Myślą przewodnią bloga jest dzielenie się moimi gustami muzycznymi z innymi, w duchu starego dobrego last.fm. Prezentuję na nim krótkie, cotygodniowe podsumowania aktualnie słuchanej muzyki, rankingi i zestawienia połączone jakimś tematem przewodnim. Do każdego postu staram się dołączyć link do dedykowanej mu playlisty na Spotify. Zapraszam do lektury szczególnie miłośników ciężkich brzmień - rocka i metalu.
czwartek, 23 listopada 2023
Polecam, Playlist Everyday
poniedziałek, 20 listopada 2023
13.11-19.11.2023
Za nami już 2/3 listopada. Zapowiadałem jakiś czas temu, że będzie to okres dominacji jesiennej muzyki. Czy miałem dobre przeczucie? I tak i nie. Na pewno sporo czasu poświęcam na nastrojową, refleksyjną, smętną muzykę, jednak obok tego, jakby dla przeciwwagi utrzymuje się bardziej ekspresywne, energiczne brzmienie. Idąc tym tropem, dzisiejsze podsumowanie podzielę na 2 części.
Zacznę od sekcji poświęconej doom metalowi i rockowi progresywnemu, jako tym bardziej nastrojowym dźwiękom. Ma to też związek z tym, że zarówno doomowy Green Lung jak i neo-progowy Galahad były najczęściej słuchanymi przeze mnie w zeszłym tygodniiu zespołami.
Brytyjski Green Lung jest dla mnie jednym z najmocniejszych kandydatów do tytułu doom metalowej płyty roku. Na This Heathen Land spotykamy się z okultystycznym połączeniem stoner i doom metalu ubranym w wciągające, nieraz przebojowe melodie. Zespołowi nie brak pomysłowości przy komponowaniu utworów, czego przykładem jest choćby wyliczanka wpleciona w One for Sorrow (chyba najlepszy utwór na płycie) czy bardziej ambientowy Song of the Stones. Od otwierającego (po instrumentalnym prologu) album The Forest Church po zamykający Oceans of Time mamy momentami epicką, momentami refleksyjną muzyczną ucztę. Młócę ten album od kilku tygodni i poki co, nie zamierzam przestać.
Ogólnie można powiedzieć, że stoner/doom jest aktualnie najmodniejszą odmianą doom metalu. W comiesięcznych zestawieniach Doom Charts stanowią co najmniej połowę, spychając na dalsze miejsca epic, traditional czy tak popularny jeszcze 10-15 lat temu death/doom. Kolejne dwa zespoły, o których chce napisać jak najbardziej wpisują się w taką estetykę. Howling Giant wylądował w ogóle, całkiem zresztą zasłużenie na 1 miejscu październikowej listy Doom Charts. Ich unikalny styl, czerpiący również z psychodelii czy rocka progresywnego najlepiej prezentuje się w majestatyczny Tempest, and the Liar's Gateway czy melancholijnym Aluminium Crown ale i bardziej dynamiczne Sunken City ma w sobie coś, co wciąga bez końca. Drugim wspomnianym zespołem jest The Heavy Minds, który potrafi dodać do stoner/doomowego rdzenia iście heavymetalowy ciężar i melodykę. Zresztą, sprawdźcie utwór Names jeśli nie wierzycie.
Neo-progowcy z Galahad również przygotowali dla nas na najnowszej płycie The Long Goodbye dużo emocji, refleksji i zadumy. Muzycznie jest więcej elektroniki niż na poprzednim albumie, ale nie wychodzi to na złe. Kompozycje momentami bywają naprawdę przejmujące, jak w utworze tytułowym czy otwierającym płytę Behind of the Veil of a Smile. Gitary czasem są tylko tłem do przedstawionej historii, innym razem przejmują pierwszeństwo, malując opowieści swoimi dźwiękami. Jest cudnie i nastrojowo. Z siedmiu utworów na płycie aż pięć znalazło się dziś na mojej playliście. To o czymś świadczy.
W zeszłym tygodniu postanowiłem sobie trochę odświeżyć dyskografię amerykańskiego IZZ. Jest to zespół grający symfoniczną odmianę rocka progresywnego. Ja jednak na playlistę wybrał chyba najbardziej kompaktowy i rytmiczny utwór, jaki w ostatnim czasie popełnili. Tytułowy utwór z ich ostatniej płyty długogrającej, Don't Panic! można uznać za typowy rockowy kawałek, gdyby nie momenty wyciszenia i symfonii przed ostatnim refrenem. Fajnie to wszystko razem się łączy więc zachęcam do zapoznania się z nim jak i innymi dziełami kapeli.
