyosobowy zespół Dimhav, grający połączenie metalu progresywnego z powerem. Panowie mają na razie na koncie jeden, dość ciekawy album The Boreal Flame, w którym przynajmniej ja odnajduję ducha Lost Horizon. 

W kolejnych latach Daniel Heiman dwukrotnie obsadzał wakat po innym uznanym piosenkarzu, Yannisie Papadopoulosie. Najpierw miało to miejsce w 2021 roku w greckim Warrior Path a dwa lata później w kolejnym helleńskim zespole - Sacred Outcry.

Poza regularnymi występami, Daniel Heiman był również gościem na wielu albumach innych wykonawców. Dla mnie najwazniejszy jest jego udział w metal operze Legend of Valley Doom Mariusa Danielsena, gdzie śpiewał w duetach m.in. z wspomnianym na wstępnie Michaelem Kiske. Swoją drogą wszystkich fanów chociażby starej Avantasii zachęcam do zapoznania się z tą absolutnie fantastyczną muzyczną trylogią.

Po dość obszernym zapoznaniu z sylwetką wokalisty zapraszam do odsłuchu playlisty, na której zawarłem zarówno gościnne występy Daniela Heimana jak i najciekawsze utwory z płyt, na których był wiodącym wokalistą. Gorąco polecam, gdyż w kategorii power metal jest to na pewno postać pierwszoligowa.

Playlista: The Best of Daniel Heiman 

niedziela, 16 lipca 2023

10.07-16.07.2023

 


Witajcie! Pora na kolejne cotygodniowe podsumowanie. Ostatni tydzień był naturalnym rozwinięciem tematów rozpoczętych na poprzednim podsumowaniu, stąd playlista jest na pewno bardziej kompaktowa z mniejszą liczbą nowości. Te, natomiast, jeśli już są to na pewno powinny zwrócić Waszą uwagę.

Jak poprzednio palma pierwszeństwa przysługuje szwedzkiemu Bloodbound za swój nowy, niezwykle wciągający album Tales From the North. Utwory z tego krążka po raz kolejny zdominowały playlistę. Wystarczy jednak posłuchać takich killerów jak choćby 1066, Land of Heroes czy Sail Among the Dead by w pełni zrozumieć dlaczego. Przyznam się, że ostatni raz taką jazdę bez trzymanki szwedzcy power metalowcy zaserwowali nam na wydanej w 2017 War of Dragons. Tegoroczna płyta to dla fanów powera pozycja obowiązkowa i, obok Back to Attack Majesty, mój kandydat do płyty roku w tej kategorii.

W klimatach power metalowych mam dla Was również trzy utwory Virgin Steele, prezentujące bardziej epickie podejście do tematu i bardzo udany To Rule them All z najnowszej płyty Mariusa Danielsena. Są to kawałki, o których wspominałem już tydzień temu więc tym razem nie będę się nad nimi rozwodził.

Dużo czasu w zeszłym tygodniu poświęciłem również mojemu absolutnie ulubionemu zespołowi gothic rockowemu. Mowa o brytyjskim Inkubus Sukkubus, który pod koniec czerwca wydał naprawdę udaną płytę She of a Thousand Names. Nie ma co prawda na niej zbyt wielu innowacji (od dłuższego czasu styl zespołu jest mocno ustabilizowany), jednak jeśli chodzi o warsztat muzyczny i kompozycje to nie ma się do czego przyczepić. Zarówno wolniejsze utwory, jak tytułowy czy bardziej rockowe w stylu Starfire, Queen Satrina czy Angelus Fame z hipnotyzującym, chóralnym refrenem trzymają wysoki poziom. Wszystkim fanom muzyki gotyckiej gorąco polecam zapoznanie się z, bardzo obszerną zresztą, dyskografią zespołu.