Na pograniczu prog i power metalu, czyli też na pograniczy refleksyjności i ekspresyjności obraca się fiński Anthriel. Przez niespełna 20 lat istnienia Finowie wydali tylko dwa albumy ale wyraźnie celowali w jakość a nie ilość. Odkryłem ich w sumie przez przypadek, szukając zespołów na playlistę do poprzedniego artykułu (tu ) i już po pierwszym odsłuchu My Dark Morning Star poczułem, że to będzie dłuższa przygoda. Cała płyta Transcendence to zbiór ambitnych ale i melodyjnych kompozycji. Na uwagę zasługuje też (między innymi przez sam tytuł) bardziej refleksyjne Rhapsody of Fire. Jeżeli szukacie czegoś "nowego" to ten już nie taki nowy zespół może Wam się spodobać.
W zeszły piątek premierę miała także nowa płyta włoskiego prog-powerowego zespolu DGM. Ich poprzednie albumy charakteryzowały się wysokim poziomem, misternymi kompozycjami i odpowiednim ciężarem. Nie inaczej jest na Life. Utwory zapadają w pamięć na dłużej a prawdziwą przyjemnością jest poznawanie ich warstwa po warstwie. Na dzień dzisiejszy na playlistę załapał się co prawda tylko pierwszy na płycie Unravel the Sorrow ale bądźcie pewni, że za tydzień będzie tego więcej.
Elementy progresywne czy symfoniczne ale przy znacznej przewadze tych power metalowych to cecha charakterystyczna dwóch uznanych zespołów - Angry i Serenity. O ich najnowszych albumach pisałem już ostatnio i cóż, podtrzymuję swoją opinię. Kawał dobrego, szybkiego i melodyjnego grania. Podobnie również szwedzki Palantir. Pochodzący z nowej EP-ki zespołu Distant Place to typowa power metalowa galopada. Taka muzyka chyba nigdy mi się nie znudzi.
Warto jeszcze wspomnieć o nowym krążku AOR-owego Care of Night. Płyta Reconnected ma w sobie to, co dobry hard-rock powinien mieć. Są dynamiczne gitary, ciężka, soczysta perkusja i zaraźliwe melodie. Czy to balladowe No One Saves the World Alone czy dynamiczne Melanie, Street Runner czy Tonight. Jest to muzyka, której nie powstydziłyby się takie tuzy gatunku jak choćby Survivor. Muzyka dobra i do jazdy autem i do słuchania w pracy a i na romantyczny wieczór też się nada.
Na koniec, dla odmiany coś dużo mocniejszego. Wieści o tym, że Testament zaczyna pracę nad nowym albumem zainspirowały mnie do sięgnięcia po chyba mój ulubiony krażek thrashowców z Bay Arena - The Brotherhood of the Snake. Ciężki, dynamiczny, bezkompromisowy. Na playlistę wrzucam utwór tytułowy, który siecze ostro i nie bierze jeńców.
Tym jakże dosadnym numerem kończę dzisiejsze podsumowanie. Jestem ciekaw jak u Was wyglądają jesienne playlisty. Moja dostępna jest pod linkiem poniżej. Zapraszam do odsłuchu i komentowania.
piątek, 17 listopada 2023
Power Metal - Nieznane i Niedoceniane
poniedziałek, 13 listopada 2023
06.11-12.11.2023
piątek, 10 listopada 2023
Arjen Anthony Lucassen - Playlista Tematyczna
Po muzykach power i doom metalowych czas na postać związaną ze sceną progresywną - tak rockową jak i metalową. W tej kategorii wybór mógł być tylko jeden - Arjen Anthony Lucassen, założyciel i główny kompozytor licznych muzycznych projektów, niekoniecznie czysto progresywnych. Na początek tradycyjnie krótka notka biograficzna i opis najważniejszych artystycznych dokonań.
Arjen urodził się 3 kwietnia 1960 roku w Hilversum w północnej Holandii. Jest bardzo wszechstronnie wykształconym muzykiem - gra na klawiszach, gitarze i basie. Okazjonalnie staje też za mikrofonem. Początki jego kariery przypadają na lata 80-e, gdy grał w zespołach Bodine i Vengeance. Następnie, w 1994 roku rozpoczął karierę solową. Większość jego projektów skonstruowanych jest na zasadzie opery rockowej, z udziałem licznych wokalistów i muzyków dobrze znanych w świecie metalu i rocka progresywnego.