Sporo naprawdę wysokiej jakości muzyki mam dla Was w kategorii doom metal. W dalszym ciągu mierzę się z monumentalnym, trójpłytowym wydawnictwem Songs from the North, death/doomowego Swallow the Sun. Aktualnie najbardziej przemawia do mnie pierwsza część tego tryptyku, mniej death metalowa a bardziej melancholijna. Wszystkie umieszczone na playliście kawałki, w tym moi absolutni faworyci Rooms and Shadows i Lost & Catatonic, pochodzą właśnie z tej części albumu. 

W mojej muzycznej bibliotece pojawiły się także dwie doom metalowe nowości. Pierwsza to bardzo specyficzny zespół o wiele mówiącej nazwie Froglord. W zeszłym tygodniu premierę miała ich czwarta płyta Sons of Froglord. Ich pierwsze wydawnictwa obracały się bardziej w stylistyce sludge/doomowej, natomiast na najnowszym krążku poszli bardziej w stronę stonerowego grania. Przyznam się, że wyszło im to na dobre. Redukcja ciężaru i dodanie odrobiny transowych melodii sprawia, że takie kawałki jak A Swamp on My Own, Froglady czy najbardziej stonerowy w tym zestawieniu Road Raisin mocno wchodzą do głowy. 

Drugi zespół, Slow Wake, odkryłem dzięki czerwcowemu zestawieniu Doom Charts. Ich muzyke mozna określić jako połączenie doom metalu z elementami progresywnymi i post-rockowymi. Na debiutanckim krążku, Falling Fathoms mamy pięć długich (trzy utwory ponad dziesięciominutowe) kompozycji utrzymanych w refleksyjnym klimacie. Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza utwór tytułowy, nieco bardziej skompresowany bo 8-minuotwy i zamykający płytę majestatyczny Black Stars.

Przejdźmy teraz do nieco bardziej energicznej i pogodnej muzyki. W kategorii AOR od kilku tygodni rządzi u mnie Pride of Lions, dowodzone przez znanego z Survivor Jima Peterika i utalentowanego wokalistę młodszego pokolenia - Toby'ego Hitchcocka. Najnowszy krążek duetu, Dream Higher zebrał w prasie muzycznej dużo ciepłych recenzji a i w moich rankingach plasuje się bardzo wysoko, choć przyznam, że ich poprzednie wydawnictwo, Lion Heart zrobiło na mnie nieco większe wrażenie. Na dzisiejszej playliście możecie porównać obie płyty, gdyż mam dla Was bardzo przebojowe, hair metalowe wręcz Carry Me Back z 2020 roku i tegoroczne, Find Somebody to Love, nawiązujące brzmieniem właśnie do wspomnianego wyżej Survivora.

Drugim zespołem towarzącym w tej stylistyce jest szwedzkie Degreed. Ich najnowszy krążek Public Address to kawał melodyjnego, gitarowego grania. Co prawda brak na niej takiego killera jak Higher z poprzedniego albumu, jednak wszystkim fanom aor polecam m.in. Big Plans, No One czy This Is Love. Skandynawowie po raz kolejny pokazują nam, że nikt tak jak oni nie potrafi kultywować ducha hair metalowego szaleństwa z lat 80-tych.

Na koniec został mi progresywny rodzynek - nowy singiel szwedzkiego Soen. Utwór Memorial poświęcony jest tematyce związanej ze stresem pourazowym, coraz częściej rozpoznawanym w dzisiejszych czasach zaburzeniem psychicznym. Poza ważnym przesłaniem, kompozycja broni się także muzyką, mocno melancholijną, przywodzącą na myśl późniejsze dokonania Katatonii. Przyznam, że oba wypuszczone do tej pory single pozwalają mieć nadzieję na kolejny, bardzo dobry album szwedzkich prog-metalowców.

Gdy zaczynałem pisać ten post, towarzyszyła mi myśl, że w sumie nie ma zbyt wielu nowości, o wielu utworach wspominałem już ostatnio więc dzisiejsze podsumowanie będzie raczej mocno kompaktowe. Nie wyszło, rozpisałem się ale mam nadzieję, że udało mi się Was zaciekawić. A teraz niech przemówi muzyka, link do playlisty poniżej. Do miłego!

Najpopularniejsze