Najbardziej znany jest oczywiście Ayreon, w którego muzyce mamy mieszankę rocka i metalu progresywnego z elementami folkowymi, symfonicznymi czy elektroniką. Bardzo ważna cechą jest też zróżnicowane instrumentarium i wspólny dla większości płyt koncept, odnoszący się do ślepego minstrela Ayreona.
Projektem związanym poniekąd z Ayreonem jest mniej znany Ambeon, gdzie rock progresywny spotyka się z dark ambientem. Mamy tu też elementy zaczerpnięte z muzyki celtyckiej czy nawet rocka gotyckiego. Niektóre utwory to właśnie ambientowe wariacje na temat piosenek starszego, bardziej znanego "brata".
Star One charakteryzuje się cięższymz bardziej metalicznym brzmieniem. Widoczne są też inspiracje spacer rockiem rodem z lat 70ych. Współpracę z tym zespołem mają na koncie tak znane osoby jak Dan Swano, Russell Allen, Damien Wilson czy Floor Jansen.
W 2009 roku ukazał się jedyny jak do tej pory album Guilt Machine, kolejnego progresywnego projektu Arjena. Tu na uwagę zasługuje 8-minutowy utwór złożony z nagranych uprzednio przez fanów głosów i wypowiedzi. Tematyka albumu natomiast w przeciwieństwie do innych dzieł Arjena była bardziej osobista, dotykała kwestii emocji czy depresji. Niestety aktualnie projekt jest zawieszony.
Stream of Passion, kolejny z wielu zespołów założonych przez Lucassena był próbą nawiązania do bardzo popularnego na początku obecnego stulecia symfonic/gothic metalu z obowiązkowym damskim wokalem. Rolę "pięknej" w tym układzie pełniła znana m.in. z Mayan czy współpracy z Kamelot Marcela Bovio. Zespół odniósł spory sukces ale cóż, nie przetrwał próby czasu.
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Arjen jednak ponownie spróbował swych sił w bardziej symfonicznym graniu i to w duecie z nie byle kim. The Gentle Storm był efektem współpracy z Anneke van Giersbergen, pierwszej wokalistki The Gathering, jednego z pionierów tak death/doom jak i gothic metalu. Pomimo dobrych recenzji jakie uzyskała ich debiutancki płyta, przyszłość projektu pozostaje niepewna.
Najnowszym pomysłem Arjena jest zespół Supersonic Revolution, którego pierwszy album miał premierę w tym roku. Na Golden Age of Music mamy hołd złożony rockowym klasykom przełomu lat 70 i 80-ych. Jest przebojowo, energicznie i optymistycznie. Po raz kolejny Arjen Anthony Lucassen udowadnia, że bez względu na konwencję, jest w stanie tworzyć wyjątkowe kompozycje.
Oprócz swych licznych projektów, Lucassen wielokrotnie brak udział w nagrywaniu albumów innych artystów. Nie było tego może tyle co w przypadku Fabio Lione (który nota bene zaśpiewał w jednym utworze Ayreona) ale warto wspomnieć, że Arjen gościnnie występował w różnych rolach, czy to śpiewał, czy odpowiadał za gitarę (świetne solo w The Watchmakers' Dream Avantasii) czy też pełnił rolę narratora jak w przypadku najnowszej płyty Temperance, o której moi słuchacze na pewno już słyszeli.
Jako podsumowanie tego artykułu załączam playlistę, na której mamy próbki zarówno solowych dokonań artysty, utworów nagranych z Vengeance czy wszystkich dostępnych w Spotify współprac Arjena Anthonego Lucassena. Mam nadzieję, że ta playlista zagwarantuje Wam kilka godzin spędzonych przy dobrej muzyce. Link poniżej a ja czekam na Wasze komentarze, który z projektów tego zdolnego artysty najbardziej przemawia Wam do gustu :)
poniedziałek, 6 listopada 2023
30.10-05.11.2023
Wspominałem ostatnio, że wraz z nadejściem listopada moje aktualne gusta ponownie skręcą w stronę bardziej nastrojowej i klimatycznej muzyki. Tak też się stało, choć nadal obok powracającego do łask doom metalu w dzisiejszym podsumowaniu znajdziecie dużo powera, glamu czy prog-rocka. Moje zainteresowanie rodzimą sceną muzyczną również nie słabnie, tym razem jednak głównie za sprawą muzyki folkmetalowej.
Może od tego zaczniemy to podsumowanie, gdyż warszawska Runika to zespół, który chyba najczęściej gościł w ostatnim tygodniu w moich głośnikach. Kilka dni temu miała premierę ich druga płyta zatytułowana Między Światami, która w porównaniu do debiutu wydaje mi się bardziej refleksyjna, uduchowiona, choć nie brakuje jej również energii i efektownych gitarowych zagrywek. Jednym z takich przykładów jest znana z singli Czarownica. Oprócz niej muszę wyróżnić jednak te bardziej stonowane kawałki, zwłaszcza magiczny W Świętym Gaju, refleksyjny Taniec Śmierci czy nawiązujący do Cyklu Demonicznego (jednej z fajniejszych serii fantasy jakie czytałem) Pieśń o Nowiu. Trochę dla przeciwwagi i z pewnej przekory dorzucam na playlistę pochodzący z debiutu Sabat - tu Runika pokazuje ogień i po prostu nie bierze jeńców. Podsumowując poświęcony jej akapit, Między Światami to mimo wszystko jedna z najciekawszych pozycji na rodzimej scenie folk-metalowej w tym roku. Dobra robota! Sława!
Pozostając przy polskich artystach nadal zdarza mi się sięgać po nowy album Kwiatu Jabłoni a zwłaszcza po świetny utwór Dom. Wielkim atutem tego zespołu są zmuszające do myślenia teksty i w przypadku tej piosenki to prawdziwa poezja.
Polskim zespołem, choć śpiewającym w języku Shakespeare'a jest poznańska Tortuga. Tu wchodzimy już właśnie w te bardziej mroczne klimaty. Jest to kapela łącząca w sobie psychodelię, stoner i doom metal. Przyznam się, że na ich nowy album Iterations trafiłem trochę przypadkiem ale nie żałuję, bo muzyka ma klimat, jest odpowiedni ciężar i to uczucie niepokoju, którego nie rozwiewają nawet niespodziewanie melodyjne linie wokalne. Na playliście umieściłem utwór, od którego zacząłem przygodę z tym bandem - zamykający płytę Epitaph.
Skoro już dotarliśmy do doomowych rejonów wypada pociągnąć ten temat dalej. I tu wchodzi Green Lung cały na biało(wróć!) na zielono. Brytyjscy stoner/doom metalowcy mają niebywały talent do tworzenia muzyki, która jednocześnie jest mroczna, melancholijna ale i niezwykle przebojowa. Każda do tej pory wydana przez nich płyta robiła na mnie wielkie wrażenie i tak jest w przypadku This Heathen Land. Dużo na niej zróżnicowanych kompozycji, tych cięższych jak One for Sorrow czy bardziej melodyjnych jak rytmiczny Hunters in the Sky czy przywodzący na myśl dokonania Ghost Oceans of Time. Całości dopełniają okultystyczne i utrzymanie w stylistyce weird tales teksty, sprawiające, że człowiek naprawdę ma wrażenie podróży przez te niezwykłe brytyjskie pejzaże, przez ten pogański ląd.
W podobnym tonie, choć jednak z większym przesunięciem ciężaru w stronę rocka niż metalu gra amerykańska Kadabra. O utworach z ich najnowszej płyty Umbra pisałem już przy okazji poprzednich podsumowań. Jak widać zaprezentowana przez nich muzyka wytrzymuje próbę czasu a takie kawałki jak High Priestess, Midnight Hour czy Battle of Avalon mogą lecieć u mnie na okrągło.
Nastrojowość, choć podana w nieco innej formie bywa też ważną cechą rocka progreswynego. W tej kategorii bohaterem tygodnia są dla mnie bez dwóch zdań Pattern-Seeking Animals. Ta rockowa supergrupa na kolejnej już płycie udowadnia, że przed nami jest jeszcze wiele dźwięków i motywów, które tylko czekają na gotowego na ich odkrycie kompozytora. A gdy, jak to w supergrupach bywa, tych kompozytorów jest kilku, cóż, sukces murowany. Spooky Action at a Distance to dla mnie płyta be słabszego momentu, zachwycająca różnorodnością motywów, melodiami i instrumentalnymi popisami, których intensywność nie przesłania jednak konkretnego przesłania utworu. Od otwierającego album The Man Made of Stone, przez przepiękne Underneath the Orphan Moon, przebojowe Bulletproof czy dynamiczne Window to the World nie ma ani jednego momentu znużenia, tylko pełne zainteresowanie. Nie uważam się za wielkiego znawcę prog rocka ale dla mnie to jeden z najlepszych albumów w tym roku.
Dla przeciwwagi wrzucam jeden utwór Cosmograf, zespołu a w zasadzie projektu muzycznego, który znam od dawna ale (poza ostatnią płytą) nigdy nie poświęciłem mu odpowiednio dużo uwagi. W tym tygodniu zrobiłem sobie krótki przekrój przez poprzednie albumy i naprawdę mocno wsiąknąłem w The Man Left In Space. Póki co, na playlistę wrzucam monumentalny utwór tytułowy ale kto wie, może za tydzień poświęcę więcej miejsca temu interesującemu wydawnictwu.
Czas zmienić klimat o 180 stopni, przechodzimy do sekcji poświęconej "jaśniejszej stronie świata" - przed nami power i glam metal. W tym pierwszym gatunku wydarzeniem tygodnia były na pewno premiery nowych albumów austriackiego Serenity i brazylijskiej Angry.
Pierwszy z tych zespołów wraca z nowym albumem po 3 latach przerwy, w trakcie których wokalista Georg Neuhauser był bardzo aktywny w innych zespołach (przede wszystkim Warkings czy Fallen Sanctuary). Kilkuletnia przerwa na szczęście nie wpłynęła negatywnie na jakość muzyki zawartej na Nemsesis AD. Nadal jest to wysokiej klasy symfoniczny power metal, dobrze radzący sobie zarówno w szybkich utworach jak i tych bardziej stonowanych. Warto wspomnieć, że w kawałku The Fall of Man mamy gościnny udział Roya Khana, legendarnego byłego wokalisty Kamelot. Oprócz tego warto dać szansę rozpędzonemu Ritter Tod und Teufel (Knightfall), nieco spokojniejszemu Sun of Justice czy melodyjnemu hymnowi The End of Babylon. Nie jest to co prawda taka petarda jak choćby ostatni Iron Savior, ale płyty Serenity zawsze wymagały dłuższego odsłuchu, by wydobyć z nich to co najlepsze.
Kolejnym takim niebezpośrednim zespołem jest legenda brazylijskiej sceny metalowej - Angra. Cycles of Pain to już ich trzeci album nagrany z Fabio Lione na wokalu i po kilku pierwszych odsłuchach jawi się jako solidna porcja progresywnego powera. Niektóre utwory może i są za bardzo "udziwnione", choć gdy posłuchamy intrygującego Vita Seca z akcentami ludowymi, fragmentami śpewanymi po brazylijsku połączonymi z krystalicznym głosem Fabio taka doza nietypowości przestanie nam przeszkadzać. Zespół nie zapomniał jednak o elementach power metalowych, które fajnie wplecione zostały w utwór Dead Man on a Display - szybki ale nie do utraty tchu.
Na koniec zaś zostaje nam hair metal albo jego dziedzictwo. Amerykańki Dokken od lat już tworzy bowiem bardziej hard-rockową muzykę z elementami progresji niż energiczny, beztroski glam. Najnowszy album zespołu, wydany po 11 latach przerwy to muzyka dojrzała, czasem refleksyjna, czasem bardziej dynamiczna ale nadal łatwo wpadająca w ucho. Obok przebojowego Over the Mountain moje serce szybciej bije też przy subtelnym Is It Me or You czy akustycznym Santa Fe.
Obok Dona Dokkena i spółki, miłośnicy lat 80-ych poszaleć mogą przy dwóch utworach mało znanego w szerszej świadomości metalowców zespołu Swedish Erotica. Rock'n'roll City i We're Wild Young and Free to prawdziwe manifesty muzyczne, sławiące rock'n'rollowy styl życia i hair-metalową muzykę, tak typowe dla lat 80-ych. Fajna podróż w czasie, z której nieraz nie chce się wracać.
My wrócimy jednak tradycyjnie przy okazji kolejnego tygodniowego podsumowania lub jakiegoś bardziej tematycznego artykułu. Na ten moment zaś zostawiam Wam tradycyjną tygodniową playlistę. Miłego słuchania!
piątek, 3 listopada 2023
Październik 2023 - Podsumowanie Miesiąca
POWER METAL
1. Iron Savior - za jedną z najlepszych płyt od czasu wydanej w 2011 The Landing. Piet Sielck pokazuje, że pomimo niespełna 60-lat na karku nadal pełen jest młodzieńczej werwy a jego kompozycjom nie brakuje energii. Firestar to solidny kandydat do tytułu płyta roku w kategorii power metal.
2. Eunomia - za kolejną epicką opowieść, która wyszła spod piór (a w zasadzie gitar) braci Danielsenów. Szybka muzyka, podniosły klimat i gościnne występy uznanych nazwisk to wszystko to, co gwarantuje udaną metalową operę.
3. Derdian - za powrót do tematyki fantasy, który nie okazał się tylko odcinaniem kuponów od dawnej popularności, tylko solidnym punktem w dyskografii. Utwory zebrane na czwartej części New Era są soczyste, gitarowe i niepozbawione symfonicznego antruażu
4. Manowar - za Fighting the World, płytę, którą w tym roku odkryłem na nowo, mimo, że jest to jedna z najlepszych w całej historii zespołu. Jakoś tak zawsze nam było nieco nie po drodze, dlatego cieszę się, że dałem jej w końcu szansę
5. Temperance - za pierwszy w historii zespołu concept album, któremu towarzyszy również książka autorstwa Marco Pastorino. A na albumie poza stałymi bywalcami szereg uznanych postaci w roli narratorów czy wokalistów. Płyta, która będzie na pewno jeszcze długo przeze mnie słuchana
6. Apostolica - za "liturgiczny power metal", kościelne organy i własny, pozbawiony wilków, pomysł na tego typu muzykę
DOOM METAL
1. Kadabra - za hipnotyczny, pustynny stoner/doom. Za wydanie jeszcze lepszego albumu, niż świetny debiut sprzed dwóch lat. Za jedno z największych muzycznych odkryć w tym gatunku w ostatnich latach. Móglbym tak pisać jeszcze długo, odtwarzając po raz kolejny Umbrę od deski do deski
2. Orbiter - za potężne gitarowe riffy, psychodeliczną atmosferę i mocny kobiecy wokal. Wydana niedawno płyta Hollow World ujęła mnie od pierwszych dźwięków i po raz kolejny potwierdziła fakt, że w doom metalu najlepsze odkrycia są zawsze dzięki Doom Charts
3. Superlynx - za psychodeliczne, hipnotyzujące brzmienie, niepozbawione też charakterystycznej melodyki. Czy to jeszcze doom metal czy depresyjny rock? Ciężko powiedzieć ale słucha się tego wyśmienicie
4. The Answer Lies In the Black Void - za zróżnicowany, klimatyczny album, na którym znaleźć możemy zarówno wstawki iście operowe, jak i fragmenty growlowane ale przede wszystkim piękne i melancholijne melodie
POZOSTAŁE
1. Subsignal - za progresywną ucztę dla ucha, jaką zgotowali nam niemieccy rockersi, a przede wszystkim za cudny Marigold, który przez długi czas był najczęściej słuchanym przeze utworem
2. Andareda - za bardzo udany powrót po 12 latach ciszy wydawniczej. Eksperyment człowiek to album niełatwy ale poznawanie jego kolejnych warstw to prawidziwa przyjemność
3. Resoraki - za jedno z największych muzycznych odkryć, jakich dokonałem za sprawą utwory Obcy w obcym mieście - przejmującego zarówno muzycznie jak i w warstwie lirycznej
4. Kwiat Jabłoni - za udowodnienie, że w muzyce popularnej jest miejsce na inteligentne teksty i nieszablonową muzykę a nie tylko umpa-umpa
Jak co miesiąc podrzucam też link do playlisty z moimi 30-oma ulubionymi utworami. Życzę miłego odsłuchu i zachęcam do dzielenia się własnymi podsumowaniami października.
Najpopularniejsze
-
W dzisiejszym artykule chciałbym podzielić się moimi ulubionymi płytami z gatunku, który kiedyś (dobre 14-15 lat) był dla mnie ważny, lecz...
-
Podobno najtrudniej zarobić pierwszy milion a potem już idzie z górki. Niektórzy mówią też, że tę pierwszą bańkę trzeba po prostu ukraść, ...
-
Końcówka sierpnia, końcówka wakacji i ostatnie tygodnie naprawdę "nieletniego" lata - dobry czas by przyjść do Was z muzycznym p...